RSS
 

„Hungry Rabbit Jumps”

29 lut

Z okazji 29.02 – bardzo krótki tekst z najświeższego filmu, oglądanego w kinie. Ku przestrodze. ;)

Justice

Oj, słabiutki film! Cały pomysł zamyka się we frazie „Simon Says” i koncepcji ugrupowania, które na własną rękę wymierza sprawiedliwość społeczną, rękoma ludzi, którym pomogli w trudnych chwilach.

Najzabawniejsze, że widać, ze twórcy chcieliby budować tu jakieś emocje i napięcie, ale idzie im to wyjątkowo topornie. Sprawia to, że zamiast odczuwać jakiekolwiek napięcie, bardziej jest nam do śmiechu. Idealnie obrazuje to scena, w której bohater idzie do automatu z batonami, pod „czujnym” okiem ochroniarza. Scena teoretycznie ma budować nasze napięcie, (gdyż zadanie zostało zlecone przez wierzyciela długu, któremu nasz bohater ma odpłacić za udzieloną pomoc), a jest kuriozalna i tak nakręcona, że normalnie boki zrywać! ;)

Ten film przypomina nieco „Grę” Davida Finchera, obdartą jednak z tego, co w tym obrazie najlepsze – atmosfery niepewności. O ile Fincher potrafi pokazać nam „zwykłe” wydarzenia w sposób, który przyspiesza nam tętno, o tyle twórcy „Boga Zemsty”, (jak film nazwano w Polsce, zupełnie zresztą bez sensu), tego nie potrafią. Ta nieudolność widoczna jest w każdej scenie, przez co film ogląda się z uśmieszkiem politowania. Pod względem „zabawności” ten obraz ma więc sporo do zaoferowania.

Film Rogera Donaldsona uświadamia też czemu ludzie zaczęli tak „jeździć” po Nicolasie Cage’u i jego umiejętnościach. Normalnie nic do niego nie mam, ale tutaj jest wyjątkowo niewiarygodny i w zasadzie cały film przechodzi na jednej minie. Wtóruje mu January Jones, której emocjonalne spektrum też nie sięga zbyt szeroko. Niezależnie od sytuacji, twarz aktorki wygląda tak samo. Czy gdy dochodzi do siebie po gwałcie, (który zapoczątkowuje zresztą całą spiralę wydarzeń), czy gdy jest szczęśliwa, zachowuje się w zasadzie w ten sam sposób. Trudno jest więc kupić jej kreację i naprawdę przejąć się jej losem.

Także w największym skrócie – odradzam seans filmu! No, chyba że akurat macie ochotę pośmiać się z nieudolności twórców w tworzeniu dobrej historii. ;)

Ocena: 3/10


PS. Tym razem krótko, bo aż szkoda mi słów na opisywanie tego „dzieła”.

PS2. Przepraszam też za słabszą formę wpisu. Chciałem jakoś przełamać mój brak weny. No i „uczcić” Niecodzienny Dzień. ;)
PS3. Może w kilku słowach uda mi się wkrótce napisać o innych niedawno oglądanych filmach? (Here’s hoping!) ;)

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. Natka

    1 marca 2012 o 17:20

    Zapomniałeś dodać, że główny bohater miał kupić aż 2 batony o nazwie „Forever”- wydaje mi się, że ta nazwa do czegoś zobowiązuje:). Sądzę, że to jest główny wątek tego arcydzieła:).
    Co do Nicolasa Cage to on w każdym filmie w którym grał miał taki sam wyraz twarzy (wyjątkiem, może być tylko Lord of War).
    Nikomu nie polecam tego filmu. Uważam, że jest to strata czasu i pieniędzy. Ten film nic nie wnosi do życia można się tylko z niego dowiedzieć, że wszyscy pracują dla tajemniczego „SIMONA”.
    Nie zdziwi mnie jednak jak za jakiś czas pojawi się 2 część w której żona głównego bohatera postanowi pracować dla Simona :P

     
  2. Kaczy

    1 marca 2012 o 22:05

    No tak, tak – zdecydowanie! :)
    Gdyby nasz bohater miał wątpliwości ile czasu będzie zadłużony u Sprawiedliwego Simona, batoniki od razu udzielą mu odpowiedzi. ;)

    Być może masz rację, ale zwykle mi to nie przeszkadza. Tzn. pasuje do filmów, w których gra i nie budzi negatywnych emocji.
    Tu jednak „przedobrzył”! ;)

    Nie kracz! ;)

    A „Lord of War” – bardzo dobra produkcja, pełna zgoda! :D

     
  3. michal.broniszewski

    3 marca 2012 o 10:04

    Cage ma przechlapane u krytyków,zasłuzenie zresztą, gra w totalnych kichach i ciągle źle dobiera propozycje od hollywoodzkich producentów. Ale ja jakoś lubię tego gościa – więc pewnie Boga Zemsty i tak obejrzę.

     
  4. Kaczy

    3 marca 2012 o 12:39

    Ja właśnie też go całkiem lubię, ale niektórych rzeczy nawet ja nie potrafię przełknąć.

    To jak już będziesz oglądać, nastaw się na jakieś drinking game, bo tego na ‚poważnie’ nie da się przetrawić. ;)

     
 

  • RSS