RSS
 

Investigation.

13 sty

"Millenium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" Nielsa Ardena Opleva, czyli adaptacja szwedzkiego bestselleru autorstwa Stiega Larssona, to interesujący thriller i pełnokrwista opowieść detektywistyczna.

W tym filmie dostajemy dokładnie to, czego zabrakło najnowszemu "Sherlockowi" – intrygujące, wciągające i żmudne śledztwo. Dziennikarz Mikael Blumqvist zostaje wynajęty przez starego potentata przemysłowego, członka dużej wpływowej rodziny, by rozwikłał historię zaginięcia/morderstwa swojej bratanicy. Sprawa ma już kilkadziesiąt lat, jednak nadal spędza sen z powiek wiekowego mężczyzny. Mikael podejmuje się zadania, choć wie, że nie będzie ono proste. Rozpoczyna się dokładne śledztwo. Kiedy sprawa stanie w martwym punkcie, Blumqvistowi przyjdzie z pomocą ‚dziewczyna po przejściach’, hakerka Lisbeth Salander.

Więcej nie zdradzam, gdyż intryga jest bardzo interesująca i warto zapoznać się z nią samemu. Nie czytałem trylogii Larssona przed seansem, także zupełnie nie znałem fabuły. Z tego powodu historia mocno mnie wciągnęła i niezmiernie zaciekawiła. To właśnie scenariusz stanowi o sile tego obrazu.

Film kusi intrygującym tematem, ale nie formą. Ta jest dobra, jednak nie porywająca. Pod tym względem "Millenium" stanowi przeciwieństwo obrazu "Across the hall", które z typowego tematu wyciągnęło wiele emocji, właśnie przez skąpanie całości intrygującym klimatem i bardzo szczegółowe skupienie się na formie oraz stronie technicznej. Tamten film pokazał, że dopracowana forma jest w stanie wywindować przeciętny obraz do poziomu obrazu dobrego. "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" stanowi natomiast przykład filmu, który uświadamia, (a raczej przypomina), że dobry temat jest w stanie ponieść cały obraz, mimo że nie jest on ‚dopięty na ostatni guzik’ i nie wykorzystuje pełni potencjału opowiadanej historii.

Aktorstwo jest dobre. Michael Nyqust i Noomi Rapace w ciekawy sposób portretują swoich bohaterów. Są wiarygodni. Reszta obsady wypada przyzwoicie. Tylko tyle i aż tyle. W zupełności to jednak wystarcza.

Muzyka przez większość seansu jest niezauważalna i to nie ona buduje napięcie, które panuje w tym obrazie. Miałem wręcz wrażenie, że momentami twórcy zupełnie z niej zrezygnowali, gdyż momentów, gdy słychać ją w tle, jest naprawdę niewiele. Kiedy zaś już się pojawia, są to ograne do bólu melodie, które nie stanowią żadnej ‚nowej jakości’, która zostałaby w głowie choć na chwilę dłużej. Na szczęście takie potraktowanie ścieżki dźwiękowej zupełnie nie przeszkadza i nie odbiera przyjemności z oglądania. Sam temat jest tak intrygujący, że wystarcza, by przyciągnąć naszą uwagę.

Dzisiaj na ekrany polskich kin wchodzi amerykańska adaptacja powieści Larssona, w reżyserii Davida Finchera*. Ten amerykański reżyser jest mistrzem w doskonałym operowaniu formą, dlatego wiążę ogromne nadzieje z jego adaptacją szwedzkiego bestselleru. Seans obrazu Opleva stanowił dla mnie bowiem ogromnie ciekawe doświadczenie, gdyż z każdą kolejną scenę myślałem sobie, jak możnaby podkręcić w nich emocje, wycisnąć z nich jeszcze więcej.

Szwedzka adaptacja jest zwyczajnie dobra, dlatego dostaje ode mnie ocenę 7,5/10. Podczas seansu przez głowę przechodziła mi natomiast jedna myśl – skoro ten film jest dobry, momentami nawet bardzo, to wersja amerykańska będzie świetna. Czuję, że Fincher wyciągnie z tej histori 110%. Już nie mogę się doczekać! :)

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. quentinho

    14 stycznia 2012 o 02:51

    Nie wyciągnął :D Wersja amerykańska jest bardzo dobra, ale wolę szwedzką. No i oczywiście: Rapace > Mara

     
  2. Kaczy

    14 stycznia 2012 o 03:04

    Mimo wszystko nie tracę nadziei! :D
    W końcu ‚miewamy’ inne zdanie, także liczę, że w tym wypadku będzie podobnie! :)
    Ale to niestety przekonam się dopiero za dwa tygodnie, już po sesji, bo tak jak poprzednim razem z „Iksami” nie wyrobiłem się przed. (Choć patrząc na godzinę o której się kładę, w sumie módłbym pójść dzisiaj. Gorzej, że moi znajomi mają taką ‚session fever’, że nie za bardzo było z kim). :(
    Także uzbrajam się w cierpliwość i myślę, że „Dziewczyna z Tatuażem” będzie idealnym początkiem wolności i doskonałą nagrodą za cały mój wysiłek! :)

    Pozdrawiam serdecznie! :)

     
  3. quentinho

    14 stycznia 2012 o 12:35

    Oj ta, wiem co przeżywasz :D Mnie cała ta gorączka czeka od poniedziałku… Zaliczeń od groma, ale w sesji tylko dwa egzaminy tym razem, co jest miłym zaskoczeniem :D

     
  4. Kaczy

    14 stycznia 2012 o 13:12

    No ja też już muszę wchodzić w te tryby, bo też startuję w najbliższym tygodniu.
    Ja mam akurat cztery egzaminy w sesji, z czego dwa pisemne na 1,5h, z przedmiotów, z których nie dało się NIC wynieść z wykładów, więc może być śmiesznie. ;)
    Ale w końcu to nie moja pierwsza sesja, więc – będzie dobrze! :)
    Tego się trzymajmy! :)
    Zatem – życzę powodzenia i pozdrawiam! :)

     
 

  • RSS