![]() |
Chemistry. (a.k.a Romantics type of cinema?)![]() The Adjustment Bureau Romans w otoczce kina science-fiction. Obraz George'a Nolfiego przekonuje nas, że na świecie istnieje grupa, znana jako Biuro Korekt, która ma dostęp do "Ścieżek życia" wszystkich ludzi. Pracownicy Biura pilnują zaś, by każdy człowiek był na odpowiedniej "drodze" własnego rozwoju, bo inaczej "konsekwencje będą niewyobrażalne". Kiedy kandydat na senatora zakochuje się w dziewczynie, przypadkowo poznanej w hotelu, niezgodnie ze swoim "życiowym planem", będzie musiał podważyć zasady tego świata i uciec przed Pracownikami Biura, żeby móc być z ukochaną. Film Nolfiego ogląda się całkiem nieźle, głównie z powodu chemii między Mattem Damonem, a Emily Blunt, którzy wcielają się w kochanków, którzy muszą walczyć z przeciwnościami losu. Przyzwoite sekwencje akcji też umilają seans. Obraz obfituje jednak w tak dużą ilość uproszczeń i naiwnych rozwiązań fabularnych, a przekaz o "miłości, która pokona wszystko" jest tak widoczny, że nie sposób nazwać obrazu Nolfiego inaczej, jak 'bajką o sile miłości'. Trzeba jednak przyznać, że jest to bardzo interesujące podejście do tematu. I choć obraz posiada wiele błędów, seans upływa w przyjemnej atmosferze. Z tego powodu jestem skłonny przyznać produkcji ocenę 6/10. Love and other drugs Ten film o romansie sprzedawcy Viagry i chorej na Parkinsona dziewczyny, cierpi na brak zdecydowania w kwestii gatunku, który reprezentuje. Temat 'miłości skazanej na porażkę' nadaje się raczej na dramat obyczajowy, czy melodramat, twórcy zaś starają się na siłę zrobić z tego filmu komedię romantyczną. Problem polega na tym, że w następujących po sobie scenach łączą elementy zaczerpnięte z różnych gatunków, a te nie zawsze do siebie pasują. To zaś sprawia, że film zamiast silnie oddziaływać, (w którąkolwiek ze stron), staje się raczej nijaki i nie wciąga w swoją historię. Niemoc twórczą scenarzystów rekompensują jednak aktorzy. Jake Gylenhall i Anne Hathaway dobrze sobie radzą, portetując swoje nietypowe postaci. Nie wydaje mi się jednak, by był to już poziom Złotych Globów, do których zostali nominowani. Mimo, że ich role różnią się od tych z ich wcześniejszego repertuaru, nie ma w nich nic, co przykułoby naszą uwagę i zapadło w pamięć. Ot, dobrze grają, i tyle. Plusem jest jednak to, że posiadają chemię, a na dodatek co chwilę przewijają się nago po ekranie, uprawiając seks w najróżniejszych miejscach. Najciekawszym elementem produkcji jest natomiast postać brata głównego bohatera. Josh (w tej roli Josh Gad) stanowi chyba największe źródło humoru i wypada naprawdę przyzwoicie. Problemem jest jednak jego nieprzystosowanie do raczej dramatycznego wydźwięku reszty filmu. W komedii romantycznej odnalazłby się idealnie. Wydaje się jednak, że "Miłość i inne używki" miało być 'czymś więcej'. Produkcja Edwarda Zwicka jest przez to filmem 'letnim'. Twórcy nie wykorzystują pełni potencjału drzemiącego w pomyśle wyjściowym, nie za bardzo wiedząc w którą stronę poprowadzić swoją historię. Mimo wszystko ich film daje się oglądać bez zgrzytania zębów. Stąd moja ocena to 5,5/10. Friends with Benefits Najnowszy obraz Willa Glucka to film, który opiera się na chemii między Justinem Timberlakiem, a Milą Kunis. Ta jest wyczuwalna już od pierwszych scen, dzięki czemu łatwo kupujemy ich nietypową relację. Film opiera się na prostym pomyśle – najpierw seks, potem miłość. Bohaterowie zostali tak źle potraktowanie przez 'miłość' w przeszłości, że chwilowo zupełnie porzucili wiarę w jej istnienie. Nie chcąc jednak rezygnować z uciech cielesnych, postanawiają umówić się na seks bez zobowiązań. Jak nietrudno się domyślić, uczucia wkrótce zaczną mieszać w tym 'prostym' układzie. Pytanie tylko – jak sobie z tym poradzą bohaterowie? Twórcy komedii "To tylko seks", (tak Polacy przetłumaczyli oryginalny tytuł!), starają się, by ich film nie był typową komedią romantyczną. Ostatecznie jednak to właśnie momenty rodem z rom-comów wychodzą w tej produkcji najlepiej. (A przynajmniej mnie końcowa scena na dworcu, ograna do bólu w innych obrazach, podobała się najbardziej). Reszta jest za mało zabawna, za mało prześmiewcza, by rzeczywiście przekonać nas, że parodiuje jakiś temat. Mimo wszystko - film Glucka ogląda się nieźle. Seans nie wywołuje wprawdzie zbyt silnych emocji, ale też nie męczy. Ot, jest i tyle. Momentami udaje się w nim, że ten film jest czymś więcej niż w rzeczywistości. Ta sztuczka zadziałała jednak dużo lepiej w poprzednim obrazie reżysera, czyli produkcji "Łatwa Dziewczyna", gdzie umiejętnie grano ze schematami kina młodzieżowego. Tutaj granie ze schematem "rom-comów" jest zbyt bliskie prawdziwego produktu, byśmy mogli te żarty potraktować na serio. Film jest po prostu zbudowany ze zbyt wielu klisz, by wyróżniał się czymś na tle konkurencji. (Paradoksalnie – obraz "Brzydka Prawda", z którego twórcy nabijają się wprost w pewnym momencie, wypada dużo ciekawiej niż film Glucka). Mimo wszystko "Friends with benefits" sprawdza się nieźle, jako przyjemny "film na raz", do szybkiego wyrzucenia z głowy, niedługo po seansie. Ot, taki film na 5/10. Tagi: movie guide, ... type of cinema Kaczy 2011-12-04 10:45:50 skomentuj (8) |