RSS
 

Note #800

16 maj

System blog.pl poinforomował mnie, że ta notka będzie już 800-tną zamieszczoną na tej stronie.
Bardzo się cieszę, że udało mi się dotrwać do takiego momentu.
Mam też nadzieję, że do 1000-cznej też dotrwam. ;)
A teraz, jako że nia mam żadnej koncepcji na jakąś większą celebration note, przejdę do stałego punktu tego bloga, czyli recenzji filmowej. ;)

Elizabethtown

Już kolejny raz widziałem ten film i byłem bardzo zdziwiony, gdy zorientowałem się, że wcześniej o nim tutaj nie pisałem. Czas zatem nadrobić zaległości.

„Elizabethtown” Camerona Crowe’a jest filmem z serii „lekkich, łatwych i przyjemnych”, które bardzo dobrze się ogląda. Mimo, że dotyczy poważnych tematów, (w tym śmierci!), pozostaje optymistycznym dziełem, które budzi uśmiech widza.
Obraz ten łączy kilka różnych podgatunków filmowych - film rodzinny, komedię romantyczną, jak i film drogi. :)
Muzycznie jest bardzo spokojnie, momentami wręcz melancholijnie. Na podwójnym soundtracku (vol. 1 i vol. 2) znajdują się tacy artyści jak: Ryan Adams, Tom Petty, Rachel Yamagatta, czy Elton John. Muzyka tworzy piękne tło muzyczne dla opowieści, czasami wybijając się na pierwszy plan.
Jest to zatem bardzo ciepłe kino, wywołujące wiele pozytywnych emocji. Na dodatek głównych bohaterów grają Orlando Bloom i Kirsten Dunst, więc jest też na kogo popatrzeć. ;)
Za najlepszą scenę uważam całonocną rozmowę telefoniczną pomiędzy naszymi bohaterami, którzy dopiero co się poznali. Kończy się ona spotkaniem na wspólne oglądanie wschodu słońca. Scena jest po prostu genialna i zostaje w głowie na długo po seansie, nierozerwalnie kojarząc się z tym filmem.
I chociażby dla niej warto obejrzeć "Elizabethtown". :)

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS