RSS
 

Anarchy in the UK.

25 lip

"V for Vendetta" w reżyserii Jamesa McTeigue’a, to wyśmienita adaptacja powieści graficznej, stworzonej przez Alana Moore’a i Davida Lloyda. To film, ukazujący świat pod totalitarnymi rządami oraz ideę na stworzenie Nowego Ładu. To opowieść o Drodze do Wolności oraz Poświęceniach, jakie należy ponieść, by ją osiągnąć. To wreszcie opowieść o zemście. Nie takiej, która przyniesie ukojenie tylko osobie, która jej dokona, tylko takiej, która wpłynie na całe społeczeństwo.

Poprzez poważną tematykę, obraz McTeigue’a posiada posępną i "duszną" atmosferę. Klimat oraz napięcie są gęste i wyczuwalne od samego początku. Każda kolejna scena, każdy kolejny pomysł scenarzystów, tylko je podkręca, przykuwając naszą uwagę mocniej i mocniej; wciągając nas do świata przedstawionego, nie pozostawiając nas obojętnymi na wydarzenia ukazane na ekranie.

Ogromna w tym zasługa doskonale napisanego scenariusza, przepełnionego intrygującymi dialogami i pełnego odniesień do innych dzieł kultury. Bracia Wachowscy, odpowiedzialni za skrypt, świetnie się spisali, adaptując język komiksu na język filmu. W szczególności duże wrażenie zrobił na mnie początkowy monolog V, składający się jedynie z aliteracji tej właśnie litery. Po prostu – mały majstersztyk.

Siła obrazu McTeigue’a wynika także z tego, że każdy element filmowej układanki jest odpowiednio wyważony i zaprezentowany tak, by wspólnie tworzyć perfekcyjne audio-wizualne widowisko, które nie pozostawi widza obojętnym.

Aktorzy spisali się wyśmienicie. Każdy bohater jest postacią intrygującą i pełną życia, gdyż odtwórcy ról potrafili wyciągnąć ze swoich postaci całe spektrum emocji.
Najlepiej spisał się Hugo Weaving, wcielający się w V. Aktor potrafił stworzyć wiarygodnego i charakterystycznego bohatera, używając jedynie swego głosu oraz gestów swojego ciała. Ani razu nie widzimy jego twarzy, (no dobrze – raz, spowitą w głębokim cieniu), a jednak udaje mu się przekazać nam całą gamę emocji, skumulowanych w V.
Dobrze spisuje się także Natalie Portman, której powściągliwa gra doskonale podkreśla ciągły strach, w jakim żyje jej bohaterka. Przemiana, jaka w niej następuje, też zostaje bardzo realistycnie ukazana, a chwila w której do niej dochodzi, stanowi jeden z najmocniejszych momentów całej opowieści.
Warto zwrócić uwagę także na Stephena Reę, wcielającego się w nieustępliwego inspektora, który próbuje rozwikłać zagadkę motywacji "terrorysty", kryjącego się pod maską z podobizną Guya Fawkesa.
Reszta obsady również wypada przekonująco, realistycznie przedstawiając swoich ciekawie zarysowanych bohaterów, jednak to właśnie ta trójka robi największe wrażenie.

Strona wizualna jest perfekcyjna. Każdy kadr jest tu przemyślany i dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Wyjątkowe wrażenie robią sceny, w których operator wychwytuje doskonałą grę światłem i cieniem. Sytuacje, w których oprawca stoi w świetle, a jego twarz spowija gęsta, nieprzenikliwa czerń, wyglądają niesamowicie. Wyśmienicie wypada także sekwencja z przewracającymi się kostkami domina. Na ekranie widzimy wtedy tylko trzy kolory: biały, czarny i czerwony. Siła minimalizmu bywa niedoceniana, tutaj jest zaś ukazana z najlepszej strony.

Instumentalna muzyka*, skomponowana przez Dario Marianelliego oraz dobór utworów różnorodnych artystów, również przyczyniają się do budowy gęstego, niegasnącego napięcia. Muzyka doskonale wzmacnia wydźwięk poszczególnych scen, jeszcze mocniej uwypuklając drzemiący w nich dramatyzm.

"V for Vendetta" to zdecydowanie jeden z najciekawszych filmów opartych o powieść graficzną, jakie przyszło mi oglądać. Obraz McTeigue’a wciągnął mnie do swojego świata i przysporzył samych pozytywnych wrażeń.

Po seansie zrozumiałem oburzenie mojej koleżanki S., która była zadziwiona tym, że oglądając tyle filmów "komiksowych", tego jeszcze nie widziałem. Przekonałem się bowiem, że naprawdę warto poświęcić czas dla tego bezkompromisowego i porywającego dzieła. Film nowozelandzkiego reżysera stanowi bowiem wysoką klasę filmową. Przypomina, że tym, co stanowi o sile kinemtografii, jest intrygująca historia oraz jej doskonałe przedstawienie. 
Szczerze więc polecam ten obraz, wystawiając mu przy tym mocną dziewiątkę (9/10), która z kolejnymi seansami, (które na pewno nastąpią), może zaprocentować na wyższą notę.
Naprawdę warto!
 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS