RSS
 

Koncerto-pogadanka Macklemore’a

18 paź

Pierwszy koncert na (obecnej) obczyźnie, czyli występ Macklemore’a i Ryana Lewisa w kopenhaskim TAP1 był pierwszym z wielu wydarzeń kulturalnych, które zamierzam zaliczyć podczas mojego pobytu w państwie duńskim. Także przed Państwem – pierwsza relacja z obczyźnianego koncertu.

Koncert rozpoczął się z ponad czterdziestominutowym opóźnieniem, co jednak zdarza się nawet najlepszym, więc spokojnie można to wybaczyć Amerykanom. Gorzej, że podczas występu Macklemore bardziej był skupiony na prowadzeniu monologu niż na prezentowaniu swojej muzyki. Nie zrozumcie mnie źle – fajnie, że facet ma coś do powiedzenia i chce się tym dzielić z ludźmi, nie bojąc się powracać do własnych problemów czy rozmawiać na poważne tematy (artysta wspominał o swoim uzależnieniu od alkoholu i narkotyków oraz o tym, że równość i akceptacja są jednymi z najważniejszych wartości (tuż przed piosenkami „Otherside“ i „Same Love“), sęk tkwi w tym, że co za dużo to niezdrowo i prowadzenie długiego monologu między każdą piosenką potrafi zwyczajnie wybić człowieka z imprezowego rytmu. A przynajmniej mnie trochę wybiło podczas kopenhaskiego występu. Problemem była właśnie zbyt duża częstotliwość wstawek słownych, które następowały po każdym utworze i zajęły prawie połowę z dwugodzinnego występu.

Częścią owych monologów było oczywiście stałe komplementowanie widowni. Takie słodzenie także trzeba jednak dobrze opanować i nie można tego robić już po pierwszej piosence, bo wtedy traci się całą wiarygodność i cokolwiek później by się nie powiedziało, nie brzmi już tak szczerze, jakby mogło, gdyby wyczekać na ten odpowiedni moment. Oczywiście zdarzają się wyjątki od tej reguły (patrz: Florence), jednak ogólnie zdania o byciu najlepszą widownią powinny padać później niż w pierwszych pięciu minutach. Co innego, że mogę się czepiać, bo przecież nie mam związku emocjonalnego z narodem duńskim, który był tu chwalony. Możliwe więc, że zwyczajnie nie poczułem się jako odbiorca wspomnianych komplementów i stąd cały „problem“. ;)

No dobra – to sobie trochę pozrzędziłem (przepraszam za to), czas przejść do plusów. :)

Do nich na pewno można zaliczyć żywy kontakt z publicznością podczas niektórych utworów i wchodzenie w interakcję z tłumem. Szczególnie dobry był moment, gdy Macklemore wypatrzył chłopaka w futrze wśród widowni i postanowił wypożyczyć jego strój na czas piosenki „Thrift Shop“. Trzysekundowy powrót ubioru do właściciela również, określony jako „pobicie światowego rekordu“ również wywołał entuzjazm tłumu.

Dobrą rzeczą była także obecność bonusowych współpracowników artysty, którzy śpiewają refreny jego największych hitów. Zarówno Ray Dalton, jak i ‚Wanz‘ przybyli do Kopenhagi, by wyśpiewać najlepsze fragmenty „Thrift Shop“ i „Can’t Hold Us“ – dwóch hitów, które wybrzmiały najlepiej w starej fabryce, w której odbywał się koncert. Najbardziej znane utwory wywołały największy entuzjazm fanów zgromadzonych pod sceną.

Świetna zabawa czekała na widownię także podczas kawałka „And We Danced“, zagranego w końcowej części setlisty. Dance-off, który odbył się wśród tłumu rzeczywiście był niezły, z energetyczną reakcją każdej osoby zgromadzonej na widowni. Zdecydowany high-point koncertu, wraz z podwójnym „Can’t Hold Us“, które zaskoczyło widownię na bisie, po ponad dziesięciominutowym, antyklimatycznym przedstawianiu członków zespołu. A jednak sprawdziło się po raz drugi, porywając tłum do szaleństwa i gromkiej zabawy. Najlepsze utwory w dorobku danego artysty to potrafią.

Warto wynotować także przedziwny moment, w którym raper zaczął wymieniać swoich przyjaciół, z którymi siada na obiadki i dyskutuje o bieżącej trasie. Miks Marayah Carrey, Jonah Hilla, Stevena Seagala, Snoop Dogga i Macklemore‘a trochę nie mieści się w głowie i wydaje się niezłą zabawą artysty ze swoją obecną sławą, która spłynęła całkiem niedawno. Zwłaszcza, że i pytania o najlepszą widownię, o którą pyta Snoop brzmiały bardziej zabawnie niż prawdziwie.

Ogólnie rzecz biorąc – czuję straszliwą dychotomię po tym koncercie. Z jednej strony – bardzo spoko, z drugiej – mogło być o wiele lepiej. Bo zamiast wyjść z bananem na ustach i zdaniem „This was fucking awesome!“ na myśl przychodziły mi tylko „Za dużo gadania“, a koncert zapamiętam jako niespotykany w naturze „przegadany koncert“. Dziwne.

Niemniej – wydarzenie trafia do zestawu wspomnień, które warto posiadać, więc niczego nie żałuję. Zwłaszcza, że jak widać na załączonym obrazku, gdy była zabawa, naprawdę była świetna zabawa. Moim problemem jest chyba fakt, że z przerwami. :P

 
Komentarze (3)

Napisane przez w kategorii Music

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~MerryJ

    22 października 2013 o 16:16

    szkoda, że nie miałem okazji być na ich koncercie bo uwielbiam cant hold us :)

     
  2. ~dlaciebiehejter

    14 listopada 2013 o 20:29

    Pedalska muzyka kontratakuje

     
  3. ~Natalia

    28 listopada 2013 o 13:29

    zbyt mało czasu na wyjścia, koncerty? http://www.mbiuro.pl

     
 

  • RSS