RSS
 

„BANG!”

26 lut

The Artist” Michela Hazanaviciusa to powrót Kina w starym stylu. Współczesny film niemy(!), w piękny sposób przedstawiający techniczną stronę początków kina. Przybliżający wydarzenia z czasów rewolucji dźwiękowej. Pokazujący ją jednak z perspektywy jednostki. Ukazujący wpływ, jaki ta zmiana miała na życie pojedynczego człowieka.

Można powiedzieć, że „Artysta” opowiada o nieprzystosowaniu do nowych okoliczności. O próbie odrzucenia tego, co „nowe”; trzymania się kurczowo dobrze znanych reguł i zasad, które zapewniają stabilność i dobrobyt. Opowieść o problemach, jakie rodzą się z takiego podejścia do rozwoju. Mimo to, film epatuje pozytywną energią, przysparza wielu sytuacji do szczerego i niewymuszonego śmiechu oraz kilku wzruszeń. Historia zwyczajnie nas wciąga i nie pozostawia obojętnymi ani na chwilę.

„Artysta” to także, (a może przede wszystkim?), zabawa formą. Wszystkie techniczne zabiegi, upodabniające film do produkcji z lat 20tych, sprawdziły się tutaj znakomicie. Czarno-biały obraz, plansze z napisami, muzyka, specyficzny styl gry, nawet niedzisiejszy format 4:3. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie w szczególności sekwencja, rozpoczynająca się od odstawienia szklanki na stół. Pomysł prosty, ale jakże wymowny, zaskakujący i przykuwający uwagę. Idealnie pasujący do tematyki obrazu. (Szczerze zachęcam do obejrzenia filmu, by zrozumieć o co mi chodzi).

Muzyka* odgrywa ogromnie ważną rolę. Nadaje tempa tej historii. Akcentuje jej najważniejsze momenty. Doskonale uzupełnia się z obrazem, wyciągając z niego to, co najlepsze. Kompozycji Loudovica Bource’a słucha się wyjątkowo dobrze. Gdybym miał wybrać dwa utwory, które przekonały mnie najbardziej, byłyby to pewnie: „1927, A Russian Affair” oraz „Jungle Bar„. Muszę jednak przyznać, że cała warstwa muzyczna to tak wyśmienita robota, że w zasadzie mógłbym podać dwa dowolne utwory i nie minąłbym się z prawdą.

Doskonale wypadają także momenty, w których nie słyszymy jakiegokolwiek podkładu muzycznego. Wtedy wyraźnie słychać terkotanie projektora kinowego. Wyśmienity efekt!

Warto pochylić się również nad świetnymi kreacjami aktorskimi. Aktorzy wyjątkowo dobrze sprawdzili się na ekranie. Są charyzmatyczni, energiczni i przykuwający uwagę. Jean Dujardin i Berenice Bejo są zwyczajnie urzekający. Nie muszę chyba dodawać, że gesty i mimika, na których opiera się cała ich gra, są w pełni zrozumiałe i budzą wiele pozytywnych emocji.

Reszta obsady spisała się równie dobrze, dzięki czemu pomaga parze zabłysnąć na ekranie. Nie wolno zapominać także o wiernym czworonożnym kompanie naszego bohatera, który kradnie kilka scen dla siebie. Nic dziwnego, że Uggie, (jak naprawdę nazywa się pies), sam wygrał już parę nagród za swoją ‚rolę’ (sic!).

„Artysta” to świetne kino!
Moich pozytywnych odczuć i wrażeń aż nie potrafię ubrać w słowa. Ten film podobał mi się tak bardzo, że aż odebrało mi mowę! Przyznaję więc zdecydowane i mocne 9/10! Zupełnie nie dziwią mnie liczne nagrody i nominacje, które posypały się na ten film. Sam będę mu mocno kibicować dzisiejszej nocy.

 
Komentarze (3)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. milczacy_krytyk

    26 lutego 2012 o 23:10

    To czemu nie dziesiątka w ocenie jak mowę odebrało aż? :p
    Zgadzam się ze wszystkim co napisałeś, fantastyczny film, zachwyciłem się nim ogromnie i nadal jestem pod wielkim wrażeniem tej produkcji. Również będę jej kibicować w wyścigu po Oscary.
    A scena ze szklanką – mistrzostwo świata, aż mi szczęka opadła. A takich momentów w tym obrazie jest znacznie więcej.

    Pozdrawiam

     
  2. quentinho

    27 lutego 2012 o 00:03

    Tu sie troszku różnimy :P A reckę „Artysty” napiszę dopiero po tych dzisiejszych śmiesznych nagrodach, by móc się odnieść do ostatecznego wyniku tego filmu na gali.

     
  3. Kaczy

    27 lutego 2012 o 05:56

    -> Milczący
    A wiesz co – trudno mi to nawet uzasadnić. ;) (Ja zresztą mało 10-tek wystawiłem, jak dotąd, to może stąd).
    Ale ładna figura stylistyczna, nie?! ;)

    Tak, to prawda, że takich scen jest więcej, ale ta oddziaływuje chyba najmocniej, właśnie z powodu zaskoczenia! ;)

    -> Quentinho
    Bywa i tak! ;)
    Z chęcią przeczytam! :)

    Pozdrawiam Was serdecznie! :)

     
 

  • RSS