RSS
 

„Love is all I got“ for Crystal Fighters :)

26 maj

Krótko i na temat: nie samą nauką i filmem człowiek żyje, więc w ramach oddechu od tychże, wybrałem się na sobotni koncert Crystal Fighters. (Skoro już od miesięcy miałem bilet, to postanowiłem z niego skorzystać). ;)

Zespół poznałem w zeszłym roku podczas Coke Live Music Festival i spodobali mi się wtedy tak bardzo, że uznałem ich za drugi najlepszy koncert tamtej edycji festiwalu (zaraz po The Killers). Kiedy więc dowiedziałem się, że podczas swojej trasy zahaczą o Warszawę, niezwłocznie zaopatrzyłem się w bilet na imprezę. W sobotę nadszedł wreszcie dzień koncertu i oto krótka relacja z tegoż.

Warszawski występ hiszpańsko-brytyjska grupa rozpoczęłą od „Solar System“ i mojego ulubionego „Champion Sound“, co umożliwiło muzykom ustawić poprzeczkę na cały koncert naprawdę wysoko. Dzięki takiemu zagraniu zespół już od samego początku miał widownię w garści. Artyści zagrali większość utworów z debiutkanckiej płyty z dodatkiem kilku nowości wprost z „Cave Rave“, czyli najnowszego wydawnictwa, którego oficjalna premiera zaplanowana jest na najbliższy poniedziałek.

Temperatura w klubie była niezwykle wysoka, dlatego tłum z ogromnym entuzjazmem przyjął najbardziej wakacyjny kawałek w repertuarze grupy, czyli plażowe „Plage“. Ciemne okulary wokalisty, które przywdziewał przez znaczną część koncertu, wpisywały się idealnie w gorący klimat, jaki zrodził się w warszawskim klubie w dość chłodny majowy wieczór. Rozbujane „Wave“ z równą lekkością wpisywało się w ten klimat, dając poza tym odetchnąć rozochoconemu tłumowi, jako że stanowiło jeden ze spokojniejszych momentów wieczoru. Jego większość wypełniona była bowiem detonowanymi ze sceny bombami, pokroju „I do this everyday“ czy „Follow“.

Ludzie zgromadzeni w Palladium chwilami byli jak jeden organizm, poruszający się symultanicznie w rytm muzyki. Większość kawałków zyskało jeszcze większą taneczną energię niż ta znana z wersji płytowej, która zaraziła ludzi zebranych pod sceną do dzikich pląsów i ogólnej radości. Każdy utwór był przyjmowany burzą okrzyków i oklasków, a chyba największy entuzjam wzbudził podwójny bis podczas którego zespół zagrał energetyczne, klubowe „I love London“ oraz (drugi najlepszy kawałek w dorobku grupy) „Xtatic Truth“, które sprawiły, że widownia wykrzesała z siebie nowe pokłady energii, oddając się szaleńczemu tańcowi. Dla mnie natomiast high-pointem koncertu był kawałek „Love is all I got“. To właśnie w jego trakcie najbardziej wczułem się w muzykę i cieszyłem jak dziecko, że zdecydowałem się wybrać na warszawki występ. Tłumne wyśpiewanie „At Home“ sprawiło natomiast, że poczułem się jak w domu, zresztą podobnie do członków zespołu. Poprzedzające ten utwór zapewnienie, które padło ze sceny – że muzycy też czują się u nas jak w domu, nie były jedynie słowami rzucanymi na wiatr. Nie bez powodu przecież Crystal Fighters wystąpią w najbliższych miesiącach w naszym kraju jeszcze trzy razy. Na pytanie czy zobaczymy się ponownie w wakacje, publiczność głośno przytaknęła. Zupełnie się nie dziwię. Koncerty grupy są wydarzeniami, które chce się powtarzać.

Niezmiernie cieszę się więc, że zdecydowałem się na jeden z nich pójść po raz drugi. Nawet mimo tego, że już za nieco ponad miesiąc czeka mnie powtórka z rozrywki, podczas tegorocznej edycji Opener Festival. Dzięki warszawskiemu koncertowi cieszę się na nią nawet bardziej niż wcześniej. Crystal Fighters są bowiem zwierzętami scenicznymi, czym przekonali mnie do siebie w zeszłym roku, a ich koncert w Palladium tylko potwierdził to wrażenie. Przednia zabawa. Dokładnie tego było mi teraz trzeba! :)

Z naładowanymi akumulatorami wracam więc do dalszych naukowych wyzwań. Wish Me Monsters! ;) :P

 
Komentarze (5)

Napisane przez w kategorii Music

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ania

    1 czerwca 2013 o 15:11

    Czasami potrzeba, wyjść faktycznie na prawdziwy koncert, zgadzam się.



     
  2. ~Ewa

    14 czerwca 2013 o 11:40

    Uwielbiam koncerty!

     
  3. ~Adam od kredytów

    14 czerwca 2013 o 12:42

    Koncerty są fantastyczne :)

     
  4. ~Sklep motoryzacyjny białystok

    14 czerwca 2013 o 22:10

    Rozpoczyna się lato i wakacje. Rozpocznie się też sezon na plenerowe granie. Długo na to czekałam.

     
  5. ~Dywan

    23 czerwca 2013 o 11:46

    Fajnie byłoby choć raz być na takim koncercie i pobyć w takiej atmosferze:) teraz masz co wspominać i czekać na kolejny….:)

     
 

  • RSS