RSS
 

Notki z tagiem ‘crossover’

The Best of Community,

22 mar

czyli 14 najlepszych odcinków na rok 2014.

#CrossoverTime – wpis o jednym z ulubionych seriali komediowych, napisany wspólnie z Michałem z Salonu Filmowego. ENJOY away! :)

“Słowo wstępne”

Salon Filmowy: Dlaczego Community i dlaczego tekst przygotowany wspólnie z Kaczym? Zdaniem wyjaśnienia, to właśnie Michał był pierwszą osobą, od której dowiedziałem się o serialu i jednocześnie orędownikiem, żebym jak najszybciej zaczął oglądać komediowy serial. Na jednym z filmowych blogów zachwalano go jako produkcję przełomową, między innymi ze względu na usunięcie śmiechu z off’u, który od wielu lat jest nieodłącznym elementem sitcomów. Pierwszy odcinek nie wywołał wielkiego entuzjazmu, ale oglądałem dalej i od drugiego epizodu było coraz lepiej. Ale po obejrzeniu pełnego drugiego sezonu miałem kilkumiesięczną przerwę od produkcji. Nie wiem, czy powróciłbym do oglądania “Community”, gdyby nie plany napisania z Kaczym wspólnego tekstu, którego idea zrodziła się wiele miesięcy temu. Cieszę się, że do oglądania serialu powróciłem, bo dopiero w trzecim sezonie znalazłem ulubiony odcinek. Zarówno ja i Kaczy uzgodniliśmy wstępnie, że każdy wybiera po 10 epizodów, ze wszystkich dotąd wyemitowanych. Poniżej do każdego z odcinków napisaliśmy krótkie uzasadnienie, dlaczego ten epizod znalazł się na liście “The Best of”.

Kaczy: O “Community” dowiedziałem się z zaprzyjaźnionego bloga filmowego – Filmstock.pl, także wzajemna sieć polecania dobrych rzeczy czyni czasami małe cuda. Dzięki ciekawemu tekstowi, sięgnąłem po pierwszy odcinek i, podobnie jak Michał, nie byłem zachwycony. Wszystko zmieniło się z kolejnymi epizodami, a już czwarty miał na mojej prywatnej liście serduszko przy ocenie. “Community” to po prostu raj dla geeków, produkcja, która w humorystyczny sposób odnosi się do tylu fenomenów popkultury, stawiając je w nowym świetle, że nic tylko siedzieć i się rozkoszować. Cieszę się więc, że udało mi się namówić Michała na seans oraz wspólne ułożenie tej listy. Radością z oglądania jednych z najlepszych produkcji w telewizji należy się dzielić.

Najlepsze epizody z sezonu 1-ego

1×02 “Spanish 101” (Salon Filmowy)

Salon Filmowy: drugi odcinek to “Community” w pigułce. Bohaterowie nie zawsze są dla siebie sympatyczni, ale kiedy zachodzi konieczność to “stoją za sobą murem”. Wszystko przeplatane spektakularnymi, irracjonalnymi scenami, jak inscenizacja na lekcji języka hiszpańskiego przygotowana przez Jeffa i Pierc’a. To także odcinek, w którym pojawia się Señor Chang. Bez Kena Jeonga, którego wcześniej znałem wyłącznie z “Kac Vegas”, “Community” nie byłoby tak dobrym serialem. Chang jest nawet kluczową postacią tej opowieści, ale o tym opowiada zupełnie inny odcinek. Żeby nie przesadzić z pochwałami, to w gruncie rzeczy ten odcinek był moim pierwszym wyborem ze względu na Troya i Abeda i ich spektakularny hiszpański rap zamykający odcinek!

1×04 “Social Psychology” (Kaczy i Salon Filmowy)

Kaczy: Niespodziewana przyjaźń Shirley i Jeffa zbudowana na wspólnym obgadywaniu innych? Świetny pomysł, który w niezły sposób namiesza w relacjach z członkami grupy. A miejsce na liście należy się w szczególności za psychologiczny eksperyment, który wymyka się spod kontroli i Abeda, który całą sytuację kwituje swoim „Cool”.

Salon Filmowy: Supersprzęty wymyślane przez Pierce’a, doświadczenia na ludziach, które dowodzą pozaziemskiego pochodzenia Abeda? Czyli świetna zabawa bazująca na całkowicie nie śmiesznych motywach socjologicznych eksperymentów na ludziach. Ku jeszcze większej radości kolejne błyskotliwie niezręczne zakończenie w wykonaniu Troya i Abeda.

1×07 “Introduction to Statistics” (Kaczy i Salon Filmowy)

Kaczy: Halloweenowe odcinki należą do czołówki odcinków „Community”, a wszystko zostało zapoczątkowane w tym epizodzie. Abed jako Batman to jedna z najlepszych rzeczy, jaka przytrafiła się temu serialowi i główny powód dla którego serduszko widnieje przy ocenie tego odcinka. No i to właśnie dzięki temu odcinkowi później dostaniemy piękne zdanie: „Abed is Batman. Podpisano: Christian Bale”.

Salon Filmowy: Pierwsza i najlepsza impreza Halloweenowa w wykonaniu ekipy. To w tym epizodzie pojawia się Mroczny Rycerz, który w serialu włada jeszcze bardziej zachrypniętym głosem niż Christian Bale. Spokojną i nudną imprezę w oryginalny sposób ożywia Pierc’e aka Beast Master. I ciekawe przemyślenia, co też można by zrobić, jeżeli pewnego dnia przyjdzie się obudzić pod postacią donuta.

1×09 “Debate 109” (Salon Filmowy)

Salon Filmowy: Twórcy “Community” doskonale radzą sobie z żonglowaniem motywami filmowymi, ale z powodzeniem umieją odnieść się również do poza filmowych tematów. Debata 109 jest właśnie takim epizodem, w którym poza filmowymi motywami, jak produkcje Abeda przewidujące przyszłość, to także rozważania nad kondycją ludzkości. Czy człowiek jest z natury dobry, czy zły? Na to pytanie twórcy serialu znajdują z właściwym sobie urokiem oczywistą odpowiedź…A na koniec bardzo przyjemna parodia sceny kończącej epizod “Spanish 101”.

1×21 “Contemporary American Poultry” (Salon Filmowy)

Salon Filmowy: To mój #2 na liście ulubionych odcinków “Community”. Po prostu wspaniała zabawa z konwencją “Chłopców z Ferajny” Martina Scorsese. Najlepsza parodia kina gangsterskiego, która kiedykolwiek powstała. Wszystkie historie powstania i upadków wielkich imperiów (nawet tych “drobiowych”) powinny właśnie tak wyglądać!

Najlepsze epizody z sezonu 2-ego

2×06 “Epidemiology 206” (Kaczy)

Kaczy: Kolejny doskonały odcinek Haloweenowy. Twórcy wyraźnie mają jeszcze lepsze, bardziej szalone pomysły, gdy wiedzą, że mogą ubrać swoich bohaterów w nietypowe stroje. Prawdziwy wirus zombie szalejący na kampusie? Troy próbujący wszystkich uratować w stroju Ripley z drugiego „Aliena”? Abed jako wspomniany Alien? Czego chcieć więcej? Rozprzestrzenia się Chaos. I o to chodzi!

2×09 “Conspiracy Theories and Interior Design” (Kaczy i Salon Filmowy)

Kaczy: Teoria spiskowa na terenie uniwersytetu? Na dodatek taka, która stawia przyjaciół po dwóch stronach pokoju z wycelowanymi w siebie pistoletami? Miasto-fort, zbudowane z kocy?! Przecudownie proste i wyśmienicie zrealizowane pomysły. No i ta końcowa scena, wprowadzająca Protokół Zakończenia (Protokół Omega) w życie. Świetne!

Salon Filmowy: Spiskowa teoria dziejów to jedna z moich ulubionych filmowych dziedzin, czy to w ujęciu komediowym, czy to całkowicie na poważnie. Nie powinno więc nikogo dziwić, że odcinek poświęcony przedmiotowi “Teorie spiskowe i wyposażenie wnętrz” zalicza się do moich ulubionych epizodów “Community”. Ten odcinek ma w sobie wiele dobrych cech charakterystycznych “Community”: dioramy, budowanie fortów i zabawy, które najczęściej źle kończą się dla Dziekana.

2×23 A Fistful of Paintballs (1) (Salon Filmowy)

Salon Filmowy: W zakończeniach “Community” farba leje się gęsto! Zakończenie drugiego sezonu to mały majstersztyk, który nawet tytułem oddaje hołd wielkiemu twórcy spaghetti westernów – Sergio Leone. Oczywiście odwołań do klasyki jest tu znacznie więcej. W 20-minutowym odcinku znalazło się jeszcze miejsce dla odwołań do takich produkcji, jak “Battle Royale” czy “Klasa 1984”.

Najlepsze epizody z sezonu 3-ego

3×04 “Competetive Ecology” (Kaczy)

Kaczy: Kiedy grupa musi wybrać swoich nowych partnerów do współpracy na lekcjach biologii, all hell breaks loose, gdyż jej członkowie ujawniają wszelkie wzajemne animozje. To oczywiście zapewnia wszelkiego rodzaju zabawne dyskusje, które przysparzają ogromu pozytywnych emocji. Sposób, w jaki członkowie grupy wzajemnie na siebie krzyczą, jest zarówno bardzo prawdziwa psychologicznie, jak i piekielnie humorystyczna.

3×08 Documentary Filmmaking: Redux (Salon Filmowy)

Salon Filmowy: W trzecim sezonie twórcy Community do perfekcji opanowali parodiowanie konwencji filmów dokumentalnych, a że filmy dokumentalne to jedne z najbardziej docenianych produkcji w Salonie Filmowym nie inaczej ma się sprawa z “dokumentalnymi” odcinkami “Community”. Wśród wszystkich epizodów, ten jest moim ulubionym, bo poza tradycyjnym igraniem z konwencją, tutaj za kanwę posłużył jeden z moich ulubionych filmów “Czas Apokalipsy” oraz “Hearts of Darkness: A Filmmaker’s Apocalypse:, który przedstawiał paranoję panującą na planie nieśmiertelnego filmu wojennego, opartego na prozie Josepha Conrada.

3×09 Foosball and Nocturnal Vigilantism (Salon Filmowy)

Salon Filmowy: Nie przepadam za żartami natury narodowej, które pojawiają się w tym odcinku, ale “Foosball  and Nocturnal Vigilantism” zasłużył, żeby znaleźć się w tym zestawieniu z dwóch powodów. Przede wszystkim to wielki powrót Mrocznego Abeda, tzn. Mrocznego Rycerza! Batman udowadnia, że zaiste jest największym detektywem wszechczasów. Drugi powód to wplatanie osobistych wątków bohaterów, dzięki którym spogląda się na nich z odrobinę innej perspektywy. Stają się rzeczywistymi bohaterami, a nie tylko odtwórcami skeczy. Wątki osobiste stały się kluczowe w trzecim i czwartym sezonie. W jednym z ostatnich, jak na razie odcinków Abed zauważa słusznie: “pamiętam, kiedy ten serial był jeszcze o szkole i nauce”. Teraz punkt ciężkości przeniesiono na inne wątki i choć najwięcej dobrych epizodów wybrałem z pierwszego sezonu, to całościowo trzeci i czwarty wcale nie są gorsze.

3×14 Pillows and Blankets (2) (Kaczy i Salon Filmowy)

Kaczy: To chyba mój ulubiony odcinek ze wszystkich! Opowiedziany w formie filmu dokumentalnego, przedstawia intrygującą historię walki zwaśnionych stron dwóch „miast” fortowych. Walkę, z której nikt nie wyjdzie zwycięsko. Doskonale wyważone elementy, ukazujące jak powinno kreować się wciągające dokumenty. A wszystko to okraszone specyficznym, „Communitowym” humorem. Perełka!

Salon Filmowy: Oto kolejny wspaniały odcinek w konwencji dokumentalnej. Poza doskonałą stroną merytoryczną, epizod 14 z trzeciego sezonu to także perfekcja w wykonaniu odcinku. Zdjęcia, montaż, dźwięk – wszystko to wskazuje, że ma się do czynienia z profesjonalną produkcją dokumentującą wiekopomne wydarzenia.

3×20 “Digital Estate Planning” (Kaczy)

Kaczy: Odcinek w formie 16 gigowej gry RPGowej? Takie rzeczy tylko w „Community”, które nie boi się wrzucać swoich bohaterów w nietypowe środowiska. Pomysł genialny w swojej prostocie, umożliwiający ponadto interesujące skwitowanie charakterystycznych cech każdego z bohaterów i uczynienie z nich atutów animowanych postaci. Świetna, prześmiewcza zabawa, na dodatek zaopatrzona we wpadającą w ucho muzykę znaną wszystkim fanom konsol z początku lat 90tych. Ach, ten czar wspomnień! ;)

Najlepsze epizody z sezonu 4-ego

4×11 “Basic Human Anatomy” (Kaczy)

Kaczy: Czwarty sezon to dramatyczny spadek formy. Co jednak ciekawe – trudno dokładnie określić co poszło nie tak, gdyż na pierwszy rzut oka wszystkie elementy składowe, które uczyniły z serialu mały fenomem, są tam wciąż obecne. Podane jednak w nieco inny, mniej zabawny, a bardziej oklepany sposób, przez co nie bawią już tak jak kiedyś. Ogółem więc żaden odcinek nie powinien się znaleźć na liście najlepszych, ale za pomysł “Wszyscy jesteśmy połączeni” oraz ostatnią scenę w kawiarni, “Basic Human Anatomy” chyba należy się miejsce na tej liście. Taki miły prezent dla fanów, choć nie zrealizowany w 100%.

.

Słowo na zakończenie

Salon Filmowy: Community i co dalej? Wszystkie 4 sezony obejrzałem w ubiegłym roku. Choć serial mnie bawił, zanim rozpocząłem przygotowanie tego tekstu nie miałem przeświadczenia, że “Community” jest serialem wybitnym, do którego warto wracać. Ale kiedy spośród 84 dostępnych odcinków miałem wybrać wyłącznie 10 najlepszych zadanie to okazało się trudne. Po namyśle udało mi się wyselekcjonować “najlepsze” odcinki, ale pozostało wiele innych, które były niemniej ważne i dobre. Community to wyjątkowy serial, którego oglądanie sprawiło mi dużo przyjemności. Teraz rozpoczęła się emisja piątego sezonu. Z oglądaniem najnowszych epizodów poczekam, kiedy będzie już dostępny cały sezon. Największą frajdę z oglądania “Community” miałem dzięki temu, że oglądałem je zaledwie w trakcie kilku dni.

Kaczy: „Community” to serial odpowiadający na pewną niszę – produkcja tak naszpikowana odniesieniami do innych dzieł filmowych i ich reguł, że zadowoli każdego człowieka, który nazywa siebie fanem dzieł X Muzy. Z tego prostego pomysłu twórcy uczynili swój największy atut, bawiąc się formą swojego serialu i nie bojąc się wyzwań. Tam, gdzie inni popadają w stagnację formuły, „Community” zawsze odnajdzie asa w rękawie, rzucając nim w uśmiechnięte twarze twórców innych seriali. Wyjątkowo zgrabnie komplementuje się tutaj inne produkcje komediowe, ze szczególnym wskazaniem „Cougar Town”. Poziom meta-odniesień, jakie w pewnym momencie zaserwują nam twórcy, jest tak zabawny, że aż nie sposób cieszyć się z takiego obrotu spraw, będąc fanem obydwu produkcji. „Community” to po prostu świetna rozrywka, która nie ubliża widzowi, a pozwala mu na przypomnienie sobie dlaczego tak naprawdę kocha przygody wyimaginowanych postaci. Bo to świetne medium wszelkiego rodzaju emocji!

PS. Rozpoczęta w tym roku piąta seria to niestety trochę popłuczyny po dniach świetności tego serialu i zaledwie pojedyncze odcinki jako tako się bronią. Takim na pewno jest 5×05 „Geothermal Escapism”, jednak sporo mu brakuje by dostać się do topu najlepszych. Niemniej to, niestety, wyjątek od reguły w drastycznie spadającym poziomie produkcji. Dobrze jednak, że mamy doskonałe pierwsze trzy serie! :D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii TV Shows

 

Spaced

20 wrz

Daisy zrywa ze swoim chłopakiem. Tim zostaje rzucony przez dziewczynę. W wyniku tych wydarzeń oboje potrzebują znaleźć dla siebie nowe lokum. Kiedy przypadkiem spotykają się w londyńskiej kawiarnii, postanawiają sobie pomóc i… zamieszkać razem.

Tak rozpoczyna się brytyjski serial komediowy „Spaced“. W tym wpisie chciałem go Wam nieco przybliżyć. Po raz kolejny w kooperacji z Tomem Braiderem, autorem Filmstock.blog.pl, gdyż obaj bardzo szybko wkręciliśmy się w tę produkcję. Teraz postanowiliśmy przedstawić Wam 10 powodów dla których warto w wolnej chwili sięgnąć po „Spaced“.

1. Żeby zobaczyć początki współpracy tria: Simon Pegg – Edgar Wright – Nick Frost, czyli ekipy, która dała światu doskonałe komedie „Wysyp Żywych Trupów“ i „Ostre Psy“.

2. Żeby zobaczyć jak tworzyć interesującą historię, nawet jeśli dotyczy ona czegoś tak trywialnego, jak wspólne mieszkanie dwójki ludzi. Z odcinkami dotyczącymi tak codziennych rzeczy, jak: niemoc twórcza, niechęć zabrania się do pracy, czy wypad na imprezę.

3. Dla dynamicznego montażu niedynamicznych scen i licznych przebitek w głąb myśli bohatera. Montaż kontrastujący z tempem wydarzeń jest niemalże znakiem firmowym Wrighta i już tutaj widać czemu reżyser zyskał szerokie grono fanów, którzy uwielbiają takie zagrania w jego produkcjach.

4. Gdyż serial opowiada o przeciętnym życiu przeciętnych ludzi, przez co łatwo można się odnaleźć w towarzystwie bohaterów. Bo każdy był, aktualnie jest, bądź będzie w punkcie, w którym nie wie dokąd zmierza jego życie i jest jakby „zawieszony w próżni”

5. Dla popkulturalnych smaczków. To nimi stoi serial i to one stanowią dużą część jego uroku. Cytuje się tu wiele produkcji. Bohaterowie uwielbiają komiksy i science-fiction. Do tego Tim ma w swoim pokoju plakat „Buffy”, do którego się modli, prosząc o radę. Także – jak można nie polubić tego bohatera?

6. Bo jest na tyle brytyjski aby wiedzieć, że nie oglądasz kolejnego wytworu Hollywood, a na tyle amerykański, aby nie zarzucać zbytnim absurdem, który zdarza się w niektórych wyspiarskich produkcjach.

7. Bo jakimś cudem, mimo iż większość postaci to kompletne dziwaki, to lubisz wszystkich; (a Brian to już bije wszelkie rekordy pod względem proporcji: szleństwo/sympatia).

8. Warto sięgnąć po serial, dla scen, takich jak ta:

9. Bo od razu, gdy obejrzycie wszystkie odcinki, w normalnym życiu znajdą się okazje, by zacytować sytuacje z serialu. (Ja miałem tak ze sceną, w której Tyres tańczy na środku ulicy, gdyż jest tak nabuzowany, że muzykę słyszy wszędzie – w światłach drogowych, klaksonach samochodów, pisku opon, itd., więc stoi na przejściu i bouncuje).

10. To tylko czternaście 25-minutowych odcinków, także: co macie do stracenia? :)

Bonus: Ulubiony odcinek: Kaczy: „Art”, Tom: „…”

To tyle! Generalny przekaz jest taki: sięgnijcie, nie pożałujecie! :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii TV Shows

 

Summer Opener, part III

22 cze
Po Honorable Mentions i miejscach #10-6, przyszła pora na pierwszą piątkę naszej Listy Najlepszych Filmowych Czołówek

#5 "Casino Royale
 

Kaczy:
Najlepsza ze wszystkich Bondowych czołówek, w interesujący sposób wprowadzająca nas w jeden z najważniejszych elementów fabuły, czyli grę w Pokera. Pomysł prosty, ale wyjątkowo umiejętnie wprowadzony w życie, co przyniosło oczekiwane efekty. Jednak jakieś 70% sukcesu opener do "Casino Royale" zawdzięcza świetnie dobranemu utworowi otwierającemu. "You Know My Name" Chrisa Cornella jest niepodobne do żadnej piosenki, która kiedykolwiek otwierała film o Agencie Jej Królewskiej Mości, przez co staje się wyjątkowo dobrym zwiastunem zmian, jakie zaszły w tym odcinku agenta 007. (Utwór jest zresztą na tyle chwytliwy, że po seansie leci nam w głowie jeszcze przez wiele godzin). 

Tom:
Zagrajmy w pokera! Czy coś. Nie ma się tutaj nad czym wielce rozwodzić. To jest naprawdę mocne intro, bierze nas z zaskoczenia, pokazuje całą genezę bondowskich wstępniaków, jest utrzymane w specyficznym i znanym klimacie, ale jednocześnie widać powiew świeżości w całej serii. To też prawdopodobnie najlepszy fragment filmu ever, którego motywem przewodnim są kolory karciane ;). 

#4 "The Girl with the Dragon Tatoo
 

Kaczy:
Gdybym sam tworzył tę listę, czołówka do Fincherowskiej "Dziewczyny z Tatuażem" trafiłaby na pierwsze miejsce, tak ogromnie mi się podoba. W idealny sposób oddaje bowiem wszystkie emocje, które powinna zawierać opowieść o Lisbeth Salander, Michealu Bloomqviście oraz ich wspólnym śledztwie. Dzikość, nieokiełznanie, brutalność, pociągająca moc destrukcji oraz ukryty w nich pierwiastek piękna, który przyciąga nasz wzrok i nie pozwala go oderwać. Dynamiczna muzyka i wyśmienita wizualizacja budują napięcie i niosą ogromny ładunek emocji, zapowiadając seans, będący prawdziwą jazdą bez trzymanki. I choć sam film nie jest aż tak wyśmienity, to czołówka pozostaje jego najlepszym elementem i pokazem tego, co można stworzyć, gdy wkłada się w swoją pracę 100% serca. Cudo! 

Tom:
Kaczy tutaj jara się maksymalnie tą sekwencją i zresztą ma w tym sporo racji. Jeśli natomiast chodzi o mnie, to całkowicie kupuje to intro jeśli chodzi o stronę wizualną, bo jest po prostu genialnie przerażająca, natomiast zupełnie nie odpowiada mi cover "Immigrant Song" przygrywający w tle. Po pierwsze oryginał pasował by tak samo, więc po co nagrywać inną wersję (nigdy jeszcze nie zagłębiłem się w temat, czy nie łatwiej wykupić licencję na użycie utworu, niż płacić za nagrywanie w studiu), po drugie przeszliśmy z epickiego rocka na jakiś taki pseudo industial, przy którym maczał palce Trent Reznor, którego to raczej nie trawię, do tego wokal Karen O, który kompletnie nie jest w stanie udźwignąć ten piosenki. Choć trzeba przyznać, że w kinie pewnie działa i nawet samo video zasługuje na to zaszczytne miejsce w notowaniu. 

#3 "Drive
 

Kaczy:
Przede wszystkim: muzyka! Poza tym miasto z lotu ptaka i różowe napisy. To właśnie one tworzą klimat przez duże K i pokazują, jak nietypowy film za chwilę obejrzymy. Sekwencja początkowa nastraja nasze zmysły, by były gotowe na ucztę, do jakiej za chwilę zasiądą. Bo to właśnie klimat, tworzony przez ciekawe kadry i doskonale dobraną muzykę, jest głównym atutem tego obrazu. 

Tom:
Zawsze, gdy myślę o "sekwencji otwierającej Drive", to poza poniższym fragmentem mam też na myśli scenę, która następuje bezpośrednio przed nim. Odbierający dech pościg, który powoduje gwałtowny przypływ adrenaliny, po czym nagle i zdecydowanie wchodzą lekko ejtisowe bity i klimat – prawie jak w Vice City (<3). 

#2 "Se7en
 

Kaczy:
Tajemniczość, brud, oznaki szaleństwa, a przynajmniej sugestia choroby, unosi się nad tą czołówką. Jest bowiem coś chorego i obskurnego w sposobie, w jaki bohater wykonuje ukazane na ekranie czynności. Czołówka idealnie więc charakteryzuje cały klimat filmu, który będzie duszny, "oblepiający", silnie oddziałujący na zmysły i zwyczajnie niezapomniany. Jednocześnie, w pośredni sposób, ten opener przedstawia nam jednego z najważniejszych bohaterów, charakteryzując jego naturę. Świetna robota! 

Tom:
Brrr… aaaa, co to jest?! Ała! Ssssss… Zabierzcie to ode mnie! AŁ! Nie rób tego! AAAaaaaa! 

#1 "Watchmen

Kaczy:
Alternatywna wersja historii USA, ukazana w serii ikonicznych fotografii, które zyskały "lekki" lifting. Czołówka w prosty sposób wprowadza nas w realia świata przedstawionego, pokazując z jaką wersją rzeczywistości będziemy mieli do czynienia. Jednocześnie pojedyncze kadry stanowią małe hołdy oddane dziełom, które je zainspirowały. Świetna robota koncepcyjna, wyjątkowo dobre wykonanie oraz fakt, że ta czołówka sprawdza się równie dobrze jako samodzielne miniaturowe dzieło, (niezależne od filmu) sprawiły, że znalazła się na podium naszej listy. 

Tom:
W czasie rozmów, gdy ustalaliśmy ostateczną kolejność, to prawie od razu było wiadomo, że to intro wygra lub przynajmniej będzie bardzo wysoko (mimo słabości Kaczego do ostatniego dzieła Finchera) i gdy oglądam je po raz milionowy, żeby upewnić się czy to był słuszny wybór nie mam najmniejszych wątpliwości, że tak. Intro idealnie wprowadza w alternatywną rzeczywistość filmu, ma przeszywający nastrój, który później film od niego przejmuje, niczym pałkę sztafetową. Wolne ujęcia pokazujące wzlot i upadek superbohaterów, chwile doniosłe, chwile poniżające. Do tego kaznodzieja Bob Dylan swoim złamanym głosem dobitnie uświadamia, że czasy się zmieniają, że ze szczytu droga na sam dół wcale nie jest taka długa, czasy zmieniają się na prawdopodobnie gorsze, a jeśli nie, to na pewno szykuje się spora rewolucja. Najlepsze intro ever mości państwo. 

Od nas tyle! 
Jeśli uważacie, że w naszym zestawieniu pominęliśmy jakąś wyjątkowo ważną, arcyciekawą, czy wręcz przełomową sekwencję początkową, albo chcecie podzielić się Waszymi typami na najlepsze openery, nie krępujcie się i dajcie znać w komentarzach. 
Na zakończenie dodam jeszcze, że dobrze bawiliśmy się tworząc to zestawienie, więc istnieje szansa, że powtórzymy podobny projekt w przyszłości. :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Summer Opener, part II

19 cze


Po Honorable Mentions przyszedł czas na właściwą część listy. Dzisiaj prezentujemy miejsca 10-6, w czwartek pojawi się pierwsza piątka! :) 

Także, bez dłuższych wstępów, oto Najlepsze Czołówki Filmowe (z pominięciem Spielberga i Lucasa) 

[UWAGA TECHNICZNA: Tym razem wersja wpisu z linkami do filmików, zamiast ich bezpośredniego umieszczenia, gdyż większość z nich jest w wersji "YouTube Only". Przepraszamy! (W następnym odcinku wszystko działa już sprawnie)] 


#10 "127 Hours
[Wideo niedostępne. Nie da się znaleźć odpowiedniej wersji tego intra, dlatego musicie uwierzyć Nam na słowo, że jest wyśmienite. Albo jeszcze lepiej – obejrzyjcie sam film (warto!) i przekonajcie się sami! :)] 

Kaczy:
Ta sekwencja początkowa świetnie kontrastuje z resztą produkcji. Jest dynamiczna, żwawa i pełna ruchu. Tempo podbudowuje energiczna ścieżka dźwiękowa w postaci utworu "Never Hear Surf Music Again" zespołu Free Blood, uzmysławiająca nam, że dla głównego bohatera wspinaczka jest jak narkotyk. W czołówce dostajemy też trywialną, acz kluczową dla całej historii scenę, w której Aron nie dosięga w szafce swojej komórki ani noża szwajcarskiego. Dwóch przedmiotów, które mogłyby mu się bardzo przydać w dramatycznej sytuacji, w której za niedługo się znajdzie. 

Tom:
Geniusz w swej prostocie. Szybkie nakreślenie sytuacji, solidny montaż, przyjemna muzyka. Jeździmy, biegamy, skaczemy i pływamy, aż do momentu, w którym Aron wpada do kanionu, głaz przygniata mu rękę, w mgnieniu oka nastaje grobowa cisza, a na ekranie pokazuje się napis "127 godzin", który jest niczym start jakiegoś diabolicznego stopera. Ciary. 

#9 "Terminator 2
WIDEO 


Kaczy:
Krótka sekwencja płonącaego placu zabaw, podbudowana dramatyczną muzyką, nie pozostawia złudzeń: Dzień Sądu się zbliża, a ogień nie oszczędza nikogo! Ta scena buduje też klimat na resztę filmu: przygotujcie się – nikt nie jest bezpieczny! 

Tom:
Tutaj wkrada się już nieco większy rozmach. Niesamowity motyw przewodni przygrywający do obrazów płonącego placu zabaw (zazwyczaj wypełnionego śmiechem i radością), napis "Judgement Day", oraz złowieszczo szczerzący zęby Terminator pod koniec doskonale budują napięcie i uświadamiają widza, że to co się za chwilę wydarzy to nie przelewki. Walczymy o los ludzkości, cena jest ogromna. Tak przy okazji walczymy ostatni raz – Terminatora 3 i 4 uważam za nieistniejące. 

#8 "Tropic Thunder
WIDEO 

Kaczy:
Sekwencja otwierająca, czyli zestaw trailerów filmowych, pokazujących nam wcześniejsze dokonania ekipy filmowej, która będzie kręcić swój kolejny film w azjatyckiej dżungli, pokazuje z jakimi bohaterami przyjdzie nam spędzić najbliższe półtorej godziny. Stanowi też świetny komentarz na temat poziomu niektórych hollywoodzkich superprodukcji, jak i zaskakujących upodobań samej widowni. Na dodatek to właśnie początek stanowi najzabawniejszy moment całego filmu. 

Tom:
"Jaja w tropikach" to przypadek bardzo ciekawy, jako, że prolog jest tak naprawdę jedyną wartościową częścią filmu. I to jaką! 4 przezabawne parodie najbardziej oklepanych schematów znanych ze srebrnego ekranu. Kupuję w całości. 

#7 "Ghost in the Shell
WIDEO 

Kaczy:
Niepokojący klimat (muzyka!) oraz fakt, że ta czołówka rodzi pytanie: gdzie kończy się maszyna, a zaczyna człowiek? A może jedno jest ściśle powiązane z drugim? Całego filmu jeszcze nie widziałem, ale sama czołówka buduje już napięcie, zaskakuje koncepcją i rodzi nietypowe pytania, więc może za niedługo wreszcie się zabiorę? :) Zwłaszcza, że Tom mocno poleca! 

Tom:
Uwielbiam to intro ponieważ jest w nim wszystko to, co w cyberpunkowej estetyce najlepsze. Piękna technologia, ale też dziwne poczucie "brudu", surowa muzyka, a przede wszystkim rozmyślania na temat człowieczeństwa. Czy twór widoczny na ekranie to jeszcze człowiek, czy już maszyna? Gdzie leży granica? W ostatnim etapie przecież wygląda jak normalna kobieta, ale choć jest całkiem naga, to na próżno szukać tu jakiejś seksualności, gdy wcześniej pokazano nam bezduszną maszynerię. 

#6 "Hot Fuzz"
WIDEO (pierwsze 2,5 minuty) 

Kaczy:
Tempo, tempo i jeszcze raz tempo! Czołówka zaskakuje rozpędzonym tempem akcji i szybkim montażem, które uderzają tym bardziej, że główny bohater wykonuje zwyczajne, rutynowe czynności. Robi to jednak w wyjątkowo nietypowy sposób, co zresztą świetnie nastraja na cały klimat filmu, który pokazuje "typową" angielską mieścinę i pracę małomiasteczkowego policjanta z diametralnie innej strony, przysparzając widzowi tony pozytywnych wrażeń. Obraz Wrighta wciąga i poryga, gdyż jest świetny od początku do końca, tak samo, jak ta czołówka. 

Tom:
Mistrzostwo świata w wykonaniu Edgara Wrighta. Zawrotne tempo, precyzyjny, aptekarsko dokładny montaż. W ciągu tych 4 minut w zawrotnym tempie dowiadujemy się wszystkiego o naszym głównym bohaterze, oraz o tym co nas właściwie czeka w ciągu seansu. Mimo szybkości całej sekwencji nie ma możliwości pogubienia się i zawrotów głowy. Brawa! 

CDN :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Summer Opener (Crossover Time!)

17 cze

Postanowiliśmy razem z Tomem z Filmstocka stworzyć listę Najlepszych Filmowych Czołówek, na dobry początek rozpoczętych przez nas wakacji. (Oby!, niektóre wyniki wciąż w drodze).

(Uwaga na wstępie: Na liście nie znalazły się czołówki z filmów Spielberga i Lucasa. Wszyscy doskonale je znamy, wiemy, że są wspaniałe i widzieliśmy już masę ich przeróbek. Stanowią klasę samą w sobie, dlatego nie czuliśmy potrzeby umieszczania ich w takim zestawieniu. Zresztą nasze zdanie w tym temacie najlepiej odda chyba ten krótki filmik: John Williams is the man!)

Lista składać się będzie z trzech części, które pojawią się na naszych blogach w przeciągu tygodnia. Dzisiaj pora na:

HONORABLE MENTIONS:

"Live and Let Die"


Kaczy:

W trakcie oglądania czołówek do wszystkich Bondów łatwo zorientować się, jak wiele z nich już się zestarzało. Większość jest przeciętna, a te, które prezentują w miarę ciekawy poziom albo tracą go w połowie, gdy diametralnie zmieniono koncepcję tego, co ma być pokazane, albo całość psuje słaby dobór muzyki. Są też sytuacje, gdy muzyka jest świetna, ale czołówka jest już niskich lotów (casus: Goldenye). Ze wszystkich starych czołówek z logiem 007, to do "Live and Let Die" ostało się chyba najlepiej. Muzyka jest dynamiczna, a koncepcja przemyślana i wprowadzona w życie od początku do końca.


Tom:

Po pierwsze Paul McCartney, po drugie trzeba było wstawić do tego zestawienia co najmniej jednego Bonda, padło na tego. Jest kul.

"Scott Pilgrim vs. The World


Kaczy:

Dynamiczna muzyka, kolorowe plamy, a wśród nich ukryte symbole z różnorodnych gier, filmów, czy komiksów, czyli spełniony sen każdego geeka. Do mnie najbardziej przemawia jednak sam początek tej sceny, ukazujący mały salon, jako długi korytarz i przestrzeń idealną na koncert.


Tom:

Coś dla "kopaczy" – w pełni można docenić to intro dopiero za drugim razem. Po pierwszych seansie, to po prostu ładna dynamiczna sekwencja napisowa, ale gdy ponownie przyjrzymy się temu, co dzieję się w tle można dokopać się do sympatycznych smaczków, np. za każdym razem, gdy pojawia się nazwisko aktora grającego byłego Ramony gdzieś w tle na chwilę pojawi się "X". Polecam przeanalizować sobie tą sekwencję klatka po klatce.

"Sucker Punch"


Kaczy:

Początek, który jest najlepszą częścią filmu. Klimat, klimat i jeszcze raz klimat. Ta krótka sekwencja wprowadza nas w interesujący sposób w świat przedstawiony, prezentując go w dramatyczny sposób. Później nie uświadczymy już takich emocji, jako że film pójdzie w stronę efekciarstwa, zupełnie zapominając o bohaterach. W czołówce jedno wiąże się jeszcze z drugim, dzięki czemu ogląda się ją z dużym zainteresowaniem. (A choć Emily Browning nie ma głosu Annie Lennox, sam utwór jest na tyle dobry, że jest w stanie udźwignąć emocjonalną "ciężkość" tej sceny).


Tom:

Tom stwierdził, że nie zdzierży panny Browning gwałcjącej klasyka, więc wybrał w tym miejscu początek "Tenacious D: A Pick of Destiny", które choć niezłe, nie wgniotło mnie jednak w fotel.

"Naked Gun"


Kaczy:

Jedna z najbardziej znanych melodii filmowych. I tyle wystarczy!


Tom:

Ten tytuł przyszedł do głowy dopiero w ostatniej chwili, ale gdy już sobie o nim przypomnieliśmy trudno było nie dać o nim jakiejkolwiek wzmianki. Rzecz wręcz kultowa, okraszona specyficznie absurdalnym humorem, do komedii, której odpowiednika dzisiaj można ze świecą szukać. Poza tym muzyka wkręca się potwornie.

"The Good, The Bad and the Ugly


Kaczy:

Powiedzmy sobie szczerze – tę czołówkę tworzy muzyka. To ona przyciąga naszą uwagę i zostaje w głowie. Nie bez powodu jest to jeden z najbardziej znanych utworów Ennio Morricone i szlagier westernowy w ogóle. I właśnie za to miejsce na liście mu się należy!


Tom:

O tak, najlepszy western ever, z prawdopodobnie najlepszą ścieżką dźwiękową ever. To wprowadzenie działa głównie klimatem, tak zaraźliwym, że po jego obejrzeniu ma się ochotę ubrać kapelusz, wziąć swoje lasso i rewolwer i obrobić kilka banków urządzając dziką strzelaninę. W praktyce jedyne, czym mogę postrzelać to z procy do puszek, ale nadal się liczy!

Na razie tyle! Właściwa część listy, z miejscami 10-1 pojawi się na naszych blogach na dniach, także Stay Tuned! :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS