RSS
 

M is for Machine

20 maj

"Iron Man" w reżyserii Jona Favreau to kolejna ekranizacja Marvelowskiego komiksu, przeniesiona na ekran w ostatnich latach.
Tym razem głównym bohaterem jest multimiliarder Tony Stark, który oddziedziczył po ojcu nie tylko fortunę, ale i firmę pałającą się wytwórstwem uzbrojenia wszelkiej maści.
Początkowo Tony wiedzie życie playboya, tonąc w luksusach, na które może sobie pozwolić dzięki stałemu przypływowi ogromnej gotówki. Jednak kiedy na własnej skórze doświadczy obrażeń wojennych, spowodowanych przez własne militarne wyroby, jego punkt widzenia diametralnie się zmieni. Postanowi wtedy naprawić zło, które sam pośrednio wyrządził, i zostanie tym samym nowym "obrońcą uciśnionych".

"Iron Man" jest całkiem niezłym filmem o nietypowym superbohaterze. Gdy inni mu podobni ratują świat pod osłoną nocy, nikomu nie zdradzając swojej tożsamości, Tony Stark z rozbrajającą szczerością stwierdza "I am Iron Man". Zresztą nie tylko główny bohater różni się od reszty swoich "kolegów po fachu". Także sam film o jego przygodach poprowadzony jest nieco inną ścieżką niż pozostałe.
Ogromną rolę odgrywa tu realizm. Wydarzenia, które oglądamy na ekranie, pokazane są w jeszcze bardziej realistyczny i "naturalny" sposób niż w kładącym nacisk na realizm "Batmanie Początku".
Jest to wielki atut filmu Favreau, wyróżniający go na tle pozostałych adaptacji przygód komiksowych superbohaterów.
Muszę jednak przyznać, że opowieści o "człowieku z żelaza" brakuje tego czegoś, co wgniatałoby widza w fotel i bezgranicznie wciągało do swojego świata. Nie do końca wiem jak to sprecyzować, mogę jedynie powiedzieć, że zarówno filmy Nolana o Batmanie, jak i większość filmów o "X-Menach" posiadały ten "wciągający" czynnik.

Jestem natomiast w stanie powiedzieć, że ten film należy do jednego aktora. Mimo, że w obsadzie znajdują się takie osoby jak Jeff Bridges, Gwyneth Paltrow, czy Terrence Howard, wszyscy oni grają jedynie "drugie skrzypce" dla Roberta Downeya Jr, który ponownie stworzył intrygującą postać, której poczynania z ciekawością się ogląda. Na dodatek na osobowości jego bohatera opiera się cały film.

Jego Tony Stark jest pewnym siebie, nieco zadufanym geniuszem, który zajęty jest pracą oraz "szybkimi rozrywkami". Jednak kiedy przyjdzie do podjęcia poważniejszej inicjatywy, potrafi też stanąć na wysokości zadania i zadbać o "przyszłość i bezpieczeństwo kraju, i świata".
Choć cała obsada bardzo dobrze radzi sobie w ryzach swoich postaci, Tony Stark jest zwyczajnie najciekawszym z bohaterów, któzy pojawiają się na ekranie. Ogromna w tym zasługa samego Downeya Jr., ale również ciekawego scenariusza, który obdarzył Starka właśnie takim zbiorem cech.

Od strony muzycznej też jest całkiem nieźle. Ścieżka dźwiękowa* przepełniona jest szybkimi rockowymi utworami, które tworzą klimat znany z innych filmów akcji. I choć muzyka nie jest szczególnie świeża i zaskakująca swoim brzmieniem, zwyczajnie dobrze oddaje klimat poszczególnych scen, wpadając przy tym w ucho.
Co ciekawe zyskała ona uznanie krytyków, którzy przyznali wykonawcy Raminowi Djawadiemu nagrodę Grammy dla Najlepszego Soundtracku Filmowego za rok 2008.

Ogólnie rzecz ujmując – "Iron Man" to kino czysto rozrywkowe, przygotowane ze sporą rzetelnością, posiadające ciekawe sekwencje akcji oraz kilka humorystycznych momentów. Mimo to film nie wgniótł mnie w fotel i raczej nie trafi na listę moich ulubionych opowieści o superbohaterach. Nie mogę jednak powiedzieć, że seans "Iron Mana" nie przysporzył mi pozytywnych wrażeń i że nie było to wydarzenie odprężające. Sęk tkwi chyba w tym, że liczyłem na nieco więcej.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS