RSS
 

Dziewczyny

19 mar

Girls” Leny Dunham to serial o młodych dziewczynach, mieszkających w wielkim mieście. Ukazujący ich problemy w związkach, wiązania końca z końcem oraz codziennej egzystencji. Teoretycznie ma to robić w sposób bliski prawdzie. I być może momentami rzeczywiście to robi. Potem jednak następują wątki i historie, które zdają się działać jedynie na zasadzie shock-value, nie posiadając żadnego uzasadnienia w fabule i otoczka rzeczywistości pryska.

Jako, że akcja rozgrywa się w Nowym Yorku, a przyjaciółki są cztery, Dunham ubiegła wszystkich porównaniami do „Seksu w wielkim mieście” i już w pierwszym odcinku zdradziła, że jej bohaterki znają i lubią serial Darrena Stara. Sprytne zagranie, które samoistnie umożliwia „Girls” wejście w dyskurs z serialem z lat 90., unaoczniając, że autorka zdaje sobie sprawę z możliwości porównań ze słynną produkcją HBO. Trzeba też przyznać, że ten dyskurs jest interesujący, gdyż oba seriale ukazują dwa różne światy, nie tylko ze względu na czas akcji, ale samo podejście bohaterek do wielu tematów. Zbieżne są na pewno liberalne uwagi dotyczące sfery seksualnej, ale już sposoby na rozwiązania niektórych spraw nieco się od siebie różnią. „Girls” zdają się być bliższe prawdzie zwyczajnych ludzi, którzy nie kupują ciuchów od projektantów.

Atutem „Dziewczyn”, który widać już w pierwszym odcinku, jest wielka dawka słodko-gorzkiego, życiowego humoru. Niewymuszonego, lekkiego i na czasie. Scena, w której Hana przychodzi do rodziców, by prosić ich o pieniądze, jest zwyczajnie rozbrajająca. „Aby skończyć tę książkę potrzebuję 11 tysięcy dolarów. Miesięczne. Przez najbliższe dwa lata”. Później dostaniemy jeszcze wiele podobnie zabawnych scen, jednak w pewnym momencie oprócz uśmiechu, zacznie budzić się w nas niezręczność z ich oglądania, wraz z poczuciem pewnego zażenowania pod tytułem: Co ja właściwie oglądam?

Jest bowiem coś dziwnego w oglądaniu „Girls”. Jakaś taka niezręczność, nieporadność, pewien dyskomfort oglądania przedstawionych tu sytuacji. Dodatkowo irytacja na zachowania bohaterek, bo niektóre rzeczy, które przyjaciółki wyrabiają zdają się być kierowane jedynie efektem shock-value, mającym zaskoczyć widza, bez żadnego uzasadnienia charakterologicznego. Przoduje w tym ostatni odcinek pierwszej serii, rozpoczynający się na imprezie-niespodziance, która okazuje się być „najważniejszym dniem życia”, podczas którego każda z bohaterek podejmuje dość nieprzemyślaną decyzję. Niby rozumiem, że chciano ukazać, iż młodzi ludzie działają pod wpływem impulsu, nie zawsze rozważając wszystkie opcje, ale poziom głupoty zachowań, które objawiają bohaterki (i bohaterowie) zakrawa chwilami o pomstę do nieba. Fragmenty jak z abusive relationship, przypadkowe decyzje bohaterek, denerwujący faceci (w pewnym momencie można pomyśleć, że Dunham nie znosi mężczyzn, tak tragicznie zostają oni tu ukazani), czy irytujący styl bycia głównej bohaterki, stanowią tylko czubek góry lodowej męczących wątków serialu.

Paradoksalnie za plus można uznać to, że każdy w zasadzie zostaje ukazany tu w niekorzystnym świetle. Obrywa się wszystkim, bez wyjątku, choć w różnym natężeniu i w innym czasie. Wyjątkowo ciekawym jest w szczególności sposób portretowania głównej bohaterki. Zaskakuje to, jak bardzo Hanna skupiona jest na sobie. To jednak dobrze pokazuje problemy współczesnych dwudziestolatków, którzy nie potrafią wyjść spoza swojej „bańki mydlanej” / „bubble” i spojrzeć na rzeczywistość z szerszej perspektywy.

Girls” budzą we mnie dychotomię uczuć. Z jednej strony widzę ciekawe uwagi dotyczące otaczającej rzeczywistości, z drugiej irytuję się nietrafionymi, zwyczajnie głupimi decyzjami bohaterów. Do tego wszystkiego zaskakuję samego siebie tym, jak bardzo przeszkadzają mi niektóre wątki, bohaterowie, czy sceny. To znaczy jednak, że wywołują one we mnie jakieś emocje. W zasadzie w większości negatywne, bo psioczę na głupotę zachowań, ale równocześnie nie jestem w stanie przerwać oglądania. Tym samym właśnie zabrnąłem na końcówkę trzeciego sezonu, kiedy zorientowałem się, że jednak jestem kupiony i połykam kolejne odcinki w zaskakującym tempie i z uśmiechem na ustach.

„Girls” zapewnia po prostu w pełni dychotomiczne podejście. Męczy, denerwuje, rodzi reakcje typu: „WTF am I watching?”, a jednocześnie czasami ma tak trafne uwagi dotyczące otaczającego nas świata, że jednak chce się oglądać dalej. Dla odcinków takich jak 2×04 „It’s A Shame About Ray” , w którym następuje wspólna kolacja starych przyjaciół, a Marnie zauważa, że nie ma planu na przyszłość, chyba warto oglądać ten serial. „Nie wiem nawet co będzie robić za tydzień, ani co tak naprawdę chce robić w życiu”, mówi dziewczyna, ukazując tym samym dylemat, który boryka wielu młodych ludzi, nie tylko w Ameryce.

Na pewno więc nie można zarzucić serialowi, że jest nudny. Budzi emocje, więc jednak spełnia swoją funkcję, przynosząc nietypowy rodzaj rozrywki. Na pewno zaś stanowi odtrutkę od przelukrowanej wizji młodzieży przedstawionej w produkcjach The CW, w których słońce zawsze świeci, a z nawet najgorszej sytuacje jest jakieś deus-ex machinowe wyjście. Chyba warto więc oglądać „Girls”. Dla tych momentów, kiedy potrafią idealnie uchwycić dylematy dwudziestolatków.

Ocena: 6+/7-/10

Bonus: Najlepsze/ulubione odcinki:

2×04 „It’s A Shame About Ray” (za świetną scenę imprezy oraz monolog Marnie)

3×06 „Free Snacks” (za świetne ukazanie środowiska GQ i nietypowe relacje z nowymi współpracownikami)

 
Komentarze (3)

Napisane przez w kategorii TV Shows

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Asia

    20 marca 2014 o 16:32

    Moja córka zbliża się do takiego wieku i chce wyjechać na studia do Wrocławia. Chyba będę musiała pooglądać ten serial bo obecnie ciężko nadążyć za młodzieżą…

     
  2. ~Staszek

    20 marca 2014 o 19:53

    Proszę Cię, tylko nie mów, że chcesz teraz jak Córka podjęła decyzję o wyjeździe na studia uczyć się jak z nią rozmawiać… Serial fajny tyle, że nie dotyczy on naszej młodzieży tylko tego jak jest za granicą:-) dzięki za recenzję, w Polsce rzadko kiedy puszcza się zagraniczne seriale a jak już są to te najbardziej znane albo jakieś gnioty.

     
  3. ~sex telefony

    15 listopada 2016 o 03:33

    nieprzetrwany

     
 

  • RSS