RSS
 

Notki z tagiem ‘high-school-musical’

This year’s movie guide, part I

21 gru

High School Musical 3
Trzecia odsłona przygód Dzikich Kotów z East High trafiła prosto … do kin! :)
(Dzięki temu zabiegowi Disney mógł zarobić dużo więcej kasy niż gdyby wypuścił film telewizyjny).
Poza tym trzecia odsłona, zatytułowana Senior Year, jest taka bardziej kinowa, zrobiona z większym rozmachem niż części poprzednie.
Jednak ogólny koncept to nadal stary poczciwy High School, czyli film podnoszący na duchu i wprawiający w baaardzo dobry nastrój.
Muzyka, jak zwykle zresztą, też jest bardzo spoko. Tym razem jednak, mam wrażenie, że utwory są bardziej "radio-friendly". Mam na myśli, że niektóre z nich są bardzo radiowe i można ich słuchać jako utworów "samych z siebie", niekoniecznie powiązanych z filmem. Chodzi o to, że piosenki z poprzednich filmów były bardziej złączone z filmem, a takie "Walk Away" chociażby, możnaby normalnie puścić w radiu jako nową popową piosenkę (zresztą bardzo w stylu Kelly Clarkson), a "Boys are Back" to piosenka baaaardzo boysbandowa. (Hmm – swoją drogą ostatnimi czasy boysbandy wyszły już chyba z mody, nieprawdaż? (Chociaż z drugiej strony są tacy Jonas Brothers, czyli inny "produkt" Disney’a, którzy robią ogromną karierę za Oceanem)).
Najlepszymi piosenkami z High Schoola Trójki są jednak "I want it all", "Night to remember"(!) i "Now or Never" (które trafiło na mojego Top 25 Most Played w dniu premiery filmu, bo było dostępne już od lipca na iTunesie (a dzięki temu była to też jedna z naszych (moich i Soft) background songs from this-year’s-Spain-vacation)). Do tej listy dodałbym jeszcze "Scream". => Generalnie wychodzi na to, że większość piosenek z Trójki jest bardzo spoko. Tak samo zresztą jak sam film. :)
Ogólnie rzecz ujmując mogę polecić ten film jako taki, który bardzo poprawia humor. :D
I to tyle o High School’u! (Krótkie recenzje poprzednich części można natomiast znaleźć tu i tu)

Na deser: plakat z filmu :)

Image Hosted by ImageShack.us 

Quantum of Solace
Pomyślałem sobie, że skoro dwa lata temu pisałem recenzję Casino Royale, czyli pierwszego z nowych Bondów, to teraz mógłbym napisać coś o kolejnej odsłonie nowego Bonda z Danielem Craigiem w roli głównej.
I właściwie chciałem powiedzieć tylko parę rzeczy, porównać oba Bondy między sobą.
Najnowszy, 22 już, James Bond jest już zupełnie nie-Bondowy. Nawet porównując tylko i wyłącznie dwa najnowsze Bondy, czyli te z panem Craigiem w roli głównej, Casino Royale góruje nad Quantum of Solace pod wieloma względami. Nie mówię tutaj, że najnowsza część jest zupełnie zła, ale nie jest to Bond. Film akcji – spoko, ale nie agent 007. Bardziej mu tutaj do dokonań Bourne’a niż Agenta Jej Królewskiej Mości. W sumie film oglądało się nieźle, ale akcji i fajnych momentów jest zdecydowanie mniej niż w poprzednich filmach z serii, a zbędne wprowadzanie dramatyzmu (dziewczyna Bonda, która chce pomścić śmierć swojej rodziny) jest jak dla mnie zbędne (bo trochę zbyt naciągane) (tzn. vendetta Jamesa jest jeszcze zrozumiała, i OK, ale wątek dziewczyny jest juz taki… ech! enough already!). No i w tej części brakowało mi sceny na miarę tej z lotniska z poprzedniej części.
Muszę jednak powiedzieć, że piosenka tytułowa – "Another way to die" Jacka White’a i Alicii Keys – jest spoko. Wprawdzie nie ma takiego powera jak "You know my name" Chrisa Cornella, czyli piosenki z Casino Royale, ale i tak od czasu napisów początkowych chodziła mi po głowie do końca filmu i długo po seasnie. Wprawdzie, gdy słyszałem jej fragmenty przed filmem, w radiu i TV, średnio mi się podobała, ale po seansie i zapoznaniu się z całością, po prostu musiałem sobie ją ściągnąć. ;)
(Kurcze – zastanawiam się czy nie za bardzo zjechałem Quantum of Solace, po prostu jednak nie bawiłem się na nim aż tak dobrze jak na częściach poprzednich.)
A właśnie – jeszcze jedno. Czy ktoś wie co właściwie oznacza ten tytuł? ;)
(That’s the end of new Bond talk)

Image Hosted by ImageShack.us

Twilight
The most recent movie I’ve seen (because I’ve watched it just today ;) ).
It’s a movie based on a book by Stephanie Meyer and it tells a story about love between a teenage girl and a… vampire. Hmm – sounds promising and very Buffy-like, doesn’t it? Well – it’s a bit different, unfortunately.
For starters I gotta say that I’ve also recently read the book. And it turned out to be 3/4 a big fat romance novel, and in the other 1/4 a good old action vampire story. But I’ve survived reading it and it was fun at times and at a lot of times fun-to-make-fun-of (for example – one of the most made-fun-of-things was the use of Edward Cullen’s name on every second page.
Jeśli jego imię nie padło przynajmniej co drugą stronę, autorka (a za jej sprawą nasza główna bohaterka – Bella) czuła się wręcz chora). Dało się jednak jakoś przebrnąć przez tę książkę i ogólnie było śmiesznie.

Having said that I can go back to reviewing the movie itself.
Well – it was kinda… tiring to watch this movie. There was no action, it was all so slow and so… romance’y. I think that the fact that the music was really slow&quiet made it difficult to watch. (Because there is one point were during all the talking between our main characters, the background music is faster and then it is enjoyable to watch). At other times it’s just… hmm… too slow. I wonder if the fact that I knew what’s going to happen had anything to do with that. But giving in the fact that I’ve watched several movie adaptations and enjoyed them very much, I think that there must be a problem with that one in particular. I guess it might be something, which Esther said after we saw the film – it was just too "skondensowane". Because when you read the book you do it for some time and you "dawkujesz" the story and all the things that Bella thinks about Edward. And here you have it all during the two hour movie.
Pewnie musisz być grupą docelową pani Meyer (czyli 14-15 lat), żeby móc się w pełni cieszyć urokami tego filmu (a także książki). O ile książka mi się nawet podobała (oczywiście oprócz wszystkich swoich uchybień, dzięki którym mogłem się nieźle pośmiać), o tyle w filmie zdecydowanie czegoś mi brakowało i po seansie wyszedłem bardziej zmęczony niż napełniony pozytywnymi emocjami/wrażeniami. Ogólnie rzecz ujmując byłem zawiedziony tym co obejrzałem.

Napisawszy to wszystko przejdę do sekcji ciekawostek i jednego high pointa filmu.
Jeśli o ciekawostki idzie, to chciałem wykazać ciekawe połączenie filmu Twilight z… The O.C! Ha! ;)
Otóż w obsadzie filmu pojawiaja się dwójka aktorów znanych z tego zacnego serialu. Są to Cam Gigandet i Nikki Reed, czyli Volchok i Sadie – supporting cast trzeciego sezonu O.C. Na dokładkę do tego wszystkiego muic supervisorem filmu była Alexandra Patsavas, która była też jednym z music supervisorów w O.C. Ok – koniec z tymi połączeniami. (Hmm – chociaż mam jeszcze jedno, tym razem z innym serialem – "Grey’s Anatomy". Matkę Edwarda – Esme – gra aktorka Elizabeth Reaser, która jest supporting cast w "Chirurgach" w trzecim i czwartym sezonie). Cool, isn’t it? ;)

Muzyka w filmie generalnie rzecz biorąc była taka sobie (tak jak już pisałem – spowalniała tempo), ale nie przeczę, że były i spoko momenty. Jednym z takich momentów jest mecz baseballowy rodziny Cullenów, z zajebistą piosenką Muse w tle. "Supermassive Black Hole", bo o niej mowa, jest po prostu genialna i ostatnimi czasy słucham jej niemal na okrągło. :D
Aha – i jeszcze jedno – (to już ostatni rzecz na temat Twilight, obiecuję) – jeśli high pointem filmu jest fragment, w którym główny bohater pokazuje jaki z niego mega-lanser i przyjeżdża pod szkołę swoją bryką w swoich cool Ray-Banach, to pokazuje z jak "dobrym" filmem mieliśmy do czynienia. ;)
Na koniec jeszcze zdjęcie obsady "Twilight" (specjalnie nie umieszczam plakatu, bo ten tak średniawo mi się podoba):

Image Hosted by ImageShack.us 

(yeah – it’s sort of my new style to put many pictures here. I think it’s more fun this way, don’t you?)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Movies

 

The Last Note in 2007

31 gru

[ fanfary ] ;)
Oto pzed pństwem ostatni wpis dokonany w roku 2007.
Zacznę od tego, co obiecywałem napisać już daaaawno temu, we wrześniu. (Ech! Sorry za lekki obsuw) ;)

US&A trip number one
Trasa: NYC, Niagara Falls, Chicago, + miejscowości po drodze, potem znów NYC
Napój wyjazdu: Mountain Dew
Wypadek wyjazdu: balon, 40 metrów nad ziemią, duuuża nieostrożność i nieuwaga = upuszczenie okularów z twarzy… (na szczęście) na podłogę balonu
"Koszmar" wyjazdu: powrót z Chicago do NYC, poprzez…. Karolinę Północną, co zabrało nam jakieś… 8 godzin, czy coś takiego. A potem okazało się, że… zgubili nam bagaż. Ech! (Ale było minęło i szczurze mówiąc w trakcie trwania tak, jak i teraz można się śmiać z tego lotu na trasie Chicago – New York poprzez Karolinę Północną; z zagubienia bagażu już nie za bardzo) ;) (Ale ta spraw też się dobrze rozwiązała)
High points: lot helikopterem nad NYC, podpłynięcie łódką pod Niagarę i widok CAŁEJ tęczy za jednym zamachem (a nawet jej formę kolistą!!) :D, musical "Mamma Mia!", oglądany na Broadwayu NYC :)
Piosenki wyjazdu: "Rockstar" by Nickleback, "Makes Me Wonder" by Maroon 5, "Clothes Off" by Gym Class Heroes and more.
Tekst wyjazdu: ? Hmm – dammit! już nawet nie pamiętam. Teoretycznie mogło to być coś związanego z Paris Hilton, jako, że mieszkaliśmy w hotelach sieci Double Tree, które podlegają pod Hiltona, ale jakiegoś takiego powiedzonka konkretniejszego nie pamiętam. Ech! Za to już PO wyjeździe, podczas wyjazdu filmowego "zrodziło się" AWESOME, wypowiadane w specyficzny sposób.
Film wyjazdu: hmmm, znowu nie pamiętam. Poza tym tam bardziej oglądane były seriale z Disney Channel (jak Hannah Montana, czy Kuzco!) niż jakieś konkretne filmy. A jak były jakieś "filmy-filmy" to najwyrażniej nie były aż tak dobre, bym je pamiętał.
OK – so that’s all US&A talk I wanted to post.

Quick relfections on (selected) summer movies

"Transformers"
Z początku bardzo sceptyczny i nieprzychylnie nastawiony Kaczy nie chciał nawet myśleć o oglądaniu tego filmu. Potem, kiedy już udał się do kina z koleżanką Marty, był filmem wręcz zachwycony. Bo to jest film akcji,  w którym nie trzeba zbyt wiele myśleć – to tak akurat na wakacje. Jest naprawdę dobrze zrobiony, ma całkiem niezłą muzykę, plus jest się z czego pośmiać (jak np. z niektórych kwestii wypowiadanych całkiem serio, jak chociażby tej, w której jakiś "misiek" z rządu mówi,  jak to się stało, że powstała tama Hoovera)). Plus – ten film jest jak reklama samochodów (co w sumie nawet nie dziwi, skoro jest o robotach zamieniających się w samochody), ale także jak reklama… szamponu do włosów (uwaga Marty). Czemu Martyna miała taką uwagę podczas seansu? Bo w tym filmie jest taka jedna scena, której pojawienie się nie do końca jest zrozumiałe. Mianowicie – samochód przelatuje obracając się nie tylko nad ulicą, ale także nad… młodą dziewczyną w niebieskiej sukience z rozpuszczonymi włosami. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby tą dziewczyną była jedna z bohaterek filmu, a nie, tak jak to zostaje w filmie pokazane,  jakaś dziewczyna pojawiająca się ten jeden, jedyny raz, tyko dla tej sceny. Ale i tak film naprawdę przyjemnie się ogląda. (Hmm – nawet tak dobrze, że jego kopia stoi sobie u mnie na półce w domu, co bym sobie mógł zobaczyć go ponownie). :)

"Locos por el surf"/"Surf’s Up"/"Na fali"
Nazwy podane są w kolejności fajności brzmienia. :)
"Locos por el surf" to był główny tekst mojego i Softy wyjazdu do Barcelony. Wypowiadałem go chyba codziennie. :)
Nazwa filmu, zdjęcia pingwinów na bilbordach, a także zajawka zapowiadała, że sam film będzie naprawdę świetny.
Hmm - no cóż – taki NIE był.
Co zawiniło? Mam wrażenie, że ten "rewolucyjny" sposób prowadzenia filmu animowanego, tak jakby ten był filmem dokumentalnym, miał tutaj duże znaczenie. Z początku ogląda się to bardzo przyjemnie i rzeczywiście czuje się powiew świeżości, ale po pewnym czasie to może trochę nużyć. Poza tym mam wrażenie, że ten film był zwyczajnie za mało dowcipny. Nie pojawiło się w nim zbyt wiele dowcipów słownych,  które sprawiałyby, że zaczynamy tarzać się po ziemi ze śmiechu. (Hmm – przynajmniej w wersji angielskiej, nie wiem jak w polskiej). Plus postaci chyba były za mało charakterystyczne (?).
OK – nieważne. Film zapowiadał się na dużo lepszy, ale i tak w sferze samej animacji jest dobrze zrobiony – pingwiny z deskami na wodzie wyglądają naprawdę dobrze. Szczególnie dobrze pokazana jest woda. ;)
Oscara dostać nie powinien, choć jest do tej statuetki nominowany.
(Hmm – a z tego, co przeczytałem tutaj to nawet na razie tylko proponowany do nominacji), bo na statuetkę zasługuje najlepszy w ogóle film roku 2007, który widziałem z Softy w Barcelonie, czyli… Ratatouille.

"Ratatouille"
Zdecydowanie najlepszy film roku 2007. Genialny humor, nie infantylny, tylko inteligentny i przemyślany, ciekawe spostrzeżenia na otaczający świat, a w szczególności na… kuchnię i przemysł gastronomiczny. Plus naprawdę dobra animacja – wszystko wygląda "jak w naturze", łącznie z tym, że potrawy wyglądają bardzo apetycznie. Głosy postaci też są bardzo dobrze dobrane, przynajmniej w angielskiej wersji, (polskiej nie widziałem).  No i w ogóle same plusy! :)
Dobrą recenzją dla tego filmu jest to, w jakiej atmosferze przyszło nam go oglądać. Pełna sala i żywe reakcje publiczności. Dwa razy klaskaliśmy, w tym zaraz po końcu seansu. Plus, coś co mi się jeszcze NIGDY w kinie nie zdarzyło, mianowicie, po seansie, kiedy na ekranie pojawiły sie napisy końcowe, a sala skończyła klaskać, wszyscy… nadal siedzieli, nie wypowiadając ani jednego słowa z oczami wpatrzonymi w ekran. "Szczurze" mówiąc – magic expierience. Ten film po prostu trzeba zobaczyć. :)

"High School Musical 2"
Lista filmów wakacyjnych nie może być pełna bez najbardziej wakacyjnego filmu, który od dawna widziałem. Film pokazuje samiusieńki początek wakacji, słowa piosenek mówią o czasie wolnym i odpoczynku, a przesłanie filmu jest takie, że nie zawsze należy przejmować się przyszłością, na to przyjdzie czas, a w wakacje nie należy liczyć dni i cieszyć się każdą wolną chwilą. I wszystko pięknie. Szkoda tylko, że ten film miał premierą w USA 17 sierpnia, kiedy już zaczyna liczyć się wolny czas, a w innych krajach w miesiącach jesiennych, kiedy to już szkoła się zaczęła. No, ale. Film spoko. Lepszy od części pierwszej, właśnie z powodu swojej wakacyjności i przesycenia dobrym, właśnie wakacyjnym klimatem. Piosenki też są spoko, a oto w sumie najbardziej powinno chodzić w filmie, który zowie się "musicalem", nie? ;)
Większość piosenek z soundtracku zbliża się do mojego progu "Top 25 Most Played" na iPodzie (oczywiście nie da się go porównać z progiem Softy, znajdującym się ok. 150 przesłuchań), a jedna ("Bet on it") nawet go przekroczyła. :)

"Disturbia"/"Niepokój"
Kolejny film na liście, w którym główną rolę gra Shia LaBeouf.
Dobry thriller, którego bał się oglądać Toudi, kiedy byliśmy na nim w kinie, bo "biedak" nie wiedział, że to tego typu film (+ co to za film w ogóle) i po którym Soft ze swoją przyjaciółką T. bały się wyjść z łóżka, po nocnym oglądaniu.
Nastolatek z aresztem domowym podejrzewa, że jego sąsiad to seryjny morderca. Zatem z braku lepszych zajęć (mama odcina mu dostęp do iTunes’a i Xbox’a ;) ) zaczyna dokładniej przyglądać się jego poczynaniom. Plus – wątki filmów młodzieżowych – miłość i przyjaźń. Generalnie rzecz biorąc bardzo spoko, nie arcydzieło, ale bardzo przyjemnie się ogląda. Tak przyjemnie, by na wieść o tym, że będzie "Disturbia 2" się ucieszyć.
(Hehe).
Aha – no i jeszcze jedna rzecz, jeśli idzie o "Disturbię" i tego, że to nie "arcydzieło" – historia jest oparta na tej, która pojawia się w dwóch wersjach filmu "Widok z Okna" (których niestety nie miałem jeszcze okazji obejrzeć).

OK – that’s the end of the small reviews from summer movies.
Now the last part of "the last note in 2007".

KeviPod prowadzi ankietę na najlepszy singiel i najlepszą płytę 2007 roku. Wyniki będą jutro, ale ja chciałem napisać na co ja głosowałem.
Najlepszy singiel – duuuuży wybór, ale zdecydowałem, że to "Makes Me Wonder" Maroon 5 zasługuje na to miano. Drugim typem był "Brianstorm" Arctic Monkeys. Kolejnych nie będę już wymieniać, bo było całe zatrzęsienie zajebistych piosenek w tym roku. (Co zresztą sprawiło*, że przekroczyłem wczoraj liczbę 3000 piosenek na moim iPodzie) :)
(* – actually to to i uprzejmość Marty, dzięki której dostałem dwie płyty, które umożliwiły mi przekroczenie tej "magicznej liczby" ;) ) 
Najlepsza płyta – z tym jest większy problem, bo ostatnio rzadko się zdarza by CAŁA płyta była super. U KeviPoda głosowałem właśnie na Maroon 5 i ich "It wont be soon before long". Inne typy to Fall Out Boy i Arctic Monkeys, a za najlepszą świąteczną płytę roku uważam "Let it snow baby…
Let it Reindeer" Relient K. :)

Wishes, dudes
Życzę Wam, (jak również sobie), umiejętności w zebraniu się za rzeczy nie do końca przyjemne, ale niezmiernie ważne, czyli, w tym roku, za zabaranie się z nauką do matury (Ech!), wybranie sobie genialnego kierunku studiów, z którego będziecie niezmiernie zadowoleni, i które dadzą Wam wiele satysfakcji i dobry start na przyszłość. Poza tym dużo szczęścia i uśmiechu na twarzy. Zadowolenia z tego, co robicie i z samych siebie. Wielu dobrych przyjaciół, na których można zawsze polegać. Wielu sukcesów na różnych polach życia, także tego szkolnego (hmm – chociaż może w najbliższych miesiącach – szczególnie tego szkolnego). Hmm – co więcej? Ogólnie rzecz biorąc – by udało się Wam spełnić wszystkie postawione sobie cele i byście potrafili się cieszyć, z ich osiągnięcia.

OK – so that’s all!
That was the last note in 2007. See you next year! :)

PS. Really quick about movie "Golden Compass", which I saw yesterday, ok?
Lepszy niż "Narnia", choć nie do końca genialny. Chyba zbyt dziecinny jak na nasz wiek. (Chociaż niektóre sceny już nie do końca były takie dziecinne, np. batalia na biegunie, czy bitwa "Jurek" – ten drugi niedźwiedź, a szególnie jej zakończenie). Za to można się było nieźle pośmiać na wczorajszej wyprawie do kina, prawda? (pytanie do M, S i P, czyli moich współtowarzyszy). Serafina Pekala i Jurek Bargison rulez! Plus inne genialne nazwy, których w filmie pojawiało się na pęczki. Plus number 2 – Wujek Sam! Yeah! ;)
Poza tym Lyra to taka mała Lara Croft, nie? ;P Nawet imiona podobne: Lyra – Lara ;)

Pozdrawiam. :) 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

The Last Note in 2007

31 gru

[ fanfary ] ;)
Oto pzed pństwem ostatni wpis dokonany w roku 2007.
Zacznę od tego, co obiecywałem napisać już daaaawno temu, we wrześniu. (Ech! Sorry za lekki obsuw) ;)

US&A trip number one
Trasa: NYC, Niagara Falls, Chicago, + miejscowości po drodze, potem znów NYC
Napój wyjazdu: Mountain Dew
Wypadek wyjazdu: balon, 40 metrów nad ziemią, duuuża nieostrożność i nieuwaga = upuszczenie okularów z twarzy… (na szczęście) na podłogę balonu
"Koszmar" wyjazdu: powrót z Chicago do NYC, poprzez…. Karolinę Północną, co zabrało nam jakieś… 8 godzin, czy coś takiego. A potem okazało się, że… zgubili nam bagaż. Ech! (Ale było minęło i szczurze mówiąc w trakcie trwania tak, jak i teraz można się śmiać z tego lotu na trasie Chicago – New York poprzez Karolinę Północną; z zagubienia bagażu już nie za bardzo) ;) (Ale ta spraw też się dobrze rozwiązała)
High points: lot helikopterem nad NYC, podpłynięcie łódką pod Niagarę i widok CAŁEJ tęczy za jednym zamachem (a nawet jej formę kolistą!!) :D, musical "Mamma Mia!", oglądany na Broadwayu NYC :)
Piosenki wyjazdu: "Rockstar" by Nickleback, "Makes Me Wonder" by Maroon 5, "Clothes Off" by Gym Class Heroes and more.
Tekst wyjazdu: ? Hmm – dammit! już nawet nie pamiętam. Teoretycznie mogło to być coś związanego z Paris Hilton, jako, że mieszkaliśmy w hotelach sieci Double Tree, które podlegają pod Hiltona, ale jakiegoś takiego powiedzonka konkretniejszego nie pamiętam. Ech! Za to już PO wyjeździe, podczas wyjazdu filmowego "zrodziło się" AWESOME, wypowiadane w specyficzny sposób.
Film wyjazdu: hmmm, znowu nie pamiętam. Poza tym tam bardziej oglądane były seriale z Disney Channel (jak Hannah Montana, czy Kuzco!) niż jakieś konkretne filmy. A jak były jakieś "filmy-filmy" to najwyrażniej nie były aż tak dobre, bym je pamiętał.
OK – so that’s all US&A talk I wanted to post.

Quick relfections on (selected) summer movies

"Transformers"
Z początku bardzo sceptyczny i nieprzychylnie nastawiony Kaczy nie chciał nawet myśleć o oglądaniu tego filmu. Potem, kiedy już udał się do kina z koleżanką Marty, był filmem wręcz zachwycony. Bo to jest film akcji,  w którym nie trzeba zbyt wiele myśleć – to tak akurat na wakacje. Jest naprawdę dobrze zrobiony, ma całkiem niezłą muzykę, plus jest się z czego pośmiać (jak np. z niektórych kwestii wypowiadanych całkiem serio, jak chociażby tej, w której jakiś "misiek" z rządu mówi,  jak to się stało, że powstała tama Hoovera)). Plus – ten film jest jak reklama samochodów (co w sumie nawet nie dziwi, skoro jest o robotach zamieniających się w samochody), ale także jak reklama… szamponu do włosów (uwaga Marty). Czemu Martyna miała taką uwagę podczas seansu? Bo w tym filmie jest taka jedna scena, której pojawienie się nie do końca jest zrozumiałe. Mianowicie – samochód przelatuje obracając się nie tylko nad ulicą, ale także nad… młodą dziewczyną w niebieskiej sukience z rozpuszczonymi włosami. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby tą dziewczyną była jedna z bohaterek filmu, a nie, tak jak to zostaje w filmie pokazane,  jakaś dziewczyna pojawiająca się ten jeden, jedyny raz, tyko dla tej sceny. Ale i tak film naprawdę przyjemnie się ogląda. (Hmm – nawet tak dobrze, że jego kopia stoi sobie u mnie na półce w domu, co bym sobie mógł zobaczyć go ponownie). :)

"Locos por el surf"/"Surf’s Up"/"Na fali"
Nazwy podane są w kolejności fajności brzmienia. :)
"Locos por el surf" to był główny tekst mojego i Softy wyjazdu do Barcelony. Wypowiadałem go chyba codziennie. :)
Nazwa filmu, zdjęcia pingwinów na bilbordach, a także zajawka zapowiadała, że sam film będzie naprawdę świetny.
Hmm - no cóż – taki NIE był.
Co zawiniło? Mam wrażenie, że ten "rewolucyjny" sposób prowadzenia filmu animowanego, tak jakby ten był filmem dokumentalnym, miał tutaj duże znaczenie. Z początku ogląda się to bardzo przyjemnie i rzeczywiście czuje się powiew świeżości, ale po pewnym czasie to może trochę nużyć. Poza tym mam wrażenie, że ten film był zwyczajnie za mało dowcipny. Nie pojawiło się w nim zbyt wiele dowcipów słownych,  które sprawiałyby, że zaczynamy tarzać się po ziemi ze śmiechu. (Hmm – przynajmniej w wersji angielskiej, nie wiem jak w polskiej). Plus postaci chyba były za mało charakterystyczne (?).
OK – nieważne. Film zapowiadał się na dużo lepszy, ale i tak w sferze samej animacji jest dobrze zrobiony – pingwiny z deskami na wodzie wyglądają naprawdę dobrze. Szczególnie dobrze pokazana jest woda. ;)
Oscara dostać nie powinien, choć jest do tej statuetki nominowany.
(Hmm – a z tego, co przeczytałem tutaj to nawet na razie tylko proponowany do nominacji), bo na statuetkę zasługuje najlepszy w ogóle film roku 2007, który widziałem z Softy w Barcelonie, czyli… Ratatouille.

"Ratatouille"
Zdecydowanie najlepszy film roku 2007. Genialny humor, nie infantylny, tylko inteligentny i przemyślany, ciekawe spostrzeżenia na otaczający świat, a w szczególności na… kuchnię i przemysł gastronomiczny. Plus naprawdę dobra animacja – wszystko wygląda "jak w naturze", łącznie z tym, że potrawy wyglądają bardzo apetycznie. Głosy postaci też są bardzo dobrze dobrane, przynajmniej w angielskiej wersji, (polskiej nie widziałem).  No i w ogóle same plusy! :)
Dobrą recenzją dla tego filmu jest to, w jakiej atmosferze przyszło nam go oglądać. Pełna sala i żywe reakcje publiczności. Dwa razy klaskaliśmy, w tym zaraz po końcu seansu. Plus, coś co mi się jeszcze NIGDY w kinie nie zdarzyło, mianowicie, po seansie, kiedy na ekranie pojawiły sie napisy końcowe, a sala skończyła klaskać, wszyscy… nadal siedzieli, nie wypowiadając ani jednego słowa z oczami wpatrzonymi w ekran. "Szczurze" mówiąc – magic expierience. Ten film po prostu trzeba zobaczyć. :)

"High School Musical 2"
Lista filmów wakacyjnych nie może być pełna bez najbardziej wakacyjnego filmu, który od dawna widziałem. Film pokazuje samiusieńki początek wakacji, słowa piosenek mówią o czasie wolnym i odpoczynku, a przesłanie filmu jest takie, że nie zawsze należy przejmować się przyszłością, na to przyjdzie czas, a w wakacje nie należy liczyć dni i cieszyć się każdą wolną chwilą. I wszystko pięknie. Szkoda tylko, że ten film miał premierą w USA 17 sierpnia, kiedy już zaczyna liczyć się wolny czas, a w innych krajach w miesiącach jesiennych, kiedy to już szkoła się zaczęła. No, ale. Film spoko. Lepszy od części pierwszej, właśnie z powodu swojej wakacyjności i przesycenia dobrym, właśnie wakacyjnym klimatem. Piosenki też są spoko, a oto w sumie najbardziej powinno chodzić w filmie, który zowie się "musicalem", nie? ;)
Większość piosenek z soundtracku zbliża się do mojego progu "Top 25 Most Played" na iPodzie (oczywiście nie da się go porównać z progiem Softy, znajdującym się ok. 150 przesłuchań), a jedna ("Bet on it") nawet go przekroczyła. :)

"Disturbia"/"Niepokój"
Kolejny film na liście, w którym główną rolę gra Shia LaBeouf.
Dobry thriller, którego bał się oglądać Toudi, kiedy byliśmy na nim w kinie, bo "biedak" nie wiedział, że to tego typu film (+ co to za film w ogóle) i po którym Soft ze swoją przyjaciółką T. bały się wyjść z łóżka, po nocnym oglądaniu.
Nastolatek z aresztem domowym podejrzewa, że jego sąsiad to seryjny morderca. Zatem z braku lepszych zajęć (mama odcina mu dostęp do iTunes’a i Xbox’a ;) ) zaczyna dokładniej przyglądać się jego poczynaniom. Plus – wątki filmów młodzieżowych – miłość i przyjaźń. Generalnie rzecz biorąc bardzo spoko, nie arcydzieło, ale bardzo przyjemnie się ogląda. Tak przyjemnie, by na wieść o tym, że będzie "Disturbia 2" się ucieszyć.
(Hehe).
Aha – no i jeszcze jedna rzecz, jeśli idzie o "Disturbię" i tego, że to nie "arcydzieło" – historia jest oparta na tej, która pojawia się w dwóch wersjach filmu "Widok z Okna" (których niestety nie miałem jeszcze okazji obejrzeć).

OK – that’s the end of the small reviews from summer movies.
Now the last part of "the last note in 2007".

KeviPod prowadzi ankietę na najlepszy singiel i najlepszą płytę 2007 roku. Wyniki będą jutro, ale ja chciałem napisać na co ja głosowałem.
Najlepszy singiel – duuuuży wybór, ale zdecydowałem, że to "Makes Me Wonder" Maroon 5 zasługuje na to miano. Drugim typem był "Brianstorm" Arctic Monkeys. Kolejnych nie będę już wymieniać, bo było całe zatrzęsienie zajebistych piosenek w tym roku. (Co zresztą sprawiło*, że przekroczyłem wczoraj liczbę 3000 piosenek na moim iPodzie) :)
(* – actually to to i uprzejmość Marty, dzięki której dostałem dwie płyty, które umożliwiły mi przekroczenie tej "magicznej liczby" ;) ) 
Najlepsza płyta – z tym jest większy problem, bo ostatnio rzadko się zdarza by CAŁA płyta była super. U KeviPoda głosowałem właśnie na Maroon 5 i ich "It wont be soon before long". Inne typy to Fall Out Boy i Arctic Monkeys, a za najlepszą świąteczną płytę roku uważam "Let it snow baby…
Let it Reindeer" Relient K. :)

Wishes, dudes
Życzę Wam, (jak również sobie), umiejętności w zebraniu się za rzeczy nie do końca przyjemne, ale niezmiernie ważne, czyli, w tym roku, za zabaranie się z nauką do matury (Ech!), wybranie sobie genialnego kierunku studiów, z którego będziecie niezmiernie zadowoleni, i które dadzą Wam wiele satysfakcji i dobry start na przyszłość. Poza tym dużo szczęścia i uśmiechu na twarzy. Zadowolenia z tego, co robicie i z samych siebie. Wielu dobrych przyjaciół, na których można zawsze polegać. Wielu sukcesów na różnych polach życia, także tego szkolnego (hmm – chociaż może w najbliższych miesiącach – szczególnie tego szkolnego). Hmm – co więcej? Ogólnie rzecz biorąc – by udało się Wam spełnić wszystkie postawione sobie cele i byście potrafili się cieszyć, z ich osiągnięcia.

OK – so that’s all!
That was the last note in 2007. See you next year! :)

PS. Really quick about movie "Golden Compass", which I saw yesterday, ok?
Lepszy niż "Narnia", choć nie do końca genialny. Chyba zbyt dziecinny jak na nasz wiek. (Chociaż niektóre sceny już nie do końca były takie dziecinne, np. batalia na biegunie, czy bitwa "Jurek" – ten drugi niedźwiedź, a szególnie jej zakończenie). Za to można się było nieźle pośmiać na wczorajszej wyprawie do kina, prawda? (pytanie do M, S i P, czyli moich współtowarzyszy). Serafina Pekala i Jurek Bargison rulez! Plus inne genialne nazwy, których w filmie pojawiało się na pęczki. Plus number 2 – Wujek Sam! Yeah! ;)
Poza tym Lyra to taka mała Lara Croft, nie? ;P Nawet imiona podobne: Lyra – Lara ;)

Pozdrawiam. :) 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Movie info

02 cze

High School Musical
Dzisiaj udało mi się w końcu zobaczyć ten film po raz drugi. "W końcu", bo już od jakiegoś czasu mam ochotę go zobaczyć, pożyczając go od Softy [or actually od "Ginny" ;) ]
This movie rules all!
Właśnie słucham sobie "Breaking Free", po tym jak śpiewałem ten kawałek na cały dom, zaraz po skończeniu filmu. :D
W związku z "HSM" mam parę wiadomości.
Po pierwsze: Zaca Efrona mogliśmy mało słyszeć w filmie, jako że większość piosenek śpiewał Drew Seeley, o czym już pisałem po pierwszym obejrzeniu filmu. (Check the note written last December)
Za to Zac Efron śpiewa już w "Hairspary’u", a jego piosenka "Ladies Choice", która powoli pnie się do góry, by zawitać na mojej iPodowej liście "Top 25 Most Played", podobno brana jest pod uwagę do przyszłorocznych Oscarów. (Informacja znaleziona tutaj! (drugie zdjęcie)
You can listen to the song here (and actually you can watch it too, cause it’s a movie clip from "Hairspray") (I haven’t seen it yet, but I’ve heard the song many times and it’s fuckin’ awsome! [de puta madre in spanish ;) ]

Informacja numer 2:
High School Musical 2 swoją premierą na Disney Chanel w Stanach będzie miał 17 sierpnia. A tutaj możecie znaleźć parę informacji dotyczących tej produkcji.

Sekrente Okno
Film na podstawie opowiadania Stephena Kinga o tym samym tytule. Główną rolę gra Johnny Depp, który ma tutaj dość specyficzną fryzurę, dziwny problem z twarzą (co jakiś czas jego twarz przeszywa bardzo charakterystyczny grymas) i ciekawy sposób życia. Całymi dniami śpi, je nachosy, albo stara się coś napisać, gdyż jest pisarzem. Mieszka samotnie w domu nad jeziorem, a od czasu do czasu odwiedza go sprzątaczka. Pewnego dnia do jego drzwi puka nieznajomy mężczyzna i zaskarża go o plagiat. Mówi, ze to on pierwszy napisał "Sekretne Okno" i grozi Morty’emu (czyli bohaterowi granemu przez Johnny’ego), że jeśli ten nie zmieni zakończenia na takie, jakie było w pierwotnej wersji opowiadania, albo nie pokaże dowodu na to, że to właśnie on pierwszy je opublikował, to może się to dla niego źle skończyć. Tak zaczyna się ta historia, w której klimat nadaje świetny motyw muzyczny, oraz fakt, że przez 3/4 filmu widz nie do końca wie, o co chodzi.
A kiedy już dochodzi do zakończenia jesteśmy w szoku. Wprawdzie zaraz przed rozwiązaniem zagadki zacząłem coś przypuszczać. "Nie! Nie zakładaj tego!" – tak pomyślałem w momencie, gdy Mort uważnie przyglądał się kapeluszowi leżącemu na stole. Nie będę mówił nic więcej, żeby nie zdradzać zakończenia. Muszę przyznać, że jest to dobry film ze świetną muzyką tworzącą całą atmosferę. Ocena? 4+

Epoka Lodowcowa 2
W końcu obejrzałem ten film. Nie byłem na nim w kinie, bo nie za bardzo miałem z kim, jako że wszyscy w koło zdążyli już go zobaczyć beze mnie. Nie ma sprawy – przeżyłem to jakoś, jak widać. :)
"Dwójka" nie jest tak dobra jak "jedynka", jednak jest w niej parę bardzo fajnych rzeczy. Oposy są super, a ich tekst:
"-Musimy ratować gatunek
- Jak? Zostało dwóch facetów i nasza siostra!"
po prostu wymiata.
Za to tekst "Liczysz na becikowe?" jakoś nie zrobił na mnie wrażenia. Pewnie oglądając to mieliście głupawkę, nie Marty?
Poza tym fajne są perypetie Scrata i taniec "wyznawców" Sida oraz fakt, że dzięki leniwcowi Diego nauczył się pływać, choć "tygrysy nie pływają". :D
Ogólnie pozytywnie odbieram ten film, jednak nie mogę mu wystawić oceny wyższej niż 4, bowiem nie był aż tak dobry jak część pierwsza. Ale ponieważ miał swój urok, to 4 mu się w należy. :)

Rodzinny Dom Wariatów/The Family Stone
Właśnie przed chwilą skończyłem oglądać ten niezmiernie sympatyczny, ciepły i rodzinny film. Mam zamiar pisać o nim w mojej pracy na WOTiF, dotyczącej realizmu w filmie, jednak nie będzie to łatwe zadanie. Niestety!
"Rodzinny Dom Wariatów" opowiada o tym, jak to na rodzinne święta jeden z synów przywozi swoją spiętą, nie potrafiącą się zrelaksować, zawsze za bardzo się starającą narzeczoną. Wynika z tego mnóstwo problemów wśród rodziny, gdyż nikt tak naprawdę Meredith (granej przez Sarah Jessicę Parker) nie potrafi polubić. Nie chcę się wdawać w więcej szczegółów, bo dużo byłoby opowiadania. Powiem jednak, że w obsadzie znajduje się Diane Keaton, Rachel McAdams, Luke Wilson, Dermont Mulroney oraz wspomniana już wcześniej Sarah Jessica Parker, która za swoją rolę dostała nominację do Złotego Globu.
Film dostaje ode mnie 5-, gdyż jest naprawdę warty obejrzenia. :D

Suprise
Ostatnio znalazłem taki pasek na stronie internetowego komiksuTheMovie i po prostu musiałem go tutaj umieścić, ponieważ jest GENIALNY! :)

I tym akcentem kończę kolejną z serii filmowych notek.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Movie info

02 cze

High School Musical
Dzisiaj udało mi się w końcu zobaczyć ten film po raz drugi. "W końcu", bo już od jakiegoś czasu mam ochotę go zobaczyć, pożyczając go od Softy [or actually od "Ginny" ;) ]
This movie rules all!
Właśnie słucham sobie "Breaking Free", po tym jak śpiewałem ten kawałek na cały dom, zaraz po skończeniu filmu. :D
W związku z "HSM" mam parę wiadomości.
Po pierwsze: Zaca Efrona mogliśmy mało słyszeć w filmie, jako że większość piosenek śpiewał Drew Seeley, o czym już pisałem po pierwszym obejrzeniu filmu. (Check the note written last December)
Za to Zac Efron śpiewa już w "Hairspary’u", a jego piosenka "Ladies Choice", która powoli pnie się do góry, by zawitać na mojej iPodowej liście "Top 25 Most Played", podobno brana jest pod uwagę do przyszłorocznych Oscarów. (Informacja znaleziona tutaj! (drugie zdjęcie)
You can listen to the song here (and actually you can watch it too, cause it’s a movie clip from "Hairspray") (I haven’t seen it yet, but I’ve heard the song many times and it’s fuckin’ awsome! [de puta madre in spanish ;) ]

Informacja numer 2:
High School Musical 2 swoją premierą na Disney Chanel w Stanach będzie miał 17 sierpnia. A tutaj możecie znaleźć parę informacji dotyczących tej produkcji.

Sekrente Okno
Film na podstawie opowiadania Stephena Kinga o tym samym tytule. Główną rolę gra Johnny Depp, który ma tutaj dość specyficzną fryzurę, dziwny problem z twarzą (co jakiś czas jego twarz przeszywa bardzo charakterystyczny grymas) i ciekawy sposób życia. Całymi dniami śpi, je nachosy, albo stara się coś napisać, gdyż jest pisarzem. Mieszka samotnie w domu nad jeziorem, a od czasu do czasu odwiedza go sprzątaczka. Pewnego dnia do jego drzwi puka nieznajomy mężczyzna i zaskarża go o plagiat. Mówi, ze to on pierwszy napisał "Sekretne Okno" i grozi Morty’emu (czyli bohaterowi granemu przez Johnny’ego), że jeśli ten nie zmieni zakończenia na takie, jakie było w pierwotnej wersji opowiadania, albo nie pokaże dowodu na to, że to właśnie on pierwszy je opublikował, to może się to dla niego źle skończyć. Tak zaczyna się ta historia, w której klimat nadaje świetny motyw muzyczny, oraz fakt, że przez 3/4 filmu widz nie do końca wie, o co chodzi.
A kiedy już dochodzi do zakończenia jesteśmy w szoku. Wprawdzie zaraz przed rozwiązaniem zagadki zacząłem coś przypuszczać. "Nie! Nie zakładaj tego!" – tak pomyślałem w momencie, gdy Mort uważnie przyglądał się kapeluszowi leżącemu na stole. Nie będę mówił nic więcej, żeby nie zdradzać zakończenia. Muszę przyznać, że jest to dobry film ze świetną muzyką tworzącą całą atmosferę. Ocena? 4+

Epoka Lodowcowa 2
W końcu obejrzałem ten film. Nie byłem na nim w kinie, bo nie za bardzo miałem z kim, jako że wszyscy w koło zdążyli już go zobaczyć beze mnie. Nie ma sprawy – przeżyłem to jakoś, jak widać. :)
"Dwójka" nie jest tak dobra jak "jedynka", jednak jest w niej parę bardzo fajnych rzeczy. Oposy są super, a ich tekst:
"-Musimy ratować gatunek
- Jak? Zostało dwóch facetów i nasza siostra!"
po prostu wymiata.
Za to tekst "Liczysz na becikowe?" jakoś nie zrobił na mnie wrażenia. Pewnie oglądając to mieliście głupawkę, nie Marty?
Poza tym fajne są perypetie Scrata i taniec "wyznawców" Sida oraz fakt, że dzięki leniwcowi Diego nauczył się pływać, choć "tygrysy nie pływają". :D
Ogólnie pozytywnie odbieram ten film, jednak nie mogę mu wystawić oceny wyższej niż 4, bowiem nie był aż tak dobry jak część pierwsza. Ale ponieważ miał swój urok, to 4 mu się w należy. :)

Rodzinny Dom Wariatów/The Family Stone
Właśnie przed chwilą skończyłem oglądać ten niezmiernie sympatyczny, ciepły i rodzinny film. Mam zamiar pisać o nim w mojej pracy na WOTiF, dotyczącej realizmu w filmie, jednak nie będzie to łatwe zadanie. Niestety!
"Rodzinny Dom Wariatów" opowiada o tym, jak to na rodzinne święta jeden z synów przywozi swoją spiętą, nie potrafiącą się zrelaksować, zawsze za bardzo się starającą narzeczoną. Wynika z tego mnóstwo problemów wśród rodziny, gdyż nikt tak naprawdę Meredith (granej przez Sarah Jessicę Parker) nie potrafi polubić. Nie chcę się wdawać w więcej szczegółów, bo dużo byłoby opowiadania. Powiem jednak, że w obsadzie znajduje się Diane Keaton, Rachel McAdams, Luke Wilson, Dermont Mulroney oraz wspomniana już wcześniej Sarah Jessica Parker, która za swoją rolę dostała nominację do Złotego Globu.
Film dostaje ode mnie 5-, gdyż jest naprawdę warty obejrzenia. :D

Suprise
Ostatnio znalazłem taki pasek na stronie internetowego komiksuTheMovie i po prostu musiałem go tutaj umieścić, ponieważ jest GENIALNY! :)

I tym akcentem kończę kolejną z serii filmowych notek.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

(Probably) The last note in 2006

31 gru

Three words about Christmas:

Wigilię spędziliśmy u dziadków. Była to pierwsza wigilia spędzona u nich od czasu, kiedy się przeprowadziliśmy w miejsce, w którym obecnie mieszkamy. Kiedy nie wyjeżdżaliśmy do rodziny, robiliśmy Wigilię u nas. W tym roku to się zmieniło. :)
24 grudnia udało mi się obejrzeć "Wszyscy mówią kocham Cię" Allena. Film był OK. Jest to musical o kilku zakochanych parach i poszukiwaniu miłości.
Całość jest całkiem spoko, ale bez większych och! i ach!.
Mógł być po prostu.
Pierwszy dzień Świąt spędziliśmy z Kaszyńskimi i chłopakiem Kasi, Erykiem. Było bardzo sympatycznie. :)
Drugi dzień świąt należał do rodziny z Łodzi oraz babci z dziadkiem, których ugościliśmy u nas. To również było sympatyczne spotkanie. :)

Meetings:
W dzień po Świętach spotkałem się z Softy i Marty w domu Softiśki.
Było to spotkanie pod tytułem: "Music meeting", odmienne od innych naszych spotkań. Naszym głównym zajęciem było słuchanie piosenek z mojego iPoda, które "wybierała Softy, a Martyna mówiła czy chce ich słuchać".
Wcześniej odbył się jednak mini pokaz mody, bo Martyna z Zośką chwilę wcześniej były na zakupach w Galerii.
Marty – you really looked nice as Mariah. :)
Softy – co powtórzę po raz kolejny – Twoi rodzice mają ostatnio dziwny gust, co do rzeczy, które Ci kupują.

"Holiday meeting".
Następnego dnia spotkałem się z Toudim i wybraliśmy się do kina na "Holiday".
Film był bardzo sympatyczny, rzeczywiście wprawiał w świąteczny nastrój.
Parę rzeczy w tym filmie bardzo mi się podobało.
Scena, kiedy Miles (Jack Black) wyśpiewuje motyw przewodni z "Absolwenta" w wypożyczalni, w której jest również Dustin Hoffman jest bardzo sympatyczna, I must tell you. :)
Poza tym tekst Iris (Kate Winslet) o tym, że "powinno się być leading lady of own life" jako coś, co było bardziej odkrywcze i pomagające niż słowa terapeutów, do których się chodzi od trzech lat też mi się podobał.
Wszystkie akcje z głosem jak w trailerach filmowych, który słyszy Amanda (Cameron Diaz) też muy bien.
Namiot w pokoju córek Grahama (Jude Law) is also good (in Bruce "God" Nollan way).
Ogólnie rzecz biorąc – bardzo sympatyczny film.
Samo spotkanie też było spoko. :)

Cultural news:

Music info:
Rozmowa z Marty o płycie Fergie. (Oczywiście za zgodą współrozmwówczyni umieszczam)
"
Martyna (24-12-2006 0:22)
(…), ale rzeczywiście te piosenki to chyba przeróbki

Martyna (24-12-2006 0:22)
i czasami brzmią strasznie podobnie

Me (24-12-2006 0:22)
nom – sporo ma motywów z różnych piosenek

Martyna (24-12-2006 0:23)
masz racje

Me (24-12-2006 0:23)
niektore tak ewidentnie i celowo zapewne

Me (24-12-2006 0:23)
tak jak w Mary Jane Shoes, to jest chyba melodia z "No women no cry"

Martyna (24-12-2006 0:23)
i fergie brzmi czasami jak kryska aguillera

Me (24-12-2006 0:23)
a czasami jeszcze jak gwen(*)

Martyna (24-12-2006 0:24)
ooooo tak

Me (24-12-2006 0:24)
no, ale w sumie OK

Me (24-12-2006 0:24)
za kolejnymi razami podoba mi się coraz bardziej

Martyna (24-12-2006 0:24)
mnie tez :)

Me (24-12-2006 0:24)
znaczy te pisoenki, ktore wczesniej tak srednio, bo za pierwszym to mi sie podobaly te, ktore na blogu wypisalem

Martyna (24-12-2006 0:25)
ok

Me (24-12-2006 0:25)
jest OK – zadnych wiekszych och, ach, ale spoko w sumie

Martyna (24-12-2006 0:25)
zgadzam sie w 100%

Me (24-12-2006 0:25)
no popatrz – my tez myslimy podobnie (zdarza nam sie to)

Martyna (24-12-2006 0:26)
oj tak zdarza sie :D

Me (24-12-2006 0:26)
:D
"

* – właśnie słucham nowej płyty Gwen "The Sweet Escape". Zupełnie inny styl niż L.A.M.B, ale też mi się bardzo podoba. "Yummy" :)

Book info:
Jakiś czas temu skończyłem czytać 12 tom Serii Niefortunnych Zdarzeń. Przedostatni tom sagi Snicketa nie wyjaśnił niestety zbyt wiele. (To tak jak w Lostach, cholera)Mam jednak nadzieję, że wszystko zostanie rozwiązane w tomie trzynastym, bo jestem ciekawy wyjaśnienia wszystkich zagadek.

Dzisiaj przeczytałem "Kandyda" Woltera. I zdążyłem się nawet z Softy podzielić wrażeniami. ;)

Wczoraj rozpocząłem czytać 4 tom Artemisa (yeah – the one I wrote about here.

Movie info:
Obejrzałem dzisiaj film, o którym w Internecie pare miesięcy temu zrobiło się wiele szumu.
Film, o którym mówię to "High School Musical", produkcji Disneya. Ten film zdobył sporo nagród (w tym Emmy), a jego soundtrack ma potrójną platynę i utrzymywał się jako numer jeden na liście Bilboardu i najchętniej kupowanych płyt na iTunesie. 
Dzisiaj, kiedy go obejrzałem wcale nie dziwię się takim wynikom. Ten film jest naprawdę bardzo dobry. Wprawdzie fabułę ma dość średnią i podobną do innych tego typu produkcji, ale za to jak oni dobrze śpiewają. :)
Wszyscy aktorzy* sami śpiewali wszystkie piosenki. I naprawdę dobrze im to szło! :D
Piosenka "Get’cha Head in the game", właśnie z "High School Musical" jest najczęściej słuchaną przeze mnie piosenką na iPodzie (ustawiłem sobie w końcu funkcję "25 Most Played").
* – (hmm – well, except from the main character played by Zac Efron. All of the pieces sung by Troy (his character) are sung by guy named Drew Seeley, but not because Zac can’t sing, just because his voice wasn’t right enough (more about that here, w dziale Trivia). Zac Efron za to będzie śpiewać w swoim nowym filmie Hairspray, który zapwiada się bardzo ciekawie. Stylistycznie przypomina "Grease", a w obsadzie znaleźli się Queen Latifah, Amanda Bynes, Britany Snow, Michelle Pfeifer, Christopher Walken i… John Travolta (w nietypowej roli/postaci ;) you’ll understand what I’m talking about when you watch the trailer).
Powracając jednak do głównego wątku – polecam "High School Musical". Jeśli będziecie mieli możliwość obejrzeć ten film, nie wahajcie się.

OC Stars and Hayden Christensen.
Nowe projekty filmowe Mischy Barton i Rachel Bilson wiążą się z postacią Haydena Christensena. What a weird coincidence, isn’t it?
Mischa wystpępuje z "Anakinem" (well – he is most known for that role, isn’t he) w "Virgin Territory" (trailer znajdziecie tutaj (wprawdzie na tej stronie znajduje się też SPOILER apropos zakończenia trzeciej serii OC, ale w sumie Marty i tak już wie, jak ma się zakończyć, więc nie powinno to sprawiać problemu). Ten film zapowiada się dość (hmm – można nawet powiedzieć) mocno głupawo i "seksownie" (you’ll know what I mean when you watch it).
Rachel Bilson gra z Haydenem w filmie "Jumper", który zostanie wypuszczony do kin w 2008 roku.

"Evan Wszechmogący"
Przed "Holiday’em" obejrzeliśmy zajawkę kontunuacji "Bruce’a". Film zapowiada się średnio, ale u boku Steve’a Carrella będzie grać Lauren Graham, więc dostaje ode mnie za to dodatkowe punkty już na starcie. Mimo tego, że piszę, że zapowiada się "średnio" i tak z chęcią go zobacze. ;)
Trailer can be found here

Gilmore Girls
W końcu dotarłem do momentu, na którym zakończyłem swoją przygodę z Gilmores, kiedy leciały w telewizji. Jestem nawet trzy odcinki do przodu. Zacząłem oglądanie zupełnie świeżych, nieznanych mi dotąd odcinków piatej serii. And I’m really happy about that! :D

Image Hosted by ImageShack.us

Yes – yesterday (it’s 00:14) TVN7 wyemitował pierwszy odcinek szóstej serii. :)
W tym "artykule" w Dzienniku podoba mi się tekst "tym razem". ;)
Nice picture, isn’t it? :D

Atomic County
Jakiś czas temu pisałem, że jak obejrzę "ekranizację" komiksu Setha to napiszę o swoich wrażeniach.
"Atomic County" jest całkiem OK. Jest w pewnym sensie streszczeniem wszystkich trzech sezonów, czy tez raczej postaci pojawiających się w tych trzech sezonach. Najlepszy jest Johnny – ta postać w Atomic County stuprocentowo oddaje jaki był "żywy" Johnny w trzecim sezonie. ;)
Sympatycznie się to ogląda, mimo tego, że jest to wszystko maksymalnie skrócone, (ale w sumie o to chodziło). Poza tym muzyka z czołówki bardzo fajna. :)
Last part, I promise.
Chciałbym życzyć Wam wszystkim genialnej zabawy dzisiejszego dnia (w końcu jest już po północy, więc to juz dziś jest Sylwester) oraz tego, aby rok 2007 okazał się dużo ciekawszy, (a chociaż tak samo ciekawy jak rok 2006) i żebyście byli szćzęśliwi, i w zgodzie z samym sobą przez najbliższe 12 miesięcy, i jeszcze dłużej. :)
< End of transmission>

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

(Probably) The last note in 2006

31 gru

Three words about Christmas:

Wigilię spędziliśmy u dziadków. Była to pierwsza wigilia spędzona u nich od czasu, kiedy się przeprowadziliśmy w miejsce, w którym obecnie mieszkamy. Kiedy nie wyjeżdżaliśmy do rodziny, robiliśmy Wigilię u nas. W tym roku to się zmieniło. :)
24 grudnia udało mi się obejrzeć "Wszyscy mówią kocham Cię" Allena. Film był OK. Jest to musical o kilku zakochanych parach i poszukiwaniu miłości.
Całość jest całkiem spoko, ale bez większych och! i ach!.
Mógł być po prostu.
Pierwszy dzień Świąt spędziliśmy z Kaszyńskimi i chłopakiem Kasi, Erykiem. Było bardzo sympatycznie. :)
Drugi dzień świąt należał do rodziny z Łodzi oraz babci z dziadkiem, których ugościliśmy u nas. To również było sympatyczne spotkanie. :)

Meetings:
W dzień po Świętach spotkałem się z Softy i Marty w domu Softiśki.
Było to spotkanie pod tytułem: "Music meeting", odmienne od innych naszych spotkań. Naszym głównym zajęciem było słuchanie piosenek z mojego iPoda, które "wybierała Softy, a Martyna mówiła czy chce ich słuchać".
Wcześniej odbył się jednak mini pokaz mody, bo Martyna z Zośką chwilę wcześniej były na zakupach w Galerii.
Marty – you really looked nice as Mariah. :)
Softy – co powtórzę po raz kolejny – Twoi rodzice mają ostatnio dziwny gust, co do rzeczy, które Ci kupują.

"Holiday meeting".
Następnego dnia spotkałem się z Toudim i wybraliśmy się do kina na "Holiday".
Film był bardzo sympatyczny, rzeczywiście wprawiał w świąteczny nastrój.
Parę rzeczy w tym filmie bardzo mi się podobało.
Scena, kiedy Miles (Jack Black) wyśpiewuje motyw przewodni z "Absolwenta" w wypożyczalni, w której jest również Dustin Hoffman jest bardzo sympatyczna, I must tell you. :)
Poza tym tekst Iris (Kate Winslet) o tym, że "powinno się być leading lady of own life" jako coś, co było bardziej odkrywcze i pomagające niż słowa terapeutów, do których się chodzi od trzech lat też mi się podobał.
Wszystkie akcje z głosem jak w trailerach filmowych, który słyszy Amanda (Cameron Diaz) też muy bien.
Namiot w pokoju córek Grahama (Jude Law) is also good (in Bruce "God" Nollan way).
Ogólnie rzecz biorąc – bardzo sympatyczny film.
Samo spotkanie też było spoko. :)

Cultural news:

Music info:
Rozmowa z Marty o płycie Fergie. (Oczywiście za zgodą współrozmwówczyni umieszczam)
"
Martyna (24-12-2006 0:22)
(…), ale rzeczywiście te piosenki to chyba przeróbki

Martyna (24-12-2006 0:22)
i czasami brzmią strasznie podobnie

Me (24-12-2006 0:22)
nom – sporo ma motywów z różnych piosenek

Martyna (24-12-2006 0:23)
masz racje

Me (24-12-2006 0:23)
niektore tak ewidentnie i celowo zapewne

Me (24-12-2006 0:23)
tak jak w Mary Jane Shoes, to jest chyba melodia z "No women no cry"

Martyna (24-12-2006 0:23)
i fergie brzmi czasami jak kryska aguillera

Me (24-12-2006 0:23)
a czasami jeszcze jak gwen(*)

Martyna (24-12-2006 0:24)
ooooo tak

Me (24-12-2006 0:24)
no, ale w sumie OK

Me (24-12-2006 0:24)
za kolejnymi razami podoba mi się coraz bardziej

Martyna (24-12-2006 0:24)
mnie tez :)

Me (24-12-2006 0:24)
znaczy te pisoenki, ktore wczesniej tak srednio, bo za pierwszym to mi sie podobaly te, ktore na blogu wypisalem

Martyna (24-12-2006 0:25)
ok

Me (24-12-2006 0:25)
jest OK – zadnych wiekszych och, ach, ale spoko w sumie

Martyna (24-12-2006 0:25)
zgadzam sie w 100%

Me (24-12-2006 0:25)
no popatrz – my tez myslimy podobnie (zdarza nam sie to)

Martyna (24-12-2006 0:26)
oj tak zdarza sie :D

Me (24-12-2006 0:26)
:D
"

* – właśnie słucham nowej płyty Gwen "The Sweet Escape". Zupełnie inny styl niż L.A.M.B, ale też mi się bardzo podoba. "Yummy" :)

Book info:
Jakiś czas temu skończyłem czytać 12 tom Serii Niefortunnych Zdarzeń. Przedostatni tom sagi Snicketa nie wyjaśnił niestety zbyt wiele. (To tak jak w Lostach, cholera)Mam jednak nadzieję, że wszystko zostanie rozwiązane w tomie trzynastym, bo jestem ciekawy wyjaśnienia wszystkich zagadek.

Dzisiaj przeczytałem "Kandyda" Woltera. I zdążyłem się nawet z Softy podzielić wrażeniami. ;)

Wczoraj rozpocząłem czytać 4 tom Artemisa (yeah – the one I wrote about here.

Movie info:
Obejrzałem dzisiaj film, o którym w Internecie pare miesięcy temu zrobiło się wiele szumu.
Film, o którym mówię to "High School Musical", produkcji Disneya. Ten film zdobył sporo nagród (w tym Emmy), a jego soundtrack ma potrójną platynę i utrzymywał się jako numer jeden na liście Bilboardu i najchętniej kupowanych płyt na iTunesie. 
Dzisiaj, kiedy go obejrzałem wcale nie dziwię się takim wynikom. Ten film jest naprawdę bardzo dobry. Wprawdzie fabułę ma dość średnią i podobną do innych tego typu produkcji, ale za to jak oni dobrze śpiewają. :)
Wszyscy aktorzy* sami śpiewali wszystkie piosenki. I naprawdę dobrze im to szło! :D
Piosenka "Get’cha Head in the game", właśnie z "High School Musical" jest najczęściej słuchaną przeze mnie piosenką na iPodzie (ustawiłem sobie w końcu funkcję "25 Most Played").
* – (hmm – well, except from the main character played by Zac Efron. All of the pieces sung by Troy (his character) are sung by guy named Drew Seeley, but not because Zac can’t sing, just because his voice wasn’t right enough (more about that here, w dziale Trivia). Zac Efron za to będzie śpiewać w swoim nowym filmie Hairspray, który zapwiada się bardzo ciekawie. Stylistycznie przypomina "Grease", a w obsadzie znaleźli się Queen Latifah, Amanda Bynes, Britany Snow, Michelle Pfeifer, Christopher Walken i… John Travolta (w nietypowej roli/postaci ;) you’ll understand what I’m talking about when you watch the trailer).
Powracając jednak do głównego wątku – polecam "High School Musical". Jeśli będziecie mieli możliwość obejrzeć ten film, nie wahajcie się.

OC Stars and Hayden Christensen.
Nowe projekty filmowe Mischy Barton i Rachel Bilson wiążą się z postacią Haydena Christensena. What a weird coincidence, isn’t it?
Mischa wystpępuje z "Anakinem" (well – he is most known for that role, isn’t he) w "Virgin Territory" (trailer znajdziecie tutaj (wprawdzie na tej stronie znajduje się też SPOILER apropos zakończenia trzeciej serii OC, ale w sumie Marty i tak już wie, jak ma się zakończyć, więc nie powinno to sprawiać problemu). Ten film zapowiada się dość (hmm – można nawet powiedzieć) mocno głupawo i "seksownie" (you’ll know what I mean when you watch it).
Rachel Bilson gra z Haydenem w filmie "Jumper", który zostanie wypuszczony do kin w 2008 roku.

"Evan Wszechmogący"
Przed "Holiday’em" obejrzeliśmy zajawkę kontunuacji "Bruce’a". Film zapowiada się średnio, ale u boku Steve’a Carrella będzie grać Lauren Graham, więc dostaje ode mnie za to dodatkowe punkty już na starcie. Mimo tego, że piszę, że zapowiada się "średnio" i tak z chęcią go zobacze. ;)
Trailer can be found here

Gilmore Girls
W końcu dotarłem do momentu, na którym zakończyłem swoją przygodę z Gilmores, kiedy leciały w telewizji. Jestem nawet trzy odcinki do przodu. Zacząłem oglądanie zupełnie świeżych, nieznanych mi dotąd odcinków piatej serii. And I’m really happy about that! :D

Image Hosted by ImageShack.us

Yes – yesterday (it’s 00:14) TVN7 wyemitował pierwszy odcinek szóstej serii. :)
W tym "artykule" w Dzienniku podoba mi się tekst "tym razem". ;)
Nice picture, isn’t it? :D

Atomic County
Jakiś czas temu pisałem, że jak obejrzę "ekranizację" komiksu Setha to napiszę o swoich wrażeniach.
"Atomic County" jest całkiem OK. Jest w pewnym sensie streszczeniem wszystkich trzech sezonów, czy tez raczej postaci pojawiających się w tych trzech sezonach. Najlepszy jest Johnny – ta postać w Atomic County stuprocentowo oddaje jaki był "żywy" Johnny w trzecim sezonie. ;)
Sympatycznie się to ogląda, mimo tego, że jest to wszystko maksymalnie skrócone, (ale w sumie o to chodziło). Poza tym muzyka z czołówki bardzo fajna. :)
Last part, I promise.
Chciałbym życzyć Wam wszystkim genialnej zabawy dzisiejszego dnia (w końcu jest już po północy, więc to juz dziś jest Sylwester) oraz tego, aby rok 2007 okazał się dużo ciekawszy, (a chociaż tak samo ciekawy jak rok 2006) i żebyście byli szćzęśliwi, i w zgodzie z samym sobą przez najbliższe 12 miesięcy, i jeszcze dłużej. :)
< End of transmission>

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS