RSS
 

Notki z tagiem ‘concert’

Imagine Dragons w Łodzi

03 lut

Mimo, że ostatnimi czasy mało udzielam się na blogu, poświęcając czas na działania związane z FILM.COM.PL, postanowiłem zrobić wyjątek dla kronikarskiego wpisu z serii tych muzycznych. Powód jest bowiem warty odnotowania. Wczoraj odbył się pierwszy polski koncert Imagine Dragons. Chwila, na którą czekałem od dawien dawna. Tak dawna nawet, że w międzyczasie skorzystałem z okazji i zaliczyłem dwa inne koncerty grupy – w Berlinie i Kopenhadze.

Koncert w Łodzi jest jednak szczególny, gdyż wreszcie grupa doceniła starania polskich fanów, którzy zasypywali ich media społecznościowe prośbami o przyjazd, (co zresztą zostało wprost skomentowane przez wokalistę w pewnym momencie koncertu). Grając niewiele ponad godzinę (1h 15min) zespół zaprezentował się jednak z wyjątkowo dobrej strony, bawiąc widzów mieszanką energetycznych hitów z drugiej płyty („Smoke and Mirrors”), nie zapominając oczywiście o największych przebojach poprzedniczki („Night Visions”).

Wszystko zaczęło się w rytm „Shots”, które pobudziło zgromadzoną pod sceną publiczność do gromkich reakcji, a gdy z głośników kilka utworów dalej poleciały pierwsze nuty „Roots”, najnowszego singla zespołu, (a na ekranach pojawiły się intrygujące wizualizacje, ukazujące korzenie drzew, owijające twarze członków zespołu), wiadomo było, że widzów czeka niezapomniany wieczór.

Jednym z ciekawszych i wartych oddzielnego komentarza momentów była początkowa przemowa Dana Reynoldsa, poprzedzająca wykonanie lirycznej wersji „Forever Young” z repertuaru Alphaville. Przemowa o sile muzyki, łączącej ludzi ponad podziałami i pomagającej jednoczyć się w trudnej sytuacji geopolitycznej, która obecnie panuje na świecie, była intrygującym momentem i ciekawym unaocznieniem ścieżki rozwoju, jaką przeszedł zespół od swoich początków. Kiedy bowiem przyjechali do Europy po raz pierwszy, na swoim pierwszym europejskim koncercie w małym Berlińskim klubie, wokalista zagadywał ludzi, pytając ich co sądzą o plotce na temat powstania nowych „Gwiezdnych Wojen”. Teraz, wypełniając koncertowe areny, podejmuje tematy z „wyższej półki”, przy okazji opiewając zawód muzyka, który „kocha całym sercem”, jak powiedział pod koniec przemowy. Stonowane, spokojne, bardzo liryczne wykonanie „Forever Young”, które nastąpiło potem, sprawiło, że publiczność mogła poczuć falę uniesienia, która rozchodziła się ze sceny na wszystkie sektory łódzkiego obiektu koncertowego. To liryczne wykonanie utworu można zresztą zaliczyć do jednego z highlightów wieczoru.

Drugim niezmiernie mocnym momentem była energetyczna bomba zdetonowana przy kawałku „I’m So Sorry” gdzieś w połowie setu, które wprawiło publikę w dziki szał pod sceną, wyzwalając w słuchaczach nieprzebrane pokłady energii. Największym zaskoczeniem okazał się jednak pisk publiczności przy pierwszych nutach „I bet my life”. Był to chyba jeden z najgłośniejszych pisków entuzjazmu, jakie mogłem słyszeć w ostatnich miesiącach. Skakaniu i tańcom w rytm hitu z drugiej płyty nie było końca. Chyba żaden inny kawałek nie wywołał tak energetycznej reakcji, mimo, że radość fanów, dla których zespół specjalnie zagrał dawno nie wykonywany utwór „Bleeding Out”, była ogromna. Hala koncertowa chóralnie zaśpiewała także wszystkie zwrotki „Demons”, a fala światła, która wypełniła halę w trakcie „Gold” (poprzedzonego świetnym spokojnym, akustycznym wstępem), wypaliła się zapewne na stałe na siatkówkach i w mózgach wielu osób. Zespół przechodził zresztą płynnie między energetycznymi utworami, porywającymi do tańczenia i skakania, a tymi, które dobrze słuchało się jedynie stojąc na płycie Atlas Areny. Pięknie wybrzmiało „Dream”, w trakcie którego światełka telefonów poszły w górę, czy „Hopeless Opus”, które lirycznie bujało publikę.

Szczególnie udane były także solowe występy poszczególnych członków zespołu, będące swoistym intro do kolejnych utworów. Nie dość, że pokazujące pasję, zaangażowanie, a często także wirtuozerię muzyków, to stanowiące do tego muzyczny rebus, swoistą zabawę w „Jaka to melodia?”* dla zgromadzonej w Atlas Arenie publiczności na to kto szybciej zgadnie, jaki utwór za chwilę zostanie zaprezentowany. Publika niemal zawsze celowała poprawnie, już po kilku nutach wykazując wielką radość z okazji zbliżającej się piosenki. Tym samym, zagrane na finał „Radioactive”, które pozwoliło wypłynąć zespołowi na szerokie wody mainstreamu, było jedynie jednym z wielu emocjonujących momentów łódzkiego koncertu. To pokazuje tylko, że Imagine Dragons nie są jedynie zespołem jednego hitu, ale skrupulatnie dostarczają fanom nowych materiałów, które będę oddziaływać na słuchaczy emocjonalnie. Muzyka rzeczywiście jest ponad podziałami.

PS. * Komentarz znajomego (pozdro MR), który „po jednej nutce” rozpoznał jeden „Polaroid”, jeden ze swoich ulubionych kawałków zespołu, który sam dażę dużym uczuciem.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Music

 
 

  • RSS