RSS
 

Notki z tagiem ‘books’

Miliarderzy z przypadku

23 gru

#BLASTFrom ThePast – ten wpis zalegał w archiwum od… sierpnia. Ups?! Czas, by ujrzała światło dzienne!

#ŚwietnąKsiążkęPrzeczytałem #RychłoWCzas

SocialNetworkBookMovie

Właśnie skończyłem czytać „Milarderów z przypdku” Bena Mezricha, na podstawie której Sorkin napisał scenariusz do „Social Network”. O, Panie, co to jest za książka. Czyta się z prędkością światła, a kiedy się kończy, człowiek zastanawia się: „Ale, ale, ale jak to już koniec?! ANOTHER!!” Maksymalny page-turner, który w intrygujący sposób zarysowuje stosunki między Zuckierbergiem, a jego współpracownikami, w szczególności Saverinem, nakreślając wyjątkowo plastycznie całą otoczkę znajomości oraz okoliczności, w jakich wszystkie wydarzenia miały miejsce, włącznie z małymi detalami kolorów dywanów. Powieść przepełniona jest także niezwykle celnymi zdaniami, które pobudzają wyobraźnię i mogą nawet stanowić intrygujące maksymy życiowe. Język, którym pisana jest książka przykuwa bowiem uwagę i rodzi jeszcze większe zainteresowanie tematem. Przyklaskuje fragmentowi mini-recenzji znajdującej się na obwolucie – „jedna z tych książek, które powstały po to, by ktoś zrobił z nich film”. (News.cnet.com)

Bo i Panie – JAKI to film zrobili przecież.  ”The Social Network” jest filmową perełką, niezwykle umiejętnie podbudowując napięcie i skupiając uwagę widza, a ukazując przecież „tylko” rozprawę sądową i wydarzenia, które do niej doprowadziły. Za to w jak doskonały sposób. Nic dziwnego, że film porywa, bo sama książka przeszła przez moją głową jak tornado. Więcej, więcej, więcej, dajcie mi kolejne akapity tej plastycznej wizji!

Podoba mi się w szczególności inne rozłożenie akcentów między książką, a filmem i mozliwość zobaczenia, jak sprawnym scenarzystą jest Sorkin, który potrafił jeszcze lepiej podbić pokłady napięcia znajdujące się w powieści Mezricha. Książka toczy się bowiem chronologicznie, w zasadzie o sprawie sądowej między Eduardo a Markiem, czy Winklevossami a Zuckerbergiem wspominając jedynie mimochodem, w ostatnich rozdziałach. Film zaś w intrygujący sposób uczynił z tych dwóch procesów całą ramę historii, punkt ciężkości całego dzieła. Ach, jak już nie mogę się doczekać ponownego seansu dzieła Finchera! 

Wyjątkowo fajne jest też filmowe zakończenie, odmienne od równie gorzkiego i ukazującego ciekawe paralele rozwiązania książkowego.

Ach, wspaniałości! <3

Jeśli z jakiegoś powodu jeszcze nie czytaliście „The Accidental Billionaires”, koniecznie szybko nadróbcie tę zaległość!
Kaczy zdecydowanie approves! 

PS. Niezmiernie podoba mi się, że radością z przeczytania tej książki podzieliłem się pierwotnie na omawianym w nim portalu. Ba! Zdjęcie do wpisu też wysyłam sobie z telefonu do komputera za pośrednictwem Facebooka. #Facebookception!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dzikusy.

22 gru

Powieść „Savages” Dona Winslowa to historia o pograniczu Kalifornijsko-Meksykańskim, o narkotykach, kartelach, napadach z bronią w ręku, porwaniach i szantażach.

To także historia dwóch chłopaków. Ben i Chon mieszkają w słonecznej Kalifornii. Wiodą udane, bogate życie, zajmując się handlem marihuaną własnej produkcji. Biznes się kręci, życie swojsko toczy się do przodu. Obaj są w związku z tą samą dziewczyną – O. Mimo wszystko cała trójka świetnie się ze sobą dogaduje, spędzając ze sobą niemal każdą chwilę. Wszystko jest w najlepszym porządku –  zwyczajnie „żyć, nie umierać”.

Do czasu. Gdy zainteresuje się nimi kartel narkotykowy, działający zarówno w Ameryce, jak i Meksyku, sytuacja obróci się o 180 stopni. Przyjaciele będą musieli znaleźć sposób na opłacenie żądań kartelu, prowadzonego przez bezwględną Elenę La Reinę, w innym wypadku O zginie. Czy dealerom w białych rękawiczkach uda się wyjść obronną ręką z trudnej sytuacji, zanim będzie za późno?

Książkę czyta się wyjątkowo szybko, dzięki interesującemu stylowi. Dużo jest tu bezpośrednich zwrotów do odbiorcy, kolokwializmów, zdań wtrąconych, akronimów, czy przekleństw. Ponadto trudno jest określić kto jest narratorem. Czasami narracja jest pierwszoosobowa, by za chwilę zwracać się do czytelnika z pozycji „my”. Snujący opowieść patrzy na wszystkie wydarzenia subiektywnym okiem, nie krępując się dorzucać ironicznych uwag, gdy opisuje przedstawiane sytuacje. Nigdy go nie poznajemy, nie przedstawia nam się z imienia, nie wiemy kim de facto jest, a jednak czujemy z nim więź i szybko wzbudza naszą sympatię.

Ten bezpośredni styl, przypominający momentami strumień świadomości, nieustający przepływ dygresyjnych myśli, wiążący wszystko ze wszystkim, stanowi największy atut powieści. Dzięki niemu czyta się ją z zaangażowaniem, w szybkim tempie przekręcając kolejne kartki. Taki styl prowadzenia historii przypomina zresztą styl prozy Chucka Palahniuka, jednego z twórców, których niezmiernie cenię.

Powieść jest wciągająca, dynamiczna, „niepokorna”. Dużo w niej niebezpośrednich krytycznych uwag względem USA oraz stylu prowadzenia polityki, a także interesujących zdań o paradoksach amerykańskiego myślenia. Subiektywny sposób prowdzanie narracji, znajduje również odniesienie w samej fabule. Sposób, w jaki wrogie strony patrzą na siebie nawzajem zasadza się bowiem na jednym prostym sformułowaniu: Savages – Dzikusy. Każda ze stron właśnie w ten sposób nazywa przeciwnika, w ten sposób go charakteryzuje. „My jesteśmy kulturalni, ułożeni, a oni? Oni to totalne dzikusy!”.

Warto wspomnieć, że książka zaczyna się świetnym graficznie pierwszym rozdziałem: pusta kartka, numer rozdziału i tylko jedno zdanie – „Pierdolcie się”.  Taki zabieg od razu intryguje, przyciąga uwagę i każe zastanawiać się o co chodzi, co będzie dalej.

Na dodatkową zachętę dorzucam kilka intrygujących cytatów:

„-Rozumiecie? Nie ma szans, jeżeli nie interesujecie się botaniką, więc podamy tu kilka definicji (i nie bójcie się, na końcu nie będzie sprawdzianu, bo to nie szkoła): (…)”

„Chon wypowiada się na temat różnicy między reklamą, a pornografią: reklama nadaje piękne nazwy rzeczom brzydkim. Pornografia nadaje brzydkie nazwy rzeczom pięknym”.

„Po prostu nie możesz sobie wyobrazić tego, czego nie możesz sobie wyobrazić”.

„Antropologicznie rzecz biorąc, rozróżnienie „narzędzie” i „broń” zasadza się na tym, że tego pierwszego używa się podczas oddziaływania na przedmioty nieożywione, a tej drugiej – na przedmioty ożywione, (jeżeli nie przeszkadza wam związek frazeoloficzny „przedmioty ożywione”).

„Nawet w południowej Kalifornii, nawet w samym środku pustyni nie zostawia się sześciu martwych Meksykanów wśród tlących się jeszcze szczątków trzech samochodów, nie zwracając niczyjej uwagi. W południowej Kalifornii samochody traktuje się bardzo poważnie. Meksykanie bez przerwy giną na pustyni.”

Szczerze i serdecznie zachęcam Was do zapoznania się powieścią Dona Winslowa, gdyż przysporzyła mi ona bardzo wielu wrażeń.

Muszę przyznać, że jestem bardzo ciekawy co zrobił z tą historią Oliver Stone. Niestety nie zdążyłem wybrać się na seans, kiedy „Savages” grane było w kinach. Na szczęście przy dzisiejszej technice, istnieją jeszcze inne sposoby zobaczenia filmu. Gdy to zadanie mi się już uda, chętnie podzielę się moimi wrażeniami po seansie.

PS. Właśnie się dowiedziałem, że Winslow napisał też prequel powieści, który ukazał się drukiem w lipcu tego roku. Chyba nie muszę mówic, że już się nie mogę doczekać aż złapię „The Kings of Cool” w swoje ręcej.

PS2. Chciałem serdecznie podziękować Tomowi za zorganizowanie konkursu, dzięki któremu mogłem stać się szczęśliwym posiadaczem powieści.

(Wszystkie cytaty za polskim wydaniem książki. Tłumaczenie: Rafał Śmietana. Wydawnictwo Znak, Kraków 2012. Strony: 46/47, 130, 168, 170, 270)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Cultural news

08 mar

Books
Już jakiś czas temu skończyłem czytać ostatni tom Pottera – "Harry Potter i Insygnia Śmierci" i chciałem w związku z tym napisać parę słów o wrażeniach po przeczytaniu kończącego sagę, siódmego już tomu przygód młodego czarodzieja.
W trakcie czytania, na bieżąco, w formie SMSowej, relacjonowałem Softy moje wrażenia. Wtedy też miałem bardzo dziki pomysł umieszczenia tutaj całej tej korespondencji. Ale, jak się potem okazało – większość z tych wiadomości nie zapisała się na moim telefonie, tak jak myślałem, więc nie miałem materiału, który mógłbym umieścić. Może i lepiej, bo proces przepisywania byłby zapewne żmudny – liczba SMSów była przeogromna  (dzieliłem się z S. każdym spostrzeżeniem, teorią, radością z czytania, ciekawym cytatem, czy intrygującym zwrotem akcji).
Pierwszy to: „Właśnie leżę sobie w łóżku, pod kołdrą i zabieram się za… rozdziewiczanie Pottera” ;) (za jakiś czas chyba rzeczywiście zrobię taką przypinkę z napisem „Lubię rozdziewiczać książki”) ;)

Książka jest wciągająca i czyta się ją bardzo dobrze. Wprawdzie rzeczywiście dałoby się ją skrócić, wycinając długie momenty, podczas których prawie nic się nie dzieje (czyli mostly przeprowadzki z namiotem), ale właściwie cieszę się, że książka jest takiej grubości, jakiej jest, bowiem dzięki temu mogłem dłużej cieszyć się z przygód Pottera i spółki. J  A akcji jest w tej części zresztą sporo. Tak samo jak interesujących zwrotów akcji. No i wyjaśnia się wszystko, co byśmy chcieli wiedzieć, każda zagadka. Więc ogólnie rzecz biorąc – najnowszy Potter is AWESOME!I ostatecznie nie ginie też aż tak mega dużo ludzi, jak mówiła Softy (wspominająca o około 100iluś zmarłych przecież) i (SPOILER!!!) Nie ginie też nikt z najbliższych przyjaciół Harrusia, czego się obawiałem. On sam także nie, ale to (niestety!!!) wiedziałem już przed rozpoczęciem czytania. Ale, tak jak powiedziała Softy, samo to nie jest takie ważne, jak to CZEMU i w jaki sposób nie ginie. A ten był (no cóż – trochę naciągany i taki heroiczny itd.), ale jednak i tak ciekawy. (END of spoiler!) To chyba tyle, co chciałem umieścić w temacie Potter talk. Jest to dużo mniej informacji niż pierwotnie zamierzałem umieszczać, ale wydaje mi się, że tyle wystarczy. W sumie nie muszę przecież umieszczać wszystkich SMSów, żeby móc powiedzieć, że książka mi się podobała i że warto ją przeczytać. Nie będę mieć wprawdzie „dokładnej relacji z własnych odczuć w trakcie pierwszego czytania”, ale dzięki temu, kiedy już połowę rzeczy z niej zapomnę, będę mógł się na nowo, na „świeżo” nią delektować. A to mi odpowiada.
No dobrze – here is the definite end of Potter number 7 talk.

TV Shows

Lost is back!!

And I’m very happy about it, cause now, after watching two episodes, I can tell you – this show is still AWESOME!

"The Beginning of the End" – pierwszy odcinek nowego sezonu nie zaczyna się, co ciekawe, od zbliżenia czyjegoś oka, tak jak to miało miejsce przy premierze wszystkich poprzednich serii (s1 – Jack, s2 – Desmond, s3 – Juliet). Pierwszym kadrem czwartego sezonu jest bowiem… piramidka ułożona z pomarańczy, w którą po chwili wjeżdża czerwone auto. Kierowcą jest, jak się później okazuje, Hurley. I to jego retrospekcje (czy raczej flash-forwardy) pojawiają się w tym odcinku. Hurley wraca na powrót do domu wariatów, bo widzi… Charliego, który nakazuje mu… powrót na wyspę. Przy okazji Hurley spotyka też Czarnego Gościa, który wypytuje go o resztę rozbitków i o to czy „oni na pewno żyją?”. Ogólnie rzecz biorąc (bo nie chce mi się wchodzić już w więcej szczegółów) odcinek robi duże wrażenie i pozwala zapomnieć o tym ile czasu twórcy kazali nam czekać na nową serię (a było to ni mniej, ni więcej tylko… 9 miesięcy (ja akurat czekałem „tylko” 5).

„Confirmed Dead” to odcinek skupiający się na nowych bohaterach Lostowej opowieści, czyli ludziach z frachtowca, którzy przylecieli helikopterem, żeby uratować naszych rozbitków. Pytanie jednak czy aby na pewno po to przylecieli?
(SPOILER!) „Saving you isn’t our primary objective”, „We’re looking for… Benjamin Linus!” (END of Spoiler) Ogólnie odcinek jest bardzo ciekawy i wciągający. Pojawia się też parę  nowych interesujących rzeczy, jak chociażby ten szkielet misia polarnego z obroża Dharmy, na pustyni w Tunezji. No i oczywiście WIELKA INFORMACJA, którą gracze „Find 815” poznali już wcześniej, czyli fakt iż… odnaleziono wrak statku linii Oceanic z ludźmi na pokładzie(!!!) gdzieś w okolicach Sumatry. Ten fakt otwiera drogę do nowych domysłów i nowych teorii.No i ten koniec – „I have someone on their boat!” Bena. Really interesting! Can’t wait for the next one!

“The Economist” – odcinek z serii WTF?? Więcej pytań niż odpowiedzi (ok – jest jedna – Sayid jest jednym z Oceanix Six, poza tym – NOTHING)
Question number 1 – why is future-Sayid working for…
(SPOILER!!!) Ben? (END of spoiler!). Question number 2 – what was going on with the blonde-girl? Why he had to kill her? Why she wanted to kill him? And whose the “Economist”, except the fact that we know he definitely has nothing to do with economics? But I guess that’s question number 3. OK – I think that was the major question issues in this one. One FACT more – the time on the Island DOES past slower than in the real world. The flare/something else however it’s called send from the boat to the Island traveled  half hour longer than it should. Plus it took it 2 hours and 45 minutes/3 hours 16 minutes longer than expected. That’s interesting. J
[End of episode three talk]

"Eggtown" – Flashforwardy Kate i jej proces. I to, że zgadza sie na deal niewyjeżdzania ze stanu przez najbliższe 10 lat, żeby mogli ją zwolnić. Spotyka Jacka, który chciałby się z nią spotykać, ale ona stawia mu ultimatum – musi najpierw zobaczyć dziecko. Dziecko Kate. Tylko, że problem polega na tym, że nie wiadomo za cholerę czy to dziecko Kate i Sawyera czy też Claire, bo (jak się dowiadujemy pod koniec) dzieciak nazywa się Aaron. Hmm – coincidence? I think not. Tylko czemu Kate zabierałaby dzieciaka Claire?? Keine Ahnung. Poza tym w odcinku fajna akcja pomiędzy Milesem (kolesiem z frachtowca), a Lockiem – odbezpieczony granat w buzi rzeczywiście może zmusić kolesia do udzielania odpowiedzi.
A skoro o tym już mowa – to metody Locke są rzeczywiście dość drastyczne (nadal mu nie daruję, że podpuścił Sawyera do zabicia swojego ojca/oryginalnego Sawyera), a on sam mega wkurzający. Jednak w tym sezonie jego osoba nie działa na mnie aż tak, jak to robiła w poprzednim, kiedy to aż kipiałem ze złości na jego pomysły. ;)

"The Constant" – this one was really, really good. Desmond, Sayid i … podróżują do… (CDN)
[udpade! (made muuuch later (07.12.08)) - CDNN (Ciąg Dalszy Nie Nastąpi), sorry. Już dawno skończyłem 4 sezon i teraz już nie chce mi sie wracac do recenzowania tych odcinkow, odslyam do Billie Doux ;)]

Plus LINK. (a tuaj dokładniejsze recenzje Billie Doux)

(end of transmission)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Cultural news

08 mar

Books
Już jakiś czas temu skończyłem czytać ostatni tom Pottera – "Harry Potter i Insygnia Śmierci" i chciałem w związku z tym napisać parę słów o wrażeniach po przeczytaniu kończącego sagę, siódmego już tomu przygód młodego czarodzieja.
W trakcie czytania, na bieżąco, w formie SMSowej, relacjonowałem Softy moje wrażenia. Wtedy też miałem bardzo dziki pomysł umieszczenia tutaj całej tej korespondencji. Ale, jak się potem okazało – większość z tych wiadomości nie zapisała się na moim telefonie, tak jak myślałem, więc nie miałem materiału, który mógłbym umieścić. Może i lepiej, bo proces przepisywania byłby zapewne żmudny – liczba SMSów była przeogromna  (dzieliłem się z S. każdym spostrzeżeniem, teorią, radością z czytania, ciekawym cytatem, czy intrygującym zwrotem akcji).
Pierwszy to: „Właśnie leżę sobie w łóżku, pod kołdrą i zabieram się za… rozdziewiczanie Pottera” ;) (za jakiś czas chyba rzeczywiście zrobię taką przypinkę z napisem „Lubię rozdziewiczać książki”) ;)

Książka jest wciągająca i czyta się ją bardzo dobrze. Wprawdzie rzeczywiście dałoby się ją skrócić, wycinając długie momenty, podczas których prawie nic się nie dzieje (czyli mostly przeprowadzki z namiotem), ale właściwie cieszę się, że książka jest takiej grubości, jakiej jest, bowiem dzięki temu mogłem dłużej cieszyć się z przygód Pottera i spółki. J  A akcji jest w tej części zresztą sporo. Tak samo jak interesujących zwrotów akcji. No i wyjaśnia się wszystko, co byśmy chcieli wiedzieć, każda zagadka. Więc ogólnie rzecz biorąc – najnowszy Potter is AWESOME!I ostatecznie nie ginie też aż tak mega dużo ludzi, jak mówiła Softy (wspominająca o około 100iluś zmarłych przecież) i (SPOILER!!!) Nie ginie też nikt z najbliższych przyjaciół Harrusia, czego się obawiałem. On sam także nie, ale to (niestety!!!) wiedziałem już przed rozpoczęciem czytania. Ale, tak jak powiedziała Softy, samo to nie jest takie ważne, jak to CZEMU i w jaki sposób nie ginie. A ten był (no cóż – trochę naciągany i taki heroiczny itd.), ale jednak i tak ciekawy. (END of spoiler!) To chyba tyle, co chciałem umieścić w temacie Potter talk. Jest to dużo mniej informacji niż pierwotnie zamierzałem umieszczać, ale wydaje mi się, że tyle wystarczy. W sumie nie muszę przecież umieszczać wszystkich SMSów, żeby móc powiedzieć, że książka mi się podobała i że warto ją przeczytać. Nie będę mieć wprawdzie „dokładnej relacji z własnych odczuć w trakcie pierwszego czytania”, ale dzięki temu, kiedy już połowę rzeczy z niej zapomnę, będę mógł się na nowo, na „świeżo” nią delektować. A to mi odpowiada.
No dobrze – here is the definite end of Potter number 7 talk.

TV Shows

Lost is back!!

And I’m very happy about it, cause now, after watching two episodes, I can tell you – this show is still AWESOME!

"The Beginning of the End" – pierwszy odcinek nowego sezonu nie zaczyna się, co ciekawe, od zbliżenia czyjegoś oka, tak jak to miało miejsce przy premierze wszystkich poprzednich serii (s1 – Jack, s2 – Desmond, s3 – Juliet). Pierwszym kadrem czwartego sezonu jest bowiem… piramidka ułożona z pomarańczy, w którą po chwili wjeżdża czerwone auto. Kierowcą jest, jak się później okazuje, Hurley. I to jego retrospekcje (czy raczej flash-forwardy) pojawiają się w tym odcinku. Hurley wraca na powrót do domu wariatów, bo widzi… Charliego, który nakazuje mu… powrót na wyspę. Przy okazji Hurley spotyka też Czarnego Gościa, który wypytuje go o resztę rozbitków i o to czy „oni na pewno żyją?”. Ogólnie rzecz biorąc (bo nie chce mi się wchodzić już w więcej szczegółów) odcinek robi duże wrażenie i pozwala zapomnieć o tym ile czasu twórcy kazali nam czekać na nową serię (a było to ni mniej, ni więcej tylko… 9 miesięcy (ja akurat czekałem „tylko” 5).

„Confirmed Dead” to odcinek skupiający się na nowych bohaterach Lostowej opowieści, czyli ludziach z frachtowca, którzy przylecieli helikopterem, żeby uratować naszych rozbitków. Pytanie jednak czy aby na pewno po to przylecieli?
(SPOILER!) „Saving you isn’t our primary objective”, „We’re looking for… Benjamin Linus!” (END of Spoiler) Ogólnie odcinek jest bardzo ciekawy i wciągający. Pojawia się też parę  nowych interesujących rzeczy, jak chociażby ten szkielet misia polarnego z obroża Dharmy, na pustyni w Tunezji. No i oczywiście WIELKA INFORMACJA, którą gracze „Find 815” poznali już wcześniej, czyli fakt iż… odnaleziono wrak statku linii Oceanic z ludźmi na pokładzie(!!!) gdzieś w okolicach Sumatry. Ten fakt otwiera drogę do nowych domysłów i nowych teorii.No i ten koniec – „I have someone on their boat!” Bena. Really interesting! Can’t wait for the next one!

“The Economist” – odcinek z serii WTF?? Więcej pytań niż odpowiedzi (ok – jest jedna – Sayid jest jednym z Oceanix Six, poza tym – NOTHING)
Question number 1 – why is future-Sayid working for…
(SPOILER!!!) Ben? (END of spoiler!). Question number 2 – what was going on with the blonde-girl? Why he had to kill her? Why she wanted to kill him? And whose the “Economist”, except the fact that we know he definitely has nothing to do with economics? But I guess that’s question number 3. OK – I think that was the major question issues in this one. One FACT more – the time on the Island DOES past slower than in the real world. The flare/something else however it’s called send from the boat to the Island traveled  half hour longer than it should. Plus it took it 2 hours and 45 minutes/3 hours 16 minutes longer than expected. That’s interesting. J
[End of episode three talk]

"Eggtown" – Flashforwardy Kate i jej proces. I to, że zgadza sie na deal niewyjeżdzania ze stanu przez najbliższe 10 lat, żeby mogli ją zwolnić. Spotyka Jacka, który chciałby się z nią spotykać, ale ona stawia mu ultimatum – musi najpierw zobaczyć dziecko. Dziecko Kate. Tylko, że problem polega na tym, że nie wiadomo za cholerę czy to dziecko Kate i Sawyera czy też Claire, bo (jak się dowiadujemy pod koniec) dzieciak nazywa się Aaron. Hmm – coincidence? I think not. Tylko czemu Kate zabierałaby dzieciaka Claire?? Keine Ahnung. Poza tym w odcinku fajna akcja pomiędzy Milesem (kolesiem z frachtowca), a Lockiem – odbezpieczony granat w buzi rzeczywiście może zmusić kolesia do udzielania odpowiedzi.
A skoro o tym już mowa – to metody Locke są rzeczywiście dość drastyczne (nadal mu nie daruję, że podpuścił Sawyera do zabicia swojego ojca/oryginalnego Sawyera), a on sam mega wkurzający. Jednak w tym sezonie jego osoba nie działa na mnie aż tak, jak to robiła w poprzednim, kiedy to aż kipiałem ze złości na jego pomysły. ;)

"The Constant" – this one was really, really good. Desmond, Sayid i … podróżują do… (CDN)
[udpade! (made muuuch later (07.12.08)) - CDNN (Ciąg Dalszy Nie Nastąpi), sorry. Już dawno skończyłem 4 sezon i teraz już nie chce mi sie wracac do recenzowania tych odcinkow, odslyam do Billie Doux ;)]

Plus LINK. (a tuaj dokładniejsze recenzje Billie Doux)

(end of transmission)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS