RSS
 

Notki z tagiem ‘i-present-to-you’

Ladies and Gentlemen, I present to you: the band StraightMinds

28 lis

Nowy wpis w serii, tak szybko po poprzednim, bo i okazja jest wyjątkowa! Tym razem chciałem zaprezentować Wam młody polski zespół, poznany przypadkiem w zeszłym roku. StraightMindsi urzekli mnie już od pierwszego koncertu, na który wybrałem się ze znajomymi, idąc zupełnie w ciemno. Przed wydarzeniem nie wiedziałem o nich zupełnie nic. Wystarczyło jednak tylko kilka utworów, by mnie w pełni do siebie przekonali. Teraz, po trzech występach na żywo i wyczekiwaniu na kolejny, urodzinowy, uznałem, że najwyższy czas podzielić się z Wami radością z ich słuchania.

StraightMinds to bowiem rockowy zespół najwyższej próby. Dynamiczne utwory, ciekawe teksty i dobre aranżacje szybko wpadają w ucho, a sceniczny zapał grupy silnie udziela się widowni. Ich koncerty są jak eksplozje małych wulkanów energii. Podładowują akumulatory i umieszczają szeroki uśmiech na usta.

Zespół wypracował własny styl, opierając się jednak na klasykach gatunku. Na swoim profilu piszą, że „starają się odświeżyć klasyczne i legendarne, choć lekko przykurzone brzmienia zespołów z lat ’70, ’80, ’90, tworząc gatunek, który został przez nich nazwany „Odświeżony Oldschool”.” Wśród swoich inspiratorów wymieniają (m.in) grupy The White Stripes, Wolfmother, Queens of the Stone Age, czy Foo Fighters. Nie stanowią jednak kalki żadnego z tych zespołów, a raczej intrygującą ich mieszankę, uzupełnioną własnymi, świeżymi pomysłami. Mimo wszystko, pojawiają się również kawałki, w których mocno wyczuwalne są muzyczne inspiracje. Które silnie przywodzą na myśl dokonania konkretnych zespołów. W ogromnej mierze mowa tu o utworze „People“, który mocno przypomina mi styl gry Pearl Jam.

Tym razem do pomocy przy wpisie zwerbowałem także przyjaciół, którzy od jakiegoś czasu znają zespół i mają o nim wyjątkowo dobre zdanie. Oto, co mieli do powiedzenia:

Ula: Świetna muzyka muzyką. Jednak nawet sama atmosfera na koncertach SM jest wyjątkowa i niepowtarzalna. Czuję się wyraźnie związana z każdym z fanów od pierwszego brzmienia po ostatnie oklaski. Kiedy tylko zaczyna się koncert mam wrażenie, że z każdym kolejnym wystukanym przeze mnie rytmem wypełnia mnie jakaś niesamowicie pozytywna, pobudzająca energia. Dlatego też jestem na prawie każdym kocercie. Z czystym sercem i pewna sukcesu zarażałam i zarażam sympatią do SM swoich znajomych :)

Alik: SM autentycznie nie da się nie lubić! Od pierwszych chwil każdego swojego koncertu roztaczają niesamowitą atmosferę zarażając tym samym widzów masą pozytywnej energii.  Stanowią zgraną grupę znakomicie radzącą sobie na scenie, a ich piosenki wpadają w ucho w rekordowo szybkim tempie, co sprawia że fantastycznie bawią się na ich koncertach także osoby słyszące ich twórczość po raz pierwszy. Wszystko to razem powoduje, że wychodząc z koncertu SM natychmiast myśli się o tym, kiedy kolejny raz będzie można ich usłyszeć na żywo, oraz których znajomych trzeba jeszcze z ich muzyką zapoznać :)

Żeby nie być gołosłownym w zachwytach, podrzucam próbkę możliwości grupy, z zaznaczeniem, że podczas występów live dają jeszcze większego kopa.

ENJOY!

Komplikacje/People

Nevermind

Więcej informacji o zespole, utwory do ściągnięcia za darmoszkę oraz rozpiska kolejnych koncertów do odnalezienia w social media: Facebook, SoundCloud oraz Last.fm.

Warto dodać, że na dniach (a dokładniej w piątek 30 listopada) chłopaki obchodzą drugie urodziny. Z tej okazji grają specjalny koncert w warszawskim klubie Chwila. Jeśli macie akurat ‘chwilę’ wolnego czasu – wpadajcie! Dajcie się porwać energii, tak jak ja podczas ich pierwszych urodzin oraz na każdym z ich koncertów, który udało mi się zobaczyć. Macie szansę polubić ich zanim zyskają wielką sławę. Wykorzystajcie ją! :) Szczerze zachęcam, wystawiając najwyższy znak jakości! :)
(Innymi słowy: Kaczy approves! (Chyba muszę zainwestować w taką pieczątkę!)) ;)

PS. Bonusowo wspomnę, że to dzięki StraightMindsom poznałem „Iron“ Woodkida, za co już zawsze będę wdzięczny. ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Music

 

Ladies and Gentlemen, I present to you: the band Imagine Dragons

24 wrz

Chciałem przedstawić Wam moje najnowsze odkrycie muzyczne – amerykański zespół Imagine Dragons. Na dodatek w momencie, który zdecydowanie należy do nich. Na początku roku wydali (popularną) EPkę. W maju ich utwór pobrzmiewał w „Gossip Girl”. W czerwcu kawałek „Radioactive” trafił na mojego bloga. Dwa tygodnie temu wydali debiutancki album (który od razu trafił na #1 sprzedaży iTunesa). Ostatnio dostali się też na muzyczną playlistę serialu „Glee”. Ogólnie rzecz biorąc – mają dobrą passę.

I bardzo dobrze!

Imagine Dragons grają melodyjny pop, zmieszany z alternatywnym rockiem, gitarowymi brzmieniami, z dodatkiem elektroniki, instrumentów smyczkowych oraz ciekawym wokalem, przypominającym swoim tembrem kilku innych wykonawców. Na dodatek to trochę miks różnorodnych artystów. Każda piosenka budzi skojarzenia z dokonaniami innych zespołów. Da się tu odnaleźć dźwięki i muzyczne tropy przywodzące na myśl dokonania: (m.in) Kings of Leon, Coldplay, The Killers, OneRepublic, a momentami nawet Modest Mouse, 3OH!3, czy… Eminema. W tym braku stricte pojętej oryginalności i podobieństwie dźwiękowym do kilku grup, tkwi chyba siła zespołu. Dostajemy nowe utwory, ale podobne stylistycznie do innych kawałków, które znamy i lubimy, dlatego tak łatwo jest polubić też te nowe. Muzykę Amerykanów można po prostu określić jako: energetyczną, optymistyczną, przyjemną, wakacyjną.

Polubiłem ich już od czasu „Radioactive”, ale to kawałkami „Tiptoe” i „Bleeding Out” kupili mnie w 100%. Bardzo przyjemne granie, które obecnie niezmiernie mi się podoba.  Nie wiem czy tak będzie już zawsze, ale sądzę, że jest na to bardzo duża szansa. Bądź co bądź – wszystkich poprzednich artystów, których prezentowałem w tej serii, nadal słucham, lubię i cenię. Sądzę, że z Imagine Dragons będzie podobnie. Także polecam! :)

Dość gadania, czas przejść do słuchania. ;)

Enjoy!

 

 

 

 

 

Zaspół do odnalezienia na: Facebooku, MyspaceTwitterze oraz oficjalnej stronie.

 

PS. Kilka dni temu zespół ogłosił trasę po Europie. Najbliższy przystanek – Berlin, 3 listopada. Ktoś chce się wybrać? :)

PS2. A jakie są Wasze najnowsze odkrycia muzyczne?!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Music

 

Ladies and Gentlemen, I present to you: the band Miike Snow.

01 gru

Nadzedł czas, abym zaprezentował Wam moje najświeższe muzyczne odkrycie! :)

Szwedzki zespół(!) Miike Snow poznałem w te wakacje, dzięki oglądaniu takich seriali, jak „90210„, „Gossip Girl„, czy „Chuck„, gdzie pojawiło się kilka piosenek z ich repertuaru. Szybko zaintrygował mnie ich styl – połączenie popu, alternatywnego rocka oraz brzmień elektronicznych, (momentami przypominające dokonania Sama Sparro).

Krótka wizyta w iTunes Music Store uświadomiła mi, że cała płyta brzmi przyzwoicie, dlatego zacząłem przymierzać się do zakupu ich debiutanckiego krążka. Byłem jednak przekonany, że będę musiał zamówić go w Internecie, co nieco odwlekło moją chęć na posiadanie go w mojej kolekcji. Kiedy jednak płyta przypadkiem wpadła mi w ręce, podczas jednej z moich wizyt do Empiku, nie wahałem się długo przed podjęciem decyzji o jej zakupie. (Zrobiłem sobie tym samym wcześniejszy prezent Mikołajkowy). ;) I tak oto stałem się szczęśliwym posiadaczem niezłego krążka, którego ostatnio z chęcią słucham.

Przyjemne granie, co tu dużo mówić! :)
Także bez zbędnych słów, oto próbka dokonań zespołu:
Enjoy!

 

 

1. „Animal” prezentowałem już tutaj. Klimat tej piosenki tak mi się spodobał, że aż musiałem ją mieć na swoim odtwarzaczu. Los chciał, że stała się ona utworem #4444, który zagościł na moim iPodzie. Szczęśliwy traf! ;)
2. „Silvia” pojawiła się w czwartym sezonie „Chucka”. Utwór bardzo mi się spodobał, a kiedy zorientowałem się, że jego wykonawcą jest/są właśnie Miike Snow, wiedziałem że muszę posłuchać całej płyty zespołu.
3. „Plastic Jungle” przekonało mnie do siebie swoimi interesującym klimatem. Utwór ma zwyczajnie w sobie „to coś”.
4. „Song for no One” to w moim mniemaniu raczej piosenka „dla wszystkich”. Proste brzmienie, które może się podobać szerokiej grupie odbiorców.

+ kilka linków i informacji:
MySpace i Facebook (na stronie oficjalnej nic się nie dzieje!)
Nietypowa nazwa zespołu wzięła się stąd, że przyjaciel muzyków nazywa się Mike Snow. Podwójne „ii” w Miike wziąło się natomiast stąd, że jest to niejako hołd dla japońskiego reżysera Takashiego Miike’a.
(Dwóch członków zespołu jest odpowiedzialnych za wyprodukowanie hitu Britney Spears „Toxic”, za który otrzymali nagrodę Grammy. Jaki ten świat mały!) ;)

Tym razem krótko, zwięźle i na temat! ;)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Music

 

Ladies and Gentlemen, I present to you: Mr. Mike Posner

01 paź

Nadszedł czas na kolejną notkę dotyczącą mojego odkrycia muzycznego. Tym razem prezentowanym artystą jest młody Amerykanin – Mike Posner.

Początki tej znajomości bardzo przypominają okoliczności, w jakich odkryłem Mraza. Wakacje, kanał muzyczny Viva, a tam świetny teledysk do równie świetnego utworu. Potem iTunes/YouTube, gdzie odkrywam inne intrygujące piosenki. Następnie, kiedy nadarza się ku temu okazja, debiutancka płyta ląduje w moich rękach. Później przychodzi już sama radość ze słuchania przyjemnych utworów.
To w skrócie ścieżka tej jakże ciekawej znajomości. :)

Muzycznie Mike P. znajduje się gdzieś na pograniczu popu, R&B i muzyki elektronicznej. Do tego wokalnie jest bardzo "smooth", posiadając ciekawy, lekko ochrypnięty głos. Choć motywy muzyczne, które wykorzystuje w swoich utworach nie są innowacyjne, to jednak doskonale się sprawdzają w połączeniu z ciekawymi tekstami oraz barwą głosu wokalisty. Do tego pełne są pozytywnej energii,  przez co doskonale się ich słucha.

Przejdę teraz do sekcji wideo. :)
Enjoy!

Utwór "Cooler than me", od którego wszystko się zaczęło, szybko stał się jednym z wakacyjnych hitów, pnąc się wysoko na listach przebojów (w szczytowym momencie osiągnął pierwszą pozycję sprzedaży w iTunes Store), a także zdobywając sobie fanów na całym świecie. Piosenka powstała w akademiku uniwersytetu Duke’a, gdzie stworzyli ją Mike i jego przyjaciel Eric Holljes :)
(+ Utwór, który przez chwilę słychać w teledysku, podczas jazdy samochodem to: "Smoke n Drive" z wcześniejszego repertuaru artysty).

   

"Please don’t go" – singiel numer 2. Oficjalne wideo w drodze. Kiedy już się pojawi, z chęcią tutaj umieszczę. :)

[EDIT - Wideo się pojawiło, ale jest zwyczajne, więc daję w małym formacie. ;) ]
"Evil Woman" – cover utworu z 1975 roku, w wykonaniu Electric Light Orchestra. Świetne dźwięki i wielka frajda ze słuchania. :)
"Gone in September" – utwór z bardzo zabawnym tekstem, który niezmiernie mi się podoba. "When I met you at a party and I told you you were pretty, I was honestly just trying to score", "I thought I wasn’t like the others. Guess I’m an asshole after all". ;)

W zasadzie wszystkie piosenki z debiutanckiej płyty "31 Minutes to Takeoff" szalenie mi się podobają. Mimo to nie przekonałem się jeszcze w pełni do zbioru utworów, które pojawiły się na darmowych mix-tape’ach, które Mike udostępnia na swojej stronie. Na razie z pochodzących stamtąd kawałków moją uwagę przykuły na dłużej jedynie: "Evil Woman" i "I don’t trust myself" (cover Johna Mayera*).

Ogólnie rzecz biorąc polecam muzykę Mike’a Posnera, gdyż jest bardzo przyjemna w odbiorze i pozytywnie nastawia do rzeczywistości. ;)

Na koniec seria linków: Strona oficjalnaMySpaceYouTube oraz Facebook.
(W szczególności polecam FB, gdyż Mike często zwraca się tam bezpośrednio do polskich fanów) :D 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ladies and Gentlemen, I present to you: Music from Grey’s Anatomy

12 mar

Muzyka w serialu "Chirurdzy" zasługuje na szczególną uwagę.
W większości odcinków ścieżka dźwiękowa dobrana jest idealnie, oddając, a często także nadając charakter emocjonalny pokazywanych scen.
Z tego powodu większość utworów to spokojne ballady, jednak zdarzają się też bardzo energetyczne kawałki, które mają na celu podkreślić szaleńcze tempo szpitalnych wydarzeń.


"Grey’s Anatomy" to kolejne źródło moich muzycznych odkryć, zaraz po "The O.C" i "Gossip Girl". Co zresztą sprowadza się do moich kolejnych uniżonych pokłonów w stronę Alexandry Patsavas, jako że to właśnie ona jest music-supervisorem także tego serialu. Ta kobieta ma po prostu ewidentny talent do wychwytywania świeżych, intrygujących, wpadających w ucho i ogólnie zajebistych utworów.
I chwała jej za to! :)

Po tej małej "laurce" w kierunku Alex P., przejdę do tematu samej muzyki.
Informację o niej rozpocznę od faktu, że twórcy wypuścili na rynek aż trzy kompilacje z muzyką z seralu.
Znajdująca się na nich muzyka jest dobrze dobrana, większość utworów szybko wpada w ucho i zostaje na długo zapamiętana. Osobiście nie posiadam oryginalnych albumów w całości, mam jednak w swojej kolekcji bardzo wiele utworów z nich pochodzących. Niemniej jednak znając fragmenty utworów z wszystkich trzech, mogę je serdecznie polecić w całości.

    
(Po kliknięciu w konkretną okładkę zostaniecie przeniesieni na stronę iTunes’a, na której możecie posłuchać fragmentów utworów, czy też zakupić albumy).

Drugim elementem, o którym chciałem wspomnieć, są iTunesowe playlisty zrzeszające większość piosenek wykorzystanych w serialu. Poniższe linki zaprowadzą Was do odpowiedniej iTunesowej strony, gdzie możecie poznać szeroką listę utworów, posłuchać ich, a także się w nie zaopatrzyć.
Music from season: 12345


Trzecia sprawa - YouTube Channel 1 & 2 z piosenkami z różnych sezonów, w pełnych wersjach. :)


Pora na osobisty wybór piosenek, poznanym dzięki serialowi.

Na początek – lista kilku utworów i zespołów, które "Grey’s Anatomy" pomogło wypromować, a które znane mi były już wcześniej z innych źródeł. Wśród nich są:
Snow Patrol i utwór "Chasing Cars", The Fray i "How to save a life", KT Tunstall "Suddenly I see", James Blunt "High", Lifehouse "You and Me", Teddybears feat. Mad Cobra "Cobrastyle", OK Go "Here it goes again", Peter Bjorn and John "Young Folks", Duffy "Mercy", Kate Nash "Merry Happy".

Większość z nich ogromnie lubię, dlatego bardzo miło było mi je usłyszeć w nowym kontekście. :)
Wydaje mi się, że takich znanych utworów było jeszcze więcej, ale teraz, przeglądając te iTunesowe playlisty jakoś nie odnajduję ich więcej. Na pewno znane mi były także inne utwory wymienionych wyżej artystów, które były wykorzystane w serialu.

Drugą sprawą są nowości muzyczne, odkryte właśnie dzięki pojawieniu się w "Chirurgach".

Na pierwszy ogień pójdzie Roisin Murphy. Dzięki serialowi po raz pierwszy usłyszałem jej utwory, takie jak "Ruby Blue", "Night of the Dancing Flames", czy "Ramalama" i od razu się w nich zakochałem. Są one bowiem tak energetyczne i zupełnie inne od tego, czego zwykle słucham, że urzekły mnie już od pierwszego ich usłyszenia. To sprawiło, że jestem teraz szczęśliwym posiadaczem albumu Roisin "Overpowered" oraz posiadam we wspomnieniach jej warszawki koncert. :)

Drugim artystą, poznanym bliżej dzięki "Grey’som" jest Mat Kearney, którego piosenka "Breathe In, Breathe Out" promowała czwarty sezon produkcji. W samym serialu też się pojawiła. W swojej muzycznej kolekcji posiadam dzięki temu także utwory: "Nothing Left to Lose", "Undeniable" oraz najnowszy album Mata "City of Black & White".
Jego styl przypomina trochę styl Mraza (swoja drogą jestem strasznie zawiedziony, że Alex nie dała w "Chirurgach" ani jednego jego utworu. One by tutaj doskonale pasowały), czy Jamesa Morrisona. I zdecydowanie miło słucha się jego spokojnych utworów.

   


Do tego poznałem też kilkadziesiąt pojedynczych utworów różnorodnych zespołów, a nawet stworzyłem swój własny album z tymi utworami. Oto skład tego albumu:

1. "Ruby Blue" Roisin Murphy
Piosenka, dzięki której poznałem twórczość Roisin i bardziej się nią zainteresowałem.
Utwór jest mega czadowy i dający pozytywny zastrzyk energii. Nie jest to jedyna piosenka Roisin pojawiająca się w Chirurgach, ale to zdecydowanie ona zrobiła na mnie największe wrażenie. Obecnie znajduje się na 3 miejscu mojej listy "Top 25 Most Played". :)


2. "Kaboom!" Ursula 1000

3. "Ain’t Nothing Wrong with That" Robert Randolph & the Family Band
Kolejna piosenka o dużym ładunku energii. Nieco "zakręcona" i szalona. Dokładnie w moim stylu. ;)
Z tego powodu znajduje się na pozycji 6 wśród "Top 25 Most Played".

4. "Cosy in the rocket" Psapp
Piosenka z napisów początkowych, które mogliśmy oglądać do połowy drugiego sezonu, dopóki nie zostały one zastąpione przez samą planszę tytułową. Napisy początkowe wraz z utworem do obejrzenia poniżej.

5. "How we operate" Gomez

6. "Idlewild Blue (Don’tchu Worry Bout Me)" Outkast

Piosenka pochodzi z musicalu "Idlewild", w którym występowali muzycy Outkast. Jednak w oderwaniu od musicalowej historii sam utwór też prezentuje się znakomicie. Doskonale też odnalazł się w realiach serialu.

7. "The Time is Now" Moloko

Utwór znany mi już wcześniej, ale dopiero usłyszenie go w "Chirurgach" popchnęło mnie do tego, aby się w niego zaopatrzyć.

8. "Portions for foxes" Rilo Kiley, 9. "I want Candy" Bow Wow Wow, 10. "Fools in love" Inara Georg

Mini-video dla utworów: 4, 13, 5, 3:
     


11. "They" Jem
Pierwsza piosenka jaką słyszymy w serialu. Bardzo mi sie podoba i zanim ją usłyszałem w serialu, długo na nią polowałem, ale nigdy wcześniej nie znałem jej tytułu ani wykonawczyni. Dlatego bardzo się cieszę, że Chirurdzy umożliwili mi jej zdobycie.

12. "Looking at the world from a bottom of a well" Mike Doughty
Zaskakująco optymistyczna piosenka, jak na tytuł, który posiada.

13. "Sexy Mistake" The Chalets, 14. "LOL" Little Jackie

15. "Break Me Out" The Rescues
Najświeższa piosenka na liście, pochodzi z jednego z końcowych odcinków piątego sezonu. Jej styl bardzo przypomina inne zespoły, które lubię, typu Fray, czy niedawno odkryci The Script, więc musiała mi przypaść do gustu. Prosta i chwytliwa zarazem.

16. "High" James Blunt


17. "9 Crimes" Damien Rice
Jedna z najbardziej emocjogennych piosenek, jakie pojawiły się w serialu. Tzn. takie mam o niej wrażenie, słuchając jej na płycie. W trakcie serialu, scena w której się pojawia, nie jest jakoś wybitnie emocjonująca.
Natomiast sam utwór? Przepiękny w swojej prostocie. :)

Mini-video dla utworów: 15, 11, 6, 17:
 
   

Poza-albumowe, ale równie genialne:

"Breathe (2AM)" Anna Nalick
W przeciwienstwie do "9 Crimes" ta piosenka niesie nieco mniej emocji. Tzn. znów słuchając samego soundtracku. Bo w połączeniu z obrazem i dramatycznymi wydarzeniami odcinka drugiej serii "… As we know it" (druga część odcinka "It’s the end of the world") niesie ogromny ładunek emocjonalny. Zawsze kiedy jej slucham dokładnie widzę to, co się wtedy działo.

"Such Great Heights" Postal Service
Pierwsza piosenka na oryginalnym soundtracku. Jej obecność w "Chirurgach" zupełnie mi umknęła, natomiast kiedy pojawiła się w jednym z pierwszych odcinków "Veronici Mars" po prostu nie mogłem się od niej uwolnić. :)

"Buildings and Mountains" The Republic Tigers
Piosenka, która musiała wywrzeć duże wrażenie na Alex, gdyż można ją usłyszeć aż w trzech serialach, do których dobiera ona muzykę (w "Gossip Girl", "Chucku" i "Chirurgach" właśnie). Ten utwór rzeczywiście jest znakomity i bardzo dobrze się go słucha. Tak samo zresztą jak ich "Fight Song", które znalazło się na oficjalnym soundtracku "Gossip Girl" – "OMFGG". 

"Fidelity" Regina Spektor
"Mansfard Roof" Vampire Weekend
"You Don’t Know Me" Ben Folds feat. Regina Spektor

Mini-video dla opisanych utworów pozaalbumowych oraz Bena Foldsa:
     

To właściwie wszystko, co mam do napisania w kontekście "Chirurgowej" muzyki. Alexandra Patsavas raz jeszcze pokazała, że ma doskonałe wyczucie muzyki, a ja po raz kolejny przekonałem się, że mój gust muzyczny jest kompatibilny z jej. ;)
PS. Mam wrażenie, że ostro zaszalałem z ilością wklejonych utworów, także mam nadzieję, że zaraziłem Was miłością do chociaż kilku z nich. ;)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ladies and Gentlemen, I present to you: the band 3OH!3

25 lis

Po notkach poświęconych Jasonowi Mrazowi i Samowi Sparro, czyli moim odrkyciom muzycznym zeszłego roku, przyszedł czas na notkę poświęconą jednemu z tegorocznych odkryć. 

Zespół 3OH!3 poznałem niedawno, bo we wrześniu. Oglądając galę rozdania MTV Video Music Awards, natknąłem się na ich teledysk do piosenki „Don’t Trust Me”. Utwór ten od razu przypadł mi do gustu i chodził za mną przez kolejne dni. Postanowiłem zatem sprawdzić też inne piosenki zespołu, żeby przekonać się czy są tak samo wciągające jak singiel promujący płytę. Po pierwszym przesłuchaniu fragmentów utworów z krążka „Want” nie byłem do końca przekonany do dokonań zespołu. Muzyka jednak została mi na długo w głowie. Kiedy więc w sklepie natknąłem się na płytę w promocyjnej cenie, stwierdziłem, że może warto dać szansę temu amerykańskiemu zespołowi. I nie zawiodłem się! :)

Do 3OH!3 zdecydowanie trzeba się przekonać, gdyż grają specyficzną muzykę. Można to porównać do electro, czy nawet techno, ale widać u nich też wpływy popu, hip-hopu czy punk rocka. To, co mnie ostatecznie do nich przekonało, to energia jaką ich muzyka wyzwala. Ich utwory są bardzo szybkie, energetyczne i pobudzają w człowieku niespożyte pokłady energii. Kiedyś w ogóle nie mógłbym ich słuchać, uważając ich muzykę za „ostry hałas”, ale od kiedy przekonałem się do takich utworów jak „Desperate Guys”, „Mirror Error” The Faint, czy „With a Heavy Heart” i „We Are Rockstars” Does it offend you, yeah?, poznanym dzięki Alexandrze Patsavas, zakres słuchanej przeze mnie muzyki znacznie się poszerzył. Teraz traktuję ich utwory jako świetną rozrywkę i genialny wyzwalacz energii. :)

Dość gadania, czas przejść do prezentacji muzyki.

Zacznę od utworu, od którego wszystko się zaczęło – „Don’t Trust Me”. O ile sam utwór jest zdecydowanie bardzo ciekawy i miły dla ucha, o tyle teledysk podoba mi się średnio i nie do końca przekonuje mnie koncepcja w nim przedstawiona. Niemniej jednak enjoy!
Drugim utworem, który chciałem zaprezentować, jest mój ulubiony kawałek z „Want”, który ostatecznie zadecydował o tym, że postanowiłem zaopatrzyć się w tę płytę. Mowa o piosence „I can’t do it alone”, która ma świetne tempo i jest bardzo energetyczna. Wprawdzie ma nieco pokręcony tekst (z moim ulubionym „So tell me baby, pretty baby, that this house is not a graveyard, tell me how to stay strong, and carry you home, over the corpses of the unlost fathers and their unborn daughters, cause dammit, I can’t do it alone”), jednak mimo to jest naprawdę czadowa. ;)

 

Chciałem zaprezentować też dwie wersje drugiego singla z płyty. Tym razem koncepcja wideo bardzo mi się podoba i uważam, że są to teledyski bardzo ciekawe i zabawne. Sam utwór też jest niczego sobie. Musi sobie świetnie radzić na parkietach. Na pewno zawojował już YouTube’a, gdzie można znaleźć jego wiele fanowskich wersji, czy parodii.

„Startstrukk”, bo to właśnie o tym utworze mowa, przypadł nawet do gustu Katy Perry, która postanowiła zremiksować ten kawałek. Chociaż słowo „remiks” to za dużo powiedziane. Perry raczej przyłączyła się do członków zespołu, śpiewając ich oryginalną piosenkę razem z nimi.

Dzięki temu powstało nie jedno, a dwa wideo dla singla „Starstrukk”. I oba są naprawdę fajnie zrobione i zabawne.
Także enjoy!

Płytę „Want” można odnaleźć tutaj. Debiut zespołu, o którym zresztą dowiedziałem się w momencie pisania tej notki, można odnaleźć natomiast tutaj.

Poza tym oficjalna strona oraz MySpace.

Nie wiem czy zachęciłem was do ich muzyki. Miałem po prostu ochotę podzielić się tym, czego ostatnio z wielką chęcią słucham. :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Music

 

Ladies and Gentlemen, I present to you: Mr. Sam Sparro

10 maj

Sam Sparro to moje drugie odkrycie muzyczne zeszłego roku. Mimo, że oprócz Mraza, i Sparro, odkryłem też wielu innych bardzo ciekawych artystów (jak chociażby Roisin Murphy, czy Klaxonsów), to od samego początku to właśnie o tej dwójce myślałem jako o największych „odkryciach”. Z ich muzyką zetknąłem się po raz pierwszy w tym samym momencie, na początku wakacji. Od tego czasu mi towarzyszy mi ona w różnych sytuacjach. :)

Background story

Pierwszą piosenkę poznałem dzięki iTunesowi, który w ramach darmowego „Single of the Week” wypuścił utwór ”Black and Gold”. Nie mogłem przestać go słuchać, tak mi się spodobał. Postanowiłem zatem przyjrzeć/przysłuchać się bliżej twórczości pana Sparro i zacząłem słuchać fragmentów utworów z debiatanckiego albumu. To, co znalazłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania (;P) – tyle było tam super kawałków. Bardzo imprezowy styl jego muzyki niezmiernie mi się spodobał. Szczególnie zaś trzy utwory: „S.A.M.S.P.A.R.R.O.”(!), „21st Century Life” i „Too Many Questions”.

Cztery utwory wzbudziły we mnie tak pozytywne emocje, że nie oparłem się przed kupnem albumu, gdy miałem ku temu okazję. Jego zawartość zdecydowanie mnie nie zawiodła, choć za najlepsze kawałki nadal uważam te, które poznałem na samym początku. I tak, jak w wypadku Jasona, chciałem podzielić się moją radością ze słuchania muzyki z Wami. ;)

Zacznę od piosenki, od której się wszystko zaczęło, czyli „Black and Gold”. Singiel ten, jak powiedziała mi S., leciał na okrągło we wszystkich europejskich krajach, które w wakacje odwiedziła. Razem z „American Boy” Estelle, królował wtedy na listach przebojów.

Enjoy!

 

Nie jest to oficjalny teledysk, bo tego nie mogłem znaleźć (ale to no big, bo i tak średnio mi się podobał ;) ), dlatego umieszczam fanowską animację. Drugim utworem jest natomiast mój ulubiony – „S.A.M.S.P.A.R.R.O.”. Obie piosenki są bez oficjalnych teledysków, ale są tak dobre, że nie potrzebują obrazu, by się nim podpierać, dlatego też umieściłem je w takiej formie. ;)

Wspominałem o kawałku „American Boy” Estelle, który współtowarzyszył utworowi Sama na listach przebojów. Zrobiłem to dlatego, że w pewnym momencie odkryłem coś bardzo ciekawego. Otóż Sam Sparro nagrał własną wersję tego utworu, na potrzeby BBC Radio 1 Live Lounge, w którym znane zespoły coverują piosenki znajdujące się obecnie na pierwszym miejscu listy przebojów. Sam zaśpiewał zatem „American Boy„, a efekty były bardzo ciekawe, choć nie lepsze od oryginału.

Zaprezentowne przeze mnie utwory należą raczej do tych spokojniejszych* w repertuarze Australijczyka. Po inne, bardziej dynamiczne utwory odsyłam do jego debiutanckiego albumu, który do usłyszenia jest chociażby tutaj!! (via iTunes).

Może się ta wiedza przydać, gdyż wszystko wskazuje na to, że Sparro zawojuje w najbliższym czasie Polskę, jako że ostatnio w którejś ze stacji radiowych słyszałem jego kawałek „Cottonmouth”. Liczę zatem, że następne też się pojawią. ;)
(Szczególnie ”21st Century Life”, które dobrze powinno odnaleźć się na imprezach). ;)

* – najspokojniejszym jest zaś „Still Hungry„. Piszę o nim, bo za każdym razem, kiedy go słucham, nie mogę się przestać uśmiechać. Sam bowiem śpiewa w niej takim bardzo spokojnym, poważnym głosem, jaki znamy z ballad miłosnych, ale śpiewa o tym, że… właśnie zjadł obiad, ale nadal jest głodny. ;) Zestawienie poważnego tonu, z tym błahym tekstem, bardzo mnie bawi.

Po tym jak zobaczyłem jak wygląda ten post, z dwoma wideo, postanowiłem umieścić dwa dodatkowe. (Mam nadzieję, że nie nie zablokuję serwera przez to jakoś bardzo). Są to oficjalne wideo do piosenek „Cottonmouth” i „21st Century Life”, co byście zobaczyli jak specyficzny styl teledysków kręci Sam. No i oczywiście posłuchali tych bardzo imprezowych kawałków. :D

Enjoy!

 

That’s all I wanted to post this time!

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Music

 

Ladies and Gentlemen, I present to you: Mr. Jason Mraz

16 kwi

Na początku procesu reanimacji (ew. reaktywacji) tego bloga, umieściłem już notkę poświęconą panu Mrazowi. Nie było to jednak wydarzenie godne tego artysty, także teraz się reflektuję i stąd dłuższa notka poświęcona temu genialnemu piosenkarzowi. :)

Background story
Jasona Mraza poznałem w zeszłym roku, w maju, bądź czerwcu, kiedy to w pięknym okresie pomaturalnym (a.k.a najdłuższych wakacji życia ;) ), siedziałem w domu i przerzucałem telewizyjne kanały. W pewnym momencie natrafiłem na Vivę i lecące tam teledyski. Jednym z teledysków, które wtedy obejrzałem, był ten do piosenki… "I’m Yours" Jasona Mraza, właśnie. Piosenka (i teledysk) baardzo mi się spodobały, więc już po paru chwilach znajdowałem się przy komputerze, uruchamiając iTunes’a. Tam niezwłocznie wpisałem nazwisko Mraza i po chwili pojawiłem się już na stronie z jego najnowszą płytą "We Sing. We Dance. We Steal Things". Tam zacząłem słuchać fragmentów jego kawałków. Jeden utwór bardzo mocno przykuł moją uwagę.  Piosenką, która wywarła na mnie tak ogromne wrażenie, było "Dynamo of Volition". Była tak optymistyczna, skoczna, niepodobna do innych znanych mi rzeczy, tak bardzo w moim stylu, że od razu się w niej zakochałem i musiałem ją jak najszybciej mieć na swoim odtwarzaczu.
Te dwie piosenki otworzyły mi drogę do bliższej znajomości z Jasonem. ;)
A reszta to historia. ;)

Teraz jestem już szczęśliwym posiadaczem trzech płyt Mr.A-Z’a, a jego muzyka ciągle mi towarzyszy.
Moja ulubiona piosenka "Dynamo of Voliton", z której zresztą pochodzi cytat, będący tytułem tego bloga (czyli genialny tekst "I’m only a boy in a story, just a halucynatory"), ostatnio trafiła na swoje należyte miejsce, czyli numer 1 w moim "Top 25 Most Played". :D

Dość background story, bo nie będę was zanudzał kolejnymi etapami poznawania nowych płyt i piosenek, przejdę natomiast do sedna całej sprawy, czyli… samej muzyki.

Na początek teledysk do piosenki, od której… wszystko się zaczęło.
Oto "I’m Yours":

Swoją drogą to wersja teledyskowa tej piosenki, przypadła mi do gustu bardziej niż jej wersja płytowa. (bo ma te piękne dodatkowe dźwięki/sylaby w refrenie) ;)
Poza tym piosenka i teledysk są bardzo wakacyjne i bardzo pozytywnie nastrające do życia. :)
Dopatruję się także wpływu tego wideo na panujące od jakiegoś czasu szaleństwo na punkcie… Ray-Banów. Mam wrażenie, że Mraz i ten teledysk, miały duży wpływ na powrót tych mega-lanserskich okularów. …
…Bowiem na pewno przyczynił się do tego, że gdy miałem ku temu okazję, to zaopatrzyłem się w… czarny kapelusz. :)

Utwór numer dwa: "Dynamo of Volition" teledysku nie posiada, więc odsyłam do MySpace’a.

Kolejną piosenką, którą pragnę tutaj zaprezentować jest zatem… "Geek in the Pink".

   

Pomysł sympatyczny, słucha i ogląda się naprawdę dobrze. ;)
A zdjęcie uważam za genialne! :D (a pochodzi z wnętrza okładki do pierwszego albumu Jasona – "Waiting for my rocket to come")

Więcej teledysków nie umieszczam, natomiast przechodzę do polecania kolejnych kawałków. :)
Z góry uprzedzam, że nie zdążyłem się jeszcze dobrze zapoznać ze wszystkimi piosenkami Mraz’a, cały czas odkrywam nowe. Ostatnio np. zakochałem się w "Coyotes" z najnowszej płyty. Nie wiem jak to się stało, że wcześniej  mi umknęła, gdy słuchałem tego albumu. Przecież ta piosenka jest cudowna. (Powodów dopatruję się w tym, że ona ma taki niepozorny początek, tak jak "When the sun goes down" Arctic Monkeys, którą to piosenkę też pokochałem dość późno w mojej znajomości z Małpami, właśnie z powodu tego spokojnego początku).

Inne genialne piosenki Mraza, na które zdecywanie warto zwrócić uwagę:
Piękne, spokojne "Life is wonderful", już nie tak spokojne "Did you get my message?"(!), "Curbside Prophet", "Butterfly" (które btw. jak dla mnie brzmi zupełnie jak "Just the two of us"), oraz cudowne, wręcz wzruszające ( ;) ) "The Beauty in Ugly".
Oczywiście uważam, że inne piosenki też są wspaniałe; wielu wymienianych przez innych fanów Mraza (jak "Plane", "You and I both" czy "Bella Luna") zwyczajnie jeszcze nie znam, ale na pewno bardzo mi się spodobają, kiedy nadejdzie ich czas. ;)
Ogólnie rzecz ujmując jestem bardzo zadowolony, że poznałem muzykę Mraza i czuję, że zostanie ona ze mną na długo. :)
(A tak w ogóle to czekam tylko na moment jak któraś z jego piosenek w końcu trafi do któregoś z oglądanych przeze mnie seriali. Uważam bowiem, że takie "Grey’s Anatomy" bardzo by skorzystało, gdyby jego utwory tam sie pojawiły. Poza tym mam wrażenie, że odnalazłyby się znakomicie, wśród innych ciekawych twórców, których muzyka pojawia się w tym serialu. :) )

      
(Naciśnięcie na którąś z okładek wyśle Cię do iTunes’a, gdzie możesz posłuchać sobie fragmentów utworów Mr.A-Z’a)
Natomiast inne linki znajdują się tutaj:
Oficjalna strona, MySpace, Last.fm, a także… Facebook ;)
Enjoy!

Na zakończenie zachęcam do podpisania się pod petycją, aby Jason odwiedził nasz kraj nad Wisłą.
(A koncerty odbywające się najbliżej nas, to niemieckie miasta: Sttutgart (6lipca) i Freiburg (7lipca)).

I to by było na tyle!
Mam nadzieję, że zaraziłem Was miłością do Mraza, ewentualnie ciekawie o nim przypomniałem tym, którzy już go od dawna znają i uwielbiają. :)
I pamiętajcie – "Life is wonderful", jak to zgrabnie ujął w tytule jednej z piosenek. :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS