RSS
 

M still stands for the Machine, man!

10 gru

"Tony Stark jest Iron Manem?! To fajnie. Niech teraz podzieli się swoją technologią z nami". Mniej więcej taki jest punkt wyjścia dla drugiego filmu o przygodach "Człowieka z żelaza".

"Iron Man 2" nie jest kontynuacją doskonałą. Mimo, że akcja dzieje się po wydarzeniach, znanych z części pierwszej i jest z nimi mocno powiązana, zaskakująco dużo czasu zajmuje twórcom ponowna ekspozycja głównych bohaterów oraz wprowadzenie do opowiadanej historii. Możnaby pomyśleć, że skoro to już drugi film z tymi bohaterami, niepotrzebne będą ponowne przywitania. A jednak! Niemal przez połowę filmu oglądamy jedynie rozmowy naszych bohaterów, przez co rozwój wydarzeń jest naprawdę powolny. Jest to nieco zaskakujące, biorąc pod uwagę, że to blockbusterowy film akcji.
Wymiana zdań pomiędzy postaciami nie jest szczególnie pasjonująca, przez co większą część filmu oglądałem beznamiętnie, bez większych emocji. Były wręcz momenty, w których męczył mnie tak powolny rowój wydarzeń.
Na szczęście sytuacja poprawiła się nieco w drugiej połowie filmu; w szczególności w końcówce, gdy postawiono na dużą dawkę akcji. Wtedy historia zaczęła nabierać rumieńców i lepiej się ją oglądało.
Film był dla mnie za mało wyważony. Za dużo w nim mówiono, a za mało robiono. Pod tym względem "jedynka" wypadła lepiej, gdyż tam udało się zrównoważyć te elementy, całość czyniąc zjadliwą, a nawet smaczną. Tutaj jest natomiast za duża dominacja jednego składnika.

Niestety, aktorzy też wypadli słabiej niż w poprzednim filmie.
Robert Downey Jr. bardziej mnie przekonał do swojego Tony’ego Starka w "jedynce". Teraz jego bohater jest zbyt egocentryczny i ekscentrzyczny, jak na mój gust. Mimo, że taka przemiana jest celowa i wynika z zagubienia się Tony’ego oraz faktu niemal nieustannego uczestnictwa w mediach, nie w pełni mnie ta kreacja przekonuje.

Terrence Howard grał na większym luzie niż Don Cheadle. Szczerze mówiąc – trudno było mi się przestawić pomiędzy tymi aktorami. Z jakiegoś powodu Cheadle nie pasował mi na Rhodey’a, przyjaciela Starka. Jego bohater jest za bardzo "oficjalny", a za mało "przyjacielski". Być może to kwestia samego scenariusza, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że Howard wypadłby bardziej przekonująco.

Sam Rockwell jest za mało bad-guyowaty. Według mnie zachowuje się bardziej jak rozwydrzony dzieciak niż godny przeciwnik, którego możnaby się obawiać. Można wprawdzie powiedzieć, że "tak miało być". Ostatecznie film oparty jest o postaci komiksowe, a w świecie "graphic novels" bohaterowie często są celowo przerysowani. Nie zmienia to jednak faktu, że roli Rockwella w ogóle nie kupuję.

Dobrze, że "główny zły", czyli Mickey Rourke wypada już przyzwoicie. Jego Ivan Vanko jest "człowiekiem z misją", który podporządkowuje wszystkie swoje działania osiągnięciu celu. A, że tym celem jest uśmiercenie Tony’ego Starka, to tylko pokazuje z jakiego typu człowiekiem mamy do czynienia.

Nieźle prezentuje się też Scarlett Johannson. Szczególnie wtedy, gdy wejdzie w swój "tryb" pracownicy S.H.I.E.L.D’u. Wcześniej jej występ ani ziębi, ani grzeje. Natomiast od chwili, gdy "pokazuje pazur", od razu wypada ciekawiej.

Nie mogę się też przyczepić do postaci epizodycznych. Samuel L. Jackson, Clark Gregg i Jon Favreau dobrze bowiem wypadają w swoich rolach, a sceny z ich udziałem wypadają bardzo ciekawie.

Nie wiem natomiast co myśleć o występie Gwyneth Paltrow. Niby jej Pepper Potts jest taka, jak poprzednio; z drugiej strony czegoś mi w tej postaci brakuje. Nie potrafię jednak dokładnie określić w czym tkwi problem.

Aktorzy nie spisali się tak dobrze, jak w części pierwszej. Wydaje się jednak, że wynika to ze słabszego scenariusza. W końcu wielkokrotnie przekonali nas, że są w stanie stworzyć interesujące postacie.

Kwestia muzyki jest zastanawiająca. W filmie pojawia się wiele różnych utworów, w tym kilka pochodzących z repertuaru zespołu AC/DC. Mimo, że piosenki Australijczyków nie stanowią większości muzyki pojawiającej się w filmie, to właśnie one, jako jedyne(!) pojawiają się na oficjalnym soundtracku. Muszę przyznać – interesujące posunięcie.

"Iron Man 2" mnie nie porwał. Całość wydawała się raczej preludium dla jakiegoś większego projektu niż pełnoprawnym dziełem. (Czyżby dlatego, że to niejako "wstęp" do filmu "Avengers", łączącego całą ligę superbohaterów?). Film jest poprawny, a nie pasjonujący. Jest też za mało dynamiczy. Muszę powiedzieć, że liczyłem na więcej.

Zastanawiam się czy moje krytyczne uwagi wynikają z włączenia jakiegoś trybu: "czepialstwo: mode on", czy może z tego, że opowieść o "Człowieku z żelaza" jednak nie jest dla mnie. Byłoby to zastanawiające, biorąc pod uwagę, że "jedynka" całkiem mi się podobała. Może problem tkwi właśnie w tym "całkiem"? W swojej recenzji "Iron Mana" pisałem, że "film nie wgniótł mnie w fotel i raczej nie trafi na listę moich ulubionych opowieści o superbohaterach". Teraz moje odczucia są podobne. Czy za dużo oczekiwałem, sądząc, że "dwójka" w pełni mnie do siebie przekona?!

Z ostatecznym werdyktem poczekam chyba do kolejnego seansu filmu Favreau lub kolejnej części przygód Tony’ego Starka, (ew. megakumulacji superbohaterów, jaką będą "Avengers"). Na razie wystawiam części drugiej notę 6/10, gdyż mimo swoich uchybień, seans nie był dla mnie udręką. Sęk tkwi w tym, że (znów!) liczyłem na nieco więcej.

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. milczacy_krytyk

    15 grudnia 2010 o 20:13

    Moją opinię już znasz, z Twoją w większości się zgadzam, prócz tego, że końcówka ma lepsze tempo niż początek filmu. Dla mnie całość to strasznie zmarnowany potencjał, film przegadany, nudny, w ogóle nie emocjonujący. Jedyne sceny akcji jakie mi się podobały to te na torze Formuły 1. Końcówka jest wg mnie zdecydowanie za szybka, rach ciach, i koniec. Tak jakby twórcom znudziło się opowiadanie tej historii i jak najszybciej chcieli ją zakończyć.
    Ogólnie to bardzo żal mi jest tej serii, bo pierwsza część była ciekawym blockbusterem z bardzo ciekawymi bohaterami, który nie opierał się jedynie na efektach specjalnych, ale na świetnych dialogach, pomysłowych sytuacjach. Dwójka zamiast iść w tym samym kierunku, rozwijając postać Iron Mana, została potraktowana jako wstęp do nadchodzącego „The Avengers”. Z najnowszych doniesień wynika, że trójka będzie niestety taka sama. Wielka szkoda.

     
  2. Kaczy

    16 grudnia 2010 o 23:01

    Zdecydowanie dziwi mnie taki obrót spraw. „Iron Man” ma przecież samodzielny potencjał, co pokazano w „jedynce”.

    Mam wielką nadzieję, że pozostałe filmy z bohaterami, którzy mają pojawić się w „Avengers” nie będą wyglądać tak, jak „dwójka”, tylko że przyniosą więcej emocji i będą bardziej „samodzielne”.

    Co do „trójki” natomiast to ostatnio rzeczywiście docierają bardzo dziwne informacje na jej temat.
    Mam szczerą nadzieję, że Favreu jednak nie zrezygnuje i postawi na swoim!

    Co do fabuły to ja bym widział „trójkę” jako wakacyjny wyjazd Starka na jakąś wyspę. Tam zostanie zaatakowany przez nowego wroga. Większość akcji działaby się na tej wyspie, pełnej różnych pułapek, itd. Mielibyśmy pojedynek Stark-przeciwnik.
    Nie wiem – kombinuje po prostu jak zrobić, by historia powróciła do samego „Człowieka z Żelaza”.

    OK – tyle! :)

    Pozdrawiam!
    Dzięki wielkie za komentarz oraz ciekawą recenzję! :)

     
 

  • RSS