RSS
 

Barbaric

31 sie

W tym roku postanowiłem uczcić Blog Day nieco inaczej niż w latach poprzednich. Mianowicie – zaprezentować Wam kilka zaległych tekstów, które nie zdążyły jeszcze ujrzeć światła dziennego na blogu, mimo, że powstały już jakiś czas temu. Dziś postanowiłem je wreszcie umieścić. Tak w ramach Dnia Bloggera. ;)

Na pierwszy ogień idzie:

Roman Barbarzyńca (3D)“ to duński film animowany, który zdecydowanie nie jest skierowany do młodego widza.

Opowiada o chłopaku z plemienia Barbarzyńców, który jako jedyny nie posiadł nadludzkiej siły. Brak umiejętności przyczyni się do porwania jego ludzi i widma ich nieuchronnej zagłady. Jedyną nadzieją na ocalenie stanie się sam Roman. Z pomocą nowych przyjaciół będzie musiał odszukać starożytny artefakt i pokonać Złego Najeźdźcę. Czy stanie na wysokości zadania?

O tym, że animacja nie jest adresowana do najmłodszych, przekonuje już pierwsza scena. Król Kroll unicestwiając potężną bestię, zostaje silnie raniony, przez co ma… dziurę w brzuchu. To jeszcze nic. Przez siedem dni i siedem nocy krew wypływa z jego ran, by dać możliwość posilenia się nią członkom plemienia i przekazać im w ten sposób wielką moc. To tylko pierwsza scena, a już dostajemy porządny rozlew krwi. Później jest tego znacznie więcej. Róźnorodne ludzkie członki i zmasakrowane ciała przewijają się w wielu scenach. W momentach, w których takie widoki są nam oszczędzane, dostajemy rubaszne dowcipy z silnym podtekstem seksualnym. Ogólny poziom tej produkcji możnaby określić jako prostacki, ekhm, „barbarzyński“. Dość powiedzieć, że sceną, która wzbudziła największy śmiech na sali, jest ta, gdy Roman, stając się niewidzialnym, zapomina posmarować magicznym proszkiem swoich jąder. Przez co możemy oglądać latający w przestworzach fragment jego przyrodzenia. Nie ma co, boki zrywać!

Dodajmy do tego bohaterów drugoplanowych: Wrzaskiera, który chciałby uprawiać seks ze wszystkim, co się rusza, Ksenię, wojowniczą księżniczkę, która wyjdzie za tego mężczyznę, któremu uda się… pokonać ją w walce, czy jak sama mówi: „porządnie mi przygrzmocić“ oraz Elfa Przewodnika, który składa niemoralne propozycje otaczającym go panom. Każde z nich miało być w zamierzeniu zabawne, ale to, co reprezentują sobą te postaci, woła raczej o pomstę do nieba. Są tak karykaturalne, że momentami ich charakterystyka przekracza aż granice dobrego smaku.

Polski dubbing sprawdziłby się nieźle. Głosy Macieja Stuhra, Czesława Mozila, Anny Muchy, czy Tatiany Okupnik całkiem dobrze brzmią na ekranie. Pozytywny odbiór psuje jednak fakt, że zdania, które wypowiadają, są tak niskich lotów, że nawet nie podpadają pod kategorię: „tak głupie, że aż śmieszne“. One są zwyczajnie mało inteligentne.

Najlepiej jest, gdy bohaterowie nie mówią nic. Wtedy na pierwszy plan wysuwa się akcja. Trzeba przyznać – momentami całkiem niezła i ciekawie pomyślana. Niektóre sekwencje przywodzą na myśl przyzwoite filmy akcji, czy kadry ze znanych gier komputerowych. Gdyby nie ta nieszczęsna koślawa kreska. Film duńskich producentów nie jest bowiem „ładnie“ narysowany. Poszczególne sceny raczej odpychają wzrok niż go przyciągają. Postaci i plenery są przerysowane, przesadzone, a często zwyczajnie „brzydkie“. Niby wpisują się w „barbarzyński“ charakter opowieści, jednak animacja pozostawia wiele do życzenia.

O efektach 3D nie ma co pisać, gdyż zwyczajnie żadnych nie ma. Zdjęcie okularów nie powoduje żadnej różnicy. Ot, kolory są nieco wyblakłe. Kolejny raz trójwymiar okazał się jedynie znaczkiem na plakacie.

Jakkolwiek patrzeć – to zdecydowanie nie jest bajka dla dzieci. Jednak nie jest też animowana rozrywka dla starszego widza, w typie produkcji Setha MacFarlene‘a, z „Family Guy’em“ na czele. Tam, mimo że twórcy czasami szokują dla samego efektu szokowania, nietrudno odnaleźć ciekawe żarty, czy interesujące spostrzeżenia dotyczące otaczającego nas świata. W „Romanie“ ze świecą szukać takiego poziomu humoru. To sprawia, że trudno jest powiedzieć do kogo miał być skierowany ten obraz. Dla najmłodszych jest zbyt drastyczny i dosadny, dla starszych – zbyt prostacki.

Gdybym miał podsumować tę duńską animację jednym słowem, wybrałbym: „żenująca“. Drugim słowem, które ciśnie się na myśl jest angielskie „facepalm“. W wielu momentach właśnie ten gest towarzyszył mi podczas projekcji. Także, mówiąc w skrócie – odradzam seans. A już zdecydowanie radzę nie pokazywać tego filmu dzieciom.

Ocena: 3/10

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~michal.broniszewski

    1 września 2012 o 08:39

    film totalnie przepadł w kinach, pewnie dlatego, że kompletnie zgubił swój target.

     
    • ~Kaczy

      2 września 2012 o 13:24

      Bardzo możliwe. Szczerze mówiąc – i bardzo dobrze! Jest naprawdę słaby, więc im mniej ludzi poświęci na niego czas, tym lepiej. :)

       
 

  • RSS