RSS
 

Marvel One-Shot Collection

26 mar

Mała rzecz, a cieszy – tak możnaby określi Marvelowskie krótkometrażówki, osadzone w filmowym świecie. Rozgrywające się po wydarzeniach z głównych pełnometrażowych historii, ukazują co przydarzyło się lubianym drugoplanowym bohaterom. Na dodatek nakręcone są z równą gracją, co pełnoprawne obrazy, co sprawia, że „Marvel Agents of S.H.I.E.L.D” mogliby się uczyć z nich jak powinno kręcić się ten serial. Każda z krótkometrażówek osadzona jest bowiem w innej stylistyce, świetnie uzupełniającej styl filmów, do których nawiązują.

„The Consultant”

Zabawna mała rzecz, ukazująca drugie dno końcowej sceny z „The Incredible Hulka„, w której Stark przychodzi porozmawiać z generałem Rossem. Coulson jak zwykle w formie, a na ekranie widzimy także Agenta Sitwella, który ostatnio przewinął się nawet w jednym z odcinków „S.H.I.E.L.D”.

A Funny Thing Happened On the way to Thor’s Hammer”

Pierwsze dwie krótkometrażówki mają tylko trzy minuty i pokazują za co tak bardzo lubimy Agenta Coulsona. Ta pokazuje Phila w akcji w dość nietypowej lokalizacji. Co najważniejsze – bohater ten posiada w nich pełnię swojego charakteru, którą tak trudno dostrzec czasami w „S.H.I.E.L.D”. Pewnie dlatego, że Coulson sprawdza się najlepiej, kiedy jest go mało, bo czasami jak się rozgada, to aż nie wiadomo, w którą stronę głowę odwrócić. Z drugiej strony zmiana charakteru może wynikać też ze sprawy z Tahiti. (Mam nadzieję, że rozwiązanie tej zagadki będzie satysfakcjonujące, jeszcze nie dotarłem do tego odcinka).

Item 47

Lizy Caplan i Jesse Bradford to główne gwiazdy tego krótkiego filmiku, o dość wdzięcznej fabule. Oto para kochanków, po odnalezieniu przypadkiem broni Chitauri, która sama spadła im na dach po wydarzeniach Bitwy o Nowy York (czyli akcji „Avengers„), postanawiają z niej skorzystać… napadając na banki. Zniszczenie i chaos to naturalne konsekwencje korzystania z Artefaktu 47, zwłaszcza, gdy do akcji wejdzie Agent Sitwell, który ma „zneutralizować” niesubordynowaną parę. Najlepszą częścią tej krótkometrażówki jest jednak jej końcówka. Fajny mały plot-twist, który wywołuje uśmiech na ustach. Szczerze mówiąc, nie obraziłbym się, gdyby postacie tu zaprezentowane przewinęły się przez ekran choć na chwilę, w nadchodzących Marvelowskich filmach, bo para ma fajną, młodzieńczą chemię.

„Agent Carter”

Rozgrywająca się po finale „Kapitana Ameryki: Pierwszego Starcia„, krótkometrażówka pokazuje co przydarzyło się Peggy Carter po dramatycznych wydarzeniach z finału filmu. Pokazuje jak agentka została zdegradowana do pracy biurowej, w której nikt nie okazuje jej należytego szacunku i jak jedna misja sprawia, że los może się do niej uśmiechnąć. Utrzymana w stylistyce samego filmu, opowieść poprowadzona jest w klarowny sposób, a elementy akcji i humoru przeplatają się ze sobą w tak samo idealnych proporcjach, jak w pełnometrażowych filmach Marvela. Mała rzecz, a cieszy i jeśli naprawdę ma powstać serial o Agentce Carter, utrzymany w podobnym klimacie, ja kupuję to w pełni. Haylell Atwell posiada charyzmę i wdzięk, które pokazuje w każdej scenie, dzięki czemu tego One-Shota ogląda się z uśmiechem na ustach.

All Hail The King

Świetna kontynuacja jednego z punktów zapalnych krytyki „Iron Mana 3„, czyli prawdziwej tożsamości Mandaryna. Wielu było zawiedzionych rozwiązaniem fabularnym, które zastosowali twórcy. Uprzejmnie donoszę, że wszyscy niezadowoleni, powinni czym prędzej sięgnąć po „All Hail The King”, które w świetny sposób rozprawia się z prawdą o terroryście. Na dodatek świetnie wykorzystuje Bena Kingsleya, który kontynuuje dobrą passę grania swojego przesadzonego, nie dość rozgarniętego bohatera i robi to w znakomity sposób. A w bonusie dostajemy jeszcze nie lubianego przeze mnie Jusitna Hammera, który jednak w małej dawce sprawdza się całkiem w porządku. Aha – ta krótkometrażówka dostarcza też informacji na temat prywatnego życia obu panów, co stanowi pewne zaskoczenie dla widza.

Wszystkie filmy razem wzięte trwają mniej więcej tyle, co jeden epizod „Marvel Agents of S.H.I.E.L.D„. Zabawa, jaką przysparzają jest jednak nieporównywalnie większa, dlatego tym bardziej zachęcam Was do obejrzenia wszystkich „One Shotów„. Ja niezmiernie się cieszę, że wreszcie się na to zdecydowałem. Smakowita rozrywka, która umila czas w oczekiwaniu na „duże” obrazy. Po obejrzeniu tych filmików, kolejnych z serii będę wyczekiwać równie mocno, co samych przygód pojedynczych członków Avengers. Marvel, you did it again! <3

Ocena: 8/10

Najlepszy One-Shot: Agent Carter

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Movies

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Atanazy

    15 listopada 2016 o 08:26

    niepopętany

     
  2. ~wróżki

    29 listopada 2016 o 14:06

    niepowszedniejący

     
 

  • RSS