RSS
 

Team Life

26 lip

"The A-Team", czyli filmowa wersja serialu z lat 80-tych, przepełniona jest wybuchami, strzelaninami i bijatykami. Niestety zabrakło w tym wszystkim serca i ciekawego scenariusza, a co za tym idzie także zazaangażowania widza w opowiadaną historię, które sprawiłyby, że oglądane wydarzenia byłyby rzeczywiście emocjonujące.

Wszystko jest tutaj bowiem takie jak już gdzieś wcześniej było. Nie ma żadnych innowacji. Możnaby powiedzieć – nic dziwnego, skoro film powstał na kanwie serialu. Na dodatek bardzo często zdarza się tak, że oglądamy nieco zmodyfikowaną wersję doskonale znanej historii, a i tak świetnie się bawimy. Tym jednak, co sprawia, że tak się dzieje, a czego tutaj zabrakło, jest fakt naszego zaangażowania w opowiadaną historię i nasze zżycie z bohaterami. Gdy opowieść jest dobrze poprowadzona, zwyczajnie obchodzą nas losy bohaterów, chcemy wiedzieć co im się przydarzy i jak uda im się wybrnąć z kolejnej trudnej sytuacji.
Tutaj natomiast, niestety, bohaterowie nie wywołują żadnych emocji.
Być może to kwestia tego, że nie dostajemy ich backstory, mówiącej nieco o początkach grupy, przez co tak naprawdę niewiele o nich wiemy. Lekko mi to przeszkadzało w większym zaangażowaniu w historię, gdyż przez to, że nie obchodziło mnie czy bohaterowie przeżyją czy zginą, cała akcja też mnie jakoś mało obchodziła. Wszystkie te wybuchy, strzelaniny, itd., choć rzeczywiście były bardzo efektowne, to jednak mało emocjonujące.

Być może, gdybym znał pierwowzór, bądź zwyczajnie czuł jakąś więź z bohaterami, (co taka znajomość serialu by mi umożliwiała), odbierałbym ten film inaczej. A tak – zupełnie beznamiętnie mi się go oglądało.

Jedynie parę scen rzeczywiście mi się podobało (m.in. latanie czołgiem(!), B.A biegnący po ścianie budynku, czy bardzo trójwymiarowy seans filmu), większość niestety nieco mi się dłużyła. A to dość średnio wróży filmowi akcji.

Od strony aktorskiej jest natomiast nieźle, choć nie powalająco. Wszyscy bohaterowie dość dobrze sprawują się jako grane przez siebie postaci. Co innego, że w większości są one zarysowane dość grubymi kreskami i nie posiadają zbytniej głębi psychologicznej.
W obsadzie znalazły się takie osoby jak Liam Neeson, Bradley Cooper, Quinton Jackson, Sharlto Copley, czy Jessica Biel. Żadne z nich nie kradnie dla siebie ekranu i nie przyćmiewa reszty aktorów. Z jednej strony to dobrze, z drugiej – może, gdyby na pierwszy plan wyłoniła się jakaś kluczowa postać, seans zyskałby nieco więcej emocji?

Muzycznie jest bardzo średnio, gdyż poza tytułowym utworem, znanym również z samego serialu, muzyka zupełnie nie porywa i w zasadzie jest niezauważalna. Choć to właściwie nie jest jakaś wielka wada; po prostu przyzwyczaiłem się już do poznawania nowych świetnych utworów dzięki filmom, czy serialom.

Ogólnie rzecz biorąc "Drużyna A" to taki film, o którym łatwo zapomnieć już przy wychodzeniu z sali kinowej. Gdybym miał go oceniać to dostałby on ode mnie jakieś 4/4,5 na 10.

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. Tom Braider

    29 lipca 2010 o 12:27

    Filmu co prawda nie oglądałem, ale już po obejrzeniu trailera wiedziałem, że nie chcę go widzieć, bo po prostu zabija ducha tego kultowego serialu akcji. Podstawowy problem to – za dużo komputera.

     
  2. Kaczy

    29 lipca 2010 o 18:16

    Jak dla mnie bardziej problematyczne było to, że nic z tych efektów nie wynikało.
    Ogólnie mogło być naprawdę dobrze, ale coś jednak nie wypaliło. No cóż…

     
 

  • RSS