RSS
 

(Different) Team Life, take II

03 sie

"Charlie’s Angels: Full Throttle" to film wedle zasady: w sequelu ma być wszystkiego więcej!

Z tego powodu dostajemy tutaj jeszcze więcej nierealnych sekwencji akcji, więcej tańca, więcej "złoczyńców", więcej efektów specjalnych, a nawet większą ilość dwuznacznych dowcipów. Dodajmy do tego powiększoną obsadę, dobrze dobraną muzykę i dostajemy przepis na udany sequel letniego filmu.

Tym razem jednak nacisk trzeba zdecydowanie położyć na słowo "letniego". Aby w pełni cieszyć się urokami "dwójki", trzeba raczej wyłączyć myślenie i dać się porwać temu, co możemy oglądać na ekranie.
Fabuła tego filmu jest bowiem dość szczątkowa i w zasadzie jest pretekstem, by móc widzowi pokazać kolejną przesadzoną sekwencję akcji. Jeśli jednak kupi się tę koncepcję, widza czeka szalona jazda bez trzymanki, zapowiedziana już w samym tytule obrazu. Jeśli nie, bardzo możliwe, że człowiek zacznie łapać się za głowę i zastanawiać "kto to wymyślił?".

Po tym, co zobaczyłem w "jedynce", byłem w pełni gotowy na przesadzony styl tego filmu oraz wszystkie plusy i minusy z nim związane. Z tego powodu "Full Throttle" wywarł na mnie pozytywne wrażenie i całkiem dobrze bawiłem się podczas jego projekcji. Muszę jednak przyznać, że tym razem nieco mniej niż podczas poprzednich seansów, czy niedawnego zetknięcia z "jedynką". Może dlatego, że starałem się spojrzeć na niego z bardziej krytycznej strony? Przez co zacząłem dostrzegać znaczną liczbę uproszczeń i niedomówień scenariusza? Ogólnie jednak sądzę, że nie było tragicznie, a momentami nawet całkiem nieźle.


Od strony muzycznej jest równie dobrze, co w pierwszym filmie. Znów soundtrack* obfituje w różnorodność dźwięków i wykonawców, które tworzą doskonałą kombinację, a niektóre sekwencje muzyczne na długo pozostają w pamięci. Szczególnie duże wrażenie zrobił na mnie utwór "A Girl Like You" Edwyna Collinsa, pojawiający się w momencie, gdy różne ekipy "bad-gayów" zmierzają do Hotelu Roosvelt, czy piosenka "U Can’t Touch This" MC Hammera wraz z towarzyszącym jej układem tanecznym.
Wśród artystów, których utwory znajdują się w "Full Throttle" są także: The Prodigy, Bon Jovi, Journey, Electric Six, Nickelback, David Bowie, Pink oraz kilkoro innych. (Pełna lista utworów tutaj).

Do obsady znanej z pierwszego filmu, dołączyły natomiast takie postacie jak Demi Moore, Bernie Mac, Shia LaBeouf, John Cleese, Justin Theroux, czy Rodrigo Santoro. (Przez chwilę pojawia się nawet Bruce Willis, czy jedna z oryginalnych Aniołków – Jaclyn Smith).
W specyficzny sposób wyjaśniono nieobecność Billa Murraya, który w poprzedniej części grał Bosley’a. Okazało się, że jego bohater został adoptowany przez czarnoskórą rodzinę Bosleyów, której członkiem jest bohater grany przez Berniego Maca, który w tym filmie zastępuje swojego brata w pełnieniu obowiązków.
Aktorzy znów dobrze wywiązują się ze swojego zadania, choć po raz kolejny ich bohaterowie nie posiadają zbytniej głębi psychologicznej.

Ogólnie rzecz biorąc "Aniołki Charliego: Zawrotna Szybkość" to film kontynuujący passę swojego poprzednika w byciu obrazem "lekkim, łatwym i przyjemnym". Można jednak powiedzieć, że "dwójka" trochę zbyt mocno wzięła sobie do serca, że ma być "lekka", przez co niezbyt wymaga myślenia. Muszę jednak przyznać, że seans tego filmu nie był dla mnie męczarnią i całkiem dobrze się na nim bawiłem.
Ostatecznie wystawiłbym mu ocenę 6/10, trochę zawyrzoną z powodu sentymentu, jaki mam do pierwszego filmu o "Aniołkach Charliego" oraz ogólnego wakacyjnego nastroju, który nieco się nasila się seansie "dwójki".

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. Tom Braider

    7 sierpnia 2010 o 10:21

    Jak już mówiłem wcześniej, mnie ta część dość wymęczyła. Obejrzałem do końca, ale nie odbieram go tak pozytywnie jak jedynkę. Jeśli miałbym ocenić, to bardziej 3/10. Za dużo akcji też potrafi czasem zmęczyć. Aha, muszę zgodzić się, że kompilacja utworów muzycznych jest dobra i jak dla mnie to chyba najbardziej pozytywny aspekt tego filmu. Pozdrawiam

     
  2. Kaczy

    8 sierpnia 2010 o 23:06

    Swoją ocenę trochę zawyżyłem też dlatego, że podczas wcześniejszych seansów nawet nie zwróciłem uwagi na uproszczenia scenariusza, tak byłem pochłonięty pędzącą akcją. Może zwyczajnie trafiłem w odpowiednim wieku na ten film? ;)

    Co do kwesti „za dużo akcji też może zmęczyć”, to ostatnio odczuwałem dokładnie to uczucie przy „Transformers 2″.
    Jak dla mnie uproszczenia scenariuszowe „dwójki” Aniołków w niczym nie umywają się do uproszczeń (i dziur) scenariuszowych tamtego filmu.

     
 

  • RSS