RSS
 

Jack’s Back!

20 maj

"Piraci z Karaibów: Na Nieznanych Wodach", czyli czwarta część sagi o niepokornym kapitane Jacku Sparrowie, to niezła przygoda w obrębie dobrze znanego świata.

Gdy pierwszy raz usłyszałem o tym projekcie, byłem pełen obaw czy twórcy nie pójdą "o krok za daleko", niepotrzebnie wydłużając serię. Teraz, po obejrzeniu filmu, muszę powiedzieć, że nie jest źle. Choć najnowsza odsłona nieco odbiega od pozostałych, nie psuje dobrej reputacji poprzednich części. Wręcz przeciwnie – jest ciekawym dodatkiem; interesującą historią niezależną. Bo choć pojawiają się tutaj postacie, znane z poprzednich "odcinków", nikt nie wspomina wcześniejszych wydarzeń, ustępując miejsca nowym przygodom i nowym bohaterom.

Tym razem opowieść kręci się wokół podróży do mistycznego Źródła Młodości, (zapowiedzianej już w końcówce "trójki"), oraz prób dotarcia do niego przez trzy ekipy podróżników: Hiszpanów, Brytyjczyków oraz Piratów pod dowództwem Czarnobrodego.
Więcej wolę nie zdradzać, żeby nie psuć Wam zabawy z oglądnia. W ramach ciekawostki mogę natomiast dodać, że ogólny zarys fabuły oraz niektóre postacie, zaczerpnięto z książki Tima Powersa "Na nieznanych wodach". (Stąd też tytuł produkcji).

W centrum wydarzeń pozostaje oczywiście przebiegły kapitan Jack Sparrow, który znów ma wiele asów w rękawie, a jego specyficzne odzywki, czy niecodzienne pomysły nadal świetnie bawią.

Czwarta odsłona powróciła do przygodowego, przeładowanego akcją i niezobowiązującego stylu pierwszych dwóch filmów. (Trzeci był już mroczniejszy i dużo bardziej przekombinowany). Tempo akcji, szczególnie w pierwszej połowie, jest naprawdę szybkie. Później dostajemy wiele zabawnych sytuacji oraz walk pomiędzy różnymi frakcjami zdobywców, dzięki czemu nie sposób się nudzić.

Film jest zwyczajnie… sympatyczny. To chyba najlepsze słowo. Nie jest tak świetny, jak moja ulubiona część pierwsza, ale trzeba przyznać, że seans upływa w przyjemnej atmosferze. To bardzo przyzwoita produkcja, która jednak nie wciągnęła mnie bez reszty, tak jak poprzednie "epizody". (Czyżbym trochę już wyrósł z serii?). Nie mogę jednak zaprzeczyć, że na "czwórce" śmiałem się wyjątkowo często. Przesadzone sytuacje, czy dowcipy słowne znów stoją na wysokim poziomie, także naprawdę dobrze się je ogląda.

Nie powinno dziwić, że film należy do Johnny’ego Deppa, który doskonale czuje się w skórze Jacka Sparrowa. Gra go z taką samą lekkością i charyzmą, jak zawsze, dlatego z przyjemnością ogląda się jego ekranowe poczynania. (Warto też wspomnieć, że to przecież miłość aktora do tego bohatera, była jedną z przyczyn rozpoczęcia prac nad filmem).

Geoffrey Rush oraz Kevin McNally, czyli nasi "starzy znajomi": Barbossa i Gibbs, również wypadli przyzwoicie, pozostając zabawnymi postaciami z drugiego planu.

Nowi aktorzy też tworzą interesujących bohaterów. Warto w szczególności zwrócić uwagę na Penelopę Cruz, która bardzo dobrze odnalazła się w swojej roli. Jej Angelica jest odpowiednio zadziorna i zuchwała, byśmy mogli uwierzyć, iż była kiedyś miłością Jacka. Ich wzajemne potyczki, (nie tylko słowne), wypadają naprawdę ciekawie.

Ian McShane jako Czarnobrody gra przyzwoicie, mimo że jego bohater nie wywołuje tak silnych emocji, jak Bill Nighy i jego Davy Jones. Jest przebiegły, jednak już nie tak charyzmatyczny i nieobliczalny, jak wcześniejsi "Główni Wrogowie".
Średnio sprawdzają się Astrid Berges-Frisbey i Sam Claflin, czyli syrena Serena i misjonarz Philip. Choć miło na nich popatrzeć, to jednak ich postacie nie są na tyle intrygujce, by na dłużej przykuć naszą uwagę.
Świetne są natomiast role epizodyczne. Richard Griffiths (a.k.a Potter‚s Vernon Dursley), Judi Dench(!) i Keith Richards pojawiają się tylko na chwilę, ale ogląda się ich z nieukrywaną przyjemnością.

Trochę brakowało mi Mackenziego Cooka i Lee Arenberga, czyli przezabawnej dwuosobowej drużyny piratów, którzy zawsze pakują się w nie lada tarapaty. W "czwórce" nie ma bowiem nikogo, kto by ich godnie zastąpił. (Z drugiej strony, skoro historia jest niezależna od poprzednich, to nie powinno dziwić, że nie opiera się mocno na znanych wcześniej bohaterach i nie stosuje wszystkich "sprawdzonych tricków").


Muzyka* jak zwykle wypadła bardzo przyzwoicie. Trudno się jednak dziwić, skoro bardzo silnie opiera się na doskonałym motywie przewodnim, znanym już z pierwszego filmu. Wydaje się wręcz, że Hans Zimmer "odgrzał" swoje własne kompozycje do poprzednich odsłon i ponownie je wykorzystał. Nie mogę jednak powiedzieć, żeby mi to przeszkadzało. Pierwotna kompozycja idealnie pasuje do tej serii, dlatego także tutaj sprawdziła się znakomicie.

Jeśli chodzi o trójwymiarowe efekty, to: 3D jest tu zupełnie zbędne! Tyle w temacie.

Najnowsza odsłona "Piratów z Karaibów" to przyzwoita rozrywka. Już nie tak porywająca, jak wcześniej, jednak równie zabawna i wywołująca uśmiech na twarzy. Jest na tyle ciekawa, bym mógł jej przyznać notę 7,5/10. A może nawet dociągnąć do 8/10? Chyba wybiorę się ponownie, żeby w pełni zadecydować. ;) Co również Wam polecam! :)

PS. Kilka ciekawostek na temat produkcji.
PS2. Dodatkowym plusem powstania czwartej części Pirackiej sagi jest to, że razam z nią, na rynek trafiła gra "Lego: Pirates of the Caribbean", na którą już ostrzę sobie zęby. Poprzednie odsłony serii Lego: Indiana Jones i Harry Potter, były bowiem doskonałą rozrwyką. Czuję, że tym razem będzie podobnie.

 
Komentarze (6)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. M. Adamczyk

    20 maja 2011 o 16:23

    „Świetny plus” to gwałt na stylistyce i języku – plus może być „duży”, „olbrzymi”, „wielki”, dostateczną wartość oceniającą posiada również bez żadnych poprzedzających epitetów :)

     
  2. Kaczy

    20 maja 2011 o 18:12

    Dzięki wielkie. Poprawiłem. :)

     
  3. M. Adamczyk

    20 maja 2011 o 20:39

    Od razu mi się lepiej na duszy zrobiło – próbuję przymykać oko na to, jak ludzie maltretują język ojczysty, ale czasami już nie wytrzymuję i reaguję, choć źle się czuję w roli strofującej nauczycielki ;)

    Dlatego wystosowuję apel urbi et orbi: nigdy dość pracy nad stylistyką tekstu! :)

    …a na Piratów jestem chora, choć w najbliższym czasie wybrać się nie mogę ze względu na wiszące nad głową prawo cywilne. I zazdroszczę tym, co już widzieli. Pozdrawiam.

     
  4. quentinho

    21 maja 2011 o 01:12

    No to widzę, ze mamy bardzo odmienne zdania na temat tej produkcji… :P

     
  5. Kaczy

    21 maja 2011 o 11:43

    -> M.Adamczyk
    Hehe, cieszę się, że mogłem pomóc. ;)

    Zaliczenia współczuję, zwłaszcza, że mnie też za chwilę czeka ich sporo. Ja jednak ostatnio postawiłem na rozrywkę i tego się na razie trzymam. ;)

    -> Quentinho
    Oj, tak!! Muszę przyznać, że mnie tym nawet lekko zaskoczyłeś. ;)
    Konkretniej ustosunkuję się po weekendzie, bo za chwilę wyjeżdżam. ;)

    Pozdrawiam!

     
  6. Kaczy

    27 maja 2011 o 00:58

     
 

  • RSS