| |
Strona Główna
|
|
Inglourious Basterds
W ostatnią niedzielę wybrałem się do kina na najnowszy film Quentina Tarantino "Bękarty Wojny". Piszę o tym, bo uważam to za fakt godny wynotowania, jako że pierwotnie wcale nie zamierzałem iść do kina na ten film. Pomyślałem sobie, że poczekam aż wyjdzie DVD i w którymś momencie zobaczę to dzieło. Generalnie - nie spieszyło mi się.
Jednak moje ostatnie zadanie domowe na fakultet poświęcony filmowi, polegające na obejrzeniu "Kill Billa", przypomniało mi jak lubię historie opowiadane przez Quentina. A mój piątkowy seans "Księżyca w nowiu" sprawił, że zamarzył mi się kolejny weekendowy wypad do kina. Jako, że moje pobliskie Multikino było tak miłe i w dwa i pół miesiąca po premierze nadal grało ten film, moje życzenie się spełniło. Mogłem zobaczyć kolejną ciekawą historię Quentina, na dodatek w kinie. To tyle drogą wstępu okołofilmowego. Czas przejść do wlaściwej części opisującej sam film.
"Bękarty Wojny" to zabawa Quentina z historią powszechną. Film opowiada o grupie amerykańskich Żydów, którzy postanowili odwdzięczyć się Niemcom "pięknym za nadobne", zabijając Nazistów, a następnie ich skalpując. Opowiada też o młodej kobiecie, której udaje się przeżyć masakrę rodziny i która plaunje zemstę na oprawcach. Właściwie są to zatem dwie historie, łączące się potem w jedną, ponieważ obie grupy planują wymordować Nazistów w tym samym miejscu, w tym samym czasie, podczas "Operacji Kino". To w telegraficznym skrócie fabuła filmu. Nie chcę zdradzać więcej, żeby nie psuć niespodzianki, kiedy sami będziecie go oglądać. Bo naprawdę warto.
"Inglourious Basterds" są bowiem zrobieni doskonale. To, co mi się tutaj niezmiernie podobało to atmosfera, jaka panuje w filmie. Każda scena posiada swoje drugie dno, dzięki czemu buduje gęstą i pełną napięcia atmosferę.
Aktorstwo też jest na znakomitym poziomie, ze szczególnym wskazaniem Christopha Waltza. Austriak stworzył tutaj tak wyrazistą postać, że człowiek wręcz nie może oderwać od niego wzroku, gdy jego Hans Landa znajduje się na ekranie. Z niecierpliwością oczekuje się na kolejny ruch, kolejne zagranie jego "Łowcy Żydów". Reszta obsady, składająca się z takich osobistości jak Brad Pitt, Diane Kruger, Daniel Bruhl, Til Schweiger, Eli Roth oraz Melanie Laurent też grają znakomicie. I choć różna jest wielkość ich ról, każde z nich błyszczy na ekranie i tworzy bardzo żywe, dynamiczne i interesujące postacie. Warto wspomnieć też o Martinie Wuttke, który grał Hitlera. Adolf w jego wykonaniu jest postacią tak karykaturalną i groteskową, że człowiek nie może się nie uśmiechnąć, widząc go na ekranie.
Jak widać jest to międzynarodowa obsada. Dzięki temu w filmie słyszymy wiele języków. Ten fakt też bardzo mi się podoba, ponieważ większość amerykańskich filmów udaje, że wszędzie na świecie mówi się po angielsku. A tutaj nie! Tutaj mamy dialogi zarówno po niemiecku, francusku, czy angielsku, ale także po włosku. Takiej językowej mieszanki doskonale się słucha, zwłaszcza, że znajomość języków jako taka, też odgrywa tutaj rolę i często buduje to drugie dno, o którym pisałem wcześniej.
A skoro o językach mowa, to dialogi to kolejna świetna rzecz w tym filmie. Są one doskonale napisane, bywają zarówno bardzo zabawne, jak i dające do myślenia. I to właśnie one są jednym z głównych powodów dla których film tak dobrze się ogląda.
Przed seansem zastanawiałem się jak to będzie z przemocą w tym filmie. Plakaty zapowiadały, że będziemy mieli tutaj do czynienia z krwawą jatką do czwartej potęgi. Natomiast w samym filmie przemoc rzeczywiście występuje, a nawet gra ważną rolę, to jednak nie jest tak, że z ekranu leją się hektolitry krwi. Nie wiem czy to kwestia tego, że już zdążyłem się na to uodpornić, czy tego, że Quentin nie epatuje tutaj ogromną ilością scen jak z horrorów gore, ale sądzę, że nie musieliśmy tutaj oglądać dużej ilości strasznie drastycznych i wywołujących obrzydzenie scen. To, co nam zaserwował reżyser, ze skalpowaniem Nazistów, czy rozwalaniem ich głów kijem bejsbolowym, nie było aż tak straszne, jak można by się tego spodziewać. Dla mnie najboleśniejszą sceną była ta, gdy Aldo wkłada swój palec w dziurę po pocisku na nodze Bridget. Jest to pokazane w taki sposób, że aż sam wierciłem się z bólu.
Muzyka w filmie jest naprawdę przyjemna dla ucha i świetnie kontrastuje z tym, co dzieje się na ekranie. Melodie tutaj użyte nadają zarówno mocny, posępny charakter konkretnym scenom, jak i posiadają bardziej optymistyczną nutę, która nieco odrealnia oglądane wydarzenia i każe na nie patrzeć "z przymrużeniem oka". Podczas seansu bardzo wiele razy mocno wczuwałem się w tę muzykę lecącą z ekranu i wybijałem jej rytm nogą. ;) Świetnie się jej słucha w kinie. Samodzielnie ma nieco mniejszy efekt, niemniej jednak płytę można odnaleźć tutaj (via iTunes) i zasłuchać się chociażby w świetnym utworze Davida Bowiego "Cat People (Putting on Fire)", który doskonale odnalazł się w filmie, jako ilustracja do wydarzeń w kinie. :)
Dodatkowe informacje:
-> Christoph Waltz otrzymał za swoją rolę Hansa Landy nagrodę dla najlepszego aktora w Cannes. Mam nadzięję, że Akademia uhonoruje go także Oscarem, ponieważ aktor rzeczywiście zasługuje na najwyższą nagrodę.
-> Film "Nation's Pride", czyli obraz, który Naziści oglądają w kinie, był wyreżyserowany przez Eliego Rotha.
-> Tytuł, w którym występują błędy ortograficzne, jest celowym zabiegiem i oczywiście odnosi się do tytułu innego znanego dzieła filmowego, czyli do "Inglorious Bastards" z 1978 roku. Nie oznacza jednak, że jest to remake tamtego filmu, a jedynie pokazuje nam już na samym początku, że będzie to zabawa konwencją i czerpanie z różnych źródeł.
-> Film okazał się tak dużym sukcesem, że Quentin myśli już o stworzeniu kontynuacji opowieści o Bękartach. A jako, że historia w filmie ma strukturę zamkniętą, to najprawdopodobniej będziemy mogli oglądać początki grupy. Jak dla mnie to takie trochę "odcinanie kuponów" i skok na kasę. Wolałbym raczej, żeby taki sequel nie powstawał. Żeby "Bękarty" mogły pozostać jako pojedyncze "wielkie dzieło". Niemniej jednak, jeśli owa część druga rzeczywiście powstanie, najprawdopodobniej z wielką chęcią ją zobaczę. Sądzę jednak, że Quentin ze swoją wyobraźnią spokojnie mógłby zabrać się za zupełnie inny film.

Tagi: tarantino, movie guide
Kaczy 2009-12-05 11:45:50 skomentuj (4)
|
|
|