RSS
 

Ladies and Gentlemen, I present to you: Mr. Jason Mraz

16 kwi

Na początku procesu reanimacji (ew. reaktywacji) tego bloga, umieściłem już notkę poświęconą panu Mrazowi. Nie było to jednak wydarzenie godne tego artysty, także teraz się reflektuję i stąd dłuższa notka poświęcona temu genialnemu piosenkarzowi. :)

Background story
Jasona Mraza poznałem w zeszłym roku, w maju, bądź czerwcu, kiedy to w pięknym okresie pomaturalnym (a.k.a najdłuższych wakacji życia ;) ), siedziałem w domu i przerzucałem telewizyjne kanały. W pewnym momencie natrafiłem na Vivę i lecące tam teledyski. Jednym z teledysków, które wtedy obejrzałem, był ten do piosenki… "I’m Yours" Jasona Mraza, właśnie. Piosenka (i teledysk) baardzo mi się spodobały, więc już po paru chwilach znajdowałem się przy komputerze, uruchamiając iTunes’a. Tam niezwłocznie wpisałem nazwisko Mraza i po chwili pojawiłem się już na stronie z jego najnowszą płytą "We Sing. We Dance. We Steal Things". Tam zacząłem słuchać fragmentów jego kawałków. Jeden utwór bardzo mocno przykuł moją uwagę.  Piosenką, która wywarła na mnie tak ogromne wrażenie, było "Dynamo of Volition". Była tak optymistyczna, skoczna, niepodobna do innych znanych mi rzeczy, tak bardzo w moim stylu, że od razu się w niej zakochałem i musiałem ją jak najszybciej mieć na swoim odtwarzaczu.
Te dwie piosenki otworzyły mi drogę do bliższej znajomości z Jasonem. ;)
A reszta to historia. ;)

Teraz jestem już szczęśliwym posiadaczem trzech płyt Mr.A-Z’a, a jego muzyka ciągle mi towarzyszy.
Moja ulubiona piosenka "Dynamo of Voliton", z której zresztą pochodzi cytat, będący tytułem tego bloga (czyli genialny tekst "I’m only a boy in a story, just a halucynatory"), ostatnio trafiła na swoje należyte miejsce, czyli numer 1 w moim "Top 25 Most Played". :D

Dość background story, bo nie będę was zanudzał kolejnymi etapami poznawania nowych płyt i piosenek, przejdę natomiast do sedna całej sprawy, czyli… samej muzyki.

Na początek teledysk do piosenki, od której… wszystko się zaczęło.
Oto "I’m Yours":

Swoją drogą to wersja teledyskowa tej piosenki, przypadła mi do gustu bardziej niż jej wersja płytowa. (bo ma te piękne dodatkowe dźwięki/sylaby w refrenie) ;)
Poza tym piosenka i teledysk są bardzo wakacyjne i bardzo pozytywnie nastrające do życia. :)
Dopatruję się także wpływu tego wideo na panujące od jakiegoś czasu szaleństwo na punkcie… Ray-Banów. Mam wrażenie, że Mraz i ten teledysk, miały duży wpływ na powrót tych mega-lanserskich okularów. …
…Bowiem na pewno przyczynił się do tego, że gdy miałem ku temu okazję, to zaopatrzyłem się w… czarny kapelusz. :)

Utwór numer dwa: "Dynamo of Volition" teledysku nie posiada, więc odsyłam do MySpace’a.

Kolejną piosenką, którą pragnę tutaj zaprezentować jest zatem… "Geek in the Pink".

   

Pomysł sympatyczny, słucha i ogląda się naprawdę dobrze. ;)
A zdjęcie uważam za genialne! :D (a pochodzi z wnętrza okładki do pierwszego albumu Jasona – "Waiting for my rocket to come")

Więcej teledysków nie umieszczam, natomiast przechodzę do polecania kolejnych kawałków. :)
Z góry uprzedzam, że nie zdążyłem się jeszcze dobrze zapoznać ze wszystkimi piosenkami Mraz’a, cały czas odkrywam nowe. Ostatnio np. zakochałem się w "Coyotes" z najnowszej płyty. Nie wiem jak to się stało, że wcześniej  mi umknęła, gdy słuchałem tego albumu. Przecież ta piosenka jest cudowna. (Powodów dopatruję się w tym, że ona ma taki niepozorny początek, tak jak "When the sun goes down" Arctic Monkeys, którą to piosenkę też pokochałem dość późno w mojej znajomości z Małpami, właśnie z powodu tego spokojnego początku).

Inne genialne piosenki Mraza, na które zdecywanie warto zwrócić uwagę:
Piękne, spokojne "Life is wonderful", już nie tak spokojne "Did you get my message?"(!), "Curbside Prophet", "Butterfly" (które btw. jak dla mnie brzmi zupełnie jak "Just the two of us"), oraz cudowne, wręcz wzruszające ( ;) ) "The Beauty in Ugly".
Oczywiście uważam, że inne piosenki też są wspaniałe; wielu wymienianych przez innych fanów Mraza (jak "Plane", "You and I both" czy "Bella Luna") zwyczajnie jeszcze nie znam, ale na pewno bardzo mi się spodobają, kiedy nadejdzie ich czas. ;)
Ogólnie rzecz ujmując jestem bardzo zadowolony, że poznałem muzykę Mraza i czuję, że zostanie ona ze mną na długo. :)
(A tak w ogóle to czekam tylko na moment jak któraś z jego piosenek w końcu trafi do któregoś z oglądanych przeze mnie seriali. Uważam bowiem, że takie "Grey’s Anatomy" bardzo by skorzystało, gdyby jego utwory tam sie pojawiły. Poza tym mam wrażenie, że odnalazłyby się znakomicie, wśród innych ciekawych twórców, których muzyka pojawia się w tym serialu. :) )

      
(Naciśnięcie na którąś z okładek wyśle Cię do iTunes’a, gdzie możesz posłuchać sobie fragmentów utworów Mr.A-Z’a)
Natomiast inne linki znajdują się tutaj:
Oficjalna strona, MySpace, Last.fm, a także… Facebook ;)
Enjoy!

Na zakończenie zachęcam do podpisania się pod petycją, aby Jason odwiedził nasz kraj nad Wisłą.
(A koncerty odbywające się najbliżej nas, to niemieckie miasta: Sttutgart (6lipca) i Freiburg (7lipca)).

I to by było na tyle!
Mam nadzieję, że zaraziłem Was miłością do Mraza, ewentualnie ciekawie o nim przypomniałem tym, którzy już go od dawna znają i uwielbiają. :)
I pamiętajcie – "Life is wonderful", jak to zgrabnie ujął w tytule jednej z piosenek. :)

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. Tom Braider

    18 kwietnia 2012 o 08:04

    Rzadko się wypowiadam na temat muzyki w internecie, to może skorzystam z okazji. Tylko weź się na mnie teraz nie obraź, nie chcę podpaść, bo wiesz crossovery robi się zajebiście itd. ale ja kompletnie Mraza nie trawię.

    Dla mnie reprezentuje on nurt zwany „white guy with acoustic guitar”. Takie „I’m yours” nudziło mnie przy drugim przesłuchaniu. Uważam, że tego typu piosenki są taką trochę wyżutą gumą popu (pierwsze z brzegu niemal identyczne skojarzenie to np. Bruno Mars i jego okropny „Lazy Song”, czy Train i „Hey Soul Sister”, którym rzygam dalej niż widzę). Chodzi o to, że nie znam chyba bardziej zapominalnych typów piosenek niż właśnie biały koleś z akustykiem. Żeby nie było, że się wypowiadam tylko na temat jednego utworu, to przesłuchałem troszkę płyt Mraza i facet cośtam chce robić bardziej żwawego, jakieś próby z r&b itp., ale wydaje mi się, że jednak ginie w morzu podobnych wykonawców. Znaczy, jakbym leżał latem na plaży a ratownicy postanowiliby zapodać taką płytkę w tle, to może było by przyjemnie i nie cierpiałbym w żadnym wypadku, ale z własnej woli słuchać płyt Jasona to dla mnie trochę za dużo.

    Pozdro 500!

     
  2. Kaczy

    25 kwietnia 2012 o 17:23

    Internet Friendship over! ;) :P

    A tak na poważnie, to spoko, rozumiem, rozumiem. Każdy ma w końcu własne zdanie! :)
    Masz rację, że Mraz podpada pod ten nurt, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Mówisz, że może ginąć w morzu podobnych artystów – możliwe, ale jako, że słucham właśnie Mraza, a nie innych artystów tego nurtu, to dla mnie się jednak wybija ;) (Choć zdecydowanie rozumiem o co Ci chodzi. Ja np. nie przekonałem się do utworów Jacka Johnsona, właśnie dlatego, że były bardzo do siebie podobne i przypominały też dokonania Jasona. A skoro słucham tegoż, to pomyślałem, że nie muszę sobie powielać takich artystów). ;)

    No właśnie ten wakacyjny klimat mi się bardzo podoba i zdecydowanie pozytywnie nastraja mnie do rzeczywistości. :)
    Zwłaszcza utwory z „We Sing. We Dance. We Steal Things” ze wspomnianym „I’m Yours” i moim ulubionym „Dynamo of Violition”. No i mi jednak zostały w pamięci, kołacząc się po głowie długo po usłyszeniu! Zresztą podobnie, jak wspomniane przez Ciebie dwa utwory, (które w sumie też całkiem lubię, jednak zdecydowanie słabiej niż dokonania Mr.A-Z’a). Najwyraźniej mamy inne uszy i inną pamięć, skoro Tobie szybko wylatują z głowy i/lub męczy, a ja się całkiem dobrze bawię, słuchając tych kawałków. ;)

    Dzięki za komentarz i przepraszam za opóźnienie w odpisywaniu!

    Pozdro

     
 

  • RSS