RSS
 

Notki z tagiem ‘house’

Everybody Dies?!

28 maj
Dobiegła końca moja przygoda z "Doktorem Housem". W poprzedni poniedziałek wyemitowano ostatni odcinek serialu i przyszedł czas pożegnać się z ulubionym aroganckim lekarzem. Muszę przyznać, że ostatni sezon był dla mnie nietypowym przeżyciem, gdyż zacząłem oglądać odcinki w formacie raz-na-tydzień. Na dodatek po każdym episodzie starałem się przelać moje myśli na papier. Stanowiło to zupełnie inne doświadczenie od oglądania serialu hurtem.


Na początek muszę przyznać, że ósmy sezon prezentował całkiem przyzwoity poziom. Mimo kilku wpadek w postaci słabszych odcinków, całość dało się oglądać bez zgrzytania zębów, a niektóre epizody przypominały czasy świetności serialu. Na pewno oglądało mi się go przyjemniej niż przeciętną "siódemkę", która była najsłabszym sezonem całego serialu. Najnowsza seria dostała ode mnie natomiast średnią ocen w wysokości: 6,7/10, co jest całkiem przyzwoitym wynikiem.

Więcej szczegółów i konkretniejszych uwag na temat wrażeń z pojedynczych odcinków, znajdziecie we wpisanych wpisach, pisanych na bieżąco.

8×15 "Blowing The Whistle" | 8×16 "Gut Check" | 8×17 "We Need The Eggs" | 8×18 "Body & Soul

8×19 "The C-Word" | 8×20 "Post Mortem" | 8×21 "Holding On" | 8×22 "Everybody Dies

Pozwalam sobie też umieścić tekst na temat finału, w jego pełnej okazałości:

Gra słów użyta w tytule ostatniego odcinka, przypominająca tytuł pilota, nie jest tylko zabiegiem estetycznym – znajduje doskonałe odzwierciedlenie w fabule finału. Rozwiązanie, które zaserwowali nam twórcy w przewrotny sposób łączy ze sobą oba sformułowania.

"Everybody Dies", ostatni odcinek ósmego sezonu, a zarazem finał całego serialu, zaczyna się tak, jak zaczynało się kilka z najlepszych epizodów produkcji. Zagadką. W pierwszej scenie widzimy Grega leżącego na podłodze, w jakimś obskurnym budynku, przy martwym ciele nieznanego mężczyzny. Na dodatek diagnosta ucina sobie pogawędkę z… Kutnerem! Lekarzem, który kilka lat wcześniej popełnił samobójstwo. Na usta od razu ciśnie się kilka pytań: Co właściwie oglądamy? Gdzie znajduje się House? Dlaczego rozmawia ze zmarłym?

Ostatni odcinek odpowiada na dwa z tych pytań. W trakcie jego emisji nie dowiemy się bowiem, jak doszło do tego, że Greg znalazł się w odludnym budynku, który powoli zajmuje się ogniem. Skupiono się raczej na odpowiedzi na pytanie: dlaczego House rozmawia (nie tylko) ze zmarłymi? Kutner jest bowiem dopiero pierwszą z osób, z którymi lekarzowi przyjdzie konwersować tego wieczora. Zaraz po nim pojawią się: Amber, Stacy (była żona House’a) oraz Cameron. Każde z nich jest wytworem wyobraźni diagnosty, czy wręcz – wycinkiem jego sumienia. Lekarz, prowadząc z nimi dyskusję, tak naprawdę prowadzi dyskusję z samym sobą. Ten zabieg był już kilkakrotnie stosowany w serialu. Ciekawym jest, że twórcy bardzo często wykorzystywali go właśnie w finałach. Pokazywali jakieś wydarzenie, by na koniec wyjawić, że wszystko co do tej pory oglądaliśmy, działo się jedynie w głowie Grega. Tym razem jednak jedynie rozmowy są wymysłem lekarza. Miejsce akcji pozostaje takie samo. (Tym bardziej ciekawi przyczyna, dla której House trafił właśnie do tego budynku).

Sceny rozmów z dawnymi członkami ekipy oraz osobami ważnymi dla Grega ogląda się nieźle, choć są one nieco zbyt bezpośrednie. Mówi się w nich wprost o wewnętrznych dylematach lekarza i rozwiązaniach, które może podjąć, by wydostać się z sytuacji, w jakiej się znalazł. Czasami rozmowy te prowadzone są niemalże łopatologicznie. Na szczęście ich ton daje się przełknąć, gdyż ich prostą formę wynagradza obecność starych, dobrych znajomych. Zresztą te sceny są dopiero wstępem do najlepszych, a zarazem najdziwniejszych momentów w finałowym odcinku. Dużo bardziej interesujące jest to, co dzieje się po sekwencji "płonącej pułapki".

Szczególnie cieszy fakt, że w finale powróciła większość bohaterów, których przez lata poznaliśmy. Mogliśmy dowiedzieć się, co dzieje się w ich życiu, jak również posłuchać, co mają do powiedzenia na pożegnanie House’a. Usłyszeć jak arogancki lekarz wpłynął na ich życie. Co w nim zmienił. Ten moment wypadł przekonująco i ciekawie. Niestety, bardzo wyraźnie brakowało w tym odcinku Cuddy. Pojawili się przecież wszyscy najważniejsi bohaterowie. Wszyscy, poza nią. Przeogromna szkoda, że nie zobaczyliśmy Lisy choć przez moment, gdyż jej obecność byłaby wyjątkowa. Jej uczestnictwo w uroczystości, upamiętniającej House’a, byłoby idealnym zwieńczeniem jej obecności w jego życiu. Skoro można było pokazać, co dzieje się z dawnymi członkami zespołu, dlaczego nie można było tego samego uczynić z Cuddy? Jej powrót stanowiłby piękną klamrę kompozycyjną dla serialu i świetnie zamknąłby wszystkie jego wątki. Wydaje się przecież, że Lisa pojawiłaby się na pogrzebie Grega. Mimo tego wszystkiego, co razem przeszli. Jej brak może jednak sugerować, jak bardzo ją zranił. Jak bardzo jej postawa: "Nie chcę go więcej znać. On dla mnie umarł", którą przyjęła pod koniec zeszłego sezonu, nadal ma zastosowanie.

 

Doskonałym posunięciem był świadomy powrót w ostatnich odcinkach do wątku przyjaźni Wilsona i House’a. Zaznaczono w nim bardzo wyraźnie, że jeden jest w stanie zrobić dla drugiego wszystko. Finał, w ekstremalny sposób pokazał, jak wiele to oznacza. To, co House robi, by być z przyjacielem przed jego śmiercią, jest wyjątkowe i niespodziewane. Pokazujące, że nawet tacy ludzie, jak on, są w stanie zrobić wszystko z miłości i oddania drugiej osobie. 

Odcinek kończy się zresztą pewnym niedopowiedzeniem. Pozornie na pozytywną nutę, ale gdzieś pod tym kryje się zapowiedź tego, co ma wkrótce nastąpić. (Wyraźnie podkreślaną słowami lecącego w tle utworu "Enjoy Yourself (It’s Later Than You Think)", w wykonaniu Louisa Primy. Co stanie się wtedy? Tego twórcy nie zdradzają. Może i lepiej? W ten sposób dają widzom możliwość własnego dopowiedzenia finału historii ulubionego diagnosty. Tym zagraniem sprawili, że każdy ma możliwość napisania takiego zakończenia, które usatysfakcjonuje go najbardziej.

Ja tymczasem nie jestem jeszcze w stanie w pełni pojąć, że to już prawdziwy koniec przygody z "Doktorem Housem". Szkoda rozstawać się z Gregiem. Mimo wzlotów i upadków, serial stanowił nieprzeciętną rozrywkę, którą będę wspominał z sentymentem.
Dziękuję!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii TV Shows

 

Back in Action!

03 mar
Chcąc przekonać się, jak twórcy zamierzają wybrnąć z najsłabszego finału w historii serialu, postanowiłem obejrzeć najnowszy, ósmy sezon "Doktora House‚a". 

Choć serial ciągnięty jest już na siłę, tragedii na szczęście nie ma. Nadal daje się to oglądać, zwłaszcza jeśli wymażemy z pamięci poprzedni słaby sezon. 
O wrażeniach po premierze nowej serii, pisałem już tutaj. Teraz postanowiłem podzielić się krótkimi opiniami na temat kolejnych epizodów. 
Oto przed Państwem najnowsza odsłona House Episode Guide

8×01 "Twenty Vicodin"
Przyzwoity! Wrażenia opisane tutaj

8×02 "Transplant
Nudny i denerwujący odcinek. Wszystko przez zbyt szybki i zbyt łatwy powrót do starego status quo, czyli szpitalnych "okoliczności przyrody". Zupełny brak prawdopodobieństwa. Z tego powodu, odcinek w ogóle mi się nie podobał. 

Po tym jak epizod numer dwa zniesmaczył mnie swoim słabym poziomem, porzuciłem serial na parę tygodni. Wróciłem do niego dopiero w grudniu i wtedy obejrzałem pozostałe odcinki hurtem, jeden po drugim. Ten sposób oglądania sprawdził się doskonale, gdyż sprawił, że znów czerpałem radość z obcowania z osobą genialnego diagnosty. Może gdybym oglądał odcinki pojedynczo, miałbym do nich więcej zastrzeżeń. A tak – łykąłem je łatwo, a nawet całkiem nieźle się bawiłem. 

8×03 "Charity Case
Niezły. Na stałym, znanym i typowym poziomie. Jak gdyby nic się nie zmieniło od początków serialu. Ucieszył mnie powrót Trzynastki, choć szkoda, że stanowił pożegnanie z tą postacią. 

8×04 "Risky Business"
Odcinek taki sobie, choć tragedii na szczęście nie było. 
House wygrał kasę na giełdzie, więc teraz stać go na stały zespół i stałe biuro. Wszystko dzięki wyleczeniu szefa ogromnej firmy. Jacy Ci twórcy wygodni! 

8×05 "The Confession
The Old Team is Back in Action! 
Bardzo fajny odcinek. Wręcz powrót do korzeni. Sprawił nawet, że zupełnie zapomniałem o miłosnych ekscesach z Cuddy i zacząłem chłonąć to, co niosą nowe odcinki. House znów ma swoje nietypowe pomysły i stara się manipulować wszystkimi dookoła, dla własnej rozrywki. 
Dwa pomysły zrobiły na mnie szczególne wrażenie: "He’s loosing skin like a snake" oraz przezabawna końcówka z ruchomą ścianą. 
Powrót dobrej formy! 

8×06 "Parents"
Przyzwoity odcinek. Szukanie sposobu na pozbycie się urządzenia namierzające na nodze, wyszło bardzo udanie. Zwłaszcza scena w kąpieli solnej. Poza tym House i Foreman, którzy wyrolowują Wilsona – dobre i niespodziewane zakończenie. 

8×07 "Dead and Buried"
Interesujące. House, tak bardzo chce poznać diagnozę choroby zmarłego dziecka, że jest nawet gotowy… wykopać je z grobu(!). Ciekawym jest jednak dla kogo to robi. Dla jednego z członków swojej Grupy Wsparcia Dla Zapobiegania Złości (Anger Management Class). 
Także podobało mi się. Nie przeszkadza mi brak Cuddy. House znów zachowuje się jak on sam, a odcinki są na przyzwoitym poziomie, do którego przyzwyczaił nas początek serialu. Także generalnie nie jest źle. :) 

8×08 "Perils of Paranoia"
Mógł być. Nic szczególnego, ale całkiem nieźle się oglądało. Odcinek nie męczył, co stanowi poprawę względem niektórych epizodów sezonu siódmego. Nie jest więc źle. 
(+ WTF? Product Placement much?!) 

Dochodzimy do momentu nietypowego i zaskakującego również dla mnie. Szczęśliwy zbieg okoliczności chciał, że w trakcie "akcji wyborczej", zacząłem chwalić się blogiem w najróżniejszych miejscach. W ten sposób natrafiłem na dziewczynę, która wkręciła mnie do współpracy z serwisem Hatak.pl. Zupełnie nieoczekiwanie dostałem szansę pisania pojedynczych recenzji kolejnych odcinków House’a, właśnie na łamach serwisu. Zadanie nietypowe i przynoszące nowe wyzwania, ale ciekawe i dające nową perspektywę dla kolejnych odcinków serialu. Zacząłem oglądać produkcję w trybie raz-na-tydzień. Odcinki muszą więc wyróżniać się jako oddzielne całości, by mocniej przykuć moją uwagę. To zadanie wychodzi róźnie, co możecie przeczytać w poniższych tekstach, pisanych na łamach portalu internetowego. 

8×09 "Better Half"

8×10 "Runaways

8×11 "Nobody’s Fault

Jeden z najciekawszych odcinków ostatnich dwóch sezonów, przypominający najlepsze dni produkcji! 

8×12 "Chase

8×13 "Man of the House

8×14 "Love is Blind"

Niedawno ogłoszono, że ósmy sezon będzie oficjalnym zakończeniem serialu. Mam nadzieję, że ta decyzja wpłynie pozytywnie na proces twórczy scenarzystów. Liczę, że zaserwują nam zakończenie godne tego niegdyś świetnego serialu. Pojedyncze odcinki "ósemki" pokazały, że nadal potrafią, więc moja nadzieja nie jest bezpodstawna. 

Tym razem tyle. Recenzje kolejnych odcinków, (które wrócą na ekrany 9 kwietnia), będą pojawiać się na FanPage‚u, a później w zbiorczym wpisie, podobnym do tego. Tymczasem do napisania! ;)
PS. Plakat fajny. Szkoda tylko, że odpowiadający jedynie akcji jednego odcinka tego sezonu.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii TV Shows

 

New season has (definitely) begun!

02 paź
 

Desperate Housewives (sezon VIII)
Pierwszy odcinek ósmej (i zarazem ostatniej) serii przygód Zdesperowanych Gospodyń Domowych, zapowiada intrygujący sezon, godny serialu, który jako jeden z kilku zrewolucjonizował rynek produkcji telewizyjnych.

Tym, co przykuwało nas do ekranu przez tyle lat, było intrygujące spojrzenie na amerykańskie przedmieścia: piękne i niemal idealne na pierwszy rzut oka, a jednak skrywające wiele tajemnic.

Hasło „Everyone’s got a dirty laundry”, przyświecające twórcom od początku, okazało się wyjątkowo chwytliwym pomysłem, który przysparzał nam wielu emocji przez kilka ostatnich lat. Mieszanka humoru, dramatyzmu, niecodziennych zagadek, mrocznych tajemnic, przesadzonych sytuacji rodem z telenowel, oraz dużej wiarygodności, którą udało się utrzymać dzięki doskonałym poczynaniom głównych bohaterek, sprawiła, że z wielką chęcią sięgaliśmy po kolejne odcinki opowieści o czterech sąsiadkach z Wisteria Lane. 

Pierwszy sezon intrygował w szczególności, gdyż stanowił nowe spojrzenie na serial „kobiecy”. Łączył elementy melodramatyczne, komediowe, kryminalne, czy nawet katastroficzne. Stanowił mieszankę wybuchową, którą oglądało się z zaangażowaniem i dużymi emocjami. Serial zacierał rysy „rozrywki kobiecej” i „męskiej”, oferując coś dla każdego typu widowni.

Główną osią fabuły była bowiem zagadka tajemniczej śmierci Mary Alice Young, która „ni stąd, ni zowąd” popełniła samobójstwo w pierwszej scenie serialu. Było to o tyle zaskakujące, że wszystkim na ulicy wydawało się, że wiedzie „perfekcyjne życie”. Serial raz po raz przekonywał nas, że „pozory mylą”.

W kolejnych latach próbowano przykuć naszą uwagę w podobny sposób, co sezon prezentując nam nowych sąsiadów, posiadających własne tajemnice. Wychodziło to z różnym skutkiem, ale serial wciąż przysparzał dobrych wrażeń, gdyż zaczęły nas intrygować też losy samych bohaterek, z którymi powoli zaczęliśmy się zżywać.

Teraz historia zatacza koło i najnowszy sezon stawia nas w sytuacji, w której „sąsiadką, skrywającą mroczną tajemnicę”, są same główne bohaterki. Ich sekret, związany z dramatycznymi wydarzeniami z finału „siódemki„, już zżera je od środka, przysparzając nam przez to ciekawych wrażeń. Takie poprowadzenie akcji umożliwia nam też lepsze zrozumienie tego, co przeżywała Mary Alice, zanim doszło do wydarzeń premierowego odcinka. Muszę przyznać, że jest to pomysł wyjątkowo udany i stanowiący bardzo ciekawą klamrę kompozycyjną dla całego serialu.

Jeśli oznacza to, że sezon ósmy będzie tak dobry, jak pierwszy, to czeka nas ostra jazda bez trzymanki! Trzymam kciuki! :)

House (sezon VIII)

Siódmy sezon „zespuł” postać House’a, przez to, że chciał ją niejako „naprawić” – pozwolić Gregory’emu zaznać szczęścia, pozwolić mu być z Cuddy. Szybko jednak okazało się, że doktor nie potrafi być w zdrowym związku. Za bardzo chce wszystko kontrolować, za bardzo postawić na swoim. Zawsze mieć rację. Właśnie dlatego ich związek nie wyszedł, a House nie potrafiąc poradzić sobie z własnymi emocjami, wjechał samochodem w dom Cuddy(sic!), co stanowiło najdziwniejszy finał w historii serialu.
Teraz, na własne życzenie, ponosi konsekwencje tego czynu, odsiadując wyrok w stanowym więzieniu. 

Czyż nie jest to wręcz idealne miejsce dla kogoś takiego, jak House? Wiadomo, że tu nie uda mu się zaznać szczęścia, na które przecież „nie zasługuje”, a jeśli dobrze się ustawi, będzie mógł nadal wykonywać swoją ukochaną profesję i jedyną rzecz, na której naprawdę się zna. Pozostanie więc sobą – geniuszem socjopatą, który dba tylko o poznanie prawdy, czyli prawidłowej diagnozy pacjenta.
Premierowy odcinek ósmej serii pokazuje, że House znów stawia „wszystko na jedną kartę” i potrafi poświęcić bardzo wiele, nawet swoje warunkowe wyjście z więzienia, dla „wyższej sprawy”, jaką jest Prawda.

Nowego odcinka nie oglądało mi się źle. Wprawdzie to już zupełnie inny serial niż na początku, bo i sceneria uległa diametralnej zmianie, jednak trzeba przyznać, że postać House’a znów jest interesująca. Na dodatek „Twenty Vicodin” jest epizodem dużo bardziej w zgodzie z ogólnym klimatem serialu niż zeszłoroczne, romansowe „Now What?”.

Mimo, że nie jest to serial w swojej najwyższej formie, tragedii zdecydowanie nie ma. Wydaje się nawet, że z nowego pomysłu może jeszcze wyjść coś ciekawego. Taką przynajmniej mam nadzieję, podbudowaną nie-złym poziomem nowego odcinka.

Premiera ósmej serii budzi zresztą kilka pytań: Czy najnowszy sezon zmierzy w stronę prywatnej praktyki House’a, której częścią będzie więzienna lekarka? Kiedy to nastąpi? Czego dowiemy się w następnym odcinku?
Na pewno obejrzę kolejny epizod, żeby się przekonać.

Terra Nova
Pilot serialu „Terra Nova” zdetronizował „Lost” z pozycji najdroższego odcinka pilotażowego w historii telewizji.
Trzeba przyznać, że premierowy epizod rzeczywiście zrobiony jest z rozmachem: Ziemia Przyszłości, Dinozaury, Portal do Podróży w czasie, bardzo ładne widoki i niezła obsada, robią dobre wrażenie. Daje się wprawdzie wyraźnie zobaczyć efekty komputerowe, wykorzystane do stworzenia poszczególnych lokacji, czy prehistorycznych stworów, ale można na nie przymknąć oko, bo to w końcu produkcja telewizyjna, a nie film kinowy.


Pomysł na serial jest nietypowy. Według scenarzystów, w roku 2149 Ziemia będzie tak zniszczona przez człowieka, że większość jej powierzchni będzie pokrywać piasek; warstwa dymu i smogu zakryje niebo, tak że nie będzie widać Księżyca, a jedynym ratunkiem dla przetrwania ludzkości, będzie… cofnięcie się w czasie. O jakieś 85 milionów lat, do czasów dinozaurów. 

Naszymi przewodnikami w tej podróży będzie rodzina Shannonów. On jest (byłym) policjantem, ona lekarką. Ich umiejętności szybko okażą się bardzo przydatne w Prehistorycznej Osadzie, która z dnia na dzień stanie się ich domem. Już pierwszego dnia bohaterowie będą bowiem: neutralizować wrogo nastawionych Kolonijnych Dezerterów, czy ratować grupę nastolatków, która wyruszyła poza teren osady, gdzie została zaatakowana przez drapieżne dinozaury. (Nota bene – bardzo emocjonująca scena!).
Akcja poprowadzona jest sprawnie, także pilota ogląda się z dużym zainteresowaniem.

Pierwszy odcinek „Terra Nova” ma też coś z zagadkowości „Zagubionych”. Tu też dostajemy Grupę „Innych”, (zwanych „Sixes”), która odłączyła się od Kolonizatorów dawno temu i teraz prowadzi z nimi otwarty spór. Nie wiadomo kto ich wysłał do przeszłości, ani czemu oddzielili się od reszty Osadników. Wiadomo jedynie, że są wrogo nastawieni.
Mamy też bohaterów o tajemniczej przeszłości, dziwne znaki na skałach, zaginionego syna oraz zagadkę „prawdziwej przyczyny” utworzenia Kolonii Terra Nova. Jest więc tajemniczo i intrygująco.

Muszę przyznać, że serial zapowiada się całkiem ciekawie, także w wolnej chwili chyba zerknę, jak rozwinie się akcja. :)
Zastanawiam się tylko, jak przestawię się do oglądania produkcji na małym ekranie, po wyśmienitych warunkach, w jakich zdarzyło mi się oglądać pilota. ;)

PS. Dziękuję serdecznie serwisowi Popcorner za szansę uczestnictwa w kinowym pokazie prasowym. Niezmiernie podobała mi się oprawa i sam pomysł oglądania serialu w kinie. Więcej takich inicjatyw! :D
PS2. Produkcję można (legalnie) obejrzeć: w serwisie iTunes (darmowy pilot!), na polskiej stacji Fox (od 02 października, czyli dzisiaj) oraz na portalu Kinoplex.pl.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii TV Shows

 

Blow his heart out!

19 cze

Z przykrością stwierdzam, że siódmy sezon przygód "Doktora House‚a" jest najsłabszą odsłoną serialu. 

Już przy "szóstce" pisałem, że schemat diametralnie się zmienił, przez co produkcja Davida Shore’a zaczęła przypominać "Chirurgów" Shondy Rhymes. Teraz twórcy poszli o krok dalej, dając nam odcinki "z zupełnie innej bajki", na dodatek czerpiąc już pełnymi garściami z rozwiązań pojawiających się w "Grey’s Anatomy". 


Sprawa pacjenta zeszła już na bardzo daleki plan, a w centrum znajdują się rozterki miłosne głównych bohaterów. Na dodatek rozmowy z pacjentami często zaczęły być także rozmowami na temat bieżącego problemu, z jakim stykają się sami lekarze. Coś, co nie miało wcześniej miejsca w tym serialu, natomiast nagminnie wykorzystywane było w "Chirurgach".

Główny problem sezonu siódmego sprowadza się jednak do kwestii: House nie może być szczęśliwy! Nie za to go pokochaliśmy i nie to wychodzi mu najlepiej. A ponieważ przez większą część sezonu doktor jest w szczęśliwym związku z szefową szpitala, to od razu sprawia, że odcinki są mniej ciekawe. (Dziwne, ale prawdziwe).
Na dodatek początkowe epizody, a w szczególności premiera sezonu – "Now What?", są tak odmienne od wszystkiego, co oglądaliśmy w tym serialu, że aż… męczące. Muszę szczerze przyznać, że w tym sezonie kilka odcinków zwyczajnie mi się dłużyło. Moim zdaniem twórcy zbyt mocno postawili na melodramatyzm, który nie do końca pasuje do tego serialu.

Najlepszym przykładem potwierdzającym wspomnianą wyżej tezę, jest moment, gdy Cuddy zrywa z Housem. Kolejny odcinek od razu na tym zyskuje, gdyż House zaczyna szaleć na maksa i robić najdziwniejsze, przez co też najśmieszniejsze rzeczy. Właśnie za te jego głupie wybryki i bezkompromisowe teksty tak bardzo go pokochaliśmy.
Koniec sezonu pokazuje jednak, że można pójść "o krok za daleko" w dziwadztwach, które wyprawia bohater. To, co lekarz robi w jednej z ostatnich scen sezonu, jest już tak nieodpowiedzialne i destrukcyjne, że nawet House’a nie podejrzewałbym o takie zachowanie.

Można wprawdzie powiedzieć, że trudno jest sprawić, by przez siedem lat trwania produkcji bohater był ciągle taki sam – rozwój postaci jest naturalnym procesem.
Nie mogę się jednak pozbyć wrażenia, że serialowi wyszłoby na dobre, gdyby zakończył się po szóstym sezonie. Zwłaszcza, że zakończenie miał wtedy niemal idealne. To, co teraz twórcy wyczyniają z postacią House’a jest natomiast przedziwne!

"Siódemka" boryka się też z problemem drugiego planu. Wydarzenia związane z ekipą House’a nie są tak wciągające, jak mogłyby być, mimo że twórcy starają się urozmaicić ich pozabiurowe życie, jak tylko się da. W zasadzie do ich pobocznych wątków twórcom udało się mnie przekonać jedynie w epizodze "After Hours". A tak – drugi plan nie jest na tyle charyzmatyczny, by przykuć moją uwagę na dłużej. Niestety.
Nie pomogła nawet nowa postać – Martha Masters. Genialna młoda studentka, która nigdy nie kłamie! Choć jej postać jest całkiem sympatyczna, mam wrażenie, że nie wykorzystano pełni potencjału drzemiącego w tej bohaterce.

Jak zatem widać – siódmy sezon mnie nie przekonał!

Na szczęście obok słabych epizodów, pojawiają się te nieco lepsze. Według mnie sezon siódmy ratują: 
-> 7×03 "Unwritten". Przypadek pisarki, która nawiedzana jest przez wizję bohatera swojej powieści, (będącej połączeniem: "Pottera", "Zmierzchu" i "Veronici Mars").
-> 7×13 "Two Stories". House opowiadający o swojej pracy dzieciom w podstawówce! :)
-> 7×16 "Out of the Chute". Głównie ze względu na szaleństwa House’a, w tym: strzał z łuku do prostytutki (sic!), chęć wysadzenia serca pacjenta, ("Blow his heart out"), by potem szybko zatamować krwawienie, oraz ostatnią scenę w hotelu, przy akompaniamencie świetnej muzyki.
-> 7×22 "After Hours". Bo to zupełnie inna bajka – mroczniejszy epizod, w którym House postanawia operować sam siebie!, a Trzynastka uratować postrzeloną koleżankę. A wszystko w domowych warunkach. Dzięki odmiennemu klimatowi, ten epizod naprawdę przyzwoicie się ogląda.

[Aneks]: 7×15 "Bombshells" powinien na przykład bardzo mi się podobać, z powodu swoich świetnych scenek rodzajowych z różnych gatunków filmowych, a jakoś nie wywarł na mnie dużego wrażenia. Scenki – doskonałe! Cały odcinek – taki sobie. Ta dychotomia w myśleniu spowodowana jest tym, że zachowanie House’a było wyjątkowo bezsensowne, nawet jak na niego. A choroba Cuddy objawiła się za szybko po chorobie jej matki.

Ostatni epizod pozostawił mnie natomiast z poczuciem niesmaku oraz wielkim znakiem zapytania nad głową. Skoro twórcy, wiedząc, że to może być ostatni sezon serialu, postanowili zakończyć go w taki sposób, to myślę, że poważnie możemy zacząć się martwić o poziom ósmej serii, której produkcja niedawno została ogłoszona.
Oglądając finał, powróciła do mnie myśl, przewijająca się przez moją głowę podczas trwania ostatniego sezonu – trzeba było skończyć na "szóstce"!


Bonus: Music
Najnowszy sezon przejął także dodatkową rzecz z "Grey’s Anatomy" – dużą zależność od muzyki. Mam wrażenie, że w tej serii częściej niż zwykle dostawaliśmy wpadające w ucho utwory, które przygrywały podczas montażu scen. Wcześniej stosowano ten chwyt rzadziej, teraz – w co trzecim odcinku.
Z tego powodu, tym razem mogę uzupełnić dział muzyki o kilka godnych uwagi piosenek. Numerem jeden jest cover utworu Arcade Fire "My Body is a Cage", w wykonaniu Petera Gabriela. Klimat tej piosenki oraz montaż końcowych scen odcinka "Out of the Chute", są po prostu świetne.

Warto zwrócić uwagę także na: "This Night" Black Lab, "Take the long road and walk it" The Music, czy "In the Dirt" S.Carey.
W siódmym sezonie pojawia się też moje ukochane, klasyczne "W Grocie Króla Gór" Edvarda Griega, za co twórcy dostają ode mnie dużego plusa. :)

Na koniec dodam, że tak duże podobieństwo "House’a" do "Chirurgów" sprawiło, że dotąd nie rozpocząłem nowego sezonu tego drugiego serialu. Doszedłem do wniosku, że jedna produkcja o miłosnych rozterkach lekarzy, oglądana na bieżąco, w zupełności mi wystarczy.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii TV Shows

 

Better murder than misdiagnosis

29 sty

Po bardzo długiej prerwie wróciłem wreszcie do serialu "House, M.D".
Nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego tak zwlekałem z rozpoczęciem szóstego sezonu. Mogę natomiast zdradzić, że ta odsłona przygód cynicznego lekarza bardzo mi się podobała. Mimo, że fabuła została poprowadzona zupełnie innymi torami niż poprzednio. (A może właśnie dlatego?)

Jak wielkie zaszły zmiany?!

Po pierwsze – nastąpiło zupełne odwrócenie pierwotnych proporcji.
Z sezonu na sezon twórcy poświęcali coraz więcej czasu na relacje pomiędzy głównymi bohaterami, poszczególne przypadki medyczne umieszczając na dalszym planie. W "szóstce" doszło do tego, że pojawiają się odcinki bez udziału zagadki medycznej ("Lockdown").

Można powiedzieć, że nastąpiła "Chirurgizacja" "House’a". Serial swoją formułą upodobnił się do dzieła Shondy Rhymes – "Grey’s Anatomy". Tam od samego początku losy grupy stażystów były ważniejsze niż dziwne przypadki medyczne, pojawiające się w każdym odcinku. Teraz taki los spotkał także "Dr. House’a".

Sezon szósty jest najbardziej personalny ze wszystkich dotąd emitowanych. Z odcinkami w pełni skupiającymi się na sesjach terapeutycznych House’a ("Broken", "Baggage"), czy sytuacjami, które pokazują, że doktor wierzy w "karmę"; w powracanie dobra, które sami przekazujemy innym.

Szczerze mówiąc – nie przeszkadza mi taki obrót spraw. Ostatecznie serial oglądałem (i nadal oglądam) właśnie po to, żeby zobaczyć co House zabawnego powie, czy wymyśli. Nie wspominając o tym, że jego specyficzne relacje z innymi od samego początku bardzo mnie intrygowały.

Po drugie – House się zmienił!
Pobyt w szpitalu psychiatrycznym, (którego przebieg możemy oglądać w pierwszym (podwójnym) epizodzie nowego sezonu), zmienił jego nastawienie do otaczajęcej rzeczywistości. Greg zaczął bardziej się przejmować i troszczyć o innych. Bezinteresownie pomagać. Chodzić na terapię.

Na szczęście nie zmienił się jego cięty język i niekonwencjonalne metody, (będące przecież największym źródłem humoru).

Po trzecie – więcej czasu poświęco innym bohaterom.
W "szóstce" ważne są nie tylko relacje House’a z innymi, ale także interakcje pomiędzy resztą bohaterów.
W wielu epizodach możemy oglądać mocno rozwinięte wątki personalne: problemy małżeńskie Chase’a i Cameron, Taub’a i żony oraz niesnaski w związku Trzynastki i Foremana.
Na dodatek dostajemy całe odcinki, pokazujące wydarzenia z perspektywy innych postaci. Dzień widziany oczami Wilsona, w epizodzie "Wilson", oraz skupione na Cuddy "5 to 9".
(Warto wspomnieć także o pojawieniu się jednego z moich ulubionych bohaterów epizodycznych – detektywa Lucasa. Niezmiernie lubię tę postać, dlatego ucieszyłem się, że powróciła do fabuły. Na dodatek – nieźle w niej namieszała).

Jak zatem widać – schemat obrócił się o 180 stopni.
Umożliwiło to utrzymanie serialu na interesującym poziomie i uniknięcie wrażenia monotonii. Jest zdecydowanie inaczej niż na początku. Dzięki temu kolejne odcinki świetnie się ogląda.
Muszę przyznać, że serial wciąż trzyma wysoki poziom. Mimo, że w sezonie szóstym jest mniej emocjonująco niż w drugiej połowie (mojej ulubionej) "piątki", to realizacyjnie wszystko znów jest dopięte na ostatni guzik. Nadal jestem na tak! :)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii TV Shows

 

The Confession

10 paź

Jakiś czas temu odkryłem stronę internetową MyEpisodes.com. Pozwala ona być na bieżąco ze wszystkimi terminami premier najnowszysch odcinków oglądanych seriali, jak również oferuje bardzo ciekawą funkcję nazwaną: "Time I’ve wasted". System w szybki sposób podlicza wszystkie obejrzane odcinki i mówi człowiekowi jaką część swojego życia spędził przed telewizorem/komputerem, zapatrzony w życie swoich ulubionych serialowych postaci.

W tym wpisie chciałem zaprezentować wszystkie oglądane przeze mnie seriale, których oglądanie zajęło mi łącznie*: 2 miesiące, 3 tygodnie i 20 godzin.
Swoją drogą będzie to też wersja 2.0 wpisu, którym reaktywowałem działalność swojego bloga w listopadzie 2008.

NEW(EST) SHOWS

 

Glee
Objawienie zeszłego serialowego sezonu, choć posiada kilka wad, to dzięki ciekawym aranżacjom znanych hitów, doskonale śpiewającej obsadzie i karykaturalnym postaciom, zdecydowanie daje radę i powala widzów swoją pozytywną energią!
No i ta Jane Lynch jako Sue Sylvester! :)

Cougar Town 
Komediowe spojrzenie na kryzys wieku średniego. "40-tka to nowa 20-tka" i te klimaty. Jules Cobb stara się na nowo przeżyć swoją młodość, co prowadzi do ciekawego zestawienia tego, co wypada jej robić, z tym, co rzeczywiście robi.
Specyficzni, zabawni bohaterowie i powrót Courtney Cox do komediowych korzeni. Choć mogłoby się wydawać, że temat nie jest pierwszej świeżości, to jego intrygujące wykonanie, pokazuje, że jeszcze nie wszystko zostało powiedziane.

Chuck 
Zwyczajny "nerd", pracujący w sklepie elektronicznym, przez przypadek staje się posiadaczem wszystkich rządowych sekretów. Zestawienie jego rutynowego życia z nowymi obowiązkami, rodem ze świata agentów specjalnych, daje bardzo zaskakujące efekty i tworzy intrygującą fabułę. Dodatkowo pełno tu odwołań do science-fiction, gier i komiksów, a także szeroko rozumianej kultury popularnej.

Royal Pains 
Wakacyjny serial, opowiadający o "concierge doctor" – lekarzu, który przyjedzie do domu i na miejscu wykona wszystkie niezbędne zabiegi. Z tego powodu Hank Lawson ma w sobie coś z McGayvera, gdyż niektóre sprzęty ratujące życie potrafi stworzyć ze zwykłych przedmiotów domowych. Oprócz ciekawych przypadków medycznych, intrygują także relacje lekarza z rodziną i znajomymi. Najzabawniejszym elementem tego przyjemnego serialu jest natomiast brat głównego bohatera – człowiek ze smykałką do interesów i burzą niecodziennych pomysłów.

True Blood 
Wampiry są wśród nas! Dzięki syntetycznej krwi, stworzonej przez Japończyków, mogą żyć tak, jak normalni ludzie. Oczywiście niektóre preferują swój stary tryb odżywiania, co z wiadomych względów budzi zastrzeżenia ludzi. W dotychczasowych dwóch sezonach (trzeci jeszcze przede mną) najciekawszym wątkiem w mojej opinii były zmagania wampirzej braci z Kościołem Fanatyków, pod wdzięczną nazwą: Fellowship of the Sun.
Ta produkcja posiada bardzo ciekawy, mroczny klimat oraz intrygujących bohaterów, dzięki czemu wyśmienicie się ją ogląda.

OLD(ER) SHOWS

Heroes 
Zwykli ludzie, którzy odkrywają, że posiadają nadprzyrodzone zdolności, to bardzo ciekawy, choć niekoniecznie innowacyjny, koncept. Pierwszy sezon "Herosów" pokazał jednak, że z takiego tematu można naprawdę wiele wyciągnąć. "Jedynka" jest bowiem doskonale napisana, a kolejne odcinki ogląda się z dużym zaangażowaniem. Niestety później poziom meandruje – obok bardzo dobrych epizodów są te zwyczajnie kiepskie. Choć "czwórka", którą obecnie oglądam, jest już zbliżona do poziomu "jedynki", to jednak nie była to wystarczająca poprawa, by uchronić serial od kasacji.

House 
Cyniczny i denerwujący pacjentów doktor oraz dziwne przypadki medyczne, a także bardzo specyficzne, często niejednoznaczne relacje lekarza z otoczeniem, są tym, co najbardziej przyciąga w tej produkcji. Swoją drogą im dalej, tym lepiej. Za najlepsze sezony uważam bowiem piąty i czwarty (w tej kolejności). Z niewiadomych powodów ciągle nie obejrzałem jeszcze "szóstki", ale już szykuję się, by zacząć nadrabiać te zaległości.

Desperate Housewives 
Mieszkanki Wisteria Lane i ich specyficzne problemy. "Gospodynie domowe" z Fairview rzeczywiście są "Gotowe na wszystko", by dopiąć swego. Nawet, jeśli będą musiały użyć "desperackich" środków, by tego dokonać.
Kolejne sezony, choć stopniowo upadają na poziomie, dalej dają radę i przysparzają wielu sytuacji do szczerego śmiechu.

Gossip Girl 
NYC, Manhattan, Upper East Side. To tam dzieje się akcja serialu, którego głównymi bohaterami są bogate i piękne nastolatki. Fabuła to w zasadzie masa intryg i knowań oraz miłosna rotacja pomiędzy poszczególnymi postaciami. W przeciągu trzech lat twórcom udało się zapełnić większość kombinacji zasady "każdy z każdym".
W skrócie – "totalny guilty pleasure". ;)

Grey’s Anatomy 
Rozterki uczuciowe grupy stażystów z Seattle Grace Hospital, w połączeniu z zaskakującymi, a często też dziwnymi przypadkami medycznymi, stanowią o sile tego serialu. Dostajemy też wiele skłaniających do śmiechu sytuacji oraz doskonały soundtrack. Wszystko to sprawia, że "Chirurgów" ogląda się z dużą przyjemnością.

How I met your mother
Choć przygody Teda i spółki przypominają te, które przeżywali "Przyjaciele", serial posiada własny, odmienny styl i prezentuje nieco inny styl humoru. Mnie ogląda się go doskonale. Sam nie wiem czy to z powodu podobieństw, czy właśnie dzięki różnicom.
Dodatkowo jest to serial, który wspomógł mnie podczas obu sesji zimowych na uczelni i już szykuję się na to, że przy najbliższej będzie podobnie. :)

+ Bonus: ANIMATED SHOWS

Family Guy
Animacja zdecydowanie skierowana do dorosłych. Twórca kreskówki – Seth McFarlane nabija się w niej bowiem dosłownie ze wszystkiego i wszystkich, często przełamując tematy tabu, czy wręcz szokując dla samego efektu szokowania. Panujący tu humor jest jednak szalenie ciekawy i piekielnie zabawny, momentami przekraczając nawet granice absurdu.
(Moja przygoda z tym obrazem zaczęła się przy odcinkach specjalnych, parodiujących "Gwiezdne Wojny". W te wakacje poszedłem o krok dalej. Dzięki darmowemu pilotowi, rozdawanemu na iTunesie, który szalenie mi się spodobał, jestem obecnie po dwóch seriach oraz kilku odcinkach z innych sezonów).

Kim Possible 
Disneyowska opowieść o cheerleaderce ratującej świat pełna jest zabawnych scen, ciekawych odniesień do kultury popularnej oraz zaskakujących zwrotów akcji. Serial ogląda się z dużą przyjemnością, gdyż zwyczajnie relaksuje i przysparza pozywytnych wrażeń.

The Emperor’s New School 
Serialowa wersja przygód cesarza Kuzco, znanego z "Nowych szat króla" ("Emperor’s New Groove"). Wyjątkowo zgrabna i udana, bo korzystająca z doskonałych chwytów, sprawdzonych już w pierwowzorze, (który nota bene zaliczam do swoich ulubionych filmów). :)

C.D.N

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii TV Shows

 

Everybody lies, part II

15 gru

(Part I)

Właśnie skończyłem oglądać piąty sezon House’a. I muszę przyznać, że ostatnie sześć odcinków (od 5×19) to była prawdziwa jazda bez trzymanki. Większość odcinków była odmienna od reszty i posiadała w sobie element zaskoczenia, co niezmiernie mi się podobało. Ponieważ w każdym odcinku, który obejrzałem było coś naprawdę intrygującego, to chciałem powtórzyć mój zabieg opisywania każdego odcinka z osobna. :)

Tak więc zaczynamy.
5×14 "The Greater Good"
100-tny odcinek serialu. Spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Że to będzie odcinek odmienny niż wszystkie, że będzie mnie trzymał w napięciu jak jeszcze żaden. A okazało się, że twórcy poszli w zupełnie inną stronę. Dostaliśmy zwyczajny, dobry odcinek House’a, ale bez żadnych większych ekstrawagancji. Przypadek kobiety, która zrezygnowała z prowadzenia badań nad nowym, lepszym lekarstwem na raka, nie jest jakoś wybitnie ekscytujący. Ogląda się to nieźle, ale ten odcinek nie wzbudził we mnie jakichś większych emocji.
Nie wiem czemu twórcy nie chcieli wyróżnić tego, że to już setny odcinek. Przecież wystarczyłoby zmienić kolejność i jako #100 dać odcinek 5×09 "Last Resort", który już od pierwszych scen wyglądał na świetny, a potem było już tylko lepiej.
No, ale w końcu nie można mieć wszystkiego. Ostatecznie odcinek setny zachowany jest w tym samym klimacie, co większość odcinków serialu. I może tym właśnie uczczono, że Houseowi stuknęła już setka. ;)
5×15-5×18 – dobre odcinki, na stałym poziomie, dobrze się ogląda, ale jakoś nie pamiętam, by coś szególnie je wyróżniało. Odmiennie od kolejnych odcinków, o których poniżej.
5×19 "Locked In"
Przypadek mężczyzny, którego całe ciało jest sparaliżowane i który jest dosłownie "zamknięty w sobie", gdyż jego mózg jest w pełni funkcjonalny, jest ciekawy szczególnie dlatego, że sposób opowiadania o nim taki jest. Możemy go bowiem oglądać od wewnątrz, z perspektywy samego pacjenta, jego oczami i słysząc jego myśli. Ten zabieg sprawia, że dużo bardziej wczuwamy się w akcję i tym bardziej chcemy, żeby lekarzom udało się dobrze zdiagnozować chorobę.
Ten odcinek oglądało mi się wyśmienicie, właśnie z powodu tego ciekawego sposobu narracji. 
Dowiedziałem się też, że film "Motyl i Skafander" był kręcony podobną metodą, więc możliwe, że w końcu skuszę się na to dzieło. :)
+ House parafrazuje tutaj serial Heroes, mówiąc do Tauba: "save the cheerleader, save your world!" ;)
5×20 "Simple Explanation"
Odcinek, w którym Kutner popełnia samobójstwo(!!). Jest to bardzo zaskakujące, zważywszy że kilka odcinków wcześniej była rozmowa na ten temat i wszystko wskazywało na to, że ze wszystkich bohaterów, akurat Kutner byłby najmniej skłonny dokonać takiego czynu. No, ale w końcu "pozory mylą". To, co podobało mi się w tym odcinku to oczywiście samo zaskoczenie, że coś takiego się stało, ale także zabieg techniczny wykorzystany w tym odcinku. Otóż dla podkreślenia smutnego klimatu wydarzeń, światło było tutaj celowo przyciemnione. Każdy kadr był spowity ciemną aurą, co naprawdę dobrze wyglądało.
Poza tym sama fabuła i rozterki bohaterów, pokazujące jak to wydarzenie na nich wpłynęło, też oczywiście były świetne. Dobrze się to wszystko oglądało, zwłaszcza że dostaliśmy tutaj podstawę do tego, co będzie działo się z Housem w kolejnych odcinkach.
Aha – pomysł uśmiercenia Kutnera wyszedł od aktora Kala Penna, który chciał pożegnać się z serialem, ponieważ miał na oku inną ofertę pracy. Tą ofertą była praca w… Białym Domu(!), a dokładniej w White House Office of Public Engagement and Intergovernmental Affairs, gdzie Penn został Associate Director of Public Engagement (Youth, Arts and Asian American & Pacific Islander Communities).
5×21 "Saviors"
Odcinek niezły, gdyż House "lost his mojo", Wilson próbuje mu pomóc je odzyskać, a my dostajemy wiele scen z Cameron i Chasem, którzy najwyraźniej przeżywają jakiś kryzys w swoim związku. Wszystko to oczywiście ma związek z tym, że Kutner odebrał sobie życie, a każdemu na własny sposób, trudno jest się z tym pogodzić.
No i ta końcówka!! House widzi w swoim mieszkaniu Amber(!), która mówi do niego "looks like you’re not losing it after all", co zresztą ma dokładnie odwrotny wydźwięk. Ta scena niezmiernie mi się podobała. Zwłaszcza, że twórcy znaleźli sposób, żeby przywrócić moją ulubioną Amber. :D
5×22 "House Divided"
Świetny odcinek! House widzi teraz Amber przez cały czas, a ona jako emanacja jego podświadomości, podsuwa mu kolejne pomysły co do diagnozy pacjenta. Dzięki temu dowiadujemy się w jaki sposób House myśli, a także ile rzeczy podświadomie dostrzega. Dynamika ich relacji jest zresztą podobna do tej, którą House miał z prawdziwą Amber, więc doskonale się to ogląda.
Poza tym możemy oglądać tutaj wieczór kawalerski, jaki House przygotowuje dla Chase’a oraz scenę-perełkę, w której House z boom-boxem na ramieniu i okularami na oczach tańczy do hip-hopowego kawałka Public Enemy. (Scena do obejrzenia tutaj) :)
W tym odcinku jest bardzo wiele zabawnych scen, jak również parę dramatycznych zwrotów akcji, co czyni z niego jeden z lepszych w piątej serii, a co za tym idzie, także w całym serialu. Znakomicie się bawiłem oglądając poczynania House’a w tym odcinku. A fakt, że znowu mogliśmy oglądać jedną z moich ulubionych postaci, czyli Amber, też pozytywnie wpłynął na mój odbiór. :)
5×23 "Under My Skin"
Po tym jak "Amber" próbowała otruć Chase’a podczas jego wieczoru kawalerskiego, House postanawia pozbyć się swojej halucynacji. Nie jest to jednak łatwe zadanie i kiedy kolejne ekstremalne metody nie działają, Gregory postanawia odstawić leki(!). O pomoc prosi Cuddy, a to prowadzi do bardzo ciekawej i długo-oczekiwanej sceny. "-You want to kiss me right now, don’t you? -I always want to kiss you!", po czym House i Cuddy zaczynają się całować i rozbierać. Yes! :D
5×24 "Both Sides Now"
Detox i seks z Cuddy bardzo pozytywnie wpłynęły na House’a. Przestał widzieć Amber i zaskakująco czuje się znakomicie. Nie ma żadnych symptomów odstawienia uzależniającej substancji i ogólnie powrócił do bycia sobą "pełną gębą".
Wątek Chase’a i Cameron, traktujący o ich kryzysie w związku, spowodowanym tym, że "I kept my husbands sperm" był jak zaczerpnięty z telenoweli, a przez to bardzo zabawny, a zarazem emocjonujący. Wszystkie teksty, w stylu: "It’s sad when sperm comes between people" niezmiernie mi się podobały, a sam wątek był w ciekawy sposób poprowadzony. A cała sytuacja kończy się ślubem(!). :)
Nowy pacjent, który ma problem z przepływem neuronów w mózgu, też jest ciekawym elementem tego odcinka. Jego choroba objawia się bowiem tym, że nie panuje wcale nad swoją lewą ręką, która "żyje własnym życiem", a jego prawa półkula nie posiada połączenia z lewą. Sceny z pacjentem są naprawdę dobre, gdyż opierają się na pewnej irracjonalności i śmieszności zaistniałej sytuacji. :)
Powracając jednak do najlepszej części odcinka (najlepsze zostawiłem na koniec), czyli House’a i Cuddy, pod koniec epizodu okazuje się, że Gregory wcale nie przespał się z Cuddy, że wcale nie odstawił Vicodinu, jak również że wcale nie pozbył się swoich halucynacji. Cały wieczór spędzony z Cuddy, który mogliśmy oglądać w poprzednim odcinku, był jedynie wytworem wyobraźni lekarza. To odkrycie sprawia, że House postanawia zasięgnąć pomocy w… szpitalu psychiatrycznym(!!).
Wszystko to sprawia, że finałowy odcinek piątej serii jest kolejnym świetnym odcinkiem finałowym i kolejnym świetnym odcinkiem w serialu jako całości. Twórcom znowu udało się zrobić nas "w konia" pokazując coś, co było jedynie wytworem wyobraźni głównego bohatera i co prowadzi do bardzo dramatycznych odkryć. I oby tak dalej! ;)
Jak widać sezon piąty oglądało mi się doskonale. Muszę przyznać, że razem z "czwórką" jest to mój ulubiony sezon serialu. Jest tak właśnie dlatego, że są to serie czwarta i piąta. Żeby móc się nimi w pełni delektować, trzeba znać serie poprzednie i wiedzieć co doprowadziło do zaistniałych sytuacji i żeby zobaczyć jak twórcy bawią się ze stworzoną przez siebie konwencją. Idąc tym tropem, mam nadzieję, że sezon szósty też będzie wyśmienity i już nie mogę się doczekać aż zobaczę pierwszy dwugodzinny epizod sezonu szóstego, o którym słyszałem, że jest Housowym "Lotem nad kukułczym gniazdem". :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii TV Shows

 

Everybody lies

13 lis

"House M.D" to serial opowiadający o genialnym lekarzu-diagnoście, który rozpozna co dolega pacjentowi z nawet najbardziej skomplikowanymi symptomami i najbardziej zagmatwaną historią choroby.

Gregory House jest aroganckim, zapatrzonym w siebie, uzależnionym od leków, nieprzyjemnym dla otoczenia lekarzem, którego pokochały miliony widzów na całym świecie. House mówi to, co myśli, w sposób w jaki myśli – niczego nie upiększa, nie owija w bawełnę i wali prosto z mostu. Czasami prowokuje dla samej prowokacji. Przez to wszystkie sceny, w których się pojawia, są niezmiernie zabawne! Niektóre jego teksty po prostu powalają widza z nóg i to właśnie świetnie napisane dialogi są głównym powodem, dla którego serial tak dobrze się ogląda.
Do tego należy dodać niecodzienne relacje House’a z innymi oraz specyficzny światopogląd, którym kieruje się w życiu, a który opiera się na prostej zasadzie: "wszyscy kłamią", (bo jest to coś, co ułatwia życie), a dostaniemy wszystkie powody, dla których tak chętnie powraca się do tego serialu.


K
ażdy odcinek poświęcony jest znalezieniu odpowiedniej diagnozy dla nowo przyjętego pacjenta. Przez to widz osłucha się z tuzinem trudnych nazw chorób oraz ogromną liczbą koncepcji medycznych dotyczących tego, co może dolegać choremu. Najczęściej wymienianą chorobą, o której posiadanie podejrzany jest co drugi pacjent, jest toczeń, czyli po angielsku lupus. Kwestia "It’s not Lupus" była tak często powtarzana w serialu, że aż powstały T-shirty z tą właśnie frazą. :)

Zanim przejdę do dokładniejszego opisu poszczególnych sezonów, chciałem jeszcze wspomnieć o plejadzie gwiazd jaka przewija się w serialu. Skupię się głównie na twarzach znanych z innych serialowych produkcji, które lubię oglądać, choć to nie tylko aktorzy telewizyjni przewijają się na drugim planie "House’a". Niemniej jednak szczególnie ciekawie jest zobaczyć epizody takich aktorów jak Cynthia Nixon, Ron Livingston (Berger) i Jason Lewis (Smith) z "Seksu w wielkim mieście", Dominic Purcell i Robert Tunney (Veronica) z "Prison Breaka", Elizabeth Mitchel i Nestor Carbonell (Richard) z "Losta", Greg Gunberg z "Heroes", czy Leighton Meester i Michelle Trachtenberg z "Gossip Girl".

Sezony 1-3
Pierwsze trzy sezony posiadają taką samą strukturę. Jednoodcinkowa fabuła skupiona na konkretnym pacjencie, do tego trochę prywaty w każdym z odcinków, w formie pojedynczych dialogów, czy wydarzeń, a także kilku/kilkunastu-odcinkowy wątek główny, który tworzy akcję poza diagnozą nowego pacjenta.

W pierwszym sezonie w ramach takiego wieloodcinkowego wątku dostajemy nowego szefa szpitala – Edwarda Voglera. Ten oczekuje wielkich zmian w szpitalu teraz, gdy wydał wiele pieniędzy, żeby się nim zająć. Konflikt z Housem jest zatem nieunikniony, gdyż ten nie lubi wprowadzać zbytnich zmian w swoje życie. Ich potyczki ogląda się naprawdę przyjemnie i są one bardzo humorystyczne.

W "dwójce" natomiast możemy oglądać byłą żonę House’a – Stacy Warner. Stacy ma teraz drugiego męża, który z powodu przewlekłej choroby znajduje się w pewnym momencie pod opieką ekipy House’a. Sama Stacy też zatrudnia się w szpitalu, a to sprzyja odrodzeniu się uczucia pomiędzy dawnymi małżonkami.

W trzecim sezonie House podpada swoim zachowaniem policjantowi Michaelowi Tritterowi. Ten zacznie prowadzić śledztwo przeciwko niemu, sprawdzając czy jego szpitalne praktyki są zgodne z prawem. Ich walka na przepisy i sposoby ich omijania potrwa kila odcinków, a całość skończy się… aresztowaniem House’a. Doktor szybko jednak wyjdzie za kaucją, a Tritter nie będzie się już mógł go dłużej czepiać.

Te historie to jednak jedynie dodatek do głównej siły napędowej serialu, czyli poszczególnych przypadków medycznych. Pod tym względem każdy odcinek wyróżnia się ciekawym przypadkiem.

Uważam jednak, że najlepszymi epizodami były:
-> 2×02 "Autopsy". Po tym odcinku stwiedziłem, że ubóstwiam "House’a". Oglądałem serial już od połowy pierwszego sezonu, ale dopiero ten odcinek zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie. Ekipa House’a ratuje małą pływaczkę, a doktor pokazuje swoje drugie oblicze. ;)
-> 2×12 "Distractions". Do szpitala trafia chłopak, który w wypadku na quadzie został poważnie poparzony. Odcinek zaliczam do bardzo dobrych, głównie z powodu świetnej sceny z robakami czerwiami, które zjadają obumarłą tkankę człowieka i które są tutaj wykorzystane dla wyczyszczenia głębokich ran chłopaka. Ich obraz na jego poparzonym ciele jest bardzo sugestywny i na długo pozostaje w pamięci.
-> 2×24 "No Reason". House zostaje postrzelony(!) w swoim gabinecie. Następnie oglądamy jak męczy się będąc leczony w tym samym pokoju, co jego oprawca. No i to zaskakujące zakończenie i "coś, czego nigdy w życiu bym nie zrobił". Po prostu czad! :D
-> 3×23 "The Jerk". Odcinek, w którym pojawia się "mały House" – młody, wredny chłopczyk, który obraża wszystkich wkoło i jest nazbyt wyrośnięty psychicznie jak na swój wiek. Sceny z nim są naprawdę zabawne. :)

Sezon 4
W tym sezonie wiele rzeczy zaczyna się zmieniać.
Po wydarzeniach z finału "trójki", House musi wybrać nowy zespół pomocników. Dzięki sposobowi, w jaki prowadzi rekrutację, dostajemy ogromną ilość nowych lekarzy, z których każdy jest na swój sposób ciekawy. Świetnie ogląda się jak ludzie o różnych charakterach radzą sobie ze złośliwościami House’a i jak starają się przetrwać do końca procesu rekrutacji.

Moją ulubioną nową postacią była zdecydowanie "Cuthroat Bitch" Amber, której ambicja i zdeterminowanie oraz sposób bycia są naprawdę interesujące i czynią z nią postać "z krwi i kości". Poza tym znakomicie oglądało się jej nieustanne sprzeczki z Housem i ich wzajemne podejście do siebie.
Zabieg wprowadzenia wielu nowych postaci drugoplanowych sprawił, że zmieniły się proporcje pomiędzy samą diagnozą pacjenta, a prywatnymi wydarzeniami z życia bohaterów. Coraz więcej miejsca zaczynają zajmować te drugie. Uznaję tę zmianę na plus, ponieważ relacje House z innymi ludźmi są naprawdę ciekawą sprawą i stanowią intrygującą opowieść.
Dodatkowo w sezonie czwartym, (dokładniej w odcinku ósmym "You don’t want to know") w końcu pada zdanie: "I finally got a case of lupus". ;)

Best Episodes:
-> 4×03 "97 seconds". House postanawia sprawdzić czy Bóg istnieje, więc wkłada nóż do gniazdka elektrycznego(!). ;)
-> 4×07 "Ugly". W tym odcinku pacjentem jest młody chłopak, z ogromną naroślą na twarzy, a poczynania ekipy House’a nagrywane są przez ekipę telewizyjną. Najbardziej podobał mi się efekt końcowy ich pracy. Film, który nakręcili, pokazuje bowiem House’a jako lekarza miłego i ciepłego, który jest dogłębnie przejęty problemem chłopca. :)
-> 4×14 "Living the Dream". Greg porywa gwiazdę swojej ulubionej telenoweli "Prescription Passion", bo odkrył, że ten jest chory, oglądając kolejne odcinki serialu.
-> 4×15/16 "House’s Head" & "Wilson’s Heart". Podwójny odcniek finałowy był naprawdę niezły. House bierze udział w wypadku autobusowym, w wyniku którego z pamięci wylatuje mu ostatnich kilkadziesiąt godzin. Podczas odcinka towarzyszymy doktorowi w jego umysłowych poszukiwaniach straconych wspomnień, od których zależy uratowanie uczestników wypadku. Ten dwugodzinny epizod jest naprawdę niezły i bardzo emocjonujący.


Sezon 5
Obecnie jestem w trakcie oglądania piątego sezonu.
Już po pierwszych odcinkach widać diametralną zmianę w prowadzeniu opowieści. Diagnoza pacjenta staje się tutaj jedynie tłem dla właściwej akcji – relacji pomiędzy poszczególnymi bohaterami.
Dużo światło pada tutaj szczególnie na stosunki pomiędzy Housem, a Cuddy. W sezonie piątym w końcu dzieje się to, czego symptomy było widać już od samego początku serialu. (SPOILER) Mianowicie – w odcinku siódmym House całuje Cuddy(!!!!) (End of SPOILER). Bardzo jestem ciekawy jak sprawy potoczą się dalej.
W "piątce" dostajemy też więcej scen poświęconych relacjom innych bohaterów. Szczególnie cieszę się z tego, że możemy tutaj oglądać dużo więcej Cameron i Chase’a niż w sezonie poprzednim. Nowa kilkuodcinkowa postać – prywatny detektyw Lucas Douglas też był naprawdę fajny. Jego "przyjaźń" z Housem była ciekawym wątkiem. Trochę ubolewam nad tym, że w pewnym momencie, bez żadnego wyjaśnienia, nagle zniknął, bo był naprawdę zabawną postacią. (A z wyglądu nawet trochę przypominał House’a). ;)
O sezonie piątym na razie tyle. Jak już go obejrzę w całości, podzielę się większą ilością uwag.

Najlepsze epizody: (lista tworzona po 5×14, a nie całym sezonie)
->5×09 "Last Resort". W tym odcinku zdesperowany mężczyzna (znany z Herosów Zelkjo Ivanek), który nie ma zielonego pojęcia co mu dolega, przychodzi do kliniki z… bronią w ręku, żeby "najlepszy doktor w tym szpitalu się nim zajął". I już od momentu, kiedy wyciąga broń i bierze zakładników do gabinety Cuddy, gdzie już siedzi House, wiadomo, że będzie to zajebisty odcinek. A w trakcie jego trwania dochodzi kolejnych dowodów potwierdzających tę tezę.
Odcinek dziewiąty to rozrywka na wysokim poziomie i według mnie jeden z najlepszych epizodów w serialu. :D

Muzyka
Muzyka w "Housie" przeważnie stanowi jedynie tło dla wydarzeń oglądanych na ekranie. Częściej jest dodatkiem niż definantą akcji. Nie zmienia to jednak faktu, że zdarzają się tutaj doskonałe kawałki bez których poszczególne sceny nie byłyby już takie same.

Tak było zarówno z rockowym utworem "Dimension" zespołu Wolfmother, jak i z "See the World" zespołu Gomez, czy "Cheap and Cheerful" The Kills. Cover piosenki tytułowej – "Teardrop" Massive Attack, w wykonaniu Jose Gonzalesa też zapadł mi w pamięć po obejrzeniu ostatniego odcinka czwartej serii, w którym był wykorzystany. Sama piosenka tytułowa też jest niezła, ale znam ją właściwie tylko jako piosenkę tytułową. Nie słyszałem jej pełnej wersji i na razie jakoś nie bardzo mnie ciągnie, żeby się w nią zaopatrzyć. Niemniej jednak muzyka jest całkiem przyjemna i tutaj (oraz tutaj) możecie znaleźć listę utworów wykorzystanych w serialu.
Tutaj natomiast można posłuchać soundtracku (via iTunes), na którym znajdują się także dwa utwory zespołu Band from TV, gdzie wspólnie grają gwiazdy znane z telewizyjnego świata. Poza Hugh Lauriem i Jessem Spencerem z "House’a", w zespole grają także Greg Gunberg z "Herosów" i James Denton z "Desperate Housewives".

Interesting info:
-> Hugh Laurie otrzymał za swoją rolę aż dwa Złote Globy. Sam serial zdobył natomiast trzy Emmy. Łącznie produkcja Davida Shore’a uzyskała aż 32 różnorodne nagrody.

-> Doktor House jest źródłem inspiracji dla innych twórców. Powstało nawet kilka książek na temat tego "Co House wie o medycynie?", czy poświęconych zagadnieniom filozoficznym, jakie pojawiają się w serialu. Są też książki "całkowicie bez autoryzacji", czy "przewodniki po serialu". (Pod linkami znajdziecie odniesienia do stron, gdzie można zaopatrzyć się w te książki, które ostatnio hurtem wyszły na polskim rynku).
-> Podczas wstępnych przesłuchań Hugh, który z pochodzenia jest Anglikiem, był podawany jako przykład aktora z wyśmienitym amerykański akcentem. ;)
-> Laurie występował gościnnie w "Przyjaciołach". I był tam tak samo wredny jak dr. House. To on siedział obok Rachel w samolocie, gdy ta leciała do Londynu na ślub Rossa i Emily, w sezonie czwartym.
-> W odcinku 4×10 "It’s a wonderful lie" House wypowiada zdanie dotyczące Polski. ;)
-> W jedym z odcinków pierwszego sezonu lekarz przyznaje się do oglądania "The O.C". :D
-> Hugh Laurie napisał w 1996 roku książkę o tytule "Sprzedawca Broni". Książka ta ukazała się w zeszłym roku w Polsce, nakładem wydawnictwa W.A.B i opowiada o byłym agencie Jej Królewskiej Mości Thomasie Langu, który odkrywa konspirację związaną z handlem bronią. Powieść napisana jest w humorystyczny sposób i całkiem przyjemnie się ją czyta. :)
Laurie planuje napisać kontynuację, jednak dokładna data wydania nie jest znana.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii TV Shows

 

TV shows note

22 lis

It’s time for the note about TV shows. At this point there are plenty of TV shows to write about, so I should get started right away.

NEW shows 

 

Grey’s Anatomy, czyli Chirurdzy.

Image Hosted by ImageShack.us

Zacząłem oglądać Chirurgów w okresie przedmaturalnym (i to właściwie w jego ostatniej fazie, bo tak gdzieś w miesiąc przed matura). Lecieli codziennie w tygodniu o 16.30, czyli idealnej porze na obiad i krótki odpoczynek po szkole, a przed nauka, także z wielka chęcią zasiadałem przed telewizorem i oglądałem perypetie lekarzy ze szpitala Seattle Grace. Moja przygoda rozpoczęła się gdzieś tak w połowie drugiego sezonu, więc z początku trudno mi się było połapać w niektórych wątkach. Potem jednak, z odcinka na odcinek, wiedziałem już więcej, nadrobiłem też "braki" we wcześniejszych odcinkach i obecnie jestem w trakcie oglądania czwartej serii tego McSerialu, jak przyjęło się go nazywać. (Nazwa ta pochodzi od tego, że główne bohaterki niemal nieustannie nazywały coś z prefixem "Mc", np. chłopak jednej z nich to… McDreamy, innej zaś McSteamy ;) )
Grey’si generalnie rzecz biorąc są obyczajówką z elementami medycznymi w tle, ale posiadają wiele zabawnych tekstów i ciekawe postaci, także bardzo miło się go ogląda. Seriously (hehe – specjalnie użyłem tego sformułowania, bo jest ono tam po prostu nagminnie używane, tak często, że mi także już weszło w krew jego używanie) ;)


House, M.D

Image Hosted by ImageShack.us

Drugi z seriali medycznych, w który się wciągnąłem w okresie przedmaturalnym. Moi rodzice oglądali go późnymi wieczorami na AXNie i tak się jakoś złożyło, ze parę odcinków obejrzałem razem z nimi, i BAM! – wciągnąłem się w kolejny serial (i to w dodatku medyczny). Jest  jednak pewna zasadnicza różnica pomiędzy Housem, a Chirurgami. O ile Chirurdzy bardziej skupiają się na życiu osobistym głównych bohaterów, a sprawy medyczne są dodatkiem, to w Housie każdy odcinek kręci się wokół innego chorego i cały jest mu w zasadzie poświęcony. Oczywiście sprawy personalne też są poruszane, a w miarę jak przypływa odcinków, również dużo bardziej rozwijane i wciągające, to i tak struktura odcinka skupionego na konkretnym pacjencie pozostała. W opisie House’a nie może zabraknąć oczywiście tego, co jest największym atutem tego serialu, czyli genialnych i powalających tekstów głównego bohatera. Gregory House jest tak arogancki, zapatrzony w siebie i w ogóle tak denerwujący, ze aż miło. :D Jego teksty i zachowanie są cudowne. (Ale dla widza, niekoniecznie dla jego pacjentów) ;)
Hugh Laurie, który wciela się w rolę House jest po prostu genialny, a sam serial po prostu zajebisty! :)

A teraz dla pokazania różnic pomiędzy Housem, a Chirurgami super klip z YouTube’a:

(podstawowa różnica:
"I had to say disgusting pig, because Grey’s Anatomy is a show written for women, by women.", Addison Montgomery-Shepherd, bohaterki Chirurgów
"… but I do know that I’m having an erection. I had to say that, because House is a show written by men for women, who like abusive men", Gregory House, bohater… hmmm…. "House’a"
One word: Priceless. :D

+ Bailey does scream a lot & a lot of time for no reasonable… reason ;)
+2 "-I din’t call you homo, … homo!" – I heard that that was the reason of throwing Isaiah Washington out of the show at the end of season 3, so it’s funny that they are mentioning it in this video)

Sex and the city

Image Hosted by ImageShack.us

Serial, który rozpocząłem oglądać już po maturach, na początku moich najdłuższych w życiu wakacji. Doszło do tego w związku z premierą filmu, opowiadającego dalsze losy czterech przyjaciółek z Manhattanu. Jest to serial komediowy (bardzo zabawny), momentami bardzo prowokacyjny (+ prowokujący do dyskusji!) (oczywiście zdarzają się też prowokacje dla samych prowokacji, ale w większości przypadków jest to jednak uzasadnione szokowanie). Nie będą się zbytnio rozpisywać nad walorami i ogromną przyjemnością oglądania "Seksu", powiem jedynie, że jest to serial oglądany tylko i wyłącznie razem z Softy. Fakt ten umożliwia nam nowy rodzaj dwuznacznych (hmm – a właściwie dla osób postronnych - bardzo jednoznacznych) rozmów, SMSów i ogólnie rzucania różnych bardzo fajnych tekstów. (Np. SMS – "Mam dziką ochotę na seks!") ;) Cool, isn’t it? Kto by nie chciał dostać takiej wiadomości?? ;)

OLD shows

Desperate Housewives

Image Hosted by ImageShack.us

Pod koniec sierpnia obejrzałem ostatnie odcinki czwartej serii, a niedawno rozpocząłem sezon piąty. Jego akcja dzieje się… pięć lat później po wydarzeniach z sezonu czwartego. Na razie jestem po pierwszym odcinku i muszę powiedzieć, że ten zabieg umożliwił scenarzystom pewne ciekawe rozwiązania fabularne. (Dość powiedzieć, że bliżniaki Lynette mają teraz 16 lat, Gabi ma… dwie córki(!), Susan nowego faceta, Eddie… męża, a Bree własną firmę kucharską i właśnie wydaje książkę). Dzięki przeskokowi o pięć lat w historii mieszkanek Wisteria Lane nie wiemy zupełnie jak doszło do tych wszystkich zmian, a powolne odkrywanie elementów tej zagadki może być bardzo ciekawe.
Generalnie rzecz biorąc mam wrażenie, że nowy sezon będzie równie ciekawy i zabawny, co poprzednie. :)

Heroes

Image Hosted by ImageShack.us

Już dawno temu skończyłem krótki drugi sezon Herosów i ostatnimi czasy zaczęła się moja przygoda z sezonem numer trzy, zatytułowanym "Villains". No i cóż mogę powiedzieć? Generalnie rzecz biorąc Herosom po raz kolejny udaje się być bardzo skomplikowanym serialem, w którym nie sposób się połapać. Jest to zatem pewien powrót do korzeni, można powiedzieć, bowiem pierwsze odcinki serialu w ogóle, też były dość pogmatwane. Jak zawsze największe zawirowanie stanowi różność czasów akcji. Bo choć pokazuje się widzowi w jakim czasie wydarzenia mają miejsce, zachowania niektórych bohaterów i ich koneksje między sobą, budzą pewne zadziwienie. Jednak, ogólnie rzecz biorąc, serial wciąga i po obejrzeniu jednego odcinka trudno się powstrzymać, by nie oberjzeć kolejnych. Przecież trzeba dowiedzieć się co się stanie później. :)

The O.C

Image Hosted by ImageShack.us

Ostatnimi czasy znów zacząłem oglądać przygody mieskańców Newport Beach w Orange County. Muszę powiedzieć, że nadal jestem bardzo pozytywnie nastawiony. Obecnie jestem po powtórnym obejrzeniu całego trzeciego sezonu i dwóch odcinków czwartego. Muszę przyznać, że moje odczucia w stosunku do nich zmieniły się na lepsze od czasu pierwotnego oglądania. Za drugim razem trzeci sezon nie raził mnie aż tak swoją "nie-OC-jowatością", jak to kiedyś nazwałem. Tym razem właściwie tylko dwa odcinki (nie pomnę teraz jakie) wydały mi się zupełnie z innej bajki, reszta nawet trzymała się kupy. Przyjazd Kaitlin (a.k.a Mini Cooper), od którego liczyłem początek końca dobrego poziomu OC, tym razem przełknąłem bez większych problemów. Nawet Johnny, czy ta-cała-Sadie(-Jego-kuzynka) byli do zniesienia. Także zmiana in plus nastąpiła. Wprawdzie nadal nie podoba mi się to, co dzieje się w finale trzeciego sezonu, ale tym razem, wiedząc czego oczekiwać, aż tak bardzo tego nie przeżywałem (choć jakaś oznaka "łezki w oku" mogła się pojawić, nie przeczę) ;) :P
Ok – end of O.C talk, at least for now, let’s move on to…

Shows ON BREAK

Lost

Image Hosted by ImageShack.us

Jakoś w trakcie wakacji skończyłem ogladać czwarty sezon serialu o rozbitkach samolotu linii Oceanic. Sezon 5 rozpoczyna się dopiero w styczniu, także na razie Lost jest dla mnie w stanie hibernacji. ;)
Nie będę zatem rozpisywał się teraz nad zadziwiającymi rozwiązaniami fabularnymi tego serialu, bo mogłoby to zająć bardzo dużo czasu. Dość powiedzieć o ostatnich udziwnieniach w świecie Lost’a, czyli podóżach w czasie, The Constant, Jeremym Benthamie, paszportach Bena, trupie w trumnie i o wieeeeeelu wielu innych sprawach, których nie będę już teraz wymieniać.

Prison Break

Image Hosted by ImageShack.us

Po bardzo długiej przerwie, jaką sobie zrobiłem po drugim sezonie, teraz jestem już po obejrzeniu całego trzeciego i po kilku odcinkach czwartego. Muszę powiedzieć jedno – Prison utrzymuje swoje bardzo dobre tempo i interesujące zakończenia odcinków, które wręcz zmuszają cię, byś obejrzał kolejny odcinek. Postaci wprawdzie nadal są dość prościtukie, a rozwiązania fabularne dosyć zabawne (jak chociażby cała akcja ze śmiercią Sary i jej powrotem do życia), ale i tak ogląda się to dość dobrze. :)
Mimo to, po obejrzeniu kilku odcinków czwartego sezonu, zrobiłem sobie chwilową przerwę w oglądaniu. Zapewne jak obejrze tylko jeden odcinek to uruchomi się wręcz lawinowe oglądanie następnych, jak to miało miejsce przy trzecim sezonie, dlatego czekam aż odpowiednio duża liczba nowych odcinków znajdzie się w puli. ;)

FINISHED shows

Gilmore Girls

Image Hosted by ImageShack.us

Jakoś w wakacje zakończyła się moja przygoda z tym jakże miłym i przyjemnym serialem. Oznacza to, że nie będzie już więcej nowych perypetii Lolerai i Rory Gilmore, co jest trochę smutne, zważywszy na sposób w jaki sposób serial się zakończył (czytaj – jak by był po prostu końcem kolejnego sezonu, a nie serialu w ogóle). No, ale…
Kochane Kłopoty przysporzyły mi bardzo wielu uśmiechów i bardzo wielu chwil zadowolenia oraz możliwości "naładowanie sobie akumulatorów" pozytywną energią, także bardzo jest mi miło, że mogłem go oglądać, a następnie polecić i wciągnąć w jego oglądanie Softkę&Piotra. :D
Thanks Gilmore for being there. ;)

Angel

Anioła Ciemności, jak nazywał się Angel w Polsce, skończyłem oglądać już ładnych parę lat temu. Angel to spin-off Buffy, a jego fabuła kręci się wokół Angel Investigations – biura "dektywistycznego" prowadzonego przez Anioła i jego pomocników. ("-You reached Angel Investigations. We help the helpless!") ;) Angel był lepszym, ciekawszym serialem niż Buffy, co mogło wynikać z tego, że akcja nie działa się już w murach liceum, (tak jak akcja Buffy), tylko w bardziej "realnym świecie" – Los Angeles (so called "City of Angel") ;)
To, co ciekawe a propos Anioła, to fakt iż ostatni odcinek, (tak jak i w Gilmore) można traktować jako koniec serii, a nie sarialu w ogóle. Faktem, który odróżnia te dwa seriale jest to, że Anioł… posiada swoją kontynuację fabularną, kolejny sezon. Niestety jest on w formie… komiksu, ale to zawsze coś. Ja posiadam jedynie pierwszy egzemplarz tego komiksu i muszę powiedzieć, że jest to zupełnie inne przeżycie. Nie wykluczam jednak sięgnięcia w przyszłości po kolejne części, by dowiedzieć się co przydarzyło się głównym bohaterom dzień po "walce w zaułku", czyli ostatniej scenie piątej serii tego zajebistego serialu.

Buffy, the vampire slayer

Image Hosted by ImageShack.us

Buffy, postrach wampirów, tak samo jak Anioła, skończyłem oglądać już ładnych parę lat temu. I choć napisałem, że Anioł był lepszym od Buffy serialem, nie oznacza to, że sama Buffy była kiepska. Wręcz przeciwnie! :) Bardzo lubiłem oglądać nowe przygody Pogrmonczyni i jej przyjaciół. Fakt, że wszystko działo się w liceum, a potem w trakcie studiów, tylko urozmaicał tę opowieść. :)
O ile zakończenie Anioła możnaby uznać za otwarte, o tyle w przypadku Buffy, jak dla mnie, nastąpiło bardzo dobre zamknięcie serialu jako całości. Jednak, tak samo jak można kupić komiks o dalszych losach Anioła, tak również istnieje "Buffy, season 8", w tej samej, gazetowej formie. Z tymże o ile do dalszych przygód Anioła ciągnęło mnie bardzo (stąd kupno pierwszego numeru komiksu), o tyle jestem w stanie wytrzymać bez dalszych przygód Buffy.

Joey 

Image Hosted by ImageShack.us

Spin-off "Przyjaciół"
Już nie tak genialny, jak sami "Przyjaciele", ale i tak bardzo zabawny i bardzo umilający czas. Joey przeprowadza się do Los Angeles, by szukać szansy w Hollywood, zamieszkuje ze swoim dwudziestoletnim siostrzeńcem i robi to, co potrafi najlepiej, czyli… podrywa dziewczyny. ;) (To tak w bardzo dużym skrócie) ;)
Na potrzeby tego serialu twórcy trochę przyspieszyli czas, bo siostra Joey’a – Ginna występowała przecież we Friendsach, tylko, że wtedy dopiero… była w ciąży, a tu już ma dwudziestoletniego syna (i zupełnie inny wygląd). Ale jestem w stanie zrozumieć ten zabieg i nie jest on aż tak zaskakujący.
Umieściłem Joey’a w dziale seriali, które skończyłem już oglądać, ale  jakiś czas temu okazało się, że istnieje jeszcze parę odcinków, których nie oglądałem. Niestety, nigdzie nie mogę ich znaleźć, a więc też obejrzeć, ale liczę na to, że w przyszłości będzie to możliwe. :)

Friends

Image Hosted by ImageShack.us

The best show… EVER! :D
Serial, który nigdy się nie nudzi.
na którym uczyłem się angielskiego. ;) 
który zawsze poprawiał mi humor.
którego każdy odcinek znam praktycznie na pamięć. :)
Nie ma co się więcej rozpisywać – po prostu najlepszy serial świata! :D


And that’s all, friends!
See you next time, whenever it will be.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii TV Shows

 
 

  • RSS