RSS
 

„I drive”

30 gru

"Drive" Nicolasa Windinga Refna to obraz nietypowy. Bardzo klimatyczny i prowadzony w niespieszny, stateczny sposób. A jednak mocno przykuwający uwagę. 

Można powiedzieć, że film opowiada o rodzącym się uczuciu i o czynach, jakie jesteśmy w stanie dokonać z powodu miłości. Nie jest to jednak ckliwa historia, a raczej nienachalna opowieść o uczuciu, która wysuwa inne wydarzenia na pierwszy plan, jedynie w tle zaznaczając motywacje bohatera. 

Głównym bohaterem jest młody mężczyzna, o którym niewiele wiemy. W zasadzie tyle, że jest małomówny, pracuje w warsztacie samochodowym, a dorywczo także jako "kierowca na zamówienie" oraz, że "tylko jeździ", jak sam mówi w jednej ze scen. W trakcie seansu nawet nie poznamy jego imienia. A jednak jest w nim coś, co przykuwa naszą uwagę. Jakaś wewnętrzna determinacja, chęć niesienia pomocy innym oraz duża doza sympatii, jaką darzy swoją sąsiadkę i jej syna. To sprawia, że ‚Driver’ przekonuje nas do siebie. 

Aktorstwo jest bardzo specyficzne, właśnie dlatego że o większości postaci tak naprawdę niewiele wiemy. Aktorzy grają zaś w bardzo stonowany, niemalże "minimalistyczny" sposób. Ważne są tu subtelne zmiany w zachowaniu bohaterów, czasami niezauważalne na pierwszy rzut oka. Trzeba oglądać ten obraz w skupieniu, by nie umknęły nam te niewielkie zmiany. Na początku filmu jest na przykład bardzo ciekawa scena, w której chłopiec wpatruje się w oczy ‚Drivera’, w ramach "staring contest". Chłopiec mruga, a mężczyzna się uśmiecha. Niby niewielka zmiana, a jak ważna dla sensu tej sceny i charakteru samych postaci. Takich momentów jest tu więcej i w każdym z nich bohater przekonuje nas do siebie coraz bardziej. 

Film zaskakuje i przyciąga ciekawą stroną audio-wizualną. 
Muzyka nie tylko buduje napięcie i "drugie dno" dla poszczególnych scen, wiele mówi też o odczuciach bohaterów. Brzmi wyjątkowo dobrze, wpada w ucho i misternie tworzy zręby intrygującego klimatu, który unosi się nad całym filmem. 
Ogromna w tym zasługa ‚piosenki przewodniej’, pojawiającej się kilkukrotnie podczas seansu. "Real Hero" w wykonaniu College i Electric Youth przyciąga już przy pierwszym pojawieniu się na ekranie. Równie dobrze słucha się "Nightcall" Kavinskiego, które towarzyszy sekwencji napisów początkowych. 
Warto zwrócić też uwagę na bardzo ciekawy zabieg formalny. W scenie pościgu, która automatycznie zwiększa napięcie, brak jest jakiejkolwiek muzyki. Jedyne, co wtedy słyszymy to odgłosy pędzących samochodów i pisk opon. Trzeba przyznać, że dzięki temu ta scena wypadła wyjątkowo ciekawie i rzeczywiście budzi emocje. 

Brawa należą się też za ciekawe zdjęcia, a w szczególności za intrygujące operowanie światłem. Duże wrażenie robi w szczególności scena w windzie, gdzie zmiana oświetlenia buduje teatralny ‚drugi plan’, pokazuje wydarzenia jakby w innej czasoprzestrzeni. 
Zresztą wiele jest w tym filmie świetnie skadrowanych momentów, gdy ekran wypełniony jest ciekawą grą światła z cieniem. 

Muszę przyznać, że nie jest to obraz łatwy do oglądania, zwłaszcza od momentu, gdy poleje się pierwsza krew. (Nic bowiem nie zapowiadało takiego ukazania przemocy na ekranie). Niemalże sielankowy klimat panujący w pierwszej części filmu zostaje wtedy przełamany, a historia nasiąka inną atmosferą. Od chwili pierwszego śmiertelnego strzału nie wiadomo czego jeszcze można się spodziewać. Widz trzymany jest od tego momentu w ciągłym napięciu. Trudno jednak nazwać to minusem. Wręcz przeciwnie – taka reakcja oznacza raczej silne, zamierzone oddziaływanie na widzu, które zadziałało tak, jak powinno. 

"Drive" jest filmem, który nie pozostawi widza obojętnym. Albo kupi się przedstawioną w nim koncepcję i film nam się spodoba, albo obraz Refna zupełnie do nas nie trafi, a wtedy seans może stać się męką. Ja zdecydowanie należę do pierwszej kategorii odbiorców. Film przekonał mnie do siebie swoim klimatem, ciekawymi zabiegami formalnymi oraz nietypową historią miłosną. Mimo to nie porwał mnie bezgranicznie, dlatego wystawiam mu ostatecznie ocenę (lekko naciągniętego) 8/10. 
Cieszę się niezmiernie, że wreszcie udało mi się nadrobić tę filmową zaległość. :) 


PS. Chodzą słuchy*, że ma postwać druga część filmu, jako że autor książki na podstawie której powstał scenariusz, właśnie wydał drugi tom swojej powieści. Po obejrzeniu filmu muszę przyznać rację Q, że to raczej taki obraz, który nie potrzebuje kontynuacji. No, ale skoro takowa powstała, to zobaczymy co z tego wyniknie.

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. michal.broniszewski

    1 stycznia 2012 o 17:59

    kapitalny film. Od soundtracku nie mogłem się uwolnić bardzo długo.

     
  2. Kaczy

    4 stycznia 2012 o 10:07

    Bardzo dobry, to na pewno! :)
    A muzyka rzeczywiście zostaje w głowie. :) Zresztą tak, jak scena pościgu, w której akurat muzyki w ogóle nie było. ;)
    Także muszę przyznać, że operowanie muzyką i dzwiękiem stało na naprawdę wyśmienitym poziomie. :)

    Dzięki wielkie za komentarz i sorry za opóźnienie w odpisywaniu. :)
    Pozdrawiam serdecznie! :)

     
 

  • RSS