RSS
 

Waste of Time!

15 sty
"Czas to pieniądz". Tę znaną maksymę twórcy "In Time" wzięli sobie mocno do serca, czyniąc z niej centralną koncepcję swojego filmu. 

Obraz Andrew Niccola prezentuje nam świat przyszłości, w którym pieniądze zostały zastąpione przez zegar czasu, znajdujący się na ręku każdego człowieka. Czasomierz pozwala ludziom żyć przez okres wyświetlony na czytniku oraz umożliwia dokonywanie transakcji ‚pieniężnych’. Zegar uruchamiany jest w dniu 25 urodzin i obfituje w 365 dni. Większość populacji szybko wydaje tę ‚sumę’ i musi zadowalać się jedynie dzienną dawką czasu, przyznawaną jako wynagrodzenie za pracę. Musi więc dosłownie ‚żyć z dnia na dzień’. Istnieje jednak grupa wybrańców, którzy posiadają tej waluty w nadmiarze, co czyni ich ‚nieśmiertelnymi’, bo przecież "szczęśliwi czasu nie liczą". 

Głównym bohaterem jest oczywiście ‚człowiek z ludu’, który musi znosić ciężki los, w ciągłym strachu przed ‚upływem czasu’. Kiedy jednak karta się odwróci i mężczyzna znajdzie się w posiadaniu dużej ilości cennego ‚surowca’, postanowi zawalczyć z systemem i znieść nierówne prawa, które umożliwiają jednostkom żyć wieczne, kosztem milionów ginących każdego dnia na ulicach z ‚braku czasu’. 
Trzeba powiedzieć, że ta historia posiadała swój potencjał, a trailery zapowiadały całkiem zgrabne kino akcji. Szkoda jednak, że zupełnie niewykorzystano inwencji, w związku z czym film niczym nas nie zaskakuje. 

Polski tytuł produkcji brzmi "Wyścig z czasem". Niestety w filmie owego ścigania się z nieubłagalnie upływającym czasem trudno uświadczyć. Niby jest tu parę scen pościgów samochodowych, czy biegania bohaterów, jednak tym scenom nie towarzyszą żadne emocje. Ciśnienie nam nie skacze, nie drżymy o los bohaterów. Wynika to z nieumiejętnego poprowadzenia akcji i słabego budowania napięcia. Tempo wydarzeń nie jest bowiem rozpędzone. Momentami nawet niemiłosiernie się wlecze, a na ekranie nie dzieje się nic ciekawego. 
Jest to o tyle zaskakujące, że film Niccola możnaby nazwać miksem różnych motywów i opowieści znanych z (pop)kultury: jest tu trochę z Robin Hooda, Bonnie i Clyde, popularnego ostatnio motywu wampiryzmu, czy ciekawej koncepcji zabawy z czasem. A jednak z tej mieszaniny pomysłów i inspiracji, nie wyszło nic szczególnie interesującego. "In Time" to ten typ filmu, o którym zapominamy nawet nie po wyjściu z kina, ale już w trakcie napisów końcowych. 

Aktorzy nie wypadli najlepiej. Głównie dlatego, że nie mieli nic ciekawego do zagrania. Charakterystyka postaci jest znikoma i ogranicza się do paru ogólników. Trudno przejąć się losem któregokolwiek z bohaterów, gdyż zachowują się oni tak, jakby sami niczym się nie przejmowali. 
Aż szkoda przyzwoitej obsady. W szczególności szkoda mi muzycznej smykałki Justina Timberlake’a, żeby grywał w takich przeciętniakach, na jakie ostatnio trafia. Po świetnym "Social Network" zagrał bowiem w takich ‚średniakach’, jak "Bad Teacher", czy "Friends with benefits". Uważam, że wyszedłby zdecydowanie lepiej, gdyby po prostu wrócił do tworzenia muzyki. 
Szkoda też Cilliana Murphy’ego, który mógłby swój czas poświęcić na bardziej wymagające projekty. No, ale z czegoś w końcu trzeba żyć. ;) 
(Amanda Seyfried i Alex Pettyfer też nie mają szczęścia do dobrych produkcji. W zeszłym roku wystąpili przecież w tak przeciętnych filmach, jak "Red Riding Hood", czy "I am number four"). 

Co tu dużo mówić – film Andrew Niccola jest po prostu niedopracowany. Za dużo tu dziur scenariuszowych i nie do końca przemyślanych pomysłów. Także zwyczajnie szkoda naszego czasu na "Wyścig z czasem". To produkcja na słabe 3,5/10. Odradzam. Ja się zawiodłem.

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. Natka

    15 stycznia 2012 o 12:49

    Co do „Zegar uruchamiany jest w dniu 25 urodzin i obfituje w 365 dni” to się nie zgodzę gdyż mówiono na samym początku, że otrzymują czas na 50 lat :) – biedni muszą za coś żyć i w ciągu roku potrafili wydać 50 lat życia na rachunki itp.
    Film jest do bani, mało akcji i nie ciekawa gra aktorska. Czasami wydawało mi się, że nie wszyscy bohaterowie wyglądają na 25 lat (przykładem może być policjant czasu – czy jakoś tak).
    Ja też nie polecam!!! NUDA!!!!

     
  2. michal.broniszewski

    15 stycznia 2012 o 13:10

    ja już też od dawna mówię, że Justin powinien skoncentrować się na muzyce.Aktorstwo poza „The Social Network” niestety niespecjalnie mu wychodzi.

     
  3. Kaczy

    15 stycznia 2012 o 13:16

    Co do zegara – to właśnie tak mi się coś wydawało, ale a) już nie pamiętałem dokładnie i coś mi się nie zgadzało, więc sprawdziłem sobie w Internecie, gdzie ludzie pisali o roku, b) 50 lat to dużo i jakoś trudno w tym wypadku mówić o „ucisku” z powodu „braku czasu”.
    Niby rozumiem wysokie rachunki, ale mając taki zapas, możnaby to jakoś rozplanować, nie?!
    No nie wiem – to tylko pokazuje, że jest w tym filmie nieco więcej dziur scenariuszowych niż sądziłem.

    Co do wyglądu aktorów – to też prawda. Cillian Murphy (czyli policjant czasu właśnie) nie za bardzo wygląda na 25, ale chyba nikt się tym specjalnie nie przejął. A może powinien, skoro tyle się o wieku w tym filmie mówi?
    Nie ma jednak co roztrząsać, bo to po prostu niedopracowany film był.

    Pozdrawiam! :)

     
  4. Kaczy

    15 stycznia 2012 o 13:26

    -> Michał
    No, ale się uparł, więc co zrobisz?! ;)
    Poza tym zastanawiam się na ile to jest kwestia jego samego, a na ile słabego doboru ról? Bo przecież w „Social” wypadł naprawdę dobrze, był niezły w „Edison”, (choć sam film mi się średnio podobał), a słyszałem też pozytywne opinie o „Alpha Dog”, które wciąż na mnie czeka.
    No, ale potem grywał już w zwyczajnie słabych produkcjach.
    Ja tam myślę, że najrozsądniej byłoby po prostu, gdyby zagrał w jakimś musicalu, skoro już ‚musi’ grać. Wszysycy byliby zadowoleni. ;)

     
 

  • RSS