RSS
 

Practice makes you perfect (?)

13 lut

"Black Swan" Darrena Aronofsky’ego to film o dążeniu do perfekcji, o próbach osiągnięcia ideału. Oraz o kosztach jakie musimy ponieść, by osiągnąć ten nieosiągalny cel.

Główną bohaterką jest Nina – tancerka baletowa. Dziewczyna delikatna, krucha, niewinna i grzeczna. Nina od zawsze marzyła, by zagrać "pierwsze skrzypce" w przedstawieniu baletowym swojego teatru.
Kiedy reżyser szykuje nową wersję "Jeziora Łabędziego", Nina za wszelką cenę chce zdobyć główną rolę. Problem polega na tym, że główna rola obejmuje tak naprawdę dwie postacie: Białego i Czarnego Łabędzia. O ile Nina nie ma żadnego problemu z zagraniem Łabędzia Białego, o tyle stworzenie realistycznej postaci jej siostry bliźniaczki – Łabędzia Czarnego, stanowi dla niej nie lada wyzwanie. Wyzwanie, którego się podejmie, gdy reżyser zdecyduje się obsadzić ją w pierwszoplanowej roli.

Żeby wcielić się w tę postać, Nina będzie musiała zaprzeczyć swojej naturze. Zabić swoją niewinność. Zerwać z zasadami, których pilnie i restrykcyjnie przestrzega. Przejąć inicjatywę i działać na większym luzie.
Nina będzie musiała włożyć w zadanie ogromną ilość pracy, zwłaszcza, że na jej rolę wydaje się czyhać nowa tancerka – Lily. Lily stanowi dokładne przeciwieństwo Niny. Jest wyluzowana, nie przejmuje się zakazami i hedonistycznie podchodzi do życia. Wydaje się być idealną kandydatką do roli Czarnego Łabędzia.

Ten film to opowieść o dążeniu do perfekcji. Perfekcji, która oślepia, osłabia, powoli zabija. Jak gdyby ciało i psychika ludzka nie były w stanie przystosować się do jej zasad. Ciężka praca Niny i jej wewnętrzne zawzięcie przyczynią się do tego, że dziewczyna zacznie popadać w obłęd i paranoję. Widzieć rzeczy, których tak naprawdę nie ma. Nie kontrolować swoich zachowań.

"Black Swan" to film skupiony na jednostce i zgłębiający okaleczoną psychikę. Pokazujący nam świat widziany oczami głównej bohaterki. Takie prowadzenie fabuły sprawia, że jej obsesje i nierealne wizje, stają się też naszymi obsesjami.
Zrównując widza z bohaterką, reżyser każe nam domyślać się co jest prawdą, a co jedynie wynikiem wyobraźni dziewczyny. Ukazuje nam tym samym brak zasad, "rządzący" umysłem w paranoi.

Staje się to możliwe, dzięki doskonałemu montażowi i świetnym zdjęciom. To właśnie zestawienie poszczególnych kadrów sprawia, że współodczuwamy obłęd, który wkrada się do świata Niny. Dużą rolę odgrywają także: wyśmienita charakteryzacja i takież efekty. Jednymi z najciekawszych "tricków" są natomiast: intrygująca gra luster oraz szczególne "ciarki" przechodzące po ciele dziewczyny.

Ten film nie byłby tak dobry, gdyby nie pierwszorzędne aktorstwo.
Natalie Portman jest wyśmienita. Odpowiednio krucha, niewinna, zagubiona. Poszukująca drogi do perfekcji. Oraz drogi do swojej drugiej, mroczniejszej i bardziej wyzwolonej natury.

Jej Nina jest zawsze spięta, śmiertelnie poważna i żyjąca zgodnie z zasadami. Bohaterka próbuje wyrwać się z krępujących więzów relacji z matką, która nadal traktuje ją jak dziecko. Na dodatek Nina poniekąd nadal żyje w dziecięcym świecie. Mieszka ze swoją matką, w pokoju o pastelowych kolorach, z róznorodnymi pluszowymi zabawkami, leżącymi w różnych jego miejscach. Żeby wcielić się w Czarnego Łabędzia, Nina będzie musiała wyzbyć się tej "dziecinności" i dowieść, że jest uwodzicielską kobietą.
Natalie Portman świetnie sobie radzi w tej roli. Zupełnie nie dziwią mnie liczne nominacje do prestiżowych nagród oraz otrzymany Złoty Glob.

Świetnie wypadają także Mila Kunis jako Lily, Vincent Cassell jako reżyser oraz Barbara Hershey, czyli matka Niny. Tak naprawdę każde z nich jest jedynie tłem dla głównej bohaterki. Ich zachowanie jest natomiast jedynie przyczynkiem dla tego, co robi, myśli i czuje Nina. I choć aktorsko ich występy są na wysokim poziomie, to jednak pozostają daleko w tyle, w porównaniu z doskonałymi wyczynami Portman.

Obraz Aronofsky’ego warto obejrzeć w kinie. Dzięki temu dźwięk będzie nas otaczać z każdej strony i doskonale ułyszymy porywającą muzykę. Muzykę, która odgrywa ważną rolę w budowaniu gęstego napięcia.
Clint Mansell stworzył ciekawą ścieżkę dźwiękową*, w której wykorzystuje motywy muzyczne z "Jeziora Łabędziego" Czajkowsiego. Jego muzyka stanowi świetne uzupełnienie obrazu, a w niektórych momentach dźwięki zasłyszane z ekranu dodają kolejnej warstwy napięcia.

"Black Swan" to Pełnokrwiste Kino. Film przejmujący. Porywąjcy. Uwierający. Doskonały.

Obraz kończy się burzą oklasków. Oklasków również dla dzieła Aronofsky’ego. Oklasków w pełni zasłużonych, do których i ja się przyłączam.
Chylę czoła przed Reżyserem. Czuję, że to spotkanie będzie "początkiem pięknej przyjaźni". Moje pierwsze zetknięcie z twórczością Darrena Aronofsky’ego oceniam bowiem na bardzo wysoką notę – 9,5/10.
 
Komentarze (7)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. milczacy_krytyk

    14 lutego 2011 o 16:26

    Świetne aktorstwo, fantastyczna muzyka, bardzo dobre zdjęcia, to fakt. Pod tym względem ten film jest perfekcyjny. Ale zawiodła mnie strasznie przedstawiona w nim historia. Nie przekonała mnie, pozostawiła po sobie ogromny niedosyt.
    Nina zagłębiała się w obłęd, ale dla mnie był on niezrozumiały i przesadzony. Nie czułem tego co bohaterka, horrorowe wstawki zupełnie mi tu nie pasowały, i zdecydowanie za często miałem ochotę powiedzieć do bohaterki „Ogarnij się wreszcie dziewczyno”. Jak dla mnie niestety bez rewelacji.

    Pozdrawiam

     
  2. quentinho

    14 lutego 2011 o 18:23

    Mnie przekonały. Dla mnie – arcydzieło i najlepszy film jaki widziałem w ubiegłym roku. Wielkie kino :)

     
  3. Tom Braider

    14 lutego 2011 o 19:25

    Bardzo chciałbym obejrzeć, ale chyba nie wyrobię się aby zobaczyć w kinie i poczekam, aż będzie na DVD. Niemniej dobry tekst. Pozdrowienia

     
  4. Kaczy

    14 lutego 2011 o 23:30

    -> Milczacy
    Mnie akurat te sceny bardzo przekonały. Dla mnie obłęd w ogromnej mierze charakteryzuje się właśnie tym, że jest niezrozumiały i brak w nim zasad porządkujących. W filmie bardzo przekonało mnie to, że do końca nie wiemy, które wydarzenia zdarzyły się naprawdę, a które jedynie w głowie Niny.
    Dla mnie jej obsesja rodziła się niewinnie, powoli, nie miałem takiego uczucia jak Ty (przeczytałem dziś Twoją recenzję), że dzieje się to skokowo.

    Co do „Ogarnij się dziewczyno”, to właśnie problemem było to, że ona już nie potrafiła tego zrobić. Nie była w stanie spojrzeć z boku na sytuację, w której się znalazła. Była tak owładnięta dążeniem do perfekcji, że nawet nie przyszło jej na myśl, żeby przestać ćwiczyć, przestać robić, to co robi. Pomyśleć „rozsądnie”.
    Właśnie ten upór i zacięte dążenie do postawionego przed sobą nieosiągalnego celu przykuło i intrygowało mnie najbardziej.
    Portman (oraz praca kamery i montaż) świetnie oddały tę spiralę obłędu, w którym zatacza się dziewczyna.
    Także ja dałem się wciągnąć w ten wir, sam poczułem ten obłęd i zatraciłem się w tym filmie. Stąd tak wysoka ocenia i stąd moje bardzo pozytywne odczucia względem obrazu.

    Szkoda, że atmosfera nie udzieliła się i Tobie, ale w końcu co widz, to opinia. :)

    -> Quentinho
    Twoją recenzję też przeczytałem i jak widzisz w pełni się z nią zgadzam. Nie dziwię się też, że przyznałeś mu tytuł „najlepszego filmu 2010 roku”.
    Ja po seansie gorąco kibicuję mu w tegorocznych Oscarach i nie obrażę się, jeśli zgarnie nagrodę za „Najlepszy Film”. (Wydaje mi się, że ma spore szanse, choć konkurencja jest mocna. (Nadal wprawdzie chciałbym i liczę na docenienie „Incepcji”, jednak nie będę płakać po wygranej „Łabędzia”). A kto stanie się zwycięzcą, przekonamy się wkrótce). :)

    -> Tom
    Nie powinien wyjść z kin w szybkim tempie, także powinieneś zdąrzyć. :)
    A w przypadku ew. wygranej będą grać dłużej niż zwykle, także szanse na kinowy seans rosną. :)
    Gdyby jednak plany dystrybutorów były inne niż powyższe przewidywania, upewnij się, że masz dobry zestaw głośników, bo muzyka jest naprawdę super! :)

    Pozdrawiam serdecznie Wszystkich razem i Każdego z osobna! :)

     
  5. michal.broniszewski

    18 lutego 2011 o 15:10

    znakomity film i wybitna rola Portman. Zresztą Kunis też spisała się wybornie. Aronofsky kręci filmy mocne,przejmujące, takie, których nie można zapomnieć.

     
  6. Kaczy

    21 lutego 2011 o 18:40

    W pełni się zgadzam. :)

    A Kunis świetnie dobrana, zwłaszcza, że reprezentuje podobny typ urody do Natalie. Fajnie ogląda się je razem na ekranie, i choć obie grają świetnie, to kreacja Natalie porywa jednak bardziej. (Może dlatego, że więcej uwagi jest skupione właśnie na niej)? :)

     
  7. Pipe-up

    27 lutego 2011 o 11:46

    A dziś w nocy Oscary… ja stawiam właśnie na „Czarnego Łabędzia”. Pozdrawiam!

     
 

  • RSS