RSS
 

Hemlock Grove

01 cze

Serial Netflixa „Hemlock Grove”, czyli opowieść nadprzyrodzonej natury o mieszkańcach miasteczka o tej samej nazwie, to produkcja z pogranicza horroru, fantastyki, a także serialu młodzieżowego. Mieszanka specyficzna, acz sprawdzająca się już kilkakrotnie na ekranach telewizorów. Nic więc dziwnego, że Netflix zdecydował się na stworzenie swojej produkcji, próbując wpisać się w panujący obecnie nurt. Warto dodać, że „Hemlock Grove” również wywodzi się z książkowego pierwowzoru, jak inne dzieła natury nadprzyrodzonej które ostatnimi czasy wojują ekrany.

Historia rozpoczyna się od brutalnego morderstwa młodej dziewczyny, która zostaje wypatroszona przez dzikie zwierzę. Sęk tkwi w tym, że wszyscy szybko zaczynają podejrzewać, iż wcale nie było to zwierzę, a bestialski morderca, bądź… wilkołak. Biorąc pod uwagę, że zginięcie dziewczyny nałożyło się czasowo z przyjazdem rodziny Rumancek do miasteczka, ludzie zaczynają podejrzewać młodego chłopaka, Petera Rumanceka o dokonanie zbrodni. Tak też rozpoczynają się plotki o jego rzekomym wilkołactwie. Jako, że mamy do czynienia z serialem nadprzyrodzonym, chłopak oczywiście wilkołakiem jest, jednak wszystko wskazuje na to, że to nie on stoi za zabójstwem. Łącząc siły z synem jednej z najpotężniejszych rodzin w miasteczku, (która oczywiście również skrywa wielkie sekrety) Peter próbuje odkryć kto stoi za zbrodnią i powstrzymać sprawcę przed popełnieniem kolejnych krwawych czynów.

Serial Briana McGreevy’ego and Lee Shipmana (McGreevy to również autor książki-pierwowzoru) jest wyjątkowo specyficzny. Po pierwsze – od razu widać, że nie jest to program telewizji ogólnodostępnej. Nagość, przesadna brutalność, częste przekleństwa, czy nagminne palenie niepełnoletnich od razu pokazują, że mamy do czynienia z produkcją, która nie powstała dzięki regularnej stacji telewizyjnej. Po drugie – oferuje on nietypowe, nieco drewniane aktorstwo oraz rozwój wydarzeń, który zdaje się mieć miejsce poza ekranem. Sceny tylko na pozór lepią się ze sobą, brakuje im jakiegoś konkretnego spoiwa, które sprawiłoby, że wszystko płynnie wiązałoby się w większą całość. W obecnej formie sceny nie zawsze płynnie się przenikają, a rodzące się uczucia między postaciami też następują skokowo. Jest coś niedobrego w sposobie prowadzenia narracji w serialu. Człowiek wielokrotnie ma uczucie, że ominęło go ważne wydarzenie, które jednak zwyczajnie nie zostało ukazane na ekranie. Z drugiej strony „Hemlock Grove” posiada wiele tajemnicznych zdarzeń i niedomówień, dzięki czemu człowiek chce kontynuować seans, by przekonać się do czego to wszystko prowadzi. Jak to zwykle bywa ostatnie odcinki wreszcie porządnie ruszają z kopyta, ukazując zalążki przedziwnych przyszłych wątków.

Tym, co rzuca się w oczy już na początku seansu, jest niewyrobienie ekranowej kadry. Widać, że młodzi aktorzy nie są jeszcze w pełni obyci z fachem, prezentując dość przeciętny poziom. Niektóre momenty ich gry aż rażą swoją przesadą i czuć, że mamy do czynienia z kimś kto jedynie odgrywa rolę pewnego bohatera, a nie nim jest. Bill Skarsgaard może i odziedziczył wygląd po pozostałych członkach rodziny, gorzej jednak z talentem. Partnerujący mu Landon Liboiron prezentuje podobny poziom do kolegi, jedynie momentami będąc naturalny w swoich ruchach. Nawet starsza gwardia, reprezentowana przez Famke Janseen i Dougraya Scotta wypada przeciętnie, w zasadzie wszystkie swoje sceny odgrywając w ten sam sposób. Być może część problemu leży w samej konstrkucji postaci, jednak wielokrotnie miałem wrażenie, że bohaterowie mają więcej potencjału niż pokazują to aktorzy.

Na plus na pewno można zaliczyć naturalność wyglądu. Drugoplanowi bohaterowie rzeczywiście wyglądają na nastolatków. Być może efekt ten wynika z faktu, że aktorzy rzeczywiście mają po kilkanaście, a nie kilkadzieścia lat, jak to zwykle w podobnych produkcjach bywa. Dodatkowym atutem jest wiarygodność ruchów i zachowań postaci. Wiele ze scen rozgrywających się między bohaterami ukazuje odruchy, które posiada każdy z nas. Czasami są to drobnostki, w stylu poprawiania krocza po przebudzeniu, czy nerwowe poprawianie włosów, ale są to elementy, które uwiarygodniają historię. A ta jest już zdecydowanie zakręcona, więc pewne ugruntowienie jej w rzeczyiwstości, wychodzi jej na dobre.

Hemlock Grove” nie do końca wytrzymuje próbę oglądania hurtem. Biorąc pod uwagę, że właśnie do takiego oglądania był stworzony, stanowi to pewien problem. Klimat, lekko drewniane aktorstwo, spiętrzenie tajemniczych wątków ze szczątkowymi sygnałami dlaczego poszczególne tajemnice są właściwie istotne dla fabuły, sprawia, że serial chwilami zwyczajnie nuży. Jak gdyby produkcji brakowało jakiegoś ważnego elementu składowego, który uczyniłby tę stylistyczną mieszankę bardziej zjadliwą. Brakuje jakiegoś większego zarysu historii, bo poszczególne elementy konkretnych odcinków zdają nie do końca trzymać się kupy. Brakuje spoiwa, które uzasadniałoby dlaczego oglądamy poszczególne wydarzenia. W obecnie zaprezentowanej formie niektóre rzeczy wyglądają zupełnie jak urywki całości – jak gdyby w tej historii bardzo wiele rzeczy działo się poza ekranem. Dobrym przykładem na to o czym mówię jest kwestia nazewnictwa. Peter i Roman poszukują „walgurfa”. Przedziwna nazwa nagle pojawia się w ich ustach, nigdy nie odnajdując swojej genezy. Nie dostajemy nawet informacji skąd chłopcy w ogóle wytrzasnęli to słowo. W pewnym momencie jedna z bohaterek diametralnie zmienia kolor włosów, mimo bytności w szpitalu psychiatrycznym. Nikt jej jednak nie pyta jak do tego doszło i czy ma to jakieś znaczenie Niby są to drobnostki, ale takich szczegółów jest zdecydowanie więcej, przez co seans staje się nietypowym rodzajem rozrywki. W końcu twórcy zdecydowali się wprowadzić te udziwniena z jakiegoś powodu, zaskakuje więc dlaczego nie dzielą się nim z widzami.

Ostatecznie więc, mimo zbieżności tematycznej, produkcja Netflixa nawet ułamkiem procenta nie zbliża się do doskonałego „Teen Wolfa” stacji MTV, który posiada przemyślaną fabułę, świetnych bohaterów, doskonałą muzykę oraz dużo dobrego humoru. „Hemlock Grove” nie posiada żadnego z tych elementów.

W dwóch słowach? Dziwny serial. Ostatecznie chyba więc nie polecam, aczkolwiek końcówka wreszcie pokazała ciekawy kierunek w jakim serial może zmierzyć w przyszłości. Pewnie więc chyba skuszę się na drugi sezon, który w całości wyjdzie na platformie Netflix już 11 lipca. Ma mieć dziesięć odcinków, czyli o trzy mniej niż pierwszy, więc może twórcy wyciągną wnioski i fabuła zacznie bardziej trzymać się kupy. Oby!

Ocena: 6=/10

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii TV Shows

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Paulinakropka

    2 czerwca 2014 o 11:31

    Klimat serialu w miarę udany. Aktorstwo też na wysokim poziomie. Niestety finał i wyjaśnienie
    całej sprawy nie było już tak poruszające i interesujące. Zdarzało mi się, że niektóre sceny po
    prostu przesuwałam. Momentami przewidywalny do bólu.

     
  2. ~fryzjer katowice

    3 czerwca 2014 o 10:31

    może być ciekawe

     
 

  • RSS