RSS
 

Miliarderzy z przypadku

23 gru

#BLASTFrom ThePast – ten wpis zalegał w archiwum od… sierpnia. Ups?! Czas, by ujrzała światło dzienne!

#ŚwietnąKsiążkęPrzeczytałem #RychłoWCzas

SocialNetworkBookMovie

Właśnie skończyłem czytać „Milarderów z przypdku” Bena Mezricha, na podstawie której Sorkin napisał scenariusz do „Social Network”. O, Panie, co to jest za książka. Czyta się z prędkością światła, a kiedy się kończy, człowiek zastanawia się: „Ale, ale, ale jak to już koniec?! ANOTHER!!” Maksymalny page-turner, który w intrygujący sposób zarysowuje stosunki między Zuckierbergiem, a jego współpracownikami, w szczególności Saverinem, nakreślając wyjątkowo plastycznie całą otoczkę znajomości oraz okoliczności, w jakich wszystkie wydarzenia miały miejsce, włącznie z małymi detalami kolorów dywanów. Powieść przepełniona jest także niezwykle celnymi zdaniami, które pobudzają wyobraźnię i mogą nawet stanowić intrygujące maksymy życiowe. Język, którym pisana jest książka przykuwa bowiem uwagę i rodzi jeszcze większe zainteresowanie tematem. Przyklaskuje fragmentowi mini-recenzji znajdującej się na obwolucie – „jedna z tych książek, które powstały po to, by ktoś zrobił z nich film”. (News.cnet.com)

Bo i Panie – JAKI to film zrobili przecież.  ”The Social Network” jest filmową perełką, niezwykle umiejętnie podbudowując napięcie i skupiając uwagę widza, a ukazując przecież „tylko” rozprawę sądową i wydarzenia, które do niej doprowadziły. Za to w jak doskonały sposób. Nic dziwnego, że film porywa, bo sama książka przeszła przez moją głową jak tornado. Więcej, więcej, więcej, dajcie mi kolejne akapity tej plastycznej wizji!

Podoba mi się w szczególności inne rozłożenie akcentów między książką, a filmem i mozliwość zobaczenia, jak sprawnym scenarzystą jest Sorkin, który potrafił jeszcze lepiej podbić pokłady napięcia znajdujące się w powieści Mezricha. Książka toczy się bowiem chronologicznie, w zasadzie o sprawie sądowej między Eduardo a Markiem, czy Winklevossami a Zuckerbergiem wspominając jedynie mimochodem, w ostatnich rozdziałach. Film zaś w intrygujący sposób uczynił z tych dwóch procesów całą ramę historii, punkt ciężkości całego dzieła. Ach, jak już nie mogę się doczekać ponownego seansu dzieła Finchera! 

Wyjątkowo fajne jest też filmowe zakończenie, odmienne od równie gorzkiego i ukazującego ciekawe paralele rozwiązania książkowego.

Ach, wspaniałości! <3

Jeśli z jakiegoś powodu jeszcze nie czytaliście „The Accidental Billionaires”, koniecznie szybko nadróbcie tę zaległość!
Kaczy zdecydowanie approves! 

PS. Niezmiernie podoba mi się, że radością z przeczytania tej książki podzieliłem się pierwotnie na omawianym w nim portalu. Ba! Zdjęcie do wpisu też wysyłam sobie z telefonu do komputera za pośrednictwem Facebooka. #Facebookception!

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~SkupObrazow

    24 grudnia 2014 o 13:44

    szkoda że nie ujrzał wcześniej światła, niestety Mikołaj już zakupił prezenty, hmm na inną okazję trzeba będzie kupić :)

     
    • ~Kaczy

      24 grudnia 2014 o 15:22

      Oj, przepraszam. A książkę warto sprezentować też bez okazji :)

       
 

  • RSS