![]() |
"Production value" Najnowsze dzieło J.J Abramsa – film "Super 8" to obraz, o którym lepiej zbyt wiele nie wiedzieć przed pójściem do kina. Wtedy radość z tego, co będzie dziać się przed naszymi oczami podczas projekcji, będzie większa. Ja właśnie tak zrobiłem i wyszedłem z seansu z dużym uśmiechem na ustach. Film Abramsa ogląda się bowiem wyśmienicie. Wszystko dzięki tajemniczej atmosferze, towarzyszącej niecodziennym wydarzeniom w małym amerykańskim miasteczku. Pomagają też wyraziści młodzi bohaterowie, dopracowane w najdrobniejszych szczegółach efekty specjalne oraz unosząca się nad wszystkim "magia kina". Warto wspomnieć, że obraz Abramsa przypomina swoim klimatem stare filmy przygodowe i produkcje science-fiction, które kilka dekad temu gościły na ekranach kin. (Fakt ten bardzo zgrabnie skomentował Robert Sienicki* w swoim krótkim internetowym komiksie). Nie chcę zdradzać zbyt wiele, dlatego ograniczę się do powiedzenia, że film skupia się na grupie przyjaciół, pasjonujących się kinem, którzy kręcąc swoją amatorską produkcję, stają się świadkami przedziwnych wydarzeń, które rozegrają się w ich rodzinnym miasteczku. Dodam też, że warto zobaczyć obraz Abramsa, gdyż twórca takich hitów, jak "Lost", czy nowy "Star Trek", znów stworzył obraz, który chłonie się całym sobą. Obraz, który wciąga, zaskakuje i wywołuje prawdziwe emocje. Obraz interesująco opowiedziany, sprawnie zrealizowany i dobrze zagrany. Młodzi aktorzy grają bardzo przyzwoicie, dzięki czemu miło ogląda się ich ekranowe poczynania. Łatwo ich polubić i zaangażować się w ich historię, gdyż grają w bardzo naturalny, niewymuszony sposób. Debiutanci Joel Courtney i Riley Griffiths, występujący już w epizodach Ryan Lee i Gabriel Basso oraz bardziej doświadczona Elle Fanning, (młodsza siostra Dakoty) wypadają naprawdę ciekawie, szczególnie w scenach, w których bohaterowie sprzeczają się ze sobą. Po prostu pierwszorzędnie uchwycili uroki dzieciństwa. Dorośli aktorzy wypadają już słabiej. Biorąc jednak pod uwagę, że stanowią oni niejako "dodatek" dla głównych bohaterów, zupełnie to człowiekowi nie przeszkadza. Muzyka, skomponowana przez Micheala Giacchino oraz ścieżka dźwiękowa, przepełniona doskonale znanymi piosenkami z końca lat 70-tych, (m.in "Don't Bring Me Down" E.L.O, czy "My Sharona" The Knack), też wywarły na mnie pozytywne wrażenie. Muszę przyznać, że podczas seansu bawiłem się jak dziecko, cały czas uśmiechając się, podskakując z wrażenia w zaskakujących momentach, czy śmiejąc z zachowań bohaterów. Obraz Abramsa podobał mi się tak bardzo, że z przyjemnością wystawiam mu ocenę 8,5/10. Film przypomniał mi bowiem czemu kinematografia jest tak wspaniałą rozrywką. Zachęcam Was do seansu, gdyż "Super 8" jest bardzo przyjemną produkcją, która potrafi na nowo rozbudzić w widzu miłość do kina. :) PS. Pamiętajcie też, by zostać na napisach końcowych, bo nie dość, że zobaczycie świetny efekt końcowy filmowej pracy dzieciaków, to jeszcze dowiecie się skąd wziął się nietypowy tytuł filmu. :) Tagi: movie guide Kaczy 2011-06-26 22:02:30 skomentuj (4) |