RSS
 

This is the Life!

22 gru

Film "Life as we know it" zapowiadał się na luźną komedię romantyczną. Okazał się zgrabnym filmem obyczajowym, z pojedyńczymi motywami, zaczerpniętymi ze świata "rom-comów". 


Dziwnie brzmiący polski tytuł – "Och, życie" dobrze oddaje klimat obrazu.
Film jest próbą pokazania niespodziewanych sytuacji, w jakich stawia nas życie oraz sposobów na czerpanie radości nawet z najbardziej nieoczekiwanych "zwrotów akcji".
"Droga ku szczęściu, choć nie jest prosta i usłana różami, jest możliwa do przebycia". Taki wniosek wypływa z opowiedzianej przez twórców historii.

Opowieść zaczyna się, gdy para świeżo upieczonych rodziców ginie w wypadku samochodowym. Ktoś musi zająć się ich kilkumiesięczną córką. Wybór pada na dwoje przyjaciół młodej pary. Problem tkwi w tym, że Holly i Messer niezbyt za sobą przepadają. Teraz będą musieli przełamać wzajemne animozje i szybko dorosnąć do roli rodziców, by sprostać nowej sytuacji.

Film nie jest tak zabawny, jak wynikało z trailerów*. Momentami bywa wręcz przygnębiający. Dzięki takiemu rozpisaniu historii, dzieło Grega Berlantiego staje się bardziej prawdobodobne i bliższe rzeczywistości. Ma się wrażenie, że ta opowieść mogłaby wydarzyć się naprawdę. Właśnie z tego powodu filmowi bliżej jest do niezłej obyczajówki niż do typowej komedii romantycznej.

Katherine Heigl i Josh Duhammel dobrze wypadają na ekranie. Są wiarygodni jako bohaterowie, których grają. Ciekawie radzą sobie w duecie, zwłaszcza, że ich wzajemna "wrogość" podszyta jest sympatią. Ich odmienne charaktery oraz różne podejście do życia stanowią natomiast jedną z głównych osi fabuły.
Reszta aktorów stanowi jedynie tło dla relacji między Holly, Messerem, a malutką Sophie. Dobrze się jednak sprawdza w tej roli, dodając opowieści więcej humoru.

Spokojna muzyka* podkreśla "zwyczajny" charakter historii.
Choć pojawia się tu wiele przyjemnych utworów, po seansie w głowie kołatało mi się tylko "Just Breathe" z repertuaru Pearl Jam’u. Piosenka przywróciła mi bowiem wspomnienia z tegorocznego Opener’a, na którym miałem szansę słuchać zespołu na żywo. Utwór jest liryczny i ciekawie prezentuje się wykonywany live. Świetnie słucha się go też jako podkładu muzycznego.

"Life as we know it" jest obrazem poprawnym. Historia jest zgrabnie napisana i opowiedziana. Przedstawione wydarzenia oraz zachowania bohaterów są wiarygodne. Filmowi udaje się więc dobrze odzwierciedlać życie.
Niestety "Och, życie" niczym nie zaskakuje. Mniej więcej w połowie, film wkracza na utarte ścieżki schematów. I tam już pozostaje. To natomiast sprawia, że obraz Berlantiego jest raczej produkcją jednokrotnego użytku. Filmem do obejrzenia w nudne popołudnie, gdy trafi się na niego w telewizji. Dziełem, które niczym szczególnym się nie wyróżnia. A przez to – obrazem dla wszystkich, jak i dla nikogo.
Muszę jednak przyznać, że seans był dla mnie całkiem przyjemnym przeżyciem. Dlatego uważam, że ocena 5,5/10 będzie odpowiednia.

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. michal.broniszewski

    22 grudnia 2010 o 23:43

    mnie się bardzo podobało. No i świetna muza, która fajnie wkomonowuje się w klimat filmu.

     
 

  • RSS