RSS
 

The Chocolate Wars

13 lis

Idąc za przykładem Toma z filmstocka, postanowiłem wreszcie obejrzeć obydwie wersje przygód Charliego w fabryce czekolady. Na nowej wersji byłem w kinie. Za oryginał zbierałem się natomiast od momentu, w którym Lorelai Gilmore oglądała to dzieło w jednym z odcinków "Gilmore Girls". Mimo to, ciągle nie mogłem odnaleźć tego filmu. Ostatnio jednak mocno się zawziąłem i po kilku próbach, wreszcie… udało się! :)

Jestem więc po podwójnym seansie przygód Charliego. Mogę zatem zaprezentować: Clash of the Wonkas!



"Willy Wonka and the chocolate factory" (reż. Mel Stuart, 1971) versus "Charlie and the chocolate factory" (reż. Tim Burton, 2005).

Fabuła: Obie wersje powstały na bazie książkowego pierwowzoru – bajki Roalda Dahla. Obydwie opowiadają o wyprawie dzieci do fabryki czekolady, gdzie większość z nich pada ofiarą dziwnych wypadków, które same na siebie ściągnęły.

Znamiennie różnice fabularne (względem pierwowzoru):
"Willy Wonka": 1. Podpisywanie specjalnego kontraktu przed wejściem do fabryki. 2. Nie skorzystano ze słów piosenek napisanych przez Roalda Dahla. (W nowej wersji już tak!) 3. Gęsi znoszące złote jaja zamiast wiewiórek sprawdzających orzechy. 4. Test na sprawdzenie uczciwości dzieci (Pan "Slugworth") 5. Brak wyjaśnienia dotyczącego tego czy dzieci wyszły cało z dramatycznych sytuacji, w które same się wpakowały. (Książka i nowy film pokazują nam ich wyjście z fabryki).

"Charlie": 1. Większa uwaga skupiona na Wonce. Próba wyjaśnienia czemu stał się taki zwariowany i nieobliczalny. 2. Uwspółcześnienie wątków. Na przykład: Mike Teavee nie tylko lubi oglądać telewizję, ale gra też nałogowo w gry komputerowe. 3. Film kończy się w innym momencie niż książka i korzysta z elementów historii opisanych w kontynuacji – "Charlie i szklana winda". Pokazuje również rozwiązanie problemów Wonki.

Willy Wonka: Gene Wilder vs. Johnny Depp
Gene Wilder – Krzaczaste włosy, fioletowy surdut, duża muszka i wysoki kapelusz.
Aktor subtelnie zarysowuje szaleństwo swojej postaci. O dziwnym charekterze Wonki dowiadujemy się z sensu wypowiadanych przez niego zdań; mniej z intonacji, czy barwy głosu aktora.
Sposób poruszania się też jest dziwny. Dobrze widać to chociażby w scenie wprowadzenia do Sali Czekoladowej, gdy śpiewając piosenką powitalną, Wonka skacze w różne strony i wymahuje laską.

Johnny Depp – Dziwaczny wygląd: uczesanie w "bob", bardzo blada twarz, czerwony surdut, wysoki kapelusz.
Już od pierwszej sceny widać, że jego Wonka jest stuknięty. Specyficzny sposób mówienia, a w szczególności mimika twarzy aktora od razu pokazują nam, że coś jest nie w porządku z tym bohaterem. Sposób poruszania się jest mniej symptomatyczny.

Obaj panowie wychwytują inne aspekty szaleństwa głównego bohatera. Obaj wypadają ciekawie i z przyjemnością się ich ogląda. Jednak dużo bardziej przypadła mi do gustu ciekawa gra mimiką Deppa niż dziwne sformułowania Wildera.

Charlie: Peter Ostrum vs. Freddie Highmore
Peter Ostrum: niczym nie wyróżniający się chłopiec, który potrafi okazać współczucie.

Freddie Highmore: chłopiec bardziej dojrzały i potrafiący podejmować odpowiednie decyzje.

Inne postacie:
"Willy Wonka": Poza Willym najciekawiej wypada Veruca Salt (Julie Dawn Cole), która jest doskonale rozwydrzona i zaborcza wobec rodziców, okazując to każdym swoim zachowaniem.

"Charlie": Poza Willym najciekawiej wypada matka Violet Baudelaire (Missy Pine), która ma bardzo ciekawą mimikę twarzy i wypowiada zabawne uwagi.

Efekty specjalne:
"Willy Wonka": Sekwencja początkowa, w której widzimy prawdziwy proces wyrabiania czekolady w fabryce, jest wyjątkowo apetyczna.
Sala Czekoladowa też wygląda ciekawie i pobudza apetyt. Cukierkowe drzewa i inne obiekty robią szczególne wrażenie, zwłaszcza, że zostały stworzone jedynie ludzką ręką, bez pomocy obróbki komputerowej.
Wodospad czekoladowy i takaż rzeka robią średnie wrażenie, gdyż wyraźnie widać, że jest to jedynie zabarwiona na brązowo woda.
Podróż łódką jest wyjątkowo dziwna, z migocącymi światłami oraz przebitkami filmików pokazujących m.in robaki na twarzy, czy odkrajanie głowy kurczaka. Ta sekwencja zdecydowanie robi wrażenie i ukazuje szaleństwo panujące w świecie Wonki.

"Charlie": Sekwencja początkowa to komputerowa animacja, pokazująca proces tworzenia czekolady. Już nie pobudza apetytu, jak ta z pierwszego filmu.
Sala Czekoladowa jest przepiękna i bardzo kolorowa. Wszystkie obiekty są tak wymuskane, że musiały powstać z pomocą komputera.
Wodospad czekoladowy i rzeka robią piorunujące wrażenie, gdyż wyglądają jakby rzeczywiście były z czystej czekolady.
Podróż łodzią jest jak przejaźdżka rollercoasterem, z dużymi spadkami i zawrotną szybkością. Dodatkowo pojawiają się tutaj zabawne elementy, w przeciwieństwie do tych lekko obrzydliwych w "Willym" i ta sekwencja nie robi już takiego wrażenia.

Charakteryzacja Oompa-Loompasów:
"Willy Wonka": Niskie ludziki o pomarańczowych twarzach, białych brwiach i zielonych włosach, ubrane w brązowo-białe ubrania. Na dodatek każdy wygląda inaczej, posiadając twarz innego aktora.

"Charlie": Niskie ludziki o hinduskich rysach twarzy aktora Deep Roya, w różnorodnych strojach i odmiennych fryzurach.

Muzyka:
"Wille Wonka": Niewielkie oddziaływanie muzyki instumentalnej. Wiele musicalowych utworów, śpiewanych przez różnorodne postaci. W połowie przypadków piosenki są jednak za długie, przez co tracą moc oddziaływania.
Dobrze wypadają: "The Candy Man Can" i "Pure Imagination", a najciekawszy jest temat muzyczny Oompa-Loompasów, z różnorodnymi oryginalnymi tekstami, pasującymi do konkretnego dziecięcego wypadku.
Ścieżka dźwiękowa, skomponowana przez Leslie Bricussa i Anthony’ego Newleya, była nominowana do Oscara.

"Charlie": Dynamiczna, podchodząca pod rockową, instumentalna muzyka dobrze buduje napięcie. Różnorodne stylistycznie utwory śpiewane przez Oompa-Loompasy, z tekstami wprost z książki, wypadają znakomicie i szybko wchodzą do głowy.
Wszystkich słucha się wyśmienicie, ale największe wrażenie zrobiły na mnie: "Augustus Gloop" i "Violet Baudelaire".
Ścieżka dźwiękowa, skomponowana przez Danny’ego Elfmana, (który na dodatek śpiewa(!) wszystkie piosenki Oompa-Loompasów), świetnie oddaje klimat tej zwariowanej opowieści.

Ogólne wrażenia:
"Charlie i fabryka czekolady" zrobił na mnie dużo większe wrażenie niż "Willy Wonka i fabryka czekolady". Film Burtona jest bowiem bliższy oryginałowi. Jest też bardziej kolorowy i optymistyczny w porównaniu z wersją Mela Stewarta. Szaleńcze zachowanie Johnny’ego Deppa także bardziej przypadło mi do gustu niż spokojny sposób bycia Gene’a Wildera.
Nowa wersja jest też bardziej dynamiczna i więcej się w niej dzieje. Przede wszystkim dlatego, że opowieść bardziej skupia się na wyprawie do fabryki, a nie na procesie poznawania bohaterów zanim(!) do niej wejdą. W "Willym" ta część zajęła połowę filmu. W "Charliem" jedynie 1/5. Ten zabieg wyszedł produkcji na dobre. Obraz jest przez to bardziej dynamiczny, a widz nie ma czasu się nudzić.
Oba filmy dobrze wypadają w kwestii muzyki, która pasuje do treści. Oba soundtracki zostały mi w głowie na długo po skończonym seansie.

Cieszę się, że udało mi się obejrzeć dwie odmienne produkcje, wzorowane na tej samej książce. Obie wersje podchodzą inaczej do pierwowzoru i gdzie indziej stawiają akcenty. Ich różnorodność pokazuje jak wiele w filmowej adaptacji zależy od wizji reżysera i jego podejścia do oryginalnego dzieła.


Werdykt:
"Willy Wonka i fabryka czekolady": 6/10
"Charlie i fabryka czekolady": 8/10
 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. Tom Braider

    14 listopada 2010 o 15:42

    Tak jak już pisałem u siebie – oba oceniam mniej więcej na równi.

    Remake trochę więcej wyjaśnia, to fakt. Mimo, że widziałem go najpierw to jednak Gene Wilder pozostanie moim Willym Wonką, Depp jak na mój gust za dużo w tym filmie piszczy i zachowuje się dziecinnie. Można się sprzeczać, że przecież on ma być dużym dzieckiem, aczkolwiek wolę Wonkę bardziej dorosłego.

    Aha no i plus dla Ciebie za znajomość książki, ja do teraz nie widziałem, że w ogóle jest.

     
  2. Kaczy

    18 listopada 2010 o 22:59

    Ja też najpierw widziałem nową wersję i od razu zakochałem się w wizji Burtona. Miny i styl gry Deppa niezmiernie przypadły mi do gustu i na długo pozostały w mojej pamięci.
    Oglądając „Willy’ego” miałem cały czas w głowie Burtonowski film i od razu zestawiałem te wizje. I muszę przyznać, że seans „Charliego” przysporzył mi więcej „magicznych” wrażeń.
    Cenię jednak obie wersje i uważam, że są to ciekawe filmy kina familijnego.

    Co do książki natomiast, to wiedziałem, że istnieje przed seansem „Charliego” w 2005 roku i nawet przeczytałem książkę przed premierą filmu. Lubię porównywać filmowe wizje książkowych pierwowzorów. W tym wypadku filmowa wersja urzekła mnie dużo bardziej niż dziecięca książka, stąd mój tak pozytywny odbiór. :)

    To już wszystko, co chciałem napisać. Lecę szykować się na „Insygnia Śmierci!” :D:D:D

     
 

  • RSS