RSS
 

May the odds be ever in your favour!

23 mar

Z przyjemnością stwierdzam, że film „The Hunger Games” jest adaptacją godną książki, na kanwie której powstał.

Twórcom udało się oddtworzyć klimat powieści, za co należy im się uznanie. Świat przyszłości został zarysowany w sposób, który przedstawiła sama autorka -ukazując jego podwaliny, nie wchodząc jednak w zbyt wiele szczegółów, co do metod jego funkcjonowania. Zostawiając sobie tym samym pole do popisu w kolejnych tomach, kolejnych adaptacjach.

Akcja toczy się we właściwym, niespiesznym tempie, które przyspiesza w odpowiednich momentach, sprawiając, że nie możemy się doczekać tego, co nastąpi za chwilę. Dokładnie tak, jak w książce. Adaptacja pierwszego tomu trylogii Suzanne Collins jest bardzo wierna oryginałowi (poza kilkoma wątkami pobocznymi), co bardzo chwali się scenarzystom. Twórcy konsultowali się zresztą z autorką. Być może dlatego ten obraz jest tak udany.

Wszystkie najważniejsze wydarzenia zostały ukazane na ekranie w umiejętny sposób. Objaśniono zasady funkcjonowania Igrzysk. Ukazano różnice w trybie życia mieszkańców dystryktów, a Kapitolu. Zarysowano ciężki los uczestników Igrzysk na Arenie. Unaoczniono, że w trakcie ich trwania cała społeczność żyje ich przebiegiem. Wszystkie elementy znalazły się na swoim miejscu.

Bardzo dobrze sprawdziły się także momenty, ukazujące co dzieje się poza Areną. Książka dawała nam jedynie perspektywę Katniss. Dzięki temu mogliśmy mocniej zżyć się z jej osobą. Mocniej jej kibicować. Przeżywać razem z nią bóle i trudy przetrwania w niesprzyjających warunkach. Taki sposób prowadzenia historii niejako jednak „więził” akcję na Arenie. Film umożliwił natomiast pokananie także reakcji osób, oglądających wydarzenia Igrzysk na ekranach telewizorów. Umożliwił tym samym nakreślenie wpływu, jaki ich przebieg miał na populację Panem. Świetnie widać to w scenie prezentującej wydarzenia w Dystrykcie 11. W książce ten wątek był poruszony dopiero w kolejnych tomach. Nowe medium umożliwiło zaś pokazanie tych wydarzeń natychmiast. Do gustu przypadł mi także zabieg pokazywania rzeczywistości oczami poszczególnych bohaterów. Uwypuklał personalny sposób patrzenia na konkretne sytuacje. Pomysł bardzo skuteczny i przykuwający uwagę.

Niezmiernie podobały mi się też sceny rozmów między prezydentem Snowem, władcą Panem, a Senecą Cranem, reżyserem Igrzysk. W pierwszym tomie postać prezydenta odgrywała w zasadzie marginalną rolę. W filmie natomiast dość szybko zaznaczony jest jego wielki wpływ na środowisko Kapitolu i całego kraju. Ten zabieg zawczasu buduje odpowiednie nastawienie do tej postaci, zanim poznamy ją bliżej w kolejnej części opowieści, czyli adaptacji numer dwa. (Wszystko wskazuje na to, że powstanie!).Aktorzy spisali się znakomicie. Każdy z nich w bardzo dobry sposób sportretował swoją postać, uwypuklając jej najważniejsze cechy. Obsadzenie Jennifer Lawrence w roli Katniss, było strzałem w dziesiątkę. Aktorka po raz kolejny pokazała, że prostymi środkami jest w stanie wyciągnąć ze swoich bohaterek wiele emocji. Sprawić, że będziemy im kibicować i przejmować się ich losem. Partnerujący jej Josh Hutcherson również wypadł przyzwoicie, uwypuklając dobroduszny charakter swojego bohatera. Uwidaczniając również jego umiejętność w operowaniu słowem. Relacja tej dwójki stanowi zresztą jeden z ciekawszych elementów opowieści.

Warto wspomnieć także o postaciach drugiego planu. Haymtich, Effie, Cinna, Caesar Flickerman, czy prezydent Snow też zostali umiejętnie sportretowani. Posiadają wszystkie cechy, które powinni i potrafią sprawić, że widz z chęcią przebywa w ich towarzystwie. Nie jest to jednak zaskakujące, skoro wcielili się w nich: Woody Harrelson, Elizabeth Banks, Lenny Kravitz, Stanley Tucci i Donald Sutherland.

Nieco słabiej wypadł Liam Hemsworth, jako Gale. Biorąc pod uwagę jego niewielką obecność na ekranie, nie jest to jakakolwiek bolączka. Nie przekreśla też szans na świetne sportretowanie tej postaci w kolejnym odcinku opowieści. Ten bohater zdecydowanie posiada potencjał. Wydaje się też, że aktor jest w stanie umiejętnie go zagrać, tylko że nie mógł tu w pełni rozwinąć skrzydeł.

Przy kwestii portretowania postaci, warto wspomnieć, że twórcom udało się nie przedobrzyć z ukazywaniem dziwności wyglądu mieszkańców Kapitolu. Nieco obawiałem się o ten aspekt hitorii, po tym jak zetknąłem się z tą serią reklam. Na szczęście w filmie ich wygląd jedynie zaskakuje, ale nie stanowi elementu rozbijającego napięcie.

Ciepłe słowa należą się muzyce Jamesa Newtona Howarda. Dobrze oddaje panujący w książce klimat, jednocześnie tworząc go na ekranie. Mimo, że ścieżka dźwiękowa nie jest powalająca i zagnieżdżająca się człowiekowi w głowie, w trakcie seansu sprawdza się wyjątkowo dobrze. Szczególnie ciekawie wypada prosty, melodyjny i chwytliwy motyw przewodni, słyszany w obrazie wielokrotnie. Ukazujący, że siła czasami leży w prostocie.

Jestem bardzo zadowolony. Uważam, że wykonano kawał dobrej roboty, przenosząc powieść na ekran. Obraz jest wierny książce. Nie wprowadza dodatkowych elementów, niespodziewanych fantazji, ani nie wyrzuca nic z najważniejszej osi fabuły. Można wprawdzie powiedzieć, że jest przez to nieco zachowawczy. Że przedstawiając niektóre elementy, można było zaakcentować je mocniej, wyraźniej. Wyszło to jednak filmowi na dobre. Czasami lepiej zostawić widzów z lekkim niedosytem niż przedobrzyć. Pozwoliło to zresztą uniknąć błędów innych adaptacji prozy młodzieżowej, które dotąd nie doczekały się ekranizacji kolejnego tomu. Wszystko wskazuje na to, że akurat „Igrzyska” kontynuacji się doczekają. Wydaje się więc, że twórcy wyszli obronną ręką z postawionego przed nimi zadania. Nawet jeśli zrezygnowali z pełnego szczegółów rozbudowania niektórych elementów fabuły.

Film podobał mi się tak bardzo, że z chęcią wystawiam mu ocenę 8/10.

Fanom książki seansu polecać nie muszę. Mogę jedynie powiedzieć, że nie będą się czuli zawiedzeni. Nieczytającym powieści Collins mogę polecić, gdyż seans jest niezłą rozrywką. Naprawdę dobrą, choć nie wgniatającą w fotel. Może nawet zachęci Was do sięgnięcia po pierwowzór? Warto!

 
Komentarze (3)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. michal.broniszewski

    23 marca 2012 o 21:18

    warto,warto!potwierdzam!bardzo dobry film i co ważne wierny książce.

     
  2. quentinho

    24 marca 2012 o 13:49

    Nie czytałem książki i do filmu mnie jakoś, po trailerach, nie ciągnie. Obejrzę dopiero w domu :D

     
  3. Kaczy

    25 marca 2012 o 22:51

    -> Michał
    Cieszę się bardzo, że też Ci się podobało! :)

    -> Quentinho
    Książkę czyta się bardzo szybko i stanowi przyzwoitą rozrywkę. :)
    Swoją drogą jestem bardzo ciekawy, jak ocenisz ten film. Czasami lubisz zaskakiwać. ;) Także z chęcią poznam Twoją opinię, jak już Ci się uda zabrać w przyszłości! :)

    Pozdrawiam Was! :)

     
 

  • RSS