RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Music’

Fall Out Boy + Linkin Park in Wrocław

24 wrz

Czasowy powrót na polską ziemię przywitał mnie nie lada niespodzianką. Oto dzięki szczęściu zaprzyjaźnionej blogerki z QOHamKino, miałem okazję udać się do Wrocławia na koncert Fall Out Boya oraz Linkin Park. Nie byłbym sobą, gdybym nie opisał tego wydarzenia choć w kilku słowach, także zapraszam na relację z tegoż koncerciwa.

Koncert Fall Out Boy zamiast zaspokoić apetyt na występy na żywo zespołu, jedynie go wzniecił i już czekam na ogłoszenie ich własnego koncertu, w jakimś klubie, najchętniej w Warszawie (Stodoła?). Panowie zaprezentowali się bowiem z wyjątkowo korzystnej strony, grając żwawo, energetycznie i z werwą! Mogliby mieć wprawdzie nieco lepsze nagłośnienie, gdyż momentami wokal ginął gdzieś pod przykrywką gitar, ale na szczęście przez większość czasu Patrick i spółka byli odpowiednio słyszalni.

Chłopaki z USA zagrali godzinny koncert, wypełniony hitami z całej dyskografii zespołu. W setliscie znalazło się nawet miejsce dla ich doskonałego coveru „Beat It„, nie wspominając już o dwóch kawałkach, które otworzyły im drogę do światowej sławy – „Sugar, We’re Going Down” oraz „Dance Dance”. Na przykładzie tych kawałków można zresztą zobaczyć/usłyszeć, jak Fall Out Boy ewoluował przez lata. Gdy w 2005 roku Pete Wentz i ekipa prezentowali ten kawałek, Patrick Stump nie potrafił w zasadzie śpiewać. Magia „Sugar, we’re going down” polegała raczej na ich nieposkromionej młodzieńczej energii i niezłych riffach, a nie ponadprzeciętnym wokalu. Utwór, wykonany na żywo, po wielu latach od debiutu, prezentował się już doskonale. Odchudzenie wizerunku Stumpa dobrze wpłynęło tez ja jego predyspozycje wokalne.

Zespół zagrał większość kawałków z najnowszego wydawnictwa „Save Rock and Roll”, jak również zaprezentował najlepsze kawałki w swojej karierze. Rozpoczęło się, tak jak najnowsza płyta – od utworu „Phoenix„, który dobrze zwiastował energetyczną bombę wieczoru. Następujące niedługo potem „Alone Together” utwierdziło tylko publiczność w rockowej mocy zespołu,  a dynamiczne i bezkompromisowe „I don’t care” jeszcze mocniej ugruntowało tę opinię. Moje ukochane „Just One Yesterday” wybrzmiało natomiast mniej więcej w połowie koncertu, niosąc ze sobą moc energii oraz lekko inną, nieco wolniejszą aranżację. Nawet partie wokalistki Foxes w wersji Patricka posiadały odpowiednią moc. Mimo, że nie był to high-point koncertu (na płycie ten kawałek brzmi jednak o nutę bardziej epicko), zdecydowanie był jednym z pozytywniejszych momentów wieczoru. Jeśli zaś o high-pointy chodzi to waham się między wykonaniami „Beat It„, a „Dance Dance”, które chyba rozruszały publiczność najbardziej.

Całość zakończyła się mniej więcej po godzinie w rytmach dynamicznych „Thnks Fr Th Mmrs” i „Saturday”, które świetnie puentowały wyśmienity występ. All in all, występ Fall Out Boy był świetną przystawką do równie udanego i równie energetycznego koncertu Linkin Park. Mam nadzieje, ze udało Nam się zarazić ich miłością do polskiej publiki, i tak jak Linkin Park na stale wpiszą nasz kraj na swoja listę.

Fall Out Boy, Thks Fr Th Mmrs!

And Pete – Happy BDay!

Wraz z nastanie mroku nadszedł jednak czas na główną gwiazdę wieczoru, czyli kwartet/ kwintet(?) chłopaków z USA. Linkin Park zaczęli z grubej rury, już w drugim kawałku oferując „Given Up”. Tłum już od pierwszych nut był niezwykle rozochocony, chłonąc każde słowo i wers, padające ze sceny. Widać, że zespół ma w Polsce oddanych fanów, dlatego tak chętnie często przyjeżdża do naszego kraju.

Bardzo fajnym pomysłem było remixowanie swoich piosenek, dodając im dubstepowego edge’a, jak i mieszanie fragmentów swoich kawałków, by utworzyć zgrabne mash-upy. Tłum oszalał z radości, gdy z ust Mike’a Shinody poleciały linijki najlepszej piosenki jego drugiej grupy, Fort Minor, „Remember The Name„, która wklejona była w trzy-utworowy segment jego niezależnych dokonań, zaprezentowany przez wokalistę w pewny momencie koncertu.

Numb” z preludium w postaci melodyjnej inkantacji Jaya-Z (tutaj wykonywana przez Shinodę) również zebrał jedne z najgłośniejszych braw. Środek setu stanowił natomiast zbitkę nieco spokojniejszych piosenek z dokonań zespołu. Utwory, takie jak „Shadow of day”, „Leave Out All The Rest”, czy „Castle of glass” (w nieco zremiksowanej wersji) wypełniły tę część koncertu. Stanowiły mila chwile oddechu przed szaleństwem, które miało nastąpić na koniec, a które rozpoczęło się wraz z zagraniem kawałka „Faint”.

Zabrakło mi wisienki na przepysznym torcie w postaci „Nobody’s Listening„, jednego z moich ulubieńców na ich najlepiej przyjętej „Meteorze”. Pod koniec rzucili również w widzów podpalonym dynamitem, reprezentowanym przez takie kawałki jak świetne utwory „Transformersowe„, czyli „What I’ve Done” i „New Divide”. Na sam koniec Amerykanie dali widzom wspaniale „Bleed It Out„, które umożliwiło fanom odkrycie w samym sobie wewnętrznego wybuchowego zapłonu. Szal, jaki odbył się pod scena jest aż nie do opisania słowami i „Bleed It Out” zdecydowanie należy do jednych z najlepszych wystąpień tego roku. Sam koncert również wpisuje się na moją listę najlepszych wydarzeń na żywo.

Kolaboracja Linkin Park z Fall Out Boyem okazała się strzałem w dziesiątkę, gdyż ich wspólny koncert ukazał jak w zasadzie bardzo zbieżne stylistyczne są to grupy. Operują podobną rockową stylistyką, a ich kawałki potrafią wywołać podobne emocje.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Music

 

Roskilde Festival 2014 – Day 5-8

14 wrz

MAIN DAYS

Outkast

DAY 4 #GoOrangeBeforeYouGoHome

I miss yesterday’s post and now I feel too tired to post about today

So let me just tell you this – THE Rolling Stones are one classy act, energetic, fun, great contact with the audience, speaking danish, reminescing about the good old days of the first Rosklide Festival, which they were playing at. (Reminescing about playing at Tivoli too). Simply amazing. One of the best concert memories ever! One class act, nothing compares! I even teared up a little at the end when they played Satisfaction! PURE AWESOME!

The Rolling Stones

DAY 5

What a nice day! Sunny, warm, less crowded than during The Rolling Stones day. Saw some nice bands too

Dilated Peoples

Very nice hip-hop group, whose song about war was the highlight of the set. Chilled back and relaxed vocals

Warpaint

With a name like that I wasn’t expecting a relaxed pop music sung by girls. Very uplifting and nice And one of the singers looked a bit like Kirsten Sterwart, especiallly when she was playing with her hair.

I also really like the poster which they had in the back.

HAIM

Again very uplifting and optimistic music, performed by three girls and two guys. Light-rock rhytms, nice percussion work made by both the main drummer and then one of the Haim sisters. Pretty decent show, which left a smile on our faces.

Deftones

Rock with the Wolfmother heavinness (or rather lightness), which was a nice backdrop for the chill-out session on the grass before the craziness of the rest of the day. Good show, but not really staying long in my mind after.

Damon Albarn

Very good show, accompanied with Gorrilaz and Blur songs, which for me had the best part with singing Kids with guns at the beginning of the set. Guests visiting the stage who helped Albarn play the most famous Gorrilaz songs (Clint Eastwood and Feel Good) were definitely one of the most amazing moments as well. (Especially during Clint Eastwood I felt like transformed back to my childhood, when I first heard this song and danced around to it in my living room. Oh, the power of music). Albarn was definitely one of the best acts of the day, although…

… detronized by Rob Zombie, whose raw rock energy, intriguing dance moves and funny stage jumps, alongside his nice contact with the audience (although including screaming at them: You say „Rock”, you say „Mother-fucker”) gave us the amazing experience and lifted the band to #1 of the day. Raw energy and shitload of positive emotions. That’s how you roll! Amazing. I dig it so much! Have some albums to catch up too after the show.

The day ended with Trentemøller, Danish electronic act, which had really different approach to music, everchanging from decent to boring tunes made by band on stage. Mostly without music, just industrial noise sometimes it captivated the attention and sometimes it just bored to death. Weird setlisting decision, but overally, during better songs I can see why Danes are so proud of the guy.

Rob Zombie

DAY 6

Oh man, what a day! I feel completely and utterly stimulated, danced like crazy, jumped even craziers and generally fell madly in love with the Festival. And all this because of one band!

But first things first, let’s do it chronologically

Bottled in England

Very nice rock-electro Danish band that captivated the audience near Apollo stage, one of the nicest looking stages here (it is shaped as a big pumpkin). Very catchy, upbeat electronic sounds!

Psyched Up Janis

Danish rock band that was nice, but nothing really special as I didn’t really remember now much from them. I was already there to wait in line for the Artcic Monkeys

Manu Chao La Ventura

Manu Chao was really nice with their music, but in the midst of all the crazinness that went after them I don’t really know what to say about them now. They were nice, but didn’t stay in my mind so long. Apparently.

Arctic Monkeys

Arctic Monkeys

The star of the night, the major headliner for which I waited impatiently to see, as their new album rules extremely hard in every corner of the universe. They started from the high note, playing „Do I wanna know?”, one of their major hits, followed by „Snap out of it”, my favourite song off the new album „Arabella” and my all time favourite „Brianstorm”. So perfect beginning! Dynamic, energetic, full of positive energy. I even stayed close to the stage, so I saw everything, but due to the fact that the metal barrier was in front of me and nobody really crashed into me, as people were only tad bit crazy with their dance moves left me a bit understimulated in the next part of the concert, filled with a bit slowed down version of their songs. Perfect example comes in the shape of „Why’d you only call me when you’re high?”, which normally is very dancable, but in the slowed-down live version it was a bit „listen to the music” than dance to the music. Which was interesting choice, although again – understimulating a bit. They played most of their major hits and most of the perfect music from „AM”, although they didn’t have this much contact with the audience. Sometimes they screamed stuff and seemed happy, but generally they left (of Alex left) a feeling of being a bit too full of himself. Having had seen the three times now, it is funny to see the progress of his behaviour. The first time around, in … they felt like a humble little band, that just wanted to play music. Last year they were just confident and having very good contact with audience. This time around Alex was a bit too cocky, fixing his hair and stuff, whilst having just good enough contact with audience, which you canot really call perfect.

All in all – it was a good show, but not as great as I expected. Maybe part of the blame is in the audience itself that didn’t get as crazy as I expected. The show from last year stays the best Arctic Monkeys concert I attended to. This years was simply nice, but lacked overstimulating cherry on the top, which would make me talk about it for weeks to come. It was simply good!

(Side note: Or maybe I am just exagurating. after all Alex said: See you in the Dance Tent in the end. (Although no idea were that is :P)

All of my complaiints about understimulation, so-so contact with audience and generally all bitching around i just spirylle in the paragraphs above, got their full anwser in the name of Major Lazer, whose concert was one of THE BEST THINGS to happen at this festival. Energetic as fuck, people went ballistic witht the craziness and the band had such an amazing contact with audience that they literally did everything you can do with a concert audience. Mosh-pits, running circles (tsunami’s and running tsunami’s as they called them), undressing the audience, telling them to throw their T-shirt away to the other side of the stage, who will jump the highest contests, calling a person from the crowd on stage to dance his ass off to make a country proud, letting that guy lie on the ground while girls dance on top of him and then sending him via crowd-surfing all the way back to the end, high-fiving the audience while running to them, kissing the audience while visiting them near the stage and, probably most importantly… running ON the audience in a giant ballon ball. Man, shit went down on this concert and I felt energetic as ever, smiling all the time and enjoying every last bit of it.

Major Lazer were a bomb that exploded on the Orange Stage and gave people energy for a long while. You could almost feel the endorfins above the stage, it was that level of awesome! Their show filled with amazing danceable music, accompanied with their hit songs that stay in your head long after you have heard them made this concert the best one yet at the festival and made me completely, head over hills fell in love with the Festival. THAT.WAS.FUCKING.AMAZING I want more!

Sleigh Bells

The night ended with a surprise twist. While walking to the exit, I heard this band playing and they immidiately caught my attention. Rock with electronic elements filled the speakers in the Arena and I stayed to hear their music till the end of the set. And man, what an awesome music it was. A mixture with rock riffs and electronic tunes, accompanied with nice powerful vocals gave this show a really good atmosphere, which I was completely drawned into.

My discovery of the day, definitely and a perfect way to end an amazing day! Tak For Det!

Arctic Monkeys

DAY7

(or actually, counting Sunday as #Day1, #Day8)

Ah, what a beautiful, beautiful day! After falling in love head over heels (and apparently walking some hills too) with the festival and having endorfin-rush from yesterday, I enjoyed the festival to the fullest.

It started easy, with a performance of Deerhunter, which was okayish, but nothing really major. It started nicely, with cool rock beats, but then went into more boring repetetive territory, so in all it didn’t captivate my attention that much. One funny thing worht mentioning is the fact that the bandmembers, travelling from US completety ate up one day all the time thinking that today (or Sunday to be more precise) is the 5th of July.

Then came the moment I have been waiting for with impatience – the Kasabian concert.

Which was fucking amazing and I was right in front of the stage People could have been a tad more into it, as at some parts I was the only one around me jumping around and screaming the lyrics, but other than that – perfect show in full sunshine. Great energy coming from the band who played an amazing set filled with great music. Eez-eh was amazing live and this time around the song which stuck in my head after was Stevie. (Which is a nice foreshadowing for the rest of the night, but about this in a second). My favourite from the last concert – Days Are Frogotten was dedicated to Jack White and sounded as good as always. I even got my other favourite to be played. Re-Wired was omitted from the Warsaw show, but here it was played in it’s full glory. Both singers had an amazing contact with the audience, persuading us to jump as high as we can, going down on the ground and even dedicating songs to people in the crowd. There was no mosh-pits though as there was not enough people for it.

Either way the concert was amazing, fulfilled all my wishes and now I am even more in love with the group and I await another visit from them in the future. Great performance, also from the visual point of view. A big screen behind the stage showed different words in black/white and pink, the colors of the new album. Visually stunning performance, which ended with Tom singing „I just called to say I love you” acapella Very nice touch!

Kasabian

MO

Apparently the whole crowd was listening to the Danish singer Mo rather than going for Kasabian, as when we went to the tent stage where she was playing it was crowded as fuck. The singers raw energy, nice vocals and interesting pop-rock music gave away why it could be like this. The girl is a nice energetical force, whose songs are really easily likeable. Nice performance, although I don’t get why would you see her, when you could have seen Kasabian at the same time. I mean – what the crowd?

The song that stuck in my head was a nice foreshadowing as the most emotional concert of the day was the performance of Stevie Wonder. He gathered an enormous amount of people in front of the stage and sang in unison with them his most famous hits. I had a tear in my eyes while songs like „I just called to say I love you” played, as I really have heard them all my life. Stevie is this kind of legend. He also had a great contact with audience, letting men and women sing different parts of the song. It was a sunny, optimistic and very uplifting performance, with few speeches about equality as well as things like: It is understandable that a man has more than one woman. Very decent, emotional show. True highlight of the day!

Jack White who finished the festival was awesome as well. Coming in as a replacement for Drake, he made an amazing upgrade to the festival’s line-up. „When Drake’s doctors called us (I don’t know if you know, but we share the same doctor” and asked us if we want to play, we said Of course we wanna play Roskilde. Why didn’t you ask us before? ” He gave a solid rock performance, showcasing some of the hits from The White Stripes and The Racounters, as a addition to the solo stuff he was presenting. And ending the set and the whole festival with the Seven Nation Army was an amazing way to finish an amazingly crazy week. Stellar performance, which showed the depth of White’s voice and his overall likeabillity. He was just amazing with the crowd. True showman!

Overall I really enjoyed the whole festival, feel like this was an amazing and unforgettable experience .

TAK FOR DET (or should I say TASKI HEJ) Roskilde Festival, it was amazing!

160 thousand people on Stevie Wonders concert.

It was so crowded I was far out from the stage (which can be seen on the left, behind the trees, where this white flag is)

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Music

 

Roskilde Festival 2014 – Day 1-3

14 wrz

The time has come for the short recap of Roskilde Festival, my first international festival. 8 days of fun and music in the sunny (during that time) Denmark. So without further ado, let’s crack this baby! ;) (This post is a collection of Facebook status updates made during the festival itself, so it’s the freshest account of my high-flying emotions during that period). :)

INTRO DAYS

DAY 1

#GoOrangeBeforeYouGoHome – That’s exactly what I’m doing, being in Roskilde for Roskilde Festival

1st day impressions – organisational madness (Madness, I tell you), many, many people, much trash everywhere, cool people riding rollerblades in rollerblade area, some nice DJ set as the opening act for the Festival. And many happy, smiley people!

I feel it’s gonna be an amazing week! Oh, and the Twitter Page of Roskilde Festival even posted a photo of me today (it’s not me on the skateboard though).

DAY2

Today was awesome! Saw many live bands, which were really amazing (more on that later), collected cans to earn the ticket I bought, survived the rain under one of the stages and met some nice random people! I also enjoyed the way the Apollo stage looks like – like on big pumpkin. Funny stuff. Walked shitload as I did not use any public transport today and enjoyed every minute of it!

Now onto the bands

Blaue Blume

Stylistically they were like Everything Everything, with the high-pitched voice and popish music. Nice, good concert for the sunny beginning

The Divers (!!)

My choice of the day and the band I have to follow more thoroughly now. Danish, playing pop-rock like from 80s with electronic parts, which brough me very positive energy. I also noted a funny lyric from them: ”I think I sit on a shell in hell”

We Are The Way For The Cosmos To Know Itself

This name rules, the band itself was only good! Electronica all the way through, I would describe it as „weird”, but allowing to dance and enjoy!

Pandreas

Electronic DJ, whose music sounded like he put one song on repeat. One word: NO! (Maybe in the sun it would strike me better than in the beginning of the rain period though)

Sloa Kivnar

Rock energy all the way through, very dynamic, very upbeat, very uptempo. Fun, fun, fun! Nod your head and stuff, guitar riffs and raw female vocal. Nice!

Jaako Eino Kalevi

Very nice, very danceable, pop-electronica with elements of funk. Catchy and nice. Last concert we saw today and it’s high point was the excessive use of fog, which at some point made it look like we were in a tent. Nice visual feeling!

Alright then, that’s a wrap for today! TFD, Roskilde (or actually tusend fucking tak, Roskilde, as the rappers said yesterday!)

DAY 3

I feel like I want to write something, but am too tired to do so. (I have spent 10 hours on Festival site :D)

Either way Mont Oliver my choice of the day – very good, very catchy electro-pop, the first band at Roskilde Festival worthy of my whistling. Also (for now) the most crowded one!

Second choice – My Heart The Brave

Very nice Danish pop band, which also romances with electronica. Very danceable and giving people red heart-shaped baloons was a nice touch.

The rest?

Tildige Armband (aaa, don’t really remember :P), Communions (rockish) Unkwon (NO, no, too much DJs electronica. noisey rather than dancable ), Kindred Fever (fun! rockish-popish, nice), RA (rockish, okayish), Say Lou Lou (nice pop, but the volume was waaaay to loud for this type of music. nevertheless – falls out of mind quickly), Fortress (very nice rock-rock band, which i unfortunately saw only one song).

All in all – good day either way! #Sunny

Goodnight!

PS. Funny bonus off Rosklide Festival’s Twitter page

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Music

 

Music of August

13 wrz

No introduction necessary this time I guess. I present to you new batch of awesome music, (re)discovered last month! ENJOY! :)

Ain’t No Mountain High Enough Marvin Gaye feat. Tammi Terrell

Tune straight from the „Guardians of the Galaxy” movie. In other words song called – I dare you not to be emotional while watching the montage with the scene this song is presented in. Pure emotional gold! :D


Hooked on a Feeling Blue Swede


Cherry Bomb The Runaways

Another awesome track out of the „Guardians of the Galaxy” playlist and an amazing reminder of a classic song, introduced in my life by the great teen show called „The O.C” (incidentally also staring Chris Pratt)

Riptide Vance Joy

Just an awesome song heard on the radio. I like it a lot! :)

Lovers on the Sun David Guetta feat. Sam Martin

TFD Hana for introducing this song to me. It started to grow on me everytime I hear it on the radio. :)

Wiggle Jason Derulo feat. Snoop Dogg

It’s very catchy (that repetetive beat in the chorus is so good), not serious and plays on the radio a lot ;)

God’s Whisper Raury

A song from the end-credits of „Lucy” and the best part of the whole movie. Nice tunes, just so! :)

 

BLAST FROM THE PAST section

Here I present to you music I was supposed to present in the previous posts, but for whatever reason I forgot. So here they are in all their glory! :)

Ready Aim Fire Imagine Dragons


Emma Imagine Dragons

I listened to both songs while randomly driving around the coastline in Roskilde, walking on the beach and stuff. Ah, good times! :)

(Bonus note: #SnobAttack. Now I actually like their stuff not from their album „Night Visions” way more than the one’s on that album (or maybe I’ve just heard them too often. (Although „Radioactive” still is my #1))

Jungle X Ambassadors

Song from Teen Wolf’s first episode. Also the song that iTunes gave me for free at almost the same time I saw the 4×01. Catchy! :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Music

 

Timberlake w Polsce

27 sie

Justin Timberlake w Polsce! – taka informacja gruchnęła kilka miesięcy temu, a ja już pierwszego dnia sprzedaży biletów stałem się szczęśliwym posiadaczem jednego z nich. Kilka miesięcy oczekiwania, kilkaset kilometrów do przejechania (z obydwu perspektyw – domowej i duńskiej) i oto nastał ten dzień. Koncert odbył się w PGE Arena w Gdańsku 19 sierpnia bieżącego roku, a ja jako jeden z 42 tysięcy fanów na nim byłem. Jak się bawiłem? Zapraszam do poniższej relacji! :)

fot. Anna Grunwald

First things first – Timberlake grał dwugodzinnego seta, wypełnionego swoimi największymi przebojami. Mimo okazałego czasu trwania koncertu, trwał on nieco krócej niż inne występy na tej trasie koncertowej – obyło się bez kilku piosenek, które artysta zwykł grywać. W szczególności zabrakło jednego utworu, ale o tym za chwilę.

Skoro zacząłem w taki, a nie inny sposób, idę za ciosem i resztę relacji rzucam punktowo. Dla odmiany stałej formy. ;)

Po drugie – Justin miał dobry kontakt z publiką, a high-pointem całego koncertu było dla mnie wyśpiewanie przez artystę i zgromadzony na stadionie tłum „Happy Birthday” dla jednej z uczestniczek koncertu, stojącej w pierwszym rzędzie, 31-letniej Agnes. Fakt, iż artysta spostrzegł kobietę, sam ją zagadał, a następnie wyśpiewał dla niej (i innych zgromadzonych pod sceną jubilatów („Yeah, EVERYONE has a birthday today!”) ten charakterystyczny utwór, w pełni mnie ujęło i jeszcze mocniej przekonało do dokonań artysty. Zwłaszcza, że zanim zdecydował się wyśpiewać znaną wszystkim formułkę, dopytał się: -„ Ale nie kłamiesz? Bo wiesz co robię, gdy ktoś mi kłamie? … Piszę o tym piosenkę”. Jako, iż słowa te działały także jako swoiste intro do „What goes around, comes around”, które zostało zagrane krótko po tym wyznaniu, JT dostaje dodatkowy punkt za dobry timing.

Po trzecie – Timberlake to człowiek czarujący, który umie kupić publiczność. Najlepszym przykładem sytuacja opisana powyżej. Równie szczere i prawdziwe wydało się też wyznanie miłości do polskiej publiczności i liczne pokłony (w tym jeden na kolanach) przed tłumem zgromadzonym pod sceną. Należy wyczuć moment, w którym można zebrać się na takie wyznania, a Timberlake zrobił to w perfekcyjnym momencie, a z jego ust wybrzmiewała szczerość i pozytywne zaskoczenie. Nawet „Gdańsk” wypowiadał przyzwoicie, choć w „dziękuji” słychać było Bjork-ową intonację tego słowa.

Po czwarte – na żywo tańczy równie dobrze co w teledyskach, dzięki czemu mogliśmy nacieszyć oczy jego specyficznym stylem, który aż zaraża do tańca innych. Choreografia była całkiem przyzwoita, back-up dancers wywijali równie nieźle, co Timberlake i wszyscy mieli ładny synchron. Artysta tańczył tak dobrze i tak dużo, że w pewnym momencie bałem się nawet, że za chwilę „odstawi Rihannę” z jej zeszłorocznego koncertu w Gdynii, która też bardziej oddawała się „tańcowi” (w tym kontekście słowo oddawała pasuje zresztą idealnie) niż poświęcała muzyce. Z ulgą więc przyjąłem, że Justin w równym stopniu świetnie śpiewał, jak i świetnie tańczył.

fot. Anna Grunwald, Michał Kaczoń

Po piąte – a mimo wszystko mógłby jednak trochę więcej śpiewać. Punkt ten wynika bezpośrednio z poprzedniego i związany jest z faktem, iż w wielu momentach najważniejsze fragmenty utworów śpiewane były przez licznie zgromadzone na scenie chórki, a nie samego artystę, co pozostawiało jednak lekki niedosyt tego przyjemnego, smooth głosu, w którym zakochały się miliony. Nie mogę jednak w pełni narzekać, gdyż wszystko to wynika z prostego faktu, iż Timberlake postawił zwyczajnie na inne rozłożenie akcentów, przez co w niektórych kawałkach to on towarzyszył chórkom, a nie na odwrót.

Po szóste – fajne akcje fanowskie – serduszko z napisem „We Love You Justin” poszło w ruch na trzeciej piosence (którą okazało się być „Future Sex Love Sound”), a więc świetnie wpisało się w setlistę koncertu, gdyż tuż po „akcji sercowej” ze sceny padło „Like I Love You”. Skandowanie „Justin Justin” też dało radę, a burza oklasków po niemal każdej „przemowie” artysty umiliła tylko obrazu całego koncertu, raz jeszcze udowadniając, iż polska publiczność jest najlepszą publicznością na świecie.

Po siódme i w sumie chyba najważniejsze – dobór utworów. Setlista była bardzo dobrze rozpisana. Żwawe kawałki następowały płynnie po sobie, w połowie setu nastąpiła przerwa na spokojniejsze, gitarowe utwory, by następnie znów ruszyć z kopyta w dalszej części koncertu. Najfajniej było, gdy wokalista samodzielnie sięgnął po gitarę i acapella, a potem z lekkim akompaniamentem spiewal swoje balladowe utwory. Zakończenie w rytm „Sexyback” i „Mirrors” było jak strzał w dziesiątkę, a brak mojego ostatniego numeru 1 – „Murder” echem przetoczyło się przez mój odbiór całego koncertu. Sprawdzając setlistę koncertu w Kopenhadze (na który miałem się wybrać, ale ostatecznie musiałem z tego zrezygnować), zorientowałem się, że muzyk zawsze gra ten utwór na obecnej trasie. Nastawiłem się więc na wersję live i przez znaczną część koncertu zacierałem łapki na TEN moment. Jakież więc było moje zdziwienie i zawiedzenie, gdy moment ten nigdy nie nastąpił, gdyż artysta zaprezentował skróconą wersję swojej setlisty. Która była zresztą niezwykle dobra i wypełniona najlepszymi momentami kariery muzyka, jednak zabrakło w niej tej kropki nad „i”, która wywindowałaby koncert do najlepszych tegorocznych wydarzeń. Niemniej jednak nie sposób nie było uśmiechać się od ucha do ucha przy znakomitym „My Love” (wraz z doskonałym intro, świetnie wyśpiewanym wraz z publicznością), dynamicznym, lekko elektroniczny (i jak najbardziej elektryzujacym) kawałkiem „Lovestoned”, czy otwierającym koncert znakomitym „Rock Your Body”. Równie znakomicie wypadło „Cry Me A River”, co zresztą możecie usłyszeć w wideo mojego autorstwa znajdującym się w tej notce.

Po ósme – przy „Senoricie” wreszcie można było przeżyc świetny moment tego utworu, czyli fragment: „I want all the guys to sing with me…”, co wykonane przez ogromny tłum zgromadzony w PGE Arenie zabrzmiało naprawdę przyzwoicie.

fot. Michał Kaczoń

Ogólnie rzecz biorąc – to był świetny, energetyczny koncert, który zapewnił mi sporo emocji, a który jednak nie trafi(ł) na topowe pozycje moich tegorocznych muzycznych uniesien. Może następnym razem? Justin wprawdzie jeszcze nie zapowiedział powrotu, ale pokochawszy Polską publiczność, co ze szczerością obwieszczał ze sceny, nie może nie wrócić. Kiedy już raz zasmakujesz polskiej publiki, chcesz wracać po więcej! :)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Music

 

Music of July

05 sie

July was the month of new CD’s coming into my hands, Roskilde Festival, which gave me a lot of new musical discoveries and the time when I came back to Poland and got my hands on Jason Mraz’s newest CD (which actually means that my whole Erasmus experience was under Mraz’s wings – I left to Denmark right after Jason’s concert in Warsaw and came back on the exact same date as his latest disc became public. Ah, how do you not love this guy? ;) ). So without further ado, here is the list of new musical discoveries made lately.

Love Runs Out OneRepublic

Newest song by OneRepublic, which acordying to the band was even recorded in Copenhagen, is a stellar song, which bring a huge smile to one’s face. It’s no „Counting Stars” (one of the best songs of 2013), but it still sounds simply amazing! :D

 

MR.A-Z’s newest CD is the slowest one yet, with the really chill slow tempo ballads, which all seem like played in the exact same style. It took me some time to like the album and for now there are only three songs on „YES!” that really stole my heart. The rest still needs a bit of work from my side ;) Nevertheless – here are my two favourites

Hello, You Beautiful Thing Jason Mraz


Long Drive Jason Mraz


O.Lover Jason Mraz

While listening to the new album and finding it a bit too on the slow side, I went back to the old albums as well and discovered some pretty nice tunes I didn’t fully discover before. One of them is the catchy and upbeat (although starting slowly and …) tune O.Lover. Favourite part? The fast finale with the „Mystic Lover” line <3

 

Battle Cry Imagine Dragons

Tune out of the Transformers soundtrack, where it took place of the ususal Linkin Park’s song. Catchy, well suited with the movie itself, clearly showcasing Dan Reynold’s intriguing voice. Although while hearing it in the movie I wondered if Chester could pull this voice off too, so I wasn’t 100% sure it was Dan (it was rather 80%). And the line „Do or Die” is a bit rip-off’y of 30 Seconds to Mars’ „Do or Die” song ;)

 

Klaxons’ new CD

Klaxons’ new effort is an interesting piece of work, which …

Out of The Dark Klaxons


Invisible Forces Klaxons


Rhytm of Life Klaxons

 

Kasabian’s new CD

Although I put some Kasabian’s song in the previous setlist, the last few weeks definitely belonged to them – playing their songs on constant repeat helped me travel thousands of kilometers and bring smile on my face every time. So I would like to continue sharing my love for the British band with you.

Treat Kasabian

After falling in love with them all over again after Orange Warsaw Festival and getting hands on their newest CD „48:13″ I couldn’t stop listening to them. Now I’ve finally got almost all CDs from their discography

Switchblade Smiles Kasabian


Bumblebee Kasabian


Doomsday Kasabian

 

Problem Ariana Grande feat. Iggy Azeala

I like this one mainly because of it’s rap parts ;)

 

Christopher isn’t a new name on this list, as I’ve presented his song „Told You So” in April and his collaboration on „Twerk It Like Miley” in June. After those events I have seen him live and what amazed me – even though he is strictly pop artist, even he sounded waaaaay better live than on the recordings and those two songs, acompanied with the two mentioned previously were definite highlights of the show. Live version of „High on Life” sounded even like something produced by Martin Garrix – something you cannot really hear in the studio version. Nevertheless – those are still pretty nice, catchy pop songs, so ENJOY! ;)

Mama Christopher


High on Life Christopher

 

PS. On the polish radio I’ve heard Undressed by Kim Cesarion and Liar Liar by Cris Cab – songs introduced few months back on the Music of the Month playlist ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Music

 

Music of June

17 lip

Sing Ed Sheeran

Welcome back, Ed to this list! ;) The newest song by the British singer-songwritter came to me as a surprise – I just heard it on the radio (actually also playing in the shopping mall) and insanteniously liked it. I didn’t realise at first that it’s even Sheeran’s song. The revelation came later, when after SounHounding it, I played it on YouTube and then got it on my phone and started listening to it on constant repeat (for at least 1,5 hours). And yet – it hold its ground and made me fall in love with it even more. It’s all because it’s super positive, upbeat song, with echoes of Mraz’s stylistic (yeah, yeah – they both are white guys playing guitars, which goes in hand with THIS joke) ;)

 

June was the month of Orange Warsaw Festival, which means I revived my love to some of my favourite artists and discovered their new material.

It is also  a good opportunity to great my dear friends, who embarked on this magnificent musical journey with me. TFD dearies! :)

Days Are Forgotten Kasabian

Not really new, but definitely the best song performed at the festival, the most energetic and stuck in mind, so a place on this list was inevitable.

eez-eh Kasabian

Amazing song from the newest album, which makes me sing and dance every time I hear it.

Temple Kings of Leon

I rediscovered new album after hearing it live and this song played around in my head few days after the show, so I decided to share it.

Don’t Matter Kings of Leon

Similar situation to one described above.

Everybody Fuckin’ Jump Blasterjaxx

One of the best songs in Martin Gariix’s setlist, which made us smile and, well, jump every time it was on. A small anthem of the festival I would even say ;)

Bad David Guetta & Showtek feat. Vassy

Song from Guetta’s setlist, which

Higher Ground TNGT

Well, I heard this song many times (one of the first times during the Bastille’s concert), but never really remembered it and so every time I heard it at parties I sounhounded it, just to be surprised that yeah, it’s the same song ;) So know, finally, I put this on the list ;) 

+ Twerk It Like Miley Brandon Deal feat. Christopher

Tune discovered at some of the campuses parties. The beat made us dance and then when we discovered it’s Christopher’s song we liked it even more. And I enjoyed it live at his concert as well ;) (More on that soonish)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Music

 

Music of May

31 maj

This time without any particular introduction. Let’s just go straight to business ;)

Black Skinhead Kanye West

Heard at the party and the beat already cought my attention. Good vibe to party hard. That’s all! ;) (TFD Jaime)

Plane Jason Mraz

A song, which I kinda omitted before, while listening to Mraz’s discography. Kinda don’t know why. But maybe it’s a better thing, since now I will always associate it with crossing the bridge from Jutland to Zeland at night. #PerfectMemory, mate :)

Speaking of Mr.A-Z – he’s new album is coming up in July, which means that my Erasmus stay will be completely revolving around my favurite artist, since the date of his Polish concert was the basis for my date of coming to Denmark.

Afraid The Neighberhourhood

Another song which was on my phone, but I never really gave it a fair try before. And now during the trip, I did and… it’s perfect! I like very much! :) (TFD Lisa)

Make Me A Bird Elektrik People

A song discovered thank to the „Hemlock Grove” TV Show. The only song worth mentioning from the show. It has a nice beat and nicely complements the scenes in the show. My style, definitely! :)

Fancy Iggy Azeala feat. Charlie XCX

Freshest song on the list. I am actually not yet sure if I even like it this much, but there is something of getting to know the song, while dancing around people, who go completely bananas after hearing it. So yeah – it kinda stuck in my head today. ;) (TFD Cihan, Sezen and Lisa I guess, since the first time I heard it was from you singing it) ;)

 

+ Music of Eurovision

May was a month of my attendence to the Eurovision Family Final in Copenhagen. During that day I watched the final show twice – one time live in the concert arena, the second time in the city, on big telebims. And it was massive amounts of fun. Mainly due to really nice crowd I was with (TFD my dear friends), but in part also because of nice-nice music playing there. So most of the discoveries made in May come from Eurovision Song Contest. The songs are liked the most are, as follows:

Moustache Twin Twin

This one is pretty funny, because as you know all it completely lost all competition, gaining crazy… 2 points in all of it. But yet – due to it’s crazy chorus it was the one song that stayed with me the longest. Funny, crazy, I dig it! Even if a girl with beard* took over all the points from the guy who waned a moustache! ;) (TFD Gulo and Kipre for this sentence) :)

Rise Up Freaky Fortune feat. Risty Kidd

Very club tune, which can play nicely at clubs

My Słowianie Donatan & Cleo

Yeah, yeah, I know, I know. But seeing them live, „selling” Poland in a show like this actually looked pretty fun. And we had lots of it, while the girls were singing, dancing and preparing butter on stage. ;) Fun stuff, just so!

Calm After The Storm The Common Linnets

While hearing it for the fist time during the Family Final, I thought it’s a really nice road song, which has no chance of winning. Well, it turned out it got a second place, which made me happy, because I really enjoyed this one! :)

Cliche Love Song Basim

I liked this one, because of the reaction of the whole crowd, which got completely bonkers after the Danish guy went on stage. :) Really positive, fun and nice! :)

I also liked parts of other songs as well. The chorus in the German one was nice, the „Power to the Poeple!” part in UK one was cool, the dubsteppy part in the Armenian one was pretty cool (although that Radioactive-stylyzed part came a bit too late in the song to fully catch the attention, after a minute it would resonate more),

As for the winning song, it was also OK, had a nice choruse line, but wasn’t strong enough to resonate in my head after the show.

Actually while watching the songs showcased above on my computer again, I definitely see how much the atmosphere of being surrounded by happy fans makes the songs way better than they are while watching/listening to them alone in the room. Also worth mentioning is the fact that I will probaly soon forget about most of those songs. Well, maybe except the „Moustache” ;)

 

+ Bonus: (TFD Urwany Film)

As the original version made its way to the blog, it’s only suiting that this nice parody will be shown here as well. ;)

Talk Nerdy To Me

 

* yeah, yeah, technically I know he’s a drag queen, but for this argument, it sounded funnier ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Music

 

The Concert Experience

15 maj

Ostatnie miesiące pełne były różnorodnych wrażeń, o których nigdy nie zapomnę. Jednymi z takich wrażeń były te koncertowe. Ten wpis wreszcie przybliży moje odczucia po najważniejszych z nich. Wybaczcie, że zMrazowiłem (słowo utworzone na potrzeby opisu sytuacji po koncercie Mraza, kiedy relacja z koncertu pojawiła się po czterech miesiącach od bytności w sali koncertowej), postaram się to jednak wynagrodzić szybkimi relacjami z trzech wspaniałych kopenhaskich występów.

FOALS (15.10.2013)

Koncert brtyjskiej grupy Foals to drugi live-act oglądany na obczyźnie. Tym razem koncert spełnił moje wszelkie oczekiwania i bawiłem się nieporówynwalnie lepiej niż na występie Macklemore’a. Może dlatego, że Foalsami jaram się nieco bardziej?

Występ rozpoczął się o dziewiątej z minutami w przyjemnym, nie-za-dużym, nie-za-małym, przystrojonym drewnianymi elementami klubie Vega. Przed właściwym występem czekał nas support w postaci grupy Say Lou Lou, którego dobór nieco nas zdziwił. Grupa brzmiała jak stuprocentowy pop, który nie do końca pasował do dokonań Foalsów. Support nie grał jednak zbyt długo, nie zrobił na mnie też szczególnego wrażenia. Był jedynie bonusem całego koncertu, który porwał tłum już w odpowiedni sposób.

Wokalista Yannis nie mówił wiele, ale i tak miał dobry kontakt z publicznością. Na szczególną uwagę zasługuje podwójna sesja crowd-surfingu z gitarą, a potem pałeczkami w dłoniach, podczas której muzyk nie przestawał grać oraz moment, w którym wokalista wspiął się na balkon i przybił piątkę ze zgromadzoną tam publicznością. Fajna, bardzo niecodzienna sprawa.

Zespół zagrał swoje największe hity, w większości pochodzące z najnowszego wydawnictwa „Holy Fire”, na czele z „My Number”, „Inhaler” oraz „Bad Habit”. Największe ożywienie i radość publiczności wzbudził jednak utwór „Two Steps Twice” zagrany na finał, podczas którego przez większość czasu widownia klęczała pod sceną, poproszona o to przez wokalistę. Wyczekując na wielki finał i wspólny energiczny podskok, wszyscy z chęcią wyśpiewywali onomatopeiczne „Pa Pa Ra Pa Pa Ra”, które zostało w mojej głowie do końca wieczoru. Było to świetne zwieńczenie wyjątkowej zabawy, jaką zapewnili nam muzycy podczas półtoragodzinnego występu.

Zespół nie zagrał jednak jednego z moich ulubionych kawałków w swoim dorobku, czyli dynamicznego „Cassius“. Nie wiem czemu, ale muzycy zupełnie zaprzestali prezentowania tego utworu. Kiedy w sierpniu oglądałem transmisję z ich występu w Lowlands, tam również nie zaprezentowali tego zacnego utworu. A szkoda! Niemniej jednak był to jedyny mankament w świetnym i dynamicznym kocercie, który niezmiernie mi się podobał.

Imagine dragons (04.11.2013)

O supporcie w postaci grupy pod przewodnictwem Dana Crolla nie ma w zasadzie po co pisać. Poza wynotowaniem utwory „Can You Hear Me?„, pamiętam, że chłopaki z UK nie zrobili na mnie żadnego wrażenia.

Równo w rok po pierwszym koncercie Imagine Dragons, oto miałem szansę zobaczyć ich ponownie. Tym razem w Kopenhadze, miejscu mojego obecnego pobytu. Grupa z Las Vegas nie zaskoczyla niczym podczas tego występu. Dali sprawny, żwawy show, któremu jednak zabrakło wisienki na torcie, by koncert znalazł się w topie najlepszych koncertów roku.

Dan miał niezły kontakt z publiką, choć był zdecydowanie mniej rozgadany niż przed rokiem. To wyraźnie ukazało mi jak zmienia się podejście artysty do widza, gdy grupa staje się bardziej znana i zaczyna grać dla szerszego grona odbiorców. Ze sceny padło mniej żartów, nie było mowy o żadnym zwrocie do konkretnych osób, czy uścisków z ludźmi spod sceny.

Zmniejszony kontakt z publiką nie oznaczał na szczęście całkowitego jego braku. Przyjemnym momentem był ten, gdy Dan zapytał ludzi zgromadzonych pod sceną, jak po duńsku mówi się „Kocham Cię”, a potem próbował powtórzyć to, co usłyszał.

High pointem było oczywiście wykonanie „Radioactive”, czyli piosenki, dzięki której Smoki zawojowały świat (oraz moją wyobraźnię, promuję przecież ten zespół i piosenkę aż od czerwca 2012) na bis. Dan wprawdzie zjadł jedną z najciekawszych części utworu, czyli początkowe westchnięcie, ale potem zrekompensował to fanom dynamiczną prezentacją utworu. Może nie tak magiczną, jak na Lowlands, ale równie dynamiczną. Jednak usłyszeć ten utwór na żywo to jest coś.

Pozostałe utwory prezentowały się równie okazale, co zresztą uwieczniłem na serii wideo poczynionych na koncercie. Na szczególną uwagę zasługuje świetne przedstawienie kawałka „Hear Me”, czy chóralnego wykonania „Nothing left to say”. Zabawa na występie Imagine Dragons była więc epicka, choć artyści nie urwali mi tyłka tak, jak to zrobili w Berlinie. Ale to chyba dlatego, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. ;)

Bastille (14.11.2013)

Opis koncertu Brytyjczyków należy zacząć od zauważenia, że ich support – To Kill a King zdecydowanie dał radę. Ta nieznana dotąd grupa zaprezentowała się z tak doskonałej strony, przykuwając uwagę widza nieprzeciętnym, popowo-rockowym dźwiękiem, że zauroczyła całą publiczność w przeciągu pierwszych kilku utworów. High-pointem ich występu była zaś utwór „Wolves”. Dzięki angażującemu chóralnemu śpiewaniu refrenu, rozgrzali publiczność, przed głównym punktem programu. Dodatkowym bonusem była możliwość spotkania członków zespołu po koncercie, zrobienia sobie z nimi fotki, dostania kilku autografów oraz zostania zaproszonym na styczniowy koncert grupy. (Co też uczyniliśmy, będąc oczarowani poczynaniami zespołu). Po pochwałach dla To Kill A King, przejdźmy do gwoździa programu, czyli grupy Bastille.

Jaki może być koncert, gdy zespół rozpoczyna go Twoim ulubionym utworem w całym dorobku? Oczywiście wyśmienity. Po dynamicznym wejściu wspaniałym „Bad Blood”, zespół utrzymał wysoki poziom do samego końca. Wartym wynotowania jest, że zanim usłyszeliśmy pierwsze nuty tej piosenki, członkowie zespołu weszli na scenę w takt intro do „Twin Peaks”.

Icarus”, „The Weight of Living”, „Laura Palmer”, „Of the Night” czy nowy utwór „Blame” wybrzmiały znakomicie w klubie Vega. Wokalista Dan miał świetny kontakt z publicznością, czego najlepszym przykładem był moment, w którym zszedł do tłumu rozentuzjazmowanych fanów, by wśród nich zaśpiewać jeden z utworów. Zakapturzony Smith przechadzający się wśród publiczności to jeden z najlepszych momentów tego koncertu, pokazujący, jak bardzo zespołowi zależy na świetnym kontakcie z uczestnikami show. A, że wokalista znajdował się także niedaleko mnie, to stanowi to dodatkowy bonus całej sytuacji.

Wspaniały, mesmeryzujący koncert, który sprawił, że zapałałem prawdziwą miłością do zespołu. Ich utwory nie dość, że świetnie sumowały poszczególne rozterki, które przeżywałem na początku semestru, to jeszcze wykonane na żywo dodawały im kolejnej warstwy wyśmienitości.

Koncert zwieńczył oczywiście utwór „Pompeii(wideo live), dzięki któremu Brytyjczycy wypłynęli na szeroką wodę uwielbienia rzeszy słuchaczy, zaśpiewany wraz z członkami To Kill A King. Zresztą to właśnie dzięki tej piosence zdecydowałem udać się na ich występ. Stwierdziłem, że jest tak genialna, że nawet tylko dla niej jestem w stanie wydać pieniądze na koncert grupy. Na żywo nie zawiodły żadnych oczekiwań i przysporzyła mi niezapomnianych wrażeń.

Podsumowując moje szybkie koncertowe przebieżki, ranking koncertowy prezentuje się następująco:

Bastille > Imagine Dragons > Foals

+ Bonus: TO KILL A KING (26.01.2014)

Po świetnym występie jako support Bastille, wybrałem się na ich solowy styczniowy koncert, odbywający się w małym klubie gdzieś na obrzeżach Kopenhagi.

Panowie znów zaprezentowali się z najlepszej strony, urzekając intymną atmosferą koncertu, śpiewając kilka utworów acapella, bez sprzętu, bez nagłośnienia. Ponownie high-pointem było chóralne wykonanie „Wolves”, jednak o miano najlepszej części koncertu walczyły ze sobą także piosenki „Fictional State”„ i „Howling”. Po koncercie na nowo odkryłem muzykę Brytyjczyków, o czym zresztą skrzętnie informowałem w „Muzyce Lutego”. Zgrabny mały koncert, który ponownie naładował moje akumulatory na dłużej. ;)

Dziękuję za uwagę podczas tej koncertowej przebieżki muzycznych uniesień ostatnich miesięcy. To chyba dobry moment, by przeprosić za pewien chaos myślowy, wypełniony licznymi wtrętami, panujący w tym wpisie. Pisząc te ralacje w parę miesięcy po koncertach wiele innych myśli po prostu przepływa przez moją głowę. Zamiast je lepiej filtrować, po raz kolejny decyduję się na swoisty strumień świadomości, umożliwiający pełniejsze ukazanie mojego stanu ducha. Jak widać na załączonym obrazku tego akapitu, myśli wtedy błądzą trochę bez celu. Czas więc postawić ostatnią kropkę i zwyczajnie powiedzieć: dziękuję za uwagę.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Music

 

Music of April

11 maj

April was a month of travel. A quick info before the list of new music discoveries made this month. I feel like I am missing something on this list though. Nevermind – just enjoy ;)

Murder Justin Timberlake feat. Jay-z



Although I’ve got JT’s album since it premiered in September, by some weird coincidence I’ve discovered this song few days ago. And since that time I am listnening to it on instant-repeat, cause the base-line and the way the lyrics roll of the artists tongue are really captivating. Actually – at some point it even sounds like something that could be written for Rihanna, but I am glad that it’s JT who sings it. Great tune – nothing to add there! ;)

Pistols and Hearts (The Bloody Beetroots Remix)

Prague discovery. Very catchy, very party-like. I simply enjoy it! (TFD Filip (and in part Alejandro) ;)

Booty in the Face Deero

This song should have been put on this list a long time ago actually, somwehere around Erasmus Music even, but for some weird reason I did not get it into my collection before.

Undressed Kim Cesarion

A Sweedish song that comes up often in the Danish radio and easily caught my attention. I like the smooth rhytm and the vocals. And the lyrics? Well, couldn’t be more to the point with these types of songs. ;)

Told You So Christopher

OK, so when talking about music heard on the Danish radio, which caught my attention, maybe it’s prime time to write something about Christopher. I’ve heard this song several months ago, liked it, but never got it permanently. But I think now is the time, cause nice Danish music is always nice. Although yeah – you cannot really tell he’s Danish, right? ;) He sounds like a JT wannabe a little ;) But so what? It sounds nice! :) I like! ;)

Watch out for this Major Lazor

Yeah, speaking of songs known for months. This one is like our nice party tune, which also plays in our heads often even during the days (Watch out for this, cannot resist is a sentence I often hear thanks to Gulo :D), so it’s prime time that I included it in those monthly music ramblings. Party music is always in demand :D (TFD Guleycon)

Drop The Game Flume & Chet Faker

It’s an OKayish song, which is nice to listen to. But what brought my attention to it is definitely the awesome dance moves.  :) (TFD Niklas)

Sony Commercial

Speaking of nice dance moves, I also recommend watching this nice commercial for Sony. Actually now that I got that it’s the same dancer (Brooklyn’s Storyboard) it all makes sense now. ;) Michael’s song in this clip is nice too :)

Don’t You Worry Child

A very nice cover of one of my Erasmus Songs (TFD Dealeur)

Liar Liar

It took me some time to enjoy this song in total. Even now I didn’t fall in love with it, but several times I found myself wanting to listen to it. So I have decided to add it here. Cause why not? It’s nice, simple as that. (TFD Monika)

If So Atlas Genius

Another OKayish song I’ve heard a long time ago. And the video is also nice, recreating this one really nice travel video, we’ve all seen. ;)
It’s gonna fly out of my head easily, but it’s nice, so why not share it? :)

MOVIE Music

April also gave me some nice song selection, made through watching several movies in the cinema. :)

My Enemy (Paranoia) (Electro Theme) Hans Zimmer and the Magnificent Six

Amazing track from the „Amazing Spiderman 2” soundtrack, which amazingly fits on screen and is the main reason I thought I should listen more to the OST, something which I don’t do regularly. But the mixture of classical music with dubstep elements presented in this track is really captivating attention. It does way better on the big screen than on just plain audio, but I enjoyed it so much in the cinema, that I decided to add it to the mix.

Cold War Hans Zimmer and the Magnificent Six

Speaking of variations of the main theme, this one also sounds really nice. Hans Zimmer did great job with this soundtrack! :)

Honest The Neighberhoud

Another track from the „Amazing Spiderman 2″ soundtrack. This time a regular song, which caught my attention in the cinema, because of the chorus, in which the singer sounds like Mike Posner, whom I like. How funny it was when I realized it was The Neighberhoud song in the end. The song isn’t one of my favourites this months, but it sounds nice enough to spread it around (especially due to the beginning of the chorus!)

I Won’t Let You Go Snow Patrol

When the screen came to black after finishing „Divergent” and this song came up, it immediately cought my attention, as it was made exactly in the style of music I like. And thus I was wondering who sings it. And when I realised it was Snow Patrol, it all made sense. :)

I will find you Zedd

Actually I feel preety dychotomic about this one. At one hand it’s a bit too sugary and poppy, on the other hand it started playing in my head on repeat. And it also strongly reminds me of something, but I cannot wrap up my mind around it. Plus I am not sure if it really goes well with „Divergent”, but let’s say: why not? :P

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Music

 
 

  • RSS