RSS
 

Are we there yet?!

05 gru

"Due Date" Todda Phillipsa, (reżysera przezabawnego "Kac Vegas"), to ciekawy film komediowy, szeroko czerpiący z zasad kina drogi.

Fabuła skupia się na wyprawie samochodowej, którą odbyje dwóch diametralnie różnych ludzi, przypadkiem zetkniętych przez los. Oto Peter, dobrze ułożony i prosperujący biznesmen, pracujący w Atlantcie, wybiera się do L.A, do swojej żony, będącej w zaawansowanej ciąży. Traf chce, że tym samym lotem leci Ethan, nierozgarnięty, niezdarny i nad wyraz dziecinny mężczyzna, którego marzeniem jest zostanie Holywoodzkim aktorem. Kontrowersyjne zachowania Ethana w samolocie spowodują, że obaj mężczyźni dostaną zakaz lotów(sic!). Czas nagli, więc panowie zdecydują się na wspólną podróż samochodem przez kilka stanów. Wyprawa będzie obfitować w wiele zaskakujących wypadków, nieporozumień oraz dziwnych wydarzeń, które powoli zbliżą ich do siebie. Rodzenie się tej nietypowej przyjaźni ogląda się ciekawie, ponieważ obfituje w dużą ilość niecodziennych sytuacji.

Film jest niezmiernie zabawny, gdyż elementy komiczne wypełniają większą część fabuły, a śmiech wywołuje wiele typów humoru. Poczynając od dowcipów słownych i sytuacyjnych, przez te wynikające z różnic charakterologicznych, czy humor "poniżej pasa", a na elementach czysto absurdalnych kończąc. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Humor oddziałuje w tak dużym stopniu, dzięki interesującej grze aktorów. Robert Downey Jr. oraz Zach Galifianakis bardzo ciekawie wypadają w ryzach swoich postaci. Są wiarygodni i charyzmatyczni. Na dodatek dobrze sprawdzają się w duecie, sposobem gry uwypuklając różnice między swoimi bohaterami. Choć w epizodach pojawiają się Michelle Monaghan i Jamie Foxx, to ich występ zostaje w pełni przysłonięty przez intrygującą grę Downey’a Jr. i Galifianakisa. Film należy do nich!

Niezobowiązujący klimat opowieści podkreśla również wpadająca w ucha muzyka. Ścieżka dźwiękowa wypełniona jest różnorodnymi utworami. Sporo tu rocka i rapu, ale pojawia się też country. Zestawienie odmiennych gatunków, które ma za zadanie podkreślić róźnorodność charakterów oraz miejsc, dobrze się sprawdza i umila widzowi seans. Zachęcam do posłuchania soundtracku, gdyż pojawiają się na nim takie ciekawe utwory jak: "New Moon Rising" Wolfmother, "Hold On I’m Coming" Sam’a & Dave’a, "Check Ya Self" Ice Cube’a, czy "Hey You" Pink Floyd’ów. Również rockowe utwory instrumentalne Christophera Becka wypadają interesująco.

"Due Date" (a.k.a "Zanim odejdą wody") to bardzo przyjemna komedia, która w szybki sposób odpręża widza i wciąga go w swoją historię.
Warto poświęcić czas na obejrzenie dzieła Philipsa, gdyż humor poprawi nam się na znacznie dłużej niż czas trwania filmu. Ja bawiłem się wyśmienicie, zaśmiewając się co chwila w kinie, dlatego z wielką chęcią przyznaję filmowi notę 8/10. Na dodatek już zastanawiam się kiedy powtórzyć seans. ;)

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. Tom Braider

    6 grudnia 2010 o 09:46

    Jak się idzie na film Todda Phillipsa to mniej więcej wiadomo czego się spodziewać. Na Due Date nie byłem i już raczej nie będę, poczekam sobie ze spokojem na dvd do wypożyczenia. Co prawda jakoś Downey Jr. nie należy do moich ulubionych aktorów, ale styl reżysera powinien się udzielić. Widze, że znalazło się nawet miejsce dla moich ukochanych Floydów :D

     
  2. Kaczy

    6 grudnia 2010 o 20:54

    Ja powoli poznaję styl tego reżysera i przekonuję się do niego coraz bardziej. Kiedyś zupełnie taki styl humoru mi nie pasował, dziś – zaśmiewam się do rozpuku. To chyba ta szczególna umiejętność reżysera, który potrafi tak pokazać te bardziej kontrowersyjne kawałki, że zamiast zażenowania, odczuwa się jedynie ból brzucha, spowodowany nadmiernym śmiechem. ;)

    Co do Downeya Jr., to ja natomiast dopiero od niedawna dostrzegłem, że jest naprawdę ciekawym i charyzmatycznym aktorem, którego kreacje mnie przekonują. ;)

    „Due Date” to film, na który można poczekać, gdyż powinien sprawdzić się równie dobrze w domu, jak i w pełnej sali kinowej. :)

    Szczerze zachęcam do seansu, bo to naprawdę szalenie zabawna rzecz! :)

    PS. Tak, tak – Pink Floydzi się pojawiają! Na dodatek są przyczynkiem do zabawnego zachowania Ethana. ;)

     
 

  • RSS