RSS
 

Kompleks

24 gru

Pani z przedszkola” Marcina Krzyształowicza to zabawa filmową formą oraz (nie zawsze) komediowe spojrzenie na otaczającą rzeczywistość.

Najnowszy film Krzyształowicza opiera się na zamyśle opowieści snutej przez mężczyznę w gabinecie psychoanalityka (Łukasz Simlat, operujący głosem z offu Cazarego Morawskiego). Bohater przyszedł do lekarza (Marian Dziędziel), by poradzić sobie ze specyficznym problemem natury seksualnej. By pomóc pacjentowi zrozumieć swoją przypadłość i odnaleźć sposób na to jak jej zaradzić, psycholog radzi mu cofnąć się pamięcią do lat dziecięcych. Tu zaczyna się właściwa filmowa opowieść, a właściwie opowieści w liczbie mnogiej, gdyż wersji wydarzeń jest kilka. Reżyser podzielił swój obraz na poszczególne rozdziały, przedstawiające sytuację rodziny z kilku perspektyw: narratora („Ja”), matki, ojca oraz całej familii. Optyka patrzenia na sytuację zmienia się wraz z bohaterem poszczególnych części.

Dzięki takiej formie opowieści, konwencja filmu często się zmienia. Poprzez spoglądanie na rzeczywistość oczami pacjenta w gabinecie terapeuty, który wspomina fragmenty swojego życia, poszczególne części historii przywodzą na myśl rozwiązania stosowane w różnych gatunkach filmowych. Ta niestałość formy i pewna epizodyczność wydarzeń (nie wszystkie sceny bezpośrednio się ze sobą łączą), wynika z odtwarzania dawnego sposobu myślenia przez bohatera. Oglądane na ekranie sytuacje są więc podwójnie przetworzone. Pierwszy raz – przez sam sposób opowieści bohatera. Po raz drugi – poprzez próbę odtworzenia toku myślenia sprzed lat.

Od strony formalnej jest to więc film niezwykle ciekawy. Na dodatek ładnie sfilmowany, miły dla oka. Niestety, za ciekawym punktem wyjściowym, nie idzie już równie wysoki poziom dramatyczny poszczególnych segmentów. Jedną ze znaczących wad jest fakt, iż bohaterowie nakreśleni są grubymi kreskami, przez co trudno jest poczuć z nimi jakąkolwiek więź, dostrzec w nich pełnoprawnych bohaterów. To pośrednio wina konwencji. Przez podwójne przetworzenie każdej z postaci oraz subiektywizm przedstawienia historii, bohaterowie są w większości jedynie zarysami postaci, a nie ludźmi z krwi i kości. Ideami, które zdają się nie prowadzić żywota poza ekranem. Niestety bez zażyłości z bohaterami, ich los staje się dla widza obojętny.

Jeśli zaś chodzi o właściwą fabułę obrazu – wiadomo, że życie młodego chłopca diametralnie zmieniło się z chwilą, gdy pojawiła się w nim tytułowa Pani z przedszkola (Karolina Gruszka). Jej obecność drastycznie zmieniła dynamikę relacji rodzinnych, co odcisnęło piętno na dziecku. Różne wersje wydarzeń ukazują jak pożądaniem do przedszkolanki zaczynają pałać kolejni członkowie rodziny, co prowadzi do odmiennych wizji pozostałych wydarzeń z życia.

Pani z przedszkola

Film okraszony jest więc zarówno humorystycznymi wstawkami, które znajdują się na granicy śmiechu i zażenowania, dramatycznymi momentami rodem z polskich seriali, jak i chwilami przywodzącymi na myśl stylistykę softcore porno. Do tego sekwencjami komiksowego przerysowania, jak i fragmentami z opowieści o rodzeniu się homoseksualnego romansu. Te ostatnie są zresztą chyba najciekawsze i najbardziej wiarygodne, za sprawą subtelnych spojrzeń, które wymieniają ze sobą Matka (Agata Kulesza) i Przedszkolanka.

Tak naprawdę jednak z całości obrazu nic nie wynika. Poszczególne fragmenty bronią się samodzielnie, ale formalna zabawa opowiadania anegdotycznych historyjek o różnych momentach życia, nie prowadzi do żadnej większej konkluzji. Wiele czasu spędza się tutaj mówiąc o wpływie wydarzeń z przeszłości na obecną psychikę mężczyzny, ale, paradoksalnie – z końcem seansu w zasadzie nic do końca się nie wyjaśnia. Widz zostaje z własną wyobraźnią, by domyśleć się rozwiązania sytuacji. Gdyby jeszcze zależało mu na bohaterach, może nawet taką pracę umysłową by wykonał. W innym wypadku wydaje się, jakby scenarzysta zapomniał dopisać wyrazistego finału dla całej historii.

Patrząc zresztą na punkt wyjścia historii – mężczyzna z problemem przedwczesnego wytrysku rozmawia z psychologiem o tym jak można zapobiec temu schorzeniu – nie sposób pozbyć się wrażenia, ze Woody Allen zrobiłby z tego interesującą, pełną humoru opowieść. W wersji Krzyształowicza dostajemy dzieło na granicy śmiechu i zażenowania, które tak często zmienia klimat opowieści, że trudno w pełni wczuć się w całą historię. Wszystkie zabiegi formalne są poprawne, bardzo dobrze przygotowane, a niektóre sceny naprawdę ciekawie opowiedziane, ale całości brakuje serca, by w pełni przekonać do siebie widza. „Pani z przedszkola” pozostaje więc obrazem z ciekawym pomysłem wyjściowym, który jednak nie w pełni oddziałuje na widza.

Ocena: 6/10

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Music

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS