RSS
 

Daredevil

01 maj

Po tym jak Studio Marvela swoją serialową serią filmów o przygodach Avengersów zawojowało kina, światowy box-office oraz serca widzów, przyszedł czas, aby swoją pozycję ugruntować także na małym ekranie. Dwa lata temu do telewizji zawitali „Agenci T.A.R.C.Z.Y”, na początku tego roku „Agentka Carter”, teraz zaś przyszedł czas na pierwszy z czterech mini-seriali, wyprodukowanych przy współpracy z Netflixem. Wszystkie te produkcje mają jedną cechę wspólną – wszystkie wchodzą w skład tak zwanego Marvel Cinematic Universe, czyli połączonego świata wszystkich komiksowych produkcji Marvela, które trafiły na ekrany w różnorodnej formie w ostatnim dziesięcioleciu. Kolejnym elementem układanki będzie debiutujący w maju superhit: „Avengers: Czas Ultrona”. Zanim jednak nastąpi premiera tego filmu, porozmawiajmy o najnowszym sukcesie studia, czyli serialu „Daredevil”.

Trzynastoodcinkowa produkcja Marvela i Netflixa jest superbohaterskim origin story, rozłożonym na pełny sezon. Historia Matta Murdocka (Charlie Cox), prawnika, który nocą przybiera czarną maskę, by pod promieniami księżyca ratować miasto przeciw zbrodniczemu elementowi, opowiedziana jest w przyciągający uwagę sposób. Rozpoczyna się z grubej rury, cold-openingiem, ukazującym pędzącego przez miasto mężczyznę, który biegnie, aby zająć się swoim synem, który uległ właśnie wypadkowi samochodowemu. Chcąc uratować starszego mężczyznę, sam wpadł pod koła pojazdu, przewożącego kontenery z radioaktywną substancją. Traf chciał, że do jego oczu dostało się trochę płynu, w wyniku czego chłopak stracił wzrok. W wyniku wypadku zyskał jednak pewne dodatkowe umiejętności, w postaci niezmiernie wyczulonych zmysłów, które umożliwiają mu nie tylko swobodne poruszanie się po mieście, ale także, dzięki treningom, skopanie paru tyłków.

Najnowszy serial Marvela wpisuje się w panujący obecnie trend, jak największego urealnienia, ale także umrocznienia opowieści. Poza oczywistą przesadą związaną z radioaktywnym elementem, dzięki któremu Matt zyskał swoje dodatkowe umiejętności, serial stara się być jak najbardziej wiarygodną historią, trzymającą się realiów. Pod względem klimatu opowieści przygody serialowego „Daredevila” to trochę skrzyżowanie Batmana ze Spidermanem. Produkcja jest mroczna i brutalna, co ma sprawić, że będzie ona dojrzalsza i wpisująca się w panujący obecnie nurt uwiarygodniania historii komiksowych. Jednocześnie nie pozbawiona jest drobnych momentów niezobowiązującego humoru, w którym często bohaterowie odnoszą się do innych komiksowych postaci, w tym do Spidermana właśnie.

W „Daredevilu” ważne są dwie strony życia bohatera – jego „dzienna” i „nocna” praca. Jako prawnik, wraz ze swoim partnerem, Foggym (Elden Henson) oraz nowo zatrudnioną sekretarką Karen (Deborah Ann Woll) starają się przy pomocy Litery Prawa rozwiązać problemy swoich klientów z nowojorskiej dzielnicy Hell’s Kitchen. Stała się ona placem zabaw dla wszelkiego rodzaju bandytów i szumowin po wydarzeniach Bitwy o Nowy York, jak w MCU określa się historię znaną z filmu „Avengers”. Nocą Matt przywdziewa maskę, by z pomocą kopniaka i pięści dowiedzieć się więcej o tajemniczym mężczyźnie (Vincent D’Onforio), który zdaje się być wmieszany we wszelkie szemrane interesy dzielnicy.

Serial jest bardzo dobrze napisany. Szczególnie pierwsza połowa sezonu obfituje w wiele trafnych i humorystycznych uwag dotyczących otaczającego nas świata. O kryzysie papierowej prasy: „wszyscy, których znamy zarabiają dwa razy więcej niż my, pisząc blogi, siedząc w domu w samej bieliźnie”. Mój absolutny faworyt: „mówi się, że przeszłość jest wyryta w kamieniu. Tak naprawdę jednak przeszłość to dym zamknięty w pomieszczeniu. Przemieszczający się. Zmienny”. Takie bon-moty wypełniają pierwszą połowę sezonu, radując tym samym widza. Niestety, w kolejnych odcinkach, znikają potem na rzecz tradycyjnych zdań wypowiadanych przez Czarne Charaktery.

Plusem produkcji jest także psychologia postaci. Ciekawie rozwinięta mimo, że dość łopatologicznie ukazująca, że wszystkiemu winne są wydarzenia z dzieciństwa. Co jednak ważne – taka formuła sprawdziła się na ekranie, dodając głębi charakterologicznej bohaterom i wyjaśniając motywy ich działania. Najważniejszą cechą tej charakterologicznej głębi jest jednak to, że protagonista i antagonista obrazu de facto tak bardzo się od siebie nie różnią. Ich działaniom przyświeca w zasadzie ten sam cel – lepsze jutro Hell’s Kitchen. Różni ich jednak metoda działania oraz to czyj dokładnie interes mają na myśli. Patrząc na nich z boku nie wyglądają jednak na tak różnych, co zresztą stanie się jednym z ważniejszych elementów rozłożonej na wiele odcinków intrygi. Próba wyciągnięcia na światło dzienne człowieka, o którym nikt nic nie wie, gdyż pracuje w szarej strefie, wśród cieni, jest trafna wobec obydwu bohaterów. Ta dwoistość charakterów dwójki przeciwników, stanowi znaczący plus produkcji.

Kolejnym atutem jest chemia między bohaterami. Duża i wyczuwalna już przy pierwszym spotkaniu. Najciekawszą relacją jest ta, łącząca Matta oraz pielęgniarkę Claire (Rosario Dawson). Ich wspólne sceny ogląda się tak dobrze, że gdy dziewczyny zabraknie w drugiej części sezonu, jej nieobecność będzie mocno odczuwalna.

Na koniec warto wspomnieć także o intrygującej czołówce serialu, ukazującej słynne fragmenty architektury Hell’s Kitchen oblane krwistą substancją, spływającą po brzegach budynków, w takt intrygującej, wpadającej w ucho muzyki Johna Paesano.

Obejrzałem serial w zasadzie w kilka posiedzeń po parę odcinków na raz. Tak, jak to natura binge-watchowania nakazała. Muszę przyznać, że największe wrażenie produkcja Stevena S. Knighta i Drew Goddarda zrobiła na mnie w początkowej fazie, w pierwszych kilku odcinkach. Im dalej w las, tym mój zachwyt nieco się rozmywał. Sądzę, że druga część sezonu jest nadmiernie przegadana dość oczywistymi tekstami. Błędem było pozbycie się na znaczną część odcinków postaci Claire, gdyż jej relacja z Mattem dawała ciekawy wgląd w sposób myślenia i zachowania bohatera, gdy nocą przywdziewa maskę. Claire była jedyną osobą ze świata serialu, która, tak jak widz, znała sekretną tożsamość mężczyzny. Innym mankamentem jest fakt, iż pierwsze spojrzenie na pełnoprawny, czerwony strój bohatera również nie budzi tak dużego zachwytu, jak powinno. Bohater wygląda w nim tak, jak każdy inny komiksowy bohater, odziany w strój. Prowizoryczne czarne ubranie zdawało się budzić większy postrach w przeciwnikach niż czerwony strój z ostatniego odcinka. Mimo wszystko, „Daredevil” w pełnoprawnym stroju będzie miał jeszcze kupić widzów, gdy serial powróci z drugim sezonem już za rok. Mimo mankamentów trzeba przyznać, że serial jako sezonowa całość nieźle się broni, rodząc apetyt na więcej.

Teraz pozostaje mieć nadzieję, że „AKA Jessica Jones”, czyli kolejny Marvelowo-Netlixowy projekt, który ma wystartować na jesieni, będzie równie dobry, jak początkowe odcinki „Daredevila”.

Ocena: 7,5/10

 
Komentarze (11)

Napisane przez w kategorii TV Shows

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~magnolia

    1 maja 2015 o 22:20

    O, wreszcie ktoś ładnie ubrał w słowa moje własne uwagi do serialu. Nie jakieś wielkie wady, ale jednak pewne mankamenty – właśnie w drugiej części sezonu, gdzie nastąpiło nie tyle przyspieszenie akcji (choć też), co raczej zawężenie – zniknęło kilka postaci, nie poznajemy kolejnych, przez co trochę napięcie siadło, i ogólnie nadal mam pewien niedosyt, jeśli chodzi o lokalność, panoramę miejsca, o którym bohaterowie w kółko mówią (zwłaszcza w drugiej części) – choć i tak jest mega duży postęp w porównaniu z innymi filmami/serialami z bohaterami komiksowymi walczących o miasto. Zastanawiam się, czy byłyby one też tak samo (bardziej? mniej?) odczuwalne, gdyby oglądało się po staremu, w cotygodniowych odstępach?

    I jeszcze nad jednym się zastanawiałam, ale to prawdopodobnie wynika z mojej nieznajomości NY: gdy bohaterowie (zwłaszcza Fisk) mówią, że chcą uratować/zmienić/uzdrowić miasto, to chodzi o cały NY czy „tylko” o Hell’s Kitchen? Jak duża to jest w ogóle (liczebnie) dzielnica?

     
    • ~Kaczy

      6 maja 2015 o 15:58

      Dzięki wielkie za fajny komentarz :)
      Cieszę się, że udało mi się uchwycić nie tylko moje, ale i Twoje wrażenia po seansie. ;) #GoodJobMe ;)

      Odpowiadając natomiast na Twoje pytanie, to: chodzi mu o Hell’s Kitchen tak naprawdę, dzielnicę w której się wychował, która go ukształtowała. Chociaż pewne zmiany, które chciał wprowadzić miały wyjść poza dzielnicę, będącą częścią Manhattanu. Dzielnica ta liczy 45 tysięcy mieszkańców.

      Po więcej info można zerknąć tutaj – http://en.wikipedia.org/wiki/Hell's_Kitchen,_Manhattan

       
  2. ~Kasia

    7 maja 2015 o 22:51

    Powiedzcie proszę, gdzie można obejrzeć pierwszy sezon Daredevil”? Zaciekawił mnie (pomimo tych „mankamentów” ;)) opis i z chęcią bym sobie umiliła wieczór seansem.

     
  3. ~mlody

    11 maja 2015 o 15:33

    Gdzie można to obejrzeć??

     
  4. ~Łukasz

    15 maja 2015 o 00:02

    Daredevil to jeden z moich ulubionych bohaterów ze stajni Marvela. Choć może ostatni kinowy Daredevil mógłby być może lepiej zrobiony to jednak wszystko gdzie występuje ten bohater dobrze się czyta i ogląda. Ktoś wie może gdzie można znaleźć ten serial? Czy w ogóle zamierzają go nadawać u nas w Polsce na jakimkolwiek programie?

     
  5. ~Marek

    29 maja 2015 o 20:14

    Niestety serial zupełnie nie trafia w moje gusta… O ile Avengersów oglądałem nawet z przyjemnością, to chyba jednak wystarczy mi jeden porządny film naładowany emocjami. Ja w ogóle zupełnie nie przepadam za serialami, dlatego może też po prostu do każdego bardzo czesto mam jakieś ale…

     
  6. ~Artdeco

    19 czerwca 2015 o 14:48

    Szczerze to mnie jakoś nie przekonuje ten tytuł..

     
  7. ~Marcin

    19 czerwca 2015 o 16:56

    Hej :) Mysle, ze wielka kariera stoi przed Toba otworem :) dlaczego wychodzę z takiego zalozenia? :) No sluchaj, a wlasciwie przeczytaj :) Posiadasz naprawdę ogromny wrecz talent do pisania, gdybym ja tylko umial tak pisac, sam bym zaczal na tym pisaniu zarabiac, to musi być swietna praca, jednak kazdy ma rozne talenty :)

     
  8. ~Lukasz

    26 czerwca 2015 o 13:02

    Świetny artykuł, bardzo fajnie opisałeś ten serial, którego tak się składa ze jestem fanem, ale nie nie tylko tego serialu, Avengers tak samo. Ja pomimo tych nieraz krytycznych komentarzy na temat tego serialu uważam, że jest świetny, ale to oczywiście tylko moje zdanie, a każdy jak najbardziej może mieć inne.

     
  9. ~Seks rozmowy

    10 listopada 2016 o 21:28

    nieprzysypujący

     
  10. ~sex telefon

    15 listopada 2016 o 09:41

    niepowymalowywany

     
 

  • RSS