RSS
 

Lifelike.

14 paź

"Crazy Stupid Love" to film tak urokliwy i urzekający, że aż trudno ubrać w słowa wszystkie jego pozytywy. Jest on bowiem niewymuszenie i naturalnie zabawny, posiadając przy tym wiele poważnych i prawdziwie życiowych momentów.
Lekkość, z jaką zostały uchwycone rozterki i perypetie bohaterów, jest godna podziwu.

Film wciąga do swojego świata w sposób, który trudno opisać. Ogląda się go z dużym zaangażowaniem, gdyż szybko zacznyamy lubić protaginistów i wczuwać w ich sytuację.
Ogromna w tym zasługa świetnego scenariusza, który obdarzył każdego z bohaterów wiarygodnym i przykuwającym uwagę charakterem.
Świetnie poradzili sobie aktorzy, którzy potrafili z lekkością się w nich wcielić i sprawić, że stali się ludźmi z krwi i kości. W zasadzie każda postać, pojawiająca się nawet na chwilę na ekranie, została napisana i zagrana w ciekawy, ‚prawdziwy’ sposób.

Ryan Gosling i Steve Carrell tworzą interesujący duet, który można określić jako lepszą wersją bohaterów z produkcji "Hitch". Jedną z głównych osi fabuły obu produkcji, jest bowiem kwestia przyjaźni między doskonałym podrywaczem, a mężczyzną w średnim wieku, który "zagubił gdzieś swoją męskość". Nowa znajomość pomoże mu jednak ją odzyskać i sprowadzić życie na inny tor. Pytaniem pozostaje jednak czy to "nowe życie", jest właśnie tym czego potrzebuje i chce "zagubiony" bohater.
Historia, ukazana w "Crazy Stupid Love", rozkręca się powoli, a napędzają ją nietypowe relacje między bohaterami. Te są tak angażujące i intrygujące, że podczas seansu nie sposób się nudzić.

Wszystko dzięki intrygującym postaciom drugiego planu, które świetnie wypadają w każdej scenie; tym samym doskonale partnerując protagonistom. Emma Stone, Julianne Moore, Marisa Tomei, Kevin Bacon oraz młodzi aktorzy: Analeigh Tipton i Jonah Bobo zagrali wyjątkowo ciekawie, gdyż dobrze wyczuli charakter swoich postaci. Tchnęli w nich życie i uczynili z nich Bohaterów "z prawdziwego zdarzenia".
Na szczególną uwagę zasługuje ostatni aktor. Jego postać, mimo że najmłodsza, jest chwilami też najmądrzejsza i najbardziej romantyczna ze wszystkich. Pytanie, które pada w pewnym momencie z ekranu: "czy on naprawdę ma 13 lat?", jest bardzo trafne. Mimo to, jesteśmy w stanie uwierzyć w istnienie takiej osoby, właśnie dzięki ciekawej grze młodego aktora.

Dobrze wypada też gra twórców z filmowymi schematami. Produkcja duetu Glenn Ficarra-John Requa uświadamia, że w dzisiejszych czasach można spokojnie czerpać ze znanych "sztuczek filmowych", a jednak nie popaść w schematyczność. Wystarczy głośno zauważyć nadmierne wykorzystanie jakiegoś motywu, i "problem z głowy". Tak więc, gdy na przykład deszcz zacznie padać w dramatycznym momencie, wystarczy że bohater zauważy: "It’s such a cliché!/To takie typowe!", i wszyscy są zadowoleni.

Muszę pochwalić też ciekawą ścieżkę dźwiękową, która szybko wpada w ucho i kołacze się po głowie w trakcie seansu. Czemu się jednak dziwić, skoro pojawiają się tu takie perełki, jak: "Save Room" Johna Legenda, "Oh La La La" Goldfrapp, czy "Animal" Miike’a Snowa, (które ostatnio słyszę wszędzie!). Soundtrack dobrze oddaje nastrój historii, a chwilami nadaje jej odpowiedniej aury. Dobra robota!

"Crazy Stupid Love" to film tak dobry, że lepiej go po prostu obejrzeć niż o nim czytać. Obraz broni się sam!
Niech będzie dla Was wskazówką, że poprzednio w podobny sposób wypowiadałem się o doskonałym "(500) Days of Summer". Oba filmy utrzymane są zresztą w zbliżonej stylistyce. Oba każą nam uśmiechać się raz po raz podczas seansu i chłonąć wszystko, co pojawi się na ekranie. Obie historie napędza bliskość emocjonalna z bohaterami oraz nieuchwytna moc ich uczuć. To właśnie mnie do obu przyciągnęło i sprawiło, że z chęcią będę do nich wracał.
Podczas seansu bawiłem się tak dobrze, że z chęcią wystawiam filmowi Ficarra i Requi ocenę 9/10. Szczerze i serdecznie polecam!

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS