RSS
 

?

22 cze

"Cosmopolis" Davida Cronenberga jest filmem, który oglądałem z nieustającym znakiem zapytania, zastanawiając się ciągle: co ja oglądam, do czego zmierza akcja i o co w ogóle chodzi?

Trudno sprecyzować fabułę tego filmu. Dzieje się tu wprawdzie kilka nietypowych rzeczy, jednak nacisk położony jest na stronę dialogową i nieustające rozmowy głównego bohatera z różnorodnymi osobami. Spotyka je przemierzając miasto w swojej ogromnej białej limuzynie. Niestety, dostajemy jedynie strzępki informacji o bohaterach, więc trudno ich w pełni zrozumieć, czy przyjrzeć się im bliżej. Warto także zauważyć, że sceny dialogów są bardzo teatralne. Najważniejsza jest treść rozmowy. Nie odciąga od niej ani styl gry aktorów, który jest spokojny, opanowany, czy wręcz beznamiętny, ani muzyka, której zwyczajnie nie ma. (W całym filmie pojawiają się raptem trzy utwory). Mimo braku "rozpraszaczy", trudno jest w pełni skupić się na tych rozmowach, gdyż często prowadzone są na wysokim poziomie abstrakcji. Nie pomaga też fakt, że bohaterowie pojawiają się bez uzasadnienia, po czym bez uzasadnienia znikają, nie uczestnicząc już więcej w tej historii.

Konkretne rozmowy i pojedyncze sceny nie składają się w spójną, większą całość. Dużo w tym filmie niedokończonych myśli, czy urwanych wątków. Fraz rozpoczętych, ale nigdy nie skończonych. Sam film też taki jest. Niedokończony. Finał pozostaje otwarty. Widz sam musi dopowiedzieć sobie, co zdarzyło się po wyciemnieniu ekranu. Nie zostaje to bowiem w pełni wyartukułowane, doprowadzone do końca. Akcja została celowo przerwana. Powiedziałbym, że takie rozwiązanie każe widzowi zastanowić się nad możliwym rozwiązaniem, jednak obraz nie daje pomocy, jeśli chodzi o stronę, w którą powinny zmierzać nasze myśli, by rozwikłać zagadkę sensu tego dzieła.

Obraz Cronenberga powstał na podstawie książki Dona DeLillo. Być może kluczem do zrozumienia filmu byłaby więc znajomość pierwowzoru? W trakcie seansu zastanawiałem się zresztą, jakiego typu jest to literatura, gdyż sprawia wrażenie czegoś z pogranicza filozoficzno-postmodernistycznego. Warto zauważyć także, że już na samym początku filmu, cytuje się Zbigniewa Herberta, przytaczając zdanie: "Jednostką obiegową stał się szczur"*. Być może pomocna byłaby więc także dobra znajomość jego dzieł?

"Cosmopolis" pozostawiło mnie z takim znakiem zapytania nad głową, że nie jestem w stanie go ocenić. Wiem jedynie, że oglądanie tego filmu było dla mnie na tyle niespotykanym przeżyciem, że podczas seansu zacząłem liczyć ile osób wyszło z sali kinowej (sic!). Mogę Wam zdradzić, że była to ogromna liczba, pod tytułem: 54! Daje to jakieś 45% całej widowni zgromadzonej na pokazie przedpremierowym, na który udało mi się dostać. Nie stanowi to chyba zbyt dobrej rekomendacji dla dzieła filmowego. Mimo wszystko nie zniechęcam Was przed obejrzeniem, ALE tylko dlatego, że z chęcią dowiedziałbym się od Was, o co w tym wszystkim chodziło. ;)

Na zakończenie dodam, że tym razem chciałem po prostu przelać swoje różnorodne uwagi na papier, by nieco lepiej zrozumieć przekaz i sens tego filmu. Nie wiem czy się udało, ale chociaż pozbyłem się paru natrętnych myśli.

PS. * Te stworzenia pojawiają się zresztą później jeszcze kilkukrotnie, jednak tajemnica znaczenia ich sensu dla całości opowieści wydaje się niedopowiedziana, gdyż wątek ten również zostaje zarzucony w połowie.

 
Komentarze (6)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. Natka

    22 czerwca 2012 o 20:40

    Chyba jestem mało inteligenta bo nic nie zrozumiałam z sensu tego czegoś :)
    Nie wypowiem się na temat Cosmopolis bo nie ma o czym opowiadać. Jedyne co trzymało mnie w fotelu aby czekać do końca to zabawa w liczenie osób wychodzących z seansu :).
    TYLE :D

     
  2. milczacy_krytyk

    23 czerwca 2012 o 01:00

    Widziałem na filmweb, że oglądałeś już ten film i zastanawiałem się czemu go nie oceniłeś. Teraz już rozumiem ;]

    A skoro ludzie wychodzili z kina to dla mnie bardzo dobra rekomendacja by się jednak na ten film wybrać :D Co jutro pewnie uczynię. ;)

    Pozdrawiam!

     
  3. michal.broniszewski

    24 czerwca 2012 o 09:30

    ja też się wybieram w przyszłym tygodniu – póki co frekwencja w kinach słabiutka:(

     
  4. Kaczy

    24 czerwca 2012 o 12:46

    -> Natka
    Trzeba przyznać, że ta zabawa była całkiem emocjonująca! :D

    -> Milczący
    Tak, ten film trafił do zasczytnego grona trzech filmów, których nie umiem ocenić. ;) Pozostałe dwa to „Winter’s Bone” (co zresztą wiesz) ;) i „Pies Andaluzyjski” (wstrząsnął mną i wyrył się w pamięci, ale trudno mu nadać ocenę jako taką). Także, jakby nie patrzeć, nienajgorsze towarzystwo. :)

    Jestem bardzo ciekawy, co napiszesz. :)

    -> Michał
    Nie dziwi to jakoś szczególnie. Powinno się ruszyć jakoś po Euro, ciekawe jednak czy podobny wpływ będzie miała Olimpiada. Zresztą ostatnio dość mały wybór był, w lipcu powinno się ruszyć. :)
    No i też intryguje mnie co Ty wyciągniesz z seansu. :)

    Pozdrawiam Was! :)

     
  5. quentinho

    24 czerwca 2012 o 14:49

    Mnie trailery i Pattinson tak skutecznie zniechęciły, że film w ogóle postanowiłem odpuścić. I widzę, że to chyba mądra decyzja :P A Cronenberg niech lepiej kręci sequel „Wschodnich Obietnic”!

     
  6. Kaczy

    25 czerwca 2012 o 00:30

    No, chyba rzeczywiście dobrze na tym wyszedłeś! :)
    Ja w zasadzie niewiele wiedziałem o tym filmie przed seansem; obiły mi się o uszy (czy raczej oczy) tylko pojedyncze przychylne opinie. A wybrałem się głównie dlatego, że skusił mnie konkurs na Filmwebie. ;)

    Generalnie tak, jak czytam na ich forum to ten film wywołuje skrajne opinie: jedni wychwalają pod niebiosa, inni zjeźdzają od góry do dołu. Niby często tak tam jest, ale w tym wypadku jest to dla mnie bardziej zrozumiałe. Zdecydowanie nietypowy obraz, choć tym razem nie wiem czy to komplement. ;)

    A jeśli chodzi o „Wschodnie Obietnice”, to chyba muszę się za nie zabrać, bo już kolejny raz zachwalasz! :)
    Dzięki! :)

     
 

  • RSS