RSS
 

Wyniki wyszukiwania dla zapytania ‘hannibal’

Detektyw

12 wrz

True Detective” Nico Pizzolatto to intrygująca produkcja, przyciągająca gęstym, dusznym klimatem, doborowym aktorstwem oraz świetną warstwą wizualną.

Podążając za starymi sprawami dwóch detektywów, Rusty’ego Cohle’a i Marty’ego Harta, dowiadujemy się nie tylko o okropnych rzeczach, dziejących się w stanie Luizjana, ale także o samych bohaterach. W dużej mierze „Detektyw” nie jest bowiem serialem o zbrodni, która oczywiście jest laitmotivem produkcji i gra w nim ogromną rolę, co dziełem mówiącym o trudnych i skomplikowanych relacjach dwóch osobistości, którymi są dwaj główni bohaterowie serialu.

Matthew McConaughey i Woody Harrelson tworzą niezwykle intrygujący duet, który z przyjemnością ogląda się na ekranie. Ich rozmowy stanowią jedną z największych sił tego serialu. Aktorzy stworzyli bowiem bohaterów z krwi i kości, posiadających historię oraz niecodzienne wizje otaczającego ich świata. Większość uwagi widza skupia się jednak na Cohle’u, z powodu jego niejednoznacznej, trudnej do zakwalifikowania osobowości.

Cała intryga serialu jest niezwykle sprytnie poprowadzona, stanowiąc odwrócenie tego, jak wątek morderców prowadzony jest w „Hannibalu”. W serialu Bryana Fullera widz wie, że większość zbrodni popełnił tytułowy kanibal i ogląda serial, w którym lekarz niezwykle umiejętnie manipuluje otaczającymi go ludźmi. W „True Detective” jest odwrotnie – widz nie zna tożsamości mordery, a coraz częstsze podejrzenia, które zaczynają padać w stronę jednego z wyjątkowo znaczących bohaterów, zaczynają wydawać się widzowi niebezpodstawne. Dzięki tym zabiegom oba seriale w niezwykle ciekawy sposób budują napięcie i specyficzną grę z widzem.

Duszna atmosfera i intrygujące zdjęcia otwartych pustych przestrzeni są kolejną rzeczą, która przyciąga do serialu.  Bagniska Luizjany mają w sobie coś posępnego i mrocznego, co sprawia, że człowiek ma poczucie, iż każda zbrodnia może się tam wydarzyć. Co intrygujące, zaskakujące i ważne – miejsce akcji odgrywa w serialu niezwykle ważną rolę, stając się niemalże trzecim bohaterem produkcji, tak dużo miejsca poświęca się tutaj konkretnym lokalizacjom. Warto o tym wspomnieć w szczególności w kontraście do innego serialu HBO, rozgrywającego się w tych samych okolicznościach przyrody. Mowa o „Czystej Krwi”, która choć rozgrywa się na podobnych terenach, nawet w połowie nie potrafiła przykuć uwagi do kwestii lokalizacji akcji serialu, traktując ją jedynie jako dodatek do opowiadanej historii. W „Detektywie” lokalizacja ma znaczenie, a poszczególnym miejscom poświęca się dużo czasu, ukazując je w dużym szczególe. Takie ugruntowanie akcji podbija wiarygodność i realistyczność serialu.

Atmosfera gęstnieje z każdym kolejnym odcinkiem, przysparzając widzowi coraz mocniejszych wrażeń. Świetny jest w szczególności odcinek czwarty, z najazdem gangu motocyklowego i Cohlem wmieszanym w całą aferę od środka. Sceny rozmów narkotykowego kartelu przywodziły mi na myśl rozwiązania stosowane w „Breaking Bad”, a otoczka motocyklowego gangu spodobała mi się tak bardzo, że powoli zaczynam dojrzewać do decyzji o obejrzeniu „Sons of Anarchy”. Równie emocjonujące są dwa ostatnie odcinki produkcji, w których wszystkie elementy układanki, składają się w spójną całość.

Krótko, bo o tym serialu, od momentu premiery na początku bieżącego roku, powiedziano już chyba wszystko. Przychylam się do ogólnej radości i poklasku, jaki wywołuje serial Pizzolatto. Świetna robota!

Ocena: 8,5/10

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii TV Shows

 

Psychopaci kontratakują

06 mar

Rok temu po raz pierwszy prezentowałem Wam dwa nietypowe seriale telewizyjne, przywracające do życia dwóch najsłynniejszych filmowych psychopatów – Normana Batesa oraz Hannibala Lectera.

W „Bates Motel” mamy do czynienia z rodzącą się psychozą, pierwszymi krokami stawianymi przez seryjnego mordercę. Możemy więc śledzić proces, który ukształtował nietypową osobowość Normana. „Hannibal” to natomiast studium dojrzałego psychopaty, dżentelmena w białych rękawiczkach, który skrzętnie ukrywa swoje niecodzienne zamiłowania do ludzkiego mięsa.

Teraz przyszedł czas na drugie danie z osławionymi panami, w premierowych odcinkach najnowszych serii ich przygód. Przed Państwem krótka opinia o obydwu z nich.

Hannibal 2×01

Pierwszy odcinek nowego sezonu „Hannibala” rozpoczyna się intrygującą zapowiedzią nadchodzących wydarzeń. Bitwa, rozgrywająca się w pierwszych kilku minutach jest wyjątkowo ciekawa i, co oczywiste, kończy się cliffhangerem, gdyż rozgrywa się w kilka miesięcy do przodu. Pokazuje tym samym, że Hannibal jeszcze długo będzie zwodzić środowisko FBI.

Pierwszy odcinek nowej serii pokazał także, że serial utrzymuje ten sam poziom wizualnej wirtuozerii, do którego przyzwyczaił nas w poprzednich odcinkach. Obrazy, które widzimy na ekranie wciąż pozostają spreparowane w nadmiernie realistyczny sposób, co sprawia, że współodczuwamy emocje samych bohaterów. Koronnym przykładem na to działanie, jest w „Kaiseki” scena z uchem. Wyjątkowo namacalna, oblepiająca i wywołująca silną reakcję organizmu.

„Hannibal” wciąż utrzymuje poziom, który nie schodzi poniżej pewnego pułapu. Stąd też premiera nie zapewnia eksplozji wrażeń, a jedynie skutecznie uwypukla mocne strony, do których serial nas już przyzwyczaił. Pozostaje tylko czekać, aż Will zacznie przypominać sobie coraz więcej ze swoich niecodziennych sesji z Hannibalem. Wtedy szaleństwo na pewno ponownie wypłynie na powierzchnię. Jak zasilikowane zwłoki z tego odcinka.

Bates Motel 2×01, czyli cisza przed burzą

„Bates Motel” rozpoczyna się w dzień po dramatycznym finale poprzedniej serii. Norma dostaje telefon o śmierci Pani Watson, po którym następuje intrygująca scenach w strugach deszczu na pogrzebie. Jakże znamiennym jest fakt, iż Norman jako jedyny stoi bez parasola, wśród tłumu zebranych osób.

Cztery miesiące później jego stan nadal nie należy do normalnych, „połowę swojego czasu spęda(sz) na opłakiwaniu martwej nauczycielki, a drugą wyprawiając skóry martwych zwierzaków. To nie jest normalne”. Dzięki takim zdaniom oraz wspólnym scenom Normana i Normy ten serial ogląda się tak dobrze. Zwłaszcza, gdy dostajemy momenty, takie jak rozmowa przy oknie w pokoju Normy, gdy matka z synem patrzą na prosperujący biznes (motel ma pełną zajętość miejsc). Ich bliskość jest aż nienaturalna, wygląda to tak, jakby mieli za chwilę się namiętnie całować. Właśnie takie sceny lubię w tym serialu najbardziej.

Kiedy odcinek toczy się spokojnym rytmem, przysparzając miłych chwil, następuje najlepszy moment premiery, czyli wyczyn Bradley oraz jej prośba do Normana.  Oj, będzie się działo się w kolejnych odcinkach i to naprawdę poważnie.

„Bates Motel” zaliczyło świetną premierę, ukazującą najlepsze strony serialu i nakreślającego intrygujące ścieźki na przyszłość.

 Na dodatkową zachętę ekstremalnie klimatyczny teaser drugiej serii. :)

Seryjni mordercy wciąż w modzie, a nowe serie „Hannibala” i „Bates Motel” pokazują, że nawet niecodzienne prequele doskonale znanych historii, wypełnionych ponadprzeciętnym aktorstwem, potrafią stać na wysokim poziomie i nie zawstydzać pierwowzorów. Oby tak dalej!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii TV Shows

 

He’s (not) your victim, doctor!

17 lut

Hannibal“, czyli serialowa wariacja na temat książek Thomasa Harrisa, to opowieść o Willu Grahamie, tzw. profillerze śledczym, który potrafi wejść w umysł seryjncyh morderców i zanalizować ich sposób myślenia oraz jego psychiatrze, doktorze Hannibalu Lecterze. A także o śledztwach, które Will przeprowadza dla FBI, co wpływa na jego psychikę do stopnia, w którym musi konsultować się z lekarzem w stałych terminach.

Całe piękno, napięcie oraz finezja serialu wiąże się z faktem, iż widz wie dużo więcej niż bohaterowie. Nie daje się więc zwodzić tak, jak oni i doskonale widzi każde posunięcie na szachownicy, które Hannibal skrupulatnie przeprowadza w każdym odcinku. Cytat z tytułu wpisu jest zresztą doskonałym tego przykładem, gdyż jeden z bohaterów wypowiada te słowa szczerze w nie wierząc. Widz natomiast doskonale zdaje sobie sprawę, iż partykuła „nie“ jest zupełnie zbędna dla ukazania prawdziwego sensu tego zdania.

Serial przyciąga także swoim statecznym, wysubllimowanym stylem. Opanowaniem bohaterów oraz precyzją ukazania zbrodni. Pisząc o tym elemencie warto zresztą wspomnieć o dużym nacisku na efekty gore wprowadzone w serialu. Morderstwa przedstawione na ekranie są wyjątkowo krwawe i realistycznie ukazane. Aż dziw bierze, że takie rzeczy można pokazywać w publicznej telewizji. Co zresztą znamienne – w miarę postępowania serialu coraz łatwiej jest nam oglądać kolejne zwłoki, jak gdyby proces, który zachodzi w Willu – „zmuszam się, by oglądać dalej“, mimo że żeby to robić, muszę ciągle brać leki – zachodzi także w widzu. Powolna postępująca desensytyzacja, jako mechanizm obronny dla szoku powodowanego krwawymi zbrodniami.

Pisząc o serialu na początku jego emisji byłem zaintrygowany relacjami między bohaterami. Te są bowiem wyjątkowo interesujące i rozpisane w ciekawy sposób. Współzależność bohaterów oraz ich wzajemny wpływ na siebie stanowią jeden z głównych motorów napędowych serialu. Po drugim odcinku obawiałem się o jego proceduralność i skupienie w każdym odcinku na „sprawie tygodnia“. Na szczęście szybko okazało się, że model „Hannibala“ jest inny. Każda ze spraw była powiązana ze sobą i miała swój wpływ na psychikę Willa. To właśnie on oraz jego zawirowania psychiczne stanowią najważniejszy aspekt serialu, który tak mocno przyciąga uwagę. To oraz wszelkie manipulacje przeprowadzone przez Hannibala Lectera, który z niezmiennym opanowaniem i spokojem podejmuje się coraz ryzykowniejszych przedsięwzięć, nigdy nie zdradzając swoich prawdziwych intencji.

„Hannibal“ to także bardzo dobre, choć minimalistyczne aktorstwo. Mads Mikkelsen w roli Doktora Lectera sprawdza się wyjątkowo dobrze. Zawsze jest wyjątkowo opanowany, nie okazujący emocji, a jego zachowania zawsze są wykalkulowane. Partnerujący mu Hugh Dancy wypada intrygująco w kontraście, gdyż wyjątkowa zdolność empatii, która pozwala mu wykonywać swój zawód, sprawia, że mężczyzna ma szansę odegrać szerokie spektrum emocji. Fakt, że przeważają w nich emocje napięcia, stresu oraz niepewności co do własnych spostrzeżeń, wynika już z tego, co się bohaterowi przydarzyło. Laurence Fishburne jest niezły, choć jego bohater potrafi nieco irytować, skupiając się jedynie na własnym interesie, ignorując potrzeby innych, a kobieca część obsady wypada jedynie przyzwoicie. Na nieco większą uwagę zasługuje Gillian Anderson, gdyż jej bohaterka jest równie opanowana co Lecter, co w pewnym momencie zaczyna być nieco podejrzane.

Wszystkie wspomniane elementy sprawiają, że „Hannibala“ ogląda się jak najlepszej klasy thriller. Serial Bryana Fullera pokazuje też jak bardzo seriale są w stanie konkurować z filmami kinowymi, częstokroć wyprzedzając je nawet poziomem. A choć „Hannibal“ nie jest idealny, to na wysoką ocenę 8/10 zdecydowanie zasługuje. Zaletą serialu jest także fakt, iż ogląda się go jak serial płatnej stacji kablowej, z taką precyzją i pieczołowitością został on wykonany.

Co wyjątkowo ciekawe – pierwszy sezon kończy się w momencie, w którym cały serial spokojnie mógłby się zakończyć. Nie dostajemy szczęśliwego zakończenia, ale takie, które ukazuje cały kunszt Hannibalowego sposobu myślenia i bycia. Co więc czeka nas w sezonie drugim? Tego dowiemy się już wkrótce, 28 lutego.

PS. Recenzja pierwszego i drugiego odcinka oraz moja relacja ze stołowania się w stylu Hannibala Lectera ;)

PS2.Ach, no i TO zakonczenie odwracające jedną ze słynniejszych scen filmowych. #GoodJobEveryone! :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii TV Shows

 

Stoker – Psychoza 3.0?

09 maj

Stoker“ w reżyserii Chan-Wook Parka jest filmem, który przyciąga swoim gęstym, wysublimowanym klimatem sączącym się z każdego kadru. Obrazem, który przykuwa niezwykłym sposobem prowadzenia opowieści – niespiesznym, a jednak silnie skupiającym uwagę i budzącym emocje.

Opowieść o rodzinie Stoker, rozpoczynająca się pogrzebem głowy rodu oraz niespodziewanym przyjazdem brata nieboszczyka, o którego istnieniu mało kto wiedział, swoim stylem przypomina „Psychozę“, majstersztyk Alfreda Hitchcocka. Zarówno tutaj, tak jak kiedyś tam,  przez większość czasu nic szczególnego się nie dzieje. Jednak owo „niedzianie się“ podszyte jest tak ogromną dozą emocji, niedopowiedzeń i podskórnego napięcia, że ogląda się je z nieskrywanym zainteresowaniem. Ta mieszkanka thrillera, horroru i dramatu psychologicznego, dzięki perfekcyjnemu wykonaniu, przykuwa uwagę drobnymi gestami bohaterów, małymi zmianami w ich zachowaniu, czy nieustanną grą spojrzeń między nimi. To również film niezwykle silnie oparty na formie – przemyślanej i wyrafinowanej. Gra świateł i luster, ustawienie sceny, czy zmiany wewnątrz kadru  – wszystkie te elementy zostały dopracowane w najdrobniejszym szczególe, dając efekt niezwykłej elegancji. Widać tu bardzo sprawną reżyserską oraz operatorską rękę, które panują nad każdym detalem. Każdy element znajduje się tutaj nieprzypadkowo, posiada swoje znaczenie i cieszy oko. Dość powiedzieć, że znalazło się tu nawet miejsce dla znaczącej sceny pod prysznicem, choć jest ona kolejnym odnośnikiem podobieństwa stylistycznego, a nie bezpośredniego nawiązania.

Obraz posiada również cechę wspólną z niedawną produkcją telewizyjną nawiązującą do słynnej „Psychozy“. Mowa o „Bates Motel“, serialu opowiadającym o młodości Normana Batesa. Obie produkcje posiadają pewien wspólny problem. Jedną z niespodzianek, które serwuje ich seans jest bowiem… czas akcji. Wygląd domu, miejscowości oraz stroje bohaterów pokazują pewne zastygnięcie w czasie, wyraźnie odwołujące się do stylu lat 60. Jakież jest więc zdziwienie, gdy okazuje się, że akcja rozgrywa się współcześnie. Jest to zabieg zbędny, nie wnoszący nic do fabuły, która spokojnie mogłaby się rozgrywać w bezczasie, który zapewniają przestarzałe dekoracje i który zapewnia lepszą uniwersalizację przesłania. Wydaje się wręcz, że umiejscowienie akcji w konkretnej dekadzie i roku, było zamysłem dodanym później; elementem, którego nie było w pierwotnej wersji scenariusza. Jest ona bowiem nieznaczącą informacją, powodującą jedynie dysonans, nie posiadając jakiegokolwiek uzasadnienia.

Scenariusz obrazu wyszedł spod pióra Wentwhortha Millera. Tego samego Wentwortha Millera, który przez cztery sezony wcielał się w przykładnego brata, który za cenę własnej wolności zdecydował się uratować członka rodziny od niesprawiedliwej kary. Skrypt gwiazdy „Prison Break“ również opowiada o nietypowych relacjach rodzinnych, które podszyte są ogromną dozą niewypowiedzianego, niedookreślonego napięcia. To właśnie relacje niosą tę historię do przodu, sprawiają, że ogląda się ją tak dobrze. Opowieści nie brakuje także elementów symbolicznych. Niezwykle ciekawe są w szczególności zagrania związane ze zwierzętami: pająkiem oraz muchami. Te zależne od siebie istoty są silnie powiązane z konkretnymi bohaterami oraz ich nietypową zażyłością. Niezły scenariusz to jednak jedynie zalążek wysokiego poziomu dzieła. Warto raz jeszcze pochylić się nad niezwykle sprawną reżyserią Chan-Wook Parka oraz jego operatora Chung-Hoon Chunga, którzy z niezwykłą precyzją prowadzą swoją opowieść. Historia intryguje, wciąga i skupia wzrok. Spokojna intsrumentalna muzyka Clinta Mansella dodaje tylko nastroju, a scena wspólnej gry na pianinie to jeden z najciekawszych momentów całego obrazu.

Ciekawe jest też aktorstwo. Mia Wasikowska jako India Stoker jest nietypową, cichą dziewczyną o długich ciemnych włosach, którą trudno rozgryźć i w pełni zrozumieć. Jej osoba intryguje więc widza, który nie wie czego można się po niej spodziewać. Bohater Matthew Goode‘a budzi zainteresowanie kobiet na ekranie oraz samej widowni. Jego elegenacja, nienaganne maniery i nienonszalancki styl bycia oraz przeszywający wzrok i gra spojrzeń, którą prowadzi z innymi, każą przeczuwać, że pod tą „grzeczną“ powłoką kryje się coś bardziej dzikiego i nieokiełznanego. Ciekawie wypadła Nicole Kidman, której przyszło zagrać oziębłą i wyniosłą kobietę, nie potrafiącą nawiązać wspólnego języka z córką. Aktorka sprawdza się w takim repertuarze, więc wpisała się w rolę, jak i cały klimat filmu. Miłym dodatkiem było pojawienie się na ekranie młodego aktora, który zaskoczył swoimi umiejętnościami w niedawnych (wyjątkowo udanych) „Pięknych Istotach“. W „Stokerze“ jego rola jest mniej znacząca, lecz aktor wypadł równie ciekawie. Na dodatek Alden Ehrenreich mówi już bez wyraźnego południowego akcentu.

Wszystkie elementy składowe sprawiły, ze „Stoker“ przyciąga swoim dusznym klimatem, dotykając problematyki rodzącej się fascynacji oraz nietypowych zależności rodzinnych. Dzięki sprawnej ręce reżysera ogląda się go z wyjątkowym skupieniem i atencją, które każą chłonąć każdy kadr.

Ocena: 8/10

PS. Stylistyczne nawiązania do Hitchcocka mogą wynikać też z faktu, iż tematycznie „Stoker“ jest obrazem zbliżonym do „Shadow of the Doubt“ z 1943 roku, w reżyserii… Alfreda Hitchocka właśnie.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Movies

 

WhatUp, (New) TV Shows, part II: Serial Killers

02 kwi

Seryjni mordercy są w modzie! – tak przynajmniej wynika z nowej ramówki amerykańskich stacji telewizyjnej, w której znalazły się aż dwa seriale inspirowane słynnymi filmami, znajdującymi się w ścisłym kanonie amerykańskiej kultury. Mowa o produkcjach – „Bates Motel” i „Hannibal„. Miałem przyjemność zapoznać się z oboma tytułami, udało mi się nawet napisać o nich kilka(dziesiąt) słów. Zapraszam zatem do lektury. :)

Bates Motel

„(…) Pierwszy odcinek dostarcza wielu wrażeń wszelkiej maści. Nad serialem unosi się klimat tajemnicy, a twórcy umiejętnie grają z widzem, raz po raz podnosząc poziom napięcia. Niezwykle umiejętnie rozłożono akcenty, by je budować. Szczególnie wyraźne jest to w scenie w łazience, gdzie z niezwykłą precyzją pokazuje się wymianę zdań między czwórką bohaterów. Scenarzystom udało się ponadto w interesujący sposób zarysować podstawę intrygi, która ma szansę rozegrać się „tuż pod nosem bohaterów” (przedziwny epilog, nawiązujący do znaleziska w motelowym pokoju).

(…) Co znamienne – „Bates Motel„, mimo że opowiada o młodości Normana Batesa (chłopak ma obecnie 17 lat), rozgrywa się… współcześnie. Bohaterowie posługują się dzisiejszą technologią i słuchają takiejże muzyki. Na razie tylko w tych elementach widać owo uwspółcześnienie. Cała scenografia i lokalizacje znane z „Psychozy” sprawiają wrażenie „zawieszonych w czasie”, więc tak naprawdę akcja mogłaby rozgrywać się w dowolnym momencie historii. Wybór czasów współczesnych wydaje się jednak nieprzypadkowy i pewnie wkrótce przekonamy się, do czego będzie służyć twórcom.

(…) Uwagę w premierowym odcinku najbardziej przyciąga wyśmienite aktorstwo. Vera Fermiga i Freddie Highmore od samego początku posiadają niezwykłą, namacalną chemię. Tak mocną, że momentami ich relacja nie przypomina nawet zwyczajnych stosunków między matką a synem. Ich wspólne sceny nie rozgrywają się tylko w fazie wyraźnych słów i czynów, ale także poprzez subtelne gesty, które zdają się mówić o niej dużo więcej niż wszelkie deklaracje. Ważna jest w szczególności scena, gdy matka pokazuje Normanowi ich nowe domostwo. Chwyta go wtedy za rękę i z uśmiechem na ustach biegnie w podskokach w stronę domu. Chłopiec się ociąga, idzie powoli i – co najważniejsze – próbuje wyrwać dłoń z uścisku. Jest to gest znamienny, jakże charakterystyczny dla tej niecodziennej relacji. Chłopak chciałby się z niej wyrwać, a jednocześnie kurczowo jej trzyma. Vera Fermiga błyszczy na ekranie, z niezwykłym wyczuciem ukazując dominującą naturę swojej bohaterki, a także tendencje do kierowania każdym krokiem syna oraz stosowane środki emocjonalnego szantażu, którymi wywiera na niego wpływ. Pierwszy odcinek wyraźnie zarysowuje jej szybką zmienność humorów, co na pewno nie będzie bez znaczenia w dalszej części opowieści.

Ocena: 8,5/10

Pełny tekst po kliknięciu w zdjęcie

 

Hannibal

„(…) Nowa wersja opowieści o Hannibalu Lecterze skupia się na wcześniejszych latach życia słynnego lekarza, gdy był jeszcze szanowanym i wziętym psychiatrą. Przybliża tym samym okres jego współpracy z FBI przy łapaniu brutalnych morderców. (…)

Mimo że w pilocie gros uwagi poświęcony jest Grahamowi, sam Lecter oczywiście też się pojawia i to w wielkim stylu. Hannibal wielokrotnie dokonuje w tym odcinku aktu konsumpcji, poprzedzonego przyrządzaniem jedzenia. Najważniejsze, że potrawy, które przygotowuje Lecter nie pozostawiają złudzeń, co do źródła swojego pochodzenia. Największą uwagę przykuwa moment, w którym pracownicy FBI zebrani nad ciałem ofiary mówią, że kobiecie brakuje płuc. W krótkiej przebitce widzimy wówczas Lectera, który przyrządza mięso, rozłożone na półmisku dokładnie na kształt tego organu. Przypadek? Takich zagrań jest zdecydowanie więcej. Każde stanowi subtelne mrugnięcie okiem w stronę widza, ale jest także elementem większej filmowej układanki odniesień. Tworząc serial o nowych przygodach dobrze znanego bohatera, trzeba robić to umiejętnie i z wyczuciem. Twórcy „Hannibala” wykazali się jednym i drugim. Ich dzieło ogląda się z naprawdę wielkim zainteresowaniem.”

Ocena: 8-/10

Pełny tekst po kliknięciu w zdjęcie

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii TV Shows

 
 

  • RSS