RSS
 

It’s not easy being green!

09 paź

Zasiadłem do filmu "The Incedible Hulk" z mieszanymi uczuciami.
Z jednej strony, z dużą obawą, gdyż pamiętałem bardzo męczący seans poprzedniego "Hulka" – obrazu z 2003 roku, w reżyserii Anga Lee.

Z drugiej – miałem nadzieję, że zasłyszane opinie, mówiące, że nowe spojrzenie na postać Bruce’a Bannera i jego zielone alter-ego, jest lepsze od wersji pierwotnej, okażą się prawdziwe.

Gdyby jednak nie chęć dokończenia "misji" obejrzenia wszystkich filmów, w których występują bohaterowie "Avengers", pewnie nie zasiadłbym do tego obrazu.

I szczerze mówiąc – niewiele bym stracił! Wprawdzie nowy film rzeczywiście jest lepszy od swojego poprzednika, ale nie zmienia to faktu, że "Incredible Hulk" w żadnym stopniu nie porywa! Początkowe sceny, rozgrywające się w Rio de Janeiro, są wprawdzie bardzo obiecujące i ciekawie poprowadzone, jednak kiedy akcja przenosi się do Ameryki, cały urok pryska.

Zawodzi charakterystyka postaci. Za mało wiemy o głównych bohaterach, by w pełni przejąć się ich losem. W fabule za dużo jest niedomówień, które psują nam seans, gdyż nie wyjaśniają motywacji bohaterów, ani nie tłumaczą konkretnych zjawisk. (Na przykład: czemu Abominaton potrafi mówić, skoro Hulk nie umiał?! Czemu (spoiler?!) Banner nie ginie po upadku na ziemię z ogromnej wysokości, skoro nie zdąrzył się przemienić? (end of spoiler!)

Momentami wydaje się wręcz, że brakuje tu pojedynczych scen, czy całych sekwencji, które splatałyby tę historię w spójną całość. Z tego, co wyczytałem* – dopiero na stole montażowym pozbyto się bardzo wielu scen, które przybliżały nam motywacje bohaterów. Nie wiem czemu je wycięto, ale zdecydowanie nie wyszło to filmowi na dobre.

Historia, w formie, w jakiej została zaprezentowana, zupełnie mnie nie zaangażowała. Seans nie wywołał w zasadzie żadnych emocji. Niby nie oglądało się tego tragicznie, ale jednak brakowało w tym filmie prawdziwego dramatyzmu. Losy bohaterów nie obchodziły mnie na tyle, by z zaciekawieniem oglądać ich walki między sobą. Zresztą nawet te nie prezentowały się zbyt ciekawie. Trwały jedynie kilka chwil i ograniczały się do uderzania pięściami.

Mimo gwiazdorskiej obsady, bohaterowie wypadli nienaturalnie.
Wydaje się jednak, że problemem był raczej nieciekawy zarys postaci, już na etapie scenariusza, niż brak umiejętności aktorskich obsady. W końcu jej członkowie już wielokrotnie dowiedli, że posiadają talent aktorski.

Edward Norton w początkowych scenach wypada naprawdę przyzwoicie, dopiero poźniej jego bohater "rozłazi się na wszystkie strony", stając się postacią niewiarygodną. Możliwe jednak, że w pierwotnym zarysie filmu, jego Banner wypadł dużo lepiej, ale skoro pozbyto się wielu fragmentów obrazu, nie dane nam było zobaczyć jego rozudowanej osobowości.

Reszta obsady wypadła już słabo, próbując wypowiadać swoje kwestie z realizmem; te były jednak tak nienaturalne, że trudno im w cokolwiek uwierzyć.

Jedyne, co podobało mi się w "The Incredible Hulk" to początek, (do momentu powrotu do USA) oraz samo zakończenie, scena finałowa. Wszystko pomiędzy wypadło wyjątkowo słabo.
Tym samym druga szansa, jaką dałem zielonemu monstrum, okazała się niewypałem. Wychodzi na to, że ten konkretny bohater zwyczajnie do mnie nie przemawia. Dlatego filmy o jego przygodach bardzo szybko wylatują z mojej głowy.

Także ostatecznie – nie polecam!
"The Incredible Hulk" okazał się najsłabszym filmem, prowadzącym do Projektu "Avengers"; na który zresztą jestem już w pełni gotowy! :D Szkoda tylko, że do maja jeszcze daleko!

PS. Tym razem scena ‚po napisach’ pojawiła się przed napisami. Jak gdyby twórcy wiedzieli, że wszyscy wybiegną z kina zaraz po skończeniu projekcji tej słabizny, więc nikt jej nie zobaczy.

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. quentinho

    10 października 2011 o 23:08

    Hulk nie ma szczęścia do ekranizacji i raczej mieć nie bedzie. To taki typ „bohatera”, którego nie da sie przenieść na ekran, bo wali kiczem w moim odczuciu. Tu nawet Nolan by nie dał rady.

     
  2. Kaczy

    11 października 2011 o 18:19

    Niestety masz rację! Choć muszę przyznać, że jest to nieco zaskakujące, bo możnaby stwierdzić, że Hulk to taka współczesna wariacja na temat Dr. Jekylla i Mr. Hyde’a. I w sumie zastanawia czemu nie możnaby więc tego zrobić nieco poważniej?
    (Ale chyba cała powaga pryska, jak widzimy jak ten stwór wygląda i jak bohaterowi kupują „strechy pants”, żeby zielone alter-ego też mogło się w nie zmieścić).
    W sumie jestem ciekawy, jak Nolan podszedłby do tego tematu. Chyba rzeczywiście nie miałbym z czym pracować, bo sam materiał wyjściowy nie napawa optymizmem.
    Zobaczymy co z tą postacią zrobi Whedon w „Avengersach”. Szczerze liczę, że nie okaże się ich najsłabszym ogniwem, jak na to wskazują filmy o jego przygodach. :)

     
  3. quentinho

    11 października 2011 o 19:16

    http://quentinho.blox.pl/2011/10/OTO-PELNY-TRAILER-THE-AVENGERS.html

    Nie wiem, czy widziałeś :D Hulk na końcu, ale tylko w krótkiej migawce :D Chyba go dopracowują dopiero

     
  4. Kaczy

    12 października 2011 o 19:38

    Jeszcze nie, także – lecę oglądać! :D
    Dzięki za cynk! :)

     
 

  • RSS