RSS
 

The Golden Age

01 wrz

Najnowsze dzieło Woody’ego Allena, obraz "Midnight in Paris", jest jak filmowa pocztówka z francuskiej stolicy; pokazujące, że w takim mieście, jak Paryż, wszystko może się zdarzyć. Nawet rzeczy najbardziej niewyobrażalne.

"O północy w Paryżu" jest filmem o niezadowoleniu z otaczającej nas rzeczywistości i nudzie "dnia dzisiejszego". Opowiadającym o marzeniu, o powrocie lepszych czasów, gdy wszystko było piękniejsze, ciekawsze, prostsze. Marzeniu o powrocie Złotego Wieku. 
Mimo takiej tematyki, film posiada zaskakująco lekki i urzekający klimat, który jest jedną z cech charakterystycznych kina Allena. Reżyser potrafi opowiadać o sprawach poważnych w wyjątkowo rozbrający i zabawny sposób, który zjednuje mu widzów na całym świecie. Przeogromnie lubię tego reżysera właśnie za to niecodzienne spojrzenie na rzeczywistość.

Pomysł wyjściowy jego najnowszej produckji jest prosty, przewrotny, szalenie zaskakujący i konsekwentnie wprowadzony w życie. Zamysł twórczy, na którym opiera się cała koncepcja filmu, był dla mnie tak nieoczekiwany, że nie będę Wam nawet pisał na czym polega, byście mogli być równie mile zaskoczeni, jak ja, kiedy zawitacie już do sali kinowej.
Przed seansem warto jedynie wiedzieć, że film obfituje w ogromną ilość przezabawnych scen, które sprawią, że uśmiech nie będzie schodzić z Waszych ust przez cały czas trwania projekcji. Źródłem humoru jest, jak zwykle, bardzo rozbudowana warstwa słowna oraz zestawienie nietypowych charakterów, pojawiających się na ekranie postaci.

Aktorzy są bardzo przekonujący. Zupełnie to nie dziwi, gdyż to standard w produkcjach reżysera. Mimo, że niektórzy bohaterowie są zarysowani w niemal karykaturalny sposób, nie można odmówić im wiarygodności, czy uroku.
Najciekawsze, że u Allena niemal zawsze oglądamy tę samą postać pierwszoplanową, niezależnie od aktora, który się w nią wciela. Profil psychologiczny bohaterów Allena zawsze oscyluje wokół takiego opisu – nieco neurotyczny mężczyzna w średnim wieku, nie potrafiący w pełni odnaleźć się w meandrach rzeczywistości; skupiający się na drobnych uchybieniach i odnajdujący usterki w otaczającym go świecie.
Owen Wilson, dzierżący rolę protagonisty w najnowszym obrazie reżysera, dobrze sprawdził się jako taki bohater. Jest to zaskakująca rola w jego dorobku, a aktor wyjątkowo dobrze odnalazł się w kanwach tej postaci, co wyjątkowo mu się chwali. 

Doskonale sprawdza się także drugi i trzeci plan. Narzeczona bohatera i jej rodzice są nieco przerysowani, ale dzięki temu sceny z ich udziałem stają się nieodzownym źródłem humoru. To samo można powiedzieć o Paulu, czyli mężczyźnie, który "doskonale zna się na wszystkim". Rachel McAdams, Michael Sheen oraz Kurt Fuller i Mimi Kennedy wypadli bardzo przyzwoicie, jako nietypowi bohaterowie.

Najbardziej podobały mi się jednak sceny z udziałem Corey’a Stola i Adriena Brody’ego. Ich sposób zachowania jest tak ‚niecodzienny’, że w zasadzie dla kreacji tych dwóch aktorów warto obejrzeć "O północy w Paryżu". Nie chcę zdradzać*, w jakie charakterystyczne postaci się wcielają; wystarczy wiedzieć, że robią to tak doskonale, że nie pozostaje nic innego, jak tylko szczerze się uśmiechać, gdy raczą nas swoimi przezabawnymi kwestiami. 
(*Nie mogę się jednak powstrzymać, by nie uronić rąbka tajemnicy i napisać, że bohater jednego z nich uwielbia… nosorożce). ;) (Po obejrzeniu produkcji, wszystko stanie się jasne!)

Najbardziej zwyczajną i najbardziej "realną" bohterką jest natomiast postać, grana przez Marion Cotillard. Aktorka świetnie radzi sobie na ekranie, a jej relacja z Gilem (bohaterem Wilsona), jest bardzo wiarygodna i pełna subtelnych emocji.

Przyjemna, spokojna muzyka nie skupia na sobie uwagi, tworząc jedynie nastrojowe tło. Mimo swojego podobieństwa do melodii, znanych z wcześniejszych filmów reżysera, świetnie oddaje klimat opowieści. Można powiedzieć, że to taka typwo allenowska "ilustracja muzyczna", która dobrze komponuje się z obrazem, nie odbierając uwagi od tego co najważniejsze, czyli samych ekranowych wydarzeń.

Podczas seansu uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Wydaje mi się, że ostatnio z taką częstotliwością szczerze śmiałem się w kinie na przedostatnim filmie Allena, "Whatever Works". Właśnie z powodu radosnego nastroju, w jakim kończę oglądać jego filmy, tak lubię i cenię tego reżysera, stawiając go wśród moich ulubionych twórców filmowych.

Swoim najnowszym filmem, reżyser udowodnił, że potrafi tworzyć interesujące kino "w starym stylu": opowiadać historię w niespieszny, ale przykuwający uwagę sposób; umie uraczyć nas codziennymi "prawdami życiowymi", o których jednak często zapominamy. Allen przypomina nam o nich w wyjątowo urokliwy sposób.

"O północy w Paryżu" podobało mi się tak bardzo, że z chęcią wystawiam mu notę (lekko naciągniętego) 8/10. Fani reżysera nie będą zawiedzeni. Reszta widzów też powinna być zadowolona, choć tu akurat trudniej mi wyrokować, bo Allena niezmiernie lubię już od seansu pierwszego jego filmu, który obejrzałem wiele lat temu. A choć "Midnght" nie jest najlepszym obrazem reżysera, jaki widziałem, niezmiernie cieszy fakt, że Woody wciąż tworzy film za filmem, ciągle mając nowe, ciekawe pomysły.

PS. Międzynarodowy plakat świetnie oddaje klimat i zamysł filmu. (Polski* to już nieporozumienie).

 
Komentarze (3)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. Natka

    3 września 2011 o 17:40

    Nie za bardzo przepadam za filmami W. Allena bo uważam, że posiadają dość specyficzne poczucie humoru (tylko dla wybranych :P), jednak tym filmem jestem zafascynowana. Nie wiem, może jest to spowodowane tym, że jestem zakochana w Paryżu (tak samo jak główny bohater – Gil). I tak jak jemu,mnie też się marzy małe mieszkanko na poddaszu – ehh rozmarzyłam się, nieważne. Wracając do tematu Allen ukazuje miasto we wszystkich porach roku, pokazując tym samym najważniejsze zabytki: Luwr, Łuk Triumfalny, Sacré-Cœur, Musée d’Orsay no i oczywiście Wieże Eiffla – wizytówkę miasta.
    W filmie wystąpiła też Carla Bruni jako przewodniczka Wersalu. Mimo, że wystąpiła tylko w kilku scenach, uważam, że poradziła sobie z zadaniem, nawet w jednej scenie pokłóciła się ze wszystko wiedzącym Paulem – którego, grał Michael Sheen :P.
    Fajnie by było jakby Allen nakręcił film w naszej stolicy, ciekawe co by pokazał? Pamiętajmy, że my też mamy czym się pochwalić:P.

     
  2. Kaczy

    5 września 2011 o 12:00

    To prawda, że humor jest specyficzny. Zwykle jego filmy przepełnione są sarkastycznymi uwagami i pełnymi ironii spostrzeżeniami dotyczącymi świata.
    (Najlepszym przykładem – „Whatever Works”, gdzie dostaliśmy zdwojoną dawkę takich tekstów). Ja to jednak kupuję, dlatego chętnie oglądam jego dzieła. ;)

    Co do „Midnight”, to cieszę się niezmiernie, że Ci się podobało. :) Rozumiem też Twoje marzenie mieszkania na poddaszu w tym mieście, choć ja pewnie wybrałbym inne (Barcelona?, Wiedeń?, NYC?), bo choć Paryż piękny, nie urzekł mnie, jak tamte metropolie. ;)

    Co do zabytków, to pełna zgoda. Początek filmu jest wręcz jak interaktywna pocztówka, ukazująca te najbardziej znane miejsca. Co do wszystkich pór roku, to jakoś nie mogę przypomnieć sobie zimy, także nie jestem pewien czy masz rację. ;)

    Jeśli chodzi o Carlę, to rzeczywiście przyzwoicie wywiązała się ze swojego zadania. Mimo, że tę postać mógłby grać każdy, świetnie że Allenowi udało się namówić właśnie Bruni. :)

    Hmm – Warszawa w obiektywie Allena? Myślę, że nie obyłoby się bez spacerów po Łazienkach, wypraw na Stare Miasto, ale też romantycznych chwil nad Wisłą. Z chęcią zobaczyłbym też Park Skaryszewski, (który jest super, co dopiero niedawno odkryłem :P), czy Saską Kępę lub Wilanów. (Nota bene – zakładam, że w takich okolicznościach przyrody, mieszkaliby bohaterowie). ;)
    Myślę, że mogłoby wyjść z tego coś interesującego. A Ty jak uważasz – jakie obiekty wybrałby reżyser na tło dla swojej produkcji? :)

    Dodatkowo – wydaje mi się, że jeśli Allen miałby robić film w Polsce, byłyby to raczej Kraków lub Wrocław. Takie mam przeczucie. ;)

     
  3. Zakochani w Rzymie | Seriale, Filmy, Muzyka

    25 sierpnia 2012 o 11:28

    [...] był stracony. Nie należy oczekiwać po prostu po nim uniesień i humoru na miarę „Północy w Paryżu„. Poprzedni film reżysera ma tę przewagę nad tegorocznym, że umiejętnie wykorzystał [...]

     
 

  • RSS