RSS
 

Expect the Unexpected!

15 mar

"The Game" Davida Finchera to intrygujący thriller, który każe widzowi nieustannie oczekiwać rzeczy nieoczekiwanych oraz zastanawiać się "o co tutaj chodzi?".
Widz zostaje bowiem postawiony w pozycji samego bohatera, który zupełnie nie rozumie co się wokół niego dzieje.

Cała historia rozpoczyna się w momencie, gdy brat głównego bohatera daje mu w prezencie urodzinowym karnet na usługi tajemniczej firmy CRS (Consumer Recreation Services (Serwis Rozrywki Konsumenckiej)). Korporacja zajmuje się tworzeniem szczególnych "gier", które "otwierają oczy" i "zapewniają człowiekowi to, czego mu w życiu brakuje".

Z chwilą, gdy Nicholas van Ort decyduje się wziąć udział w proponowanym przez firmę przedsięwzięciu, jego życie ulega diametralnej zmianie. W jego ułożone, wręcz rutynowe życie bankiera inwestycyjnego wkrada się chaos i szaleństwo.

Z każdą kolejną chwilą wokół bohatera zaczynają dziać się coraz dziwniejsze rzeczy. Każe mu to podważać otaczającą rzeczywistość i doszukiwać się ukrytych motywów działań spotykanych ludzi. Nicholas, znajdując się w stanie ciągłej niepewności, zaczyna mieć objawy paranoi. Najlepsze jest jednak to, że widz razem z nim odczuwa niepokój, oglądając zwyczajne sceny.
Dzieje się tak dlatego, że widz posiada taką samą wiedzę na temat "Gry" i jej zasad, jak główny bohater. Zaskakujące wydarzenia, (jak rozmawiający z Nicholasem prezenter telewizyjny, który odzywa się wprost do niego w czasie transmisji programu), każą nam sądzić, że wszystko może się zdarzyć. Nakazują doszukiwać się drugiego dna; zastanawiać co za chwilę nastąpi; oczekiwać nieoczekiwanego.

Ogromną zasługę w rozbudzeniu takiego sposobu myślenia, mają: specyficzny sposób kadrowania, szczególne jazdy kamery oraz szybki montaż niektórych scen. Umiejętne użycie tych narządzi sprawia, że zaczyamy snuć domysły na temat tego, co za chwilę się wydarzy i pobudzamy naszą wyobraźnię.
Doskonale widać to w scenie, w której Nicholas zamyka samochód po kłótni z bratem. Scena ukazana jest w sposób, który każe nam myśleć, że auto zaraz eksploduje. I choć nic takiego się nie dzieje, pozostaje w nas napięcie, wynikające z samego oczekiwania.
Jest to szalenie interesujący sposób oddziaływania filmu. Tak poprowadzić historię, by wprawić widza w stan ciągłej niepewności i dać mu przyczynek do dopowiadania własnej wersji wydarzeń. 

W zasadzie to uczucie towarzyszy nam przez cały film. Spowodowane jest aurą tajemniczości, która otacza przedstawione wydarzenia. Kto za tym wszystkim stoi? Dlaczego to robi? Komu można zaufać? Wszystkie te pytania rodzą się w bohaterze, ale intrygują również nas. My, jako widzowie, nie wiemy bowiem więcej od bohatera, dlatego klimat tajemnicy udziela się również nam.

Atmosferę niepewności budują także: minimalistyczna muzyka (jednym z motywów jest melodia wygrywana pięcioma klawiszami pianina) oraz wstrzemięźliwa gra aktorów. Główny bohater nie epatuje bowiem szeroką gamą emocji. A jednak, dzięki interesującej grze Michaela Douglasa, wyraźnie widać, że jego Nicholas jest mocno rozstrzęsiony i niepewny tego, co mu się może przytrafić. Aktor stworzył niejednoznacznego bohatera, któremu jednak kibicujemy i który wraz z rozwojem akcji staje nam się coraz bliższy.

Dobrze wypadł także Sean Penn jako brat głównego bohatera. Conrad jest zupełnym odwróceniem Nicolasa, przez co pakuje go w nie lada kłopoty. I choć Penn pojawia się na ekranie jedynie kilkakrotnie, to sposób jego zachowania pozostaje nam w pamięci.
Pozostali członkowie obsady to postaci dalszoplanowe, które jedynie poprawnie wykonują swoje filmowe zadanie. Są jedynie środkiem napędzania akcji i nie przykuwają do siebie zbyt dużej uwagi.

Film Finchera warto obejrzeć dla szczególnej atmosfery, jaka w nim panuje. Przejażdżka, jaką zafunduje nam reżyser, obfitować będzie bowiem w dużą ilość zaskakujących momentów, a seans zakończy się rozwiązaniem przewrotnym, niespodziewanym i dziwnym.

"The Game" uświadamia (przypomina), że David Fincher to reżyser, który potrafi oczarować widza i bez reszty wciągnąć go w swoją historię. Pobudzić w nim wiele emocji i kazać mu, chociaż przez chwilę, spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy. Należą mu się za to brawa, a filmowi nota 8,5/10. (Bo choć film jest bardzo dobry, to jednak wiele mu brakuje do poziomu genialnego "Siedem", czy mojego ulubionego "Fight Clubu").

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. milczacy_krytyk

    15 marca 2011 o 21:13

    Uwielbiam ten film. Widziałem go chyba już ze trzy razy i za każdym robi na mnie ogromne wrażenie. Oczywiście nie ma już tego zaskoczenia, jakie było za pierwszym razem, gdy okazało się o co tak naprawdę w grze chodziło, ale samo dochodzenie do zakończenia jest niebywale dobrze nakręcone.

     
  2. Kaczy

    15 marca 2011 o 22:57

    Zdecydowanie. Fabuła jest bardzo sprytnie pomyślana i uświadczysz tam wiele zaskakujących i mylących trop zwrotów akcji. Dzięki temu świetnie się to ogląda i ciągle nie do końca wiadomo kto za tym wszystkim stoi i o co tak naprawdę chodzi.

    Ja też jestem po dwukrotnym seansie i muszę przyznać, że za drugim razem też się świetnie bawiłem (może dlatego, że pamiętałem tylko zakończenie, a reszta zdążyła mi ulecieć). Świetny film, co tu dużo mówić. :)

     
  3. michal.broniszewski

    22 marca 2011 o 15:02

    moim zdaniem Fincher to świetny reżyser. Dobrze, że „Social Network” przypomniało o tym światu. „Grę” bardzo lubię, ale jednak najwyżej w Fincherowskim rankingu wciąż jest u mnie „Siedem”.

     
  4. Kaczy

    24 marca 2011 o 21:03

    Fincher to jeden z moich ulubionych reżyserów. Większość jego filmów ogromnie mi się podoba. A „Siedem”, jak już kiedyś pisałem, uważam za jeden z najlepszych filmów w historii. :)

     
 

  • RSS