RSS
 

Dream Team

14 maj

Avengers” Jossa Whedona to film, na który przyszło nam długo czekać. Pierwsza wzmianka o jego powstaniu pojawiła się w 2008 roku, podczas napisów końcowych „Iron Mana„. Od tego czasu mogliśmy tylko zaostrzać swój apetyt na to, co nastąpi. Wszystkie następne ukryte scenki zapowiadały coraz większą zabawę. (Najlepsza to ta po napisach „Thora”).

„Avengers” to bowiem film, do którego najlepiej się wcześniej przygotować, oglądając produkcje, poświęcone bohaterom wchodzącym w skład ugrupowania. Po przygodach Człowieka z Żelaza przyszedł czas na opowieści o HulkuThorzeKapitanie Ameryce. Choć poszczególne filmy prezentowały różny poziom, muszę przyznać, że wszystkie „wysiłki”, które trzeba było podjąć, by być gotowym do wydarzenia, jakim jest premiera „Avengers”, w pełni się opłaciły!

Film ogląda się bowiem wyjątkowo dobrze. Siła tego projektu tkwi właśnie w interesującym zestawieniu wielu bohaterów oraz ciekawym ukazaniu ich różnorodnych interakcji. Twórcy mówili, że ten film to próba przeniesienia komiksowego pomysłu cross-overów i występów gościnnych postaci z różnych opowieści. Próba ukazania, że te historie należą do jednego świata. Unaocznienia, że są one ze sobą powiązane.
Trzeba przyznać – próba wyjątkowo udana. Strzałem w dziesiątkę było powolne przygotowywanie widza na przyszłe spotkanie postaci w jednym filmie. Poprzez umieszczanie wzmianek na ten temat w obrazach poświęconych każdemu z bohaterów, twórcy tylko wzbudzali naszą ciekawość, co z tej sytuacji wyniknie.
Udało się też dlatego, że wszyscy aktorzy doskonale czują się w kanwach swoich postaci, co umożliwiło tak dobre odebranie ich interakcji na ekranie. Każde z nich tak umiejętnie oddaje charakter swojego bohatera, że nie sposób oderwać od nich oczu. Dzięki temu sceny z udziałem każdego członka obsady oglądało się z satysfakcją i zadowoleniem. Sprawiło to, że świetnie wypadły zarówno sceny grupowe, jak i te, w których rozmawia ze sobą jedynie dwójka bohaterów. Najlepsze, że z każdego spotkania wynika coś ciekawego. Bardzo satysfakcjonujące jest również to, że wszyscy gracze mają tu znaczącą rolę do odegrania. Wkład każdej postaci jest widoczny i zarysowany w interesujący sposób. Dzięki temu ma się wrażenie, że bohaterowie są równoważni. Że to prawdziwa drużyna, choć złożona z wielu Osobowości.

Wszystko było możliwe, dzięki wyjątkowo dobremu aktorstwu. W tym filmie nie ma ani jednej złej roli. Wszyscy spisali się na medal. Na szczególną pochwałę zasługuje jednak trójka aktorów. Robert Downey Junior, który po raz kolejny bryluje na ekranie i czuje się, jak ryba w wodzie, gdy przychodzi mu grać Tony’ego Starka. Aktor przyzwyczaił nas do wyśmienitych występów, więc nie było to niczym zaskakującym. Słowa uznania należą się także Markowi Ruffalo, który sprawdził się jako Hulk. Ba, wypadł nawet bardzo przekonująco. Wręcz wyśmienicie. Na dodatek to pierwszy raz, kiedy twórcom udało się w odpowiedni i ciekawy sposób opowiedzieć historię z udziałem Zielonej Bestii. Dwóm filmom się nie udało, ogromnie więc cieszy fakt, że tutaj jego rola była już interesująca. Również Tom Hiddleston w roli Głównego Złego zaprezentował się z najlepszej strony. Jego Loki jest odpowiednio zapatrzony w siebie, dążący do odzyskania władzy dla polepszenia swojej wartości, a na dodatek działający pod wpływem pobudek osobistych, co zawsze stanowi najsilniejszą motywację. To właśnie ta trójka wypadła najlepiej, wśród morza intrygująco zarysowanych i zagranych postaci.

Pozostali członkowie obsady również zaprezentowali się z najlepszej strony. Chris Evans i Chris Hemsworth ciekawie odegrali problemy z dostosowaniem się do nowych warunków, w jakich przyszło im się znaleźć. Samuel L. Jackson i Clark Glegg, którzy pojawiali się sporadycznie w poprzednich produkcjach, dostali tu większą rolę do zagrania i włożyli w nią dużo zaangażowania, co unaoczniło czemu są tak ważnymi postaciami. To samo tyczy się Scarlett Johansson i Jeremy’ego Rennera. Sceny z ich udziałem oglądało się z dużym zainteresowaniem, dostrzegając czemu zostali zwerbowani do ugrupowania. Ten fakt cieszy tym bardziej, że poprzednie spotkanie z Czarną Wdową nie było niczym intrygującym. Tu na szczęscie jest inaczej.

Oczywiście scenariusz też był przyzwoity. Bardzo umiejętnie rozłożono w nim akcenty. Fabuła zawiera w sobie wiele różnorodnych elementów: momenty rozpędzonej akcji, humorystyczne wstawki, wielkie przemowy, czy sceny kameralne, prezentujące motywacje bohaterów. Sprawiło to, że historia była różnorodna i przysparzała szerokiej gamy wrażeń.

Bardzo dobrze sprawdziła się też strona techniczna. Obraz, dźwięk, efekty specjalne, czy spinający całość montaż – wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Mimo, że niektóre elementy przywodziły na myśl inne produkcje, (ktoś tu ewidentnie oglądał najnowszych  ”Transformersów”), całość dała bardzo satysfakcjonujący efekt, który oglądało się z uśmiechem na ustach. Muszę przyznać, że efekty 3D też były niezłe. Trójwymiar nie męczył i nie był jedynie znaczkiem na plakacie. W kilku scenach dość znacząco wykorzystano tę technologię, a podczas całego seansu zdjęcie okularów powodowało różnicę. Również kompozycje Alana Silvestriego* brzmiały dobrze, akompaniując wszystkim scenom. Wpadały w ucho i dodawały emocji. Nie były jednak na tyle przebojowe, by zostać w głowie na dłużej. Jednak w trakcie trwania seansu sprawdziły się wyjątkowo dobrze.

Dzięki temu „Avengers” oglądało się z dużym zainteresowaniem. (Zwłaszcza od momentu, gdy akcja nabrała porządnych rumieńców). To po prostu najwyższej klasy blockbuster, który bawi, emocjonuje i trzyma w napięciu. Seans upływa w świetnej atmosferze, a uśmiech niemal nie schodzi z naszych ust. Z tego powodu z chęcią wystawiam dziełu Whedona ocenę 8,5/10, szczerze zachęcając do jego obejrzenia.

PS. Tak, JEST scena po napisach, (no, w zasadzie po ich pierwszej partii).
PS2. W kinach amerykańskich są natomiast dwie sceny. (Check IMDB* & YouTube* (includes spoilers!!, także wchodzicie na własną odpowiedzialność)).

 
Komentarze (9)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. quentinho

    15 maja 2012 o 00:31

    Ja mam jednak tym razem odmienne zdanie. To dla mnie najgorszy film Marvela – w ogóle nie czułem tego klimatu, co przy „Thorze”, czy „Iron Manach”. Przykra niespodzianka ;/

     
  2. KowalskiBros

    15 maja 2012 o 07:56

    Moim zdaniem jest spoko. Ale bez szoku. „Avengers 3D” to niezła rozrywka, czasami jednak niepotrzebnie sięgająca po patos czy pseudodramatyzm. Cały film ratuje moim zdaniem ironiczne podejście (głównie Tony Stark) i pełnokrwiste postaci. Całość niestety nie wykorzystuje potencjału scen akcji. Inaczej niż w filmach Nolana – akcja nie jest inteligentna, opiera się tylko na wybuchach i prostej bijatyce. Jednak film ogólnie na plus. Pozdrawiam i przepraszam za nieskładny komentarz :)
    Alek
    http://kowalskibros.blogspot.com/

     
  3. michal.broniszewski

    15 maja 2012 o 13:19

    obejrzę dopiero w czwartek, to dam znać, ale sukces kasowy filmu jest niebywały.

     
  4. Kaczy

    16 maja 2012 o 00:35

    -> Quentinho
    No to mnie zaskoczyłeś tą deklaracją, muszę przyznać.
    Wydawać by się mogło, że ten obraz ma wszystko, by Ci przypaść do gustu, a tu taka niespodzianka. Szkoda, że Cię nie wzięło.
    Dla mnie ten film był takim miksem najlepszych elementów z poszczególnych opowieści o każdym z bohaterów. Oczywiście odpowiednio dobranym do całości, ale dało się wyczuć czemu poszczególni bohaterowie są tak ciekawi. Do tego dałem się wciągnąć akcji i bawiłem się dobrze. Dlatego tak przychylnie odebrałem ten obraz. :)

    PS. Na dniach postaram się napisać coś u Ciebie, bo tekst już widziałem, przeczytałem nawet, ale nie zdążyłem nic napisać. Poprawię się! :)

    -> Alek
    Tak, masz rację – te humorystyczne sceny w znacznym stopniu wpłynęły na tak pozytywny odbiór filmu. Według mnie dobrze się komponowały ze scenami podniosłymi, wręcz patetycznymi, jak mówisz. Jednak moim zdaniem nie ma ich w tym filmie aż tak dużo. (Albo są one tak umiejętnie rozbijane, że nie dostrzega się ich tak mocno).

    Co do kwestii Nolana, to wydaje mi się, że to wynika z innego podejścia do tematu. Mam do tego wrażenie, że to właśnie w najnowszych Batmanach napięcie podbite jest o stopień wyżej, zbliżając się właśnie do stopnia patosu. Filmy Nolana wydają się opowiadać coś więcej niż tylko historię o superbohaterze, w przeciwieństwie właśnie do „Avengersów”, którzy, że tak powiem, nie udają, że są takim właśnie filmem. Stąd może też inny sposób prezentowania scen akcji. Ustawiania ich w innym kontekście.
    (Nie ma to być w żadnym wypadku przytyk do nowych Batmanów, bo je też bardzo lubię, chodzi mi po prostu o to, że oba filmy prezentują odmienne podejście do tematu). I, jak dla mnie – oba sprawdzają się na ekranie. :)

    PS. Czytało się bez najmniejszych problemów, więc nie ma za co! ;)
    (Choć teraz to ja mam wrażenie, że powinienem przepraszać za formę komentarza). ;)

    -> Michał
    Z chęcią przeczytam. :)
    Co do sukcesu, to rzeczywiście rozszaleli się na całego, jakby nie patrzeć. Opłacało się kazać ludziom czekać. ;)

    PS. Jak dobrze pójdzie, to ja w czwartek też pójdę, bo akurat dostałem wejściówkę na pokaz. ;) :D

    Pozdrawiam Was serdecznie! :)

     
  5. Tom Braider

    18 maja 2012 o 09:54

    Z większością się zgadzam, poza tym, że aktorstwo takie dobre, bo jak dla mnie to szału nie ma, choć źle oczywiście też nie jest.

    Ja jestem bardziej zachwycony scenariuszem, bo dialogi są świetne, do stopnia, w którym zwraca się na nie uwagę (a to już dużo gdy mówimy o filmie akcji).

    Poza tym klarowność akcji jest nieprzeciętna, czego często tego typu produkcjom brakuje.

     
  6. Kaczy

    20 maja 2012 o 00:36

    To mi się akurat bardzo podobało, dlatego tak zachwalałem. :)
    Uznałem to też tym ważniejsze do wynotowania, że moim zdaniem nie było tu członka obsady, który zaniżałby ogólny poziom produkcji. A tak było chociażby ze słabą rolą Sama Rockwella w „Iron Manie 2″, która strasznie biła po oczach.

    Co do reszty argumentów, to pełna zgoda. :) Może wynotowałem to za mało wyraźnie, ale scenariusz też przypadł mi do gustu. Wszystko ładnie się ze sobą kleiło i zdecydowanie dawało radę. :)

    (Chociaż znalazłem tekst, w którym bardzo fajnie wypunktowano różnorodne niedociągnięcia produkcji, właśnie na tym polu – http://www.cracked.com/article_19841_if-avengers-was-10-times-shorter-100-times-more-honest.html
    (trochę czytania, ale dobry humor gwarantowany!) :)

    Cieszę się też bardzo, że i Tobie się podobało. :) Bo, tak po prawdzie, to Twoja rekcja była wielką niewiadomą. ;) Fajnie więc, że oceniłeś in plus. :)

    Pozdrawiam! :)

     
  7. Tom Braider

    20 maja 2012 o 08:01

    No luk scenariuszowych to widzę co nie miara, pierwsze z brzegu – nie ma momentu, w którym Kapitan Ameryka staje się oficjalnie dowódcą, kłócą się a nagle reszta go słucha (ale pewnie to przez wycięcie lwiej części materiału). Druga sprawa to, że w sumie główna oś fabularna to standardowe dobrzy goście konta zły, w dodatku plan Lokiego jest tak cholernie nieskoordynowany, że głowa boli. Śmiem twierdzić, że Loki to największy evil patałach jakiego widziałem. Ale w sumie w akcyjniaku lepszej historii nie trzeba, byle by było widać kto z kim się bije

     
  8. Kaczy

    21 maja 2012 o 21:04

    No rzeczywiście pewnie znalazłoby się ich trochę, jednak to zupełnie nie przeszkadza w trakcie seansu. Są takie filmy, gdzie dziury biją po oczach i od razu denerwują, tutaj – spokojnie się je przełyka i dalej można cieszyć się efektownością filmu. ;)

    Co do tego, że nagle słuchają Kapitana. Wiesz – jest Kapitanem, był na wojnie, te sprawy, to może mieć wpływ. ;) (Poza tym kłócili się wcześniej trochę pod wpływem mocy Lokiego (najazd na „szpikulec” ;) ), więc to była trochę inna sytuacja).

    Co do Good vs. Evil (i trochę też God vs. God ;) ), to zgodzę się, że trochę tak jest i że tak naprawdę tyle wystarcza. ;)

    A już „evil patałach” podoba mi się bardzo i coś rzeczywiście w tym jest. ;)
    Zresztą to ładnie skwitowano w tym mini-artykule/”prawdomównym” scenariuszu. ;)

    Dzięki & Pozdrawiam! :)

     
 

  • RSS