RSS
 

M is for Marriage

17 maj

Film Anne Fletcher "The Proposal" to typowa komedia romantyczna, z kilkoma dodatkowymi udziwnieniami, z których niektóre pojawiają się po raz pierwszy w filmach z tego gatunku.

Zacznijmy jednak od początku i zarysu fabuły.
Margaret Tate, wpływowa szefowa wydawnictwa książkowego, staje przed trudnym problemem – może zostać deportowana ze Stanów Zjednoczonych, gdyż urząd emigracyjny nie chce przedłużyć jej wizy. Margaret pochodzi z Kanady, stąd całe zamieszanie. Aby uniknąć deportacji i wiążącej się z nią utraty zatrudnienia, Margaret postanawia oszukać urząd emigracyjny i "na szybko" pobrać się ze swoim podwładnym.
To sam początek historii oraz problemów i nieporozumień, które powstaną na kanwie tej decyzji. To również przyczynek dla wielu zabawnych scen. Humor opierać się będzie właśnie na nieporozumieniach pomiędzy bohaterami, które w dużej mierze wynikają z charakterologicznych różnic między nimi.

Główne role grają tutaj Sandra Bullock oraz Ryan Reynolds. Oboje dobrze wypadają jako bohaterowie, których grają, aczkolwiek poziom ich aktorstwa nie odbiega zbytnio od tego, co można oglądać w innych komediach romantyczych. Z tego powodu byłem nieco zaskoczony, gdy wyczytałem, że za swoją rolę Sandra była nominowana do Złotego Globu. Jak dla mnie grała zwyczajnie poprawnie, na podobnym dobrym poziomie, jaki reprezentuje w innych swoich hitowych filmach, jak chociażby przezabawnej "Miss Agent"; nie na poziomie prestiżowych nagród. (Nota bene na takim poziomie S. Bullock też potrafi grać, co udowodniła m.in w doskonałym "The Blind Side", jednak akurat filmu Fletcher nie zaliczałbym do jej najlepszych występów. Była zwyczajnie dobra. I tyle!).

Czas przejść do specyficznych udziwnień, które pojawiają się w "The Proposal", a które niespotykane były wcześniej. Podstawowym przedstawicielem owych wariacji jest scena, w której para głównych bohaterów biegnąc nago przez pokój, przypadkiem wpada na siebie. Jest to tak dziwna i specyficznie pokazana scena, że aż szalenie zabawna i zapadająca w pamięć.
Do takich scen można zaliczyć też moment, w którym Margaret spotyka w lesie babcię narzeczonego, która odprawia modły do bogów lasu, co następnie zmienia się w przezabawny układ taneczny do "Get Low" Lil Jona i skandowanie przez kobietę tekstu tej piosenki.

Do specyficznych scen można też zaliczyć porwanie psa, czy wydarzenia "poranne", które także wywołują uśmiech.
To tylko kilka z przezabawnych scen, które pojawiają się w obrazie Fletcher. Są one jednak na tyle ciekawe, że pomyślałem, że specjalnie je tutaj wspomnę.

W ogólnym rozrachunku "Narzeczony mimo woli" posiada wiele specyficznych, acz bardzo zabawnych scen, które rzeczywiście potrafią rozbawić widza. Mimo to "The Proposal" jest raczej typowym przedstawicielem gatunku komedii romantycznej niż jego reinwencją. Jednak jako przedstawiciel tego gatunku sprawdza się doskonale i przysparza wielu pozytywnych wrażeń. Jest też typowym relaksacyjnym filmem, przy którym można odpocząć i dobrze się pośmiać. Jak wiadomo takie filmy też są bardzo przydatne, stąd też bez oporów mogę go polecić jako film na poprawę humoru. :)

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. Tom Braider

    29 maja 2010 o 09:57

    Obejrzałem i nie byłem zdegustowany, nawet czasami się zaśmiałem, więc jest dobrze. Zakończenie historii można oczywiście łatwo przewidzieć, no bo w końcu nie każdy film wpisany do tego gatunku to 500 Days Of Summer. Zgodzę się z tym, że nominacja Bullock za tą rolę do Złotych Globów jest trochę przesadzona, bo niczym nie odstaje od typowej dla tego gatunku gry. Pozdrawiam i zapraszam na filmstock.blog.pl

     
  2. Kaczy

    3 czerwca 2010 o 18:54

    Cieszę się, że też Ci się całkiem podobał. Ja w sumie sam nie spodziewałem się, że będzie aż tak fajny i przyjemny, mimo że podążający wytyczoną ścieżką filmów swojego gatunku. :)

    Co do Globów, to porównywałem grę Sandry do tego jak grała w „Miss Agent”. Żeby było śmieszniej niedawno wyczytałem, że za tamtą rolę też była nominowana, właśnie do Globa. Więc całkiem to ciekawy „zbieg okoliczności”. Zwłaszcza, że mi też się wydaje, że to był zwyczajnie przyzwoity poziom gry, a nie jakoś powalający. No, ale w sumie miło, że ją doceniają. ;)

     
 

  • RSS