RSS
 

Cool Times at Coke Live Music Festival

31 sie
Skoro udało mi się napisać kilka słów o Openerze*, a w tym roku dane mi było pojechać także na inny festiwal muzyczny (po raz pierwszy), postanowiłem o nim też napisać parę akapitów. Także, oto przed Państwem – krótka relacja z pobytu na Coke’u.

Dzień 1

You Me At Six, czyli zespół o stylu, przypominającym Fall Out Boya, z nieco słabszą energią, zaprezentował się przyzwoicie, jako pierwszy artysta tegorocznej edycji krakowskiej impezy. Fani bawili się dobrze, ja poznałem ich dopiero na koncercie i nie zapałałem do nich wielką miłością. Byli nieźli. Tylko tyle i aż tyle.

Koncert grupy White Lies był natomiast nieco monotonny, gdyż wszystkie utwory były zachowane w tym samym spokojnym stylu. Do pewnego momentu brzmiało to naprawdę nieźle, jednak później muzycy trochę nas zmęczyli, więc nie zostaliśmy na ich występie do końca. ;)

W przeciwieństwie do koncertu grupy The Kooks, który oglądaliśmy z dużym zainteresowniem. Zespół zaprezentował się bowiem z bardzo dobrej strony. Chłopaki zdecydowanie dali radę, będąc w dobrej formie i mocno rozruszając tłum, który skandował razem z nimi teksty największych przebojów, na czele z "Naive"(*), "Ooh La", czy "Do You Wanna". Co innego, że niektóre utwory zaprezentowali w skróconej wersji, ale na szczęście esencja, dzięki której niezmierie je lubię, pozostała.
Bawiłem się naprawdę dobrze, dlatego cieszę się, że wreszcie zobaczyłem ten zespół na żywo.

Monotonnia White Lies’ów okazała się preludium do tego, co zaserwował nam Interpol. Szczerze mówiąc – zupełnie odpłynąłem na ich koncercie. Dla mnie, jako laika, jeśli chodzi o ich muzykę, (dobrze znam (i lubię) jedynie utwór "Specialist"), dobór piosenek zupełnie nie wypalił. Wszystkie brzmiały dla mnie zbyt podobnie, a na dodatek wszystkie były spokojne i melodyjne. Normalnie – idealne do słuchania w łóżku przed snem. Szczerze mówiąc udało mi się niemalże przysnąć, będąc na koncercie(!), wśród tłumu ludzi, tak spokojne były to utwory. A to już o czymś świadczy! (Głównie o tym, że raczej nie zapałam miłością do dokonań zespołu). ;)

(Przez moment byłem też na występie Kida Cudiego, ale trafiłem chyba w złym momencie, bo akurat grał monotonny i trochę "smęciarski" utwór, który mogę określić tylko jako "nic szczególnego". Trudno mi więc wyrokować o całości występu; zdaję tylko relację z moich wrażeń).

Pierwszy dzień wypadł więc średnio. Poza dobrym koncertem Kooksów, pozostali artyści mnie do siebie nie przekonali. Na szczęście drugi był już zdecydowanie bardziej energetyczny.

Dzień 2

Sobota rozpoczęła się od bardzo przyjemnego koncertu Pablopavo i ludzików. Występ grupy drugiego frontmana Vavamuffin, był idealny do słuchania, podczas leżenia na trawie pod sceną, w pełnym słońcu. ;) Niezłe teksty, przyzwoite melodie, czego chcieć więcej w upalne popołudnie? Dwa utwory spodobały mi się w szczególności: "Warszawa Wschodnia" i "Jurek Mech". Oba miały interesujący podkład muzyczny i rozbudzały pozytywną energię. ;)
Mimo, że występ nie porywał tak, jak dokonania grupy Vavanuffin na Openerze, to i tak Pablo z ekipą, spisali się naprawdę przyzwoicie.

Pozytywnie zaskoczyli mnie też muzycy z grupy Everything Everything. Ich utwory, oscylujące między indie-rockiem, a popem, to niby nic specjalnego, ale jednak wyjątkowo dobrze słuchało mi się takich kawałków, jak "My Kr Ur BF", "Photoshop Handsome", czy "Come Alive Diana". Łatwo też udało mi się przystosować do piskliwego głosu wokalisty, choć początki były trudne. ;) W ogóle sam byłem zaskoczony, jak dobrze się bawię na tym koncercie. :)

Największe wrażenie zrobili na mnie jednak muzycy z polskiego zespołu Fonovel. Grupa zaprezentowała się z najlepszej strony, w żywiołowy sposów prezentując swoje dokonania. Utwory były różnorodne, świetnie zaaranżowane i odpowiadające mojemu gustowi muzycznemu. Szczególnie wpadły mi w ucho utwory: "Silence", "Ty i ja"(?), "Niemiec". Koncert tak bardzo mi się spodobał, że w najbliższym czasie zamierzam zapoznać się z nagraniami grupy.

(+ szybka zbitka większości utworów)

Bardzo dobrze wypadli też Editorsi, grający alternatywnego rocka w dobrym wydaniu. Niby ich utwory też były zachowane w podobnej stylistyce, co dokonania Interpolu, ale setlista zespołu była bardziej zróżnicowana. Po skokojniejszym utworze, dostawaliśmy żwawszy, i tak na zmianę. Muzycy wchodzili też w więcej interakcji z tłumem, niż ich koledzy po fachu, także atmosfera i zaangażowanie widowni, były dużo większe. Ogólnie rzecz ujmując – dobrze wspominam ten występ!
(+ przyzwoite "Eat Raw Meat", znane z imprez karaoke, ze znajomymi) ;)

Najdłuższy koncert zaserwował nam Kanye West, który występował nieprzerwanie przez 2,5 godziny. Raper nie męczył się jednak tak, jak pozostali artyści, stąd bez problemu udźwignął ciężar tak długiego występu. (W wielu utworach wspomagały go bowiem nagrania z innymi muzykami, z którymi współpracował).

Oprawa koncertu była iście epicka (nad sceną gurowała ogromna płaskorzeźba z aniołami, na scenie biegało około trzydziestu tancerek, raper pierwszy raz pojawił się na wysokim podnośniku, a później tańczył w deszczu fajerwerków), ale sam występ był już bez większego szaleństwa. A przynajmniej mnie nie porwał bezgranicznie. 
Choć niektore fragmenty były bardzo dobre, inne już męczyły. Do tych drugich zaliczyłbym 10-minutową wersję utworu "Runaway", ktora ciągnęła się nieco za długo, jak na mój gust. Może, gdybym znał ją wczesniej, to by mi to nie przeszkadzalo, a tak – trochę mnie zmęczylo. 

Poza tym było już nieźle. Na pewno można powiedzieć, że tłum dobrze sie bawił. :) W wielu momentach ja też bawiłem się przyzwoicie. Zwłaszcza, że doczekalem się większości znanych i lubianych piosenek rapera, na czele z "Good Life", "Stronger", "Flashing Lights", czy tych które są jedynie "featuring Kanye", (jak "E.T" Katy Perry, czy "American Boy" Estelle).

Żałuję wprawdzie, że Amerykanin nie zagrał pierwszej piosenki, dzięki ktorej w ogóle o nim uslyszalem i która podoba mi się najbardziej w jego wieloletnim dorobku – "The New Workout Plan". (Nie można jednak mieć wszystkiego!) ;)

I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje szybkie refleksje z krakowskiego festiwalu. Chciałbym jeszcze serdecznie podziękować mojej openerowo-coke’owej ekipie za wspaniałą zabawę na obu festiwalach! Gorąco Was pozdrawiam! :)

 
Komentarze (3)

Napisane przez w kategorii Music

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. michal.broniszewski

    4 września 2011 o 10:47

    bardzo żałowałem,że w tym roku nie byłem:(czekałem na koncert Kanye,ale może jeszcze kiedyś zajrzy do Polski.

     
  2. Kaczy

    5 września 2011 o 12:03

    Jest szansa, że się jeszcze pojawi. W końcu polska publiczność przyjęła go bardzo entuzjastycznie. :)
    Obstawiałbym jednak jakieś 2-3 lata. No chyba, że się pojawi na otwarciu jakiegoś stadionu. :P

     
  3. Champion Sound(s), czyli Cool Times at CLMF ‘12 | Seriale, Filmy, Muzyka

    22 sierpnia 2012 o 11:11

    [...] Sound(s), czyli Cool Times at CLMF ‘12 22 sie W tym roku znów udało mi się odwiedzić Kraków podczas Coke Live Music Festival. I ponownie bardzo dobrze się [...]

     
 

  • RSS