RSS
 

Chillin’

24 kwi

"Into the blue" to obraz wyjątkowo wakacyjny i wyjątkowo odprężający.


Akcja dzieje się bowiem na Karaibach, a my przez cały czas trwania filmu możemy oglądać przepiękne widoki morza, piasku, rafy koralowej, i innych tego typu atrakcji. Wszystko oczywiście skąpane w promieniach słońca.
Od strony wizualnej film prezentuje się znakomicie. Wygląda wręcz jak katalog turystyczny, bądź film propagujący nurkowanie głębinowe.

Fabuła kręci się bowiem wokół grupy przyjaciół z zamiłowaniem do nurkowania, którzy podczas jednej ze swoich wypraw, na dnie karaibskiego morza odnajdują nie tylko wrak statku, ale i zatopiony samolot, po brzegi wypełniony kokainą.
Oba te fakty doprowadzą do pewnych nieporozumień między członkami grupy, a także do zatargu z miejscową mafią, co wprowadzi do opowieści wątki sensacyjne.

Film Johna Stockwella, mimo dość prostej fabuły, jest zgrabnie nakręcony i ciekawie poprowadzony, także człowiek podczas seansu zupełnie się nie nudzi. Na dodatek może też dobrze odpocząć, gdyż będzie miał przyjemność patrzenia na przepiękne widoki oraz opalonych, zrelaksowanych ludzi.

Od strony aktorskiej właściwie nie ma się do czego przyczepić. Wprawdzie ewidentnym zadaniem postawionym przed aktorami było głównie dobrze wyglądać, jednak kiedy przychodzi do wykrzesania z siebie jakichś emocji, ekipa też daje radę.
Pewnie dlatego, że główne role grają tutaj Paul Walker i Jessica Alba, a towarzyszą im Scott Caan i Ashley Scott.

Ogólnie rzecz biorąc – "Into the Blue" ogląda się z ogromną przyjemnością, gdyż obraz wypełniony jest pozytywną energią. Na dodatek pozwala widzowi na chwilę oddechu w zazwyczaj zabieganym życiu. Można wręcz rzec, że jest namiastką wakacji, gdyż przenosi widza w piękne miejsca, gdzie samemu chciałoby się być.
Jako film na odprężenie obraz Stockwella sprawdza się znakomicie, i jako taki mogę go serdecznie polecić.
 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. quentinho

    24 kwietnia 2010 o 21:28

    I to rozumiem :) Sam kocham „Błękitną Głębię”. To mój ulubiony film na zimę :) Zawsze można na piękne krajobrazy i… panienkie oczywiście, popatrzeć :)

     
  2. Kaczy

    26 kwietnia 2010 o 10:01

    Zdecydowanie pozytywny film!
    I rzeczywiście na zimę jak znalazł. :)

     
 

  • RSS