RSS
 

Nothingness.

20 maj
"Ten film Burtona to produkcja o niczym!" – kilka lat temu takie zdanie usłyszałem z ust koleżanki, która opowiadała mi, co sądzi o obrazie "Sweeney Todd". I choć nie chciało mi się wierzyć w taką deklarację, wychodząc z seansu "Dark Shadows" dokładnie to zdanie chodziło mi po głowie! 

Nowe dzieło amerykańskiego reżysera, choć stara się opowiadać jakąś historię, być filmem podejmującym jakiś temat (wampiryzm, wartości rodzinne, szaleństwo z miłości), tak naprawdę jest właśnie filmem o niczym. 

Niby dostajemy zręby historii nieodwzajemnionej miłości, klątwę ciążącą na rodzinie i wampira w roli głównej. Jednak wszystie wydarzenia ukazane są w tak beznamiętny i mało zajmujący sposób, że jedyną reakcją, jaką wywołuje seans, jest wzruszenie ramion. Mimo, że film jest ładnie opakowany (scenografia, stroje i make-up są przywoite), nie zmiena faktu, że jest to opakowanie puste. Brakuje mu interesującej zawartości. Wydaje się wręcz, że ekipa Burtona więcej czasu poświęciła stronie wizualnej i dźwiękowej, niż dopracowywaniu scenariusza. Trzeba przyznać, że do technikaliów przyłożyli się dobrze. Szczególnie ciekawie wypadła umiejętnie dobrana, klimatyczna muzyka z lat 70tych. To zdecydowanie najlepszy aspekt filmu. Nietesty reszta produkcji prezentuje już słaby poziom. Choć jest kilka zabawnych scen, historia w najmniejszym stopniu nie porywa. Nie budzi emocji. Ot, toczy się do przodu, w zasadzie bez żadnego wyraźnego celu. 

Nawet aktorstwo nie jest wysokich lotów. Bohaterom brakuje charyzmy, wdzięku, czy nutki szaleństwa. Mamy Evę Green, która jest Głównym Złym obrazu. Wiedźmą, która zamieniła swego ukochanego w wampira. Powinna więc posiadać wszystkie te cechy. Niestety, aktorka stara się je ukazać w sposób przeszarżowany, przestylizowany. To sprawia, że jej postać nie budzi prawdziwych emocji. Jeśli mam być brutalnie szczery, to po głównym bohaterze, Barnabassie, nawet nie czuć, że jest wampirem. Ten bohater jest zwyczajnie kolejnym dziwakiem, jakiego przyszło grać Deppowi u Burtona. Tym razem jednak Johnny nie obdarzył swojego bohatera konkretną osobowością. Jego postać zwyczajnie… jest na ekranie. Nic ponadto. Reszta obsady prezentuje zbliżony poziom, nie pokazując nic, co przykułoby naszą uwagę na dłużej. 

Film Burtona oparty jest na serialu z lat 60tych, o tym samym tytule. Szczerze mówiąc – dotąd nic o nim nie słyszałem. Seans filmowej adaptacji uzmysłowił mi jednak, jaka mogła być tego przyczyna. Jeśli serial telewizyjny prezentował poziom zbliżony, do tego, który charakteryzował film, to zapewne nie był porywający i godny uwagi. Niezależnie od prawdziwego poziomu oryginalnej produkcji, obraz Burtona nie robi dobrej reklamy pierwowzorowi. W najmniejszym stopniu nie zachęca do zapoznania się z nim. Wręcz skutecznie zniechęca. 

Szczerze mówiąc – trudno się rozpisać o tym filmie. Zwyczajnie nie ma o czym. To ten typ obrazu, które ulatuje z głowy nawet nie po napisach końcowych, ale już w trakcie ich trwania. Seans nie przysparza wrażeń. Z tego powodu, ostatecznie oceniam nowe dziecko Tima Burtona na słabiutkie 3,5/10. Nie zachęcam do seansu. "Mroczne Cienie" zdecydowanie powinny były pozostać w cieniu.

 
Komentarze (7)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. Natka

    20 maja 2012 o 11:08

    Sądzę,że przed wybraniem się na Mroczne Cienie trzeba było zapoznać się z serialem, tylko, że nie był puszczany w Polsce :( – http://www.filmweb.pl/serial/Dark+Shadows-1966-197564

    Film nie był aż tak zły, fakt w większej części był o niczym w tym się zgodzę, ale oglądanie Deppa jako kolejnego dziwaka u Burtona to jest coś:)

    Niestety Burton ukazał wampira jako tego, który nie boi się słońca wystarczył mu tylko czarny parasol i okulary aby uniknąć samospalenia. No błagam czy on naoglądał się za dużo Zmierzchu? :P

    Muzyka i charakteryzacja jak zawsze na wysokim poziomie a teraz tylko zostało oczekiwanie na Frankenweenie :)

     
  2. quentinho

    20 maja 2012 o 16:16

    Obejrzę w domku, na spokojnie :D

     
  3. Kaczy

    21 maja 2012 o 16:20

    -> Natka
    Może. Ale o istnieniu tegoż dowiedziałem się zaledwie kilka dni przed premierą filmu, więc nawet nie było kiedy „nadrabiać zaległości”.
    Dodatkowo wydaje mi się, że o czymś świadczy jednak fakt, że serial nie zapisał się na tyle w szerokiej świadomości, by po latach o nim pamiętać/mówić. Innymi słowy – wydaje się niewarty zachodu. ;)

    No właśnie mi nawet Johnny nie podszedł zupełnie. Zwykle jego bohaterowie posiadają jednak ciekawy charakter. Tutaj natomiast – zupełne NIC. Jak dla mnie on naprawdę po prostu jest na ekranie i nic ponadto.
    Tak, wątek okularów i parasola też był dziwny. I w pewnym stopniu przyczynił się do tego, że w Barnabassie trudno w ogóle dostrzec wampira. Ot, dziwny facet o „jasnej” karnacji.

    Muzyka i charakteryzacja – tak! Chociaż tyle dobrze. Niestety to kolejny przykład na to, że nawet najładniejsze dekoracje nie są wstanie przysłonić fabularnych luk.

    Co do Frankenweenie jeszcze, to trailer był niezły, to prawda. Być może tą animacją reżyser się trochę zrehabilituje? Oby! :)

    -> Quentinho
    I podejmujesz wyjątkowo słuszną decyzję! :)
    Pośpiechu zdecydowanie nie ma! :)

    Pozdrawiam Was! :)

     
  4. quentinho

    21 maja 2012 o 23:31

    Ja, niestety, coraz bardziej pesymistycznie podchodzę do „Frankenweenie”. Obejrzałem w kinie, w 3D, ten sam trailer, co w domku i już nie mam ochoty jakoś tego obadywać ;/

     
  5. michal.broniszewski

    22 maja 2012 o 10:40

    dziś będę oglądał Cienie i Avengers w końcu:)

     
  6. Kaczy

    24 maja 2012 o 21:07

    -> Quentinho:
    Ja widziałem trailer raz (właśnie w kinie) i był całkiem OK. Bez jakiegoś nadmiernego szaleństwa, ale myślę, że może wyjść z tego coś ciekawego. :)
    Także ja chyba jednak zobaczę, choć rzeczywiście niekoniecznie na Srebrnym Ekranie. ;)

    -> Michał:
    Najwyższy czas! ;)
    Widziałem przed chwilę, że oceniłeś już u siebie, także lecę czytać! :)

    Pozdrawiam Was! :)

     
  7. Axe | Seriale, Filmy, Muzyka

    22 września 2012 o 12:20

    [...] pokazał, że potrafi pisać niezłe scenariusze. Poprzednim razem, w Burtonowskich „Mrocznych Cieniach”, nie poszło mu najlepiej. Teraz jego tekst jest chociaż o „czymś”. Być może spowodowane [...]

     
 

  • RSS