RSS
 

Notki z tagiem ‘star-wars’

Presents from the Dark Side

24 gru
Święta czas zacząć! :D
Z tej okazji chciałem Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia: pomyślności, radości, niegasnącej kreatywności oraz tony doskonałych filmów w kinach! Chciałem Wam również sprezentować mały podarunek pod Choinkę.

Wybór padł na specjalne odcinki Family Guy’a.
Nie wiem wprawdzie czy powinienem Was namawiać na seans tego kontrowersyjnego, a czasami wręcz obrazoburczego serialu, w którym twórcy nabijają się dosłownie ze wszystkiego. Co ja jednak poradzę, że nagminnie się zaśmiewam, oglądając jego kolejne odcinki?
Produkcja przyciąga mnie swoim nietuzinkowym humorem. Jest szalenie zabawna! Występują tu chyba wszystkie możliwe typy humoru: od slapstickowych sytuacji aż do czystego absurdu.
Ogromnym atutem "Family Guy’a" jest też intertekstualność, czyli szerokie cytowanie innych produkcji. W niemal każdym odcinku twórcy odwołują się do jakiegoś znanego zjawiska popkultury i stawiają je w nowym, ciekawym świetle.

W 2007 roku poszli o krok dalej. Stworzyli specjalny odcinek parodiujący "Nową Nadzieję" – IV Epizod Gwiezdnej Sagi George’a Lucasa.
Odcinek, dzięki swojej szczegółowości oraz wierności oryginałowi, okazał się dużym sukcesem. Tak dużym, że twórcy poszli za ciosem i stworzyli dwie kolejne części. Przed trzema dniami światło dzienne ujrzała najnowsza odsłona. Epizod "It’s a Trap!" to parodia "Powrotu Jedi".
Z wielką chęcia zobaczę, co twórcy zaoferowali nam tym razem. Was równiez do tego zachęcam.
Enjoy!

Blue Harvest

Something, Something, Something Dark Side

It’s a Trap!

Moja przygoda z "Family Guy’em" rozpoczęła się właśnie od tych odcinków. Epizody specjalne podobały mi się tak bardzo, że z chęcią skusiłem się też na odcinki zwyczajne, kiedy nadarzyla się ku temu okazja.
Jestem wielce zadowolony z tej decyzji. Dzięki serialowi zapewniam sobie bowiem częste dawki śmiechu. Właśnie dlatego pomyślałem, że może to być dobry prezent Gwiazdkowy także dla Was. :)

Wszystkiego najlepszego! :)
(HO.HO.HO!) ;)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Presents from the Dark Side

24 gru
Święta czas zacząć! :D
Z tej okazji chciałem Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia: pomyślności, radości, niegasnącej kreatywności oraz tony doskonałych filmów w kinach! Chciałem Wam również sprezentować mały podarunek pod Choinkę.

Wybór padł na specjalne odcinki Family Guy’a.
Nie wiem wprawdzie czy powinienem Was namawiać na seans tego kontrowersyjnego, a czasami wręcz obrazoburczego serialu, w którym twórcy nabijają się dosłownie ze wszystkiego. Co ja jednak poradzę, że nagminnie się zaśmiewam, oglądając jego kolejne odcinki?
Produkcja przyciąga mnie swoim nietuzinkowym humorem. Jest szalenie zabawna! Występują tu chyba wszystkie możliwe typy humoru: od slapstickowych sytuacji aż do czystego absurdu.
Ogromnym atutem "Family Guy’a" jest też intertekstualność, czyli szerokie cytowanie innych produkcji. W niemal każdym odcinku twórcy odwołują się do jakiegoś znanego zjawiska popkultury i stawiają je w nowym, ciekawym świetle.

W 2007 roku poszli o krok dalej. Stworzyli specjalny odcinek parodiujący "Nową Nadzieję" – IV Epizod Gwiezdnej Sagi George’a Lucasa.
Odcinek, dzięki swojej szczegółowości oraz wierności oryginałowi, okazał się dużym sukcesem. Tak dużym, że twórcy poszli za ciosem i stworzyli dwie kolejne części. Przed trzema dniami światło dzienne ujrzała najnowsza odsłona. Epizod "It’s a Trap!" to parodia "Powrotu Jedi".
Z wielką chęcia zobaczę, co twórcy zaoferowali nam tym razem. Was równiez do tego zachęcam.
Enjoy!

Blue Harvest

Something, Something, Something Dark Side

It’s a Trap!

Moja przygoda z "Family Guy’em" rozpoczęła się właśnie od tych odcinków. Epizody specjalne podobały mi się tak bardzo, że z chęcią skusiłem się też na odcinki zwyczajne, kiedy nadarzyla się ku temu okazja.
Jestem wielce zadowolony z tej decyzji. Dzięki serialowi zapewniam sobie bowiem częste dawki śmiechu. Właśnie dlatego pomyślałem, że może to być dobry prezent Gwiazdkowy także dla Was. :)

Wszystkiego najlepszego! :)
(HO.HO.HO!) ;)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Something, Something, Something Dark Side #2

09 kwi

(czyli "StarWarsowych" uwag ciąg dalszy).

Ostatnio natrafiłem na taką informację i pomyślałem, że się nią podzielę.
Kolejne oficjalne dzieło w świecie "Gwiezdnych Wojen"? Ukazujące "zwyczajne" galaktyczne życie? Lucas naprawdę nie próżnuje i ciągle wynajduje nowe sposoby, aby jego saga ciągle była obecna w teraźniejszym obiegu popkultury. W zasadzie można się tylko cieszyć, gdyż obrazy z tej serii są naprawdę znakomite. Mam nadzieję, że nowy projekt też okaże się dziełem na wysokim poziomie.
Poza tym odkryłem ostatnio kolejne dzieła inspirowane Gwiezdną Sagą i tak bardzo mi się one spodobały, że aż postanowiłem umieścić tutaj kilka zdjęć je przedstawiających.
Chodzi o projekt "Stormtroopers 365" prowadzony na Flickrze przez Stefano, a przedstawiający Szturmowców w sytuacjach z "życia codziennego". Projekt jest naprawdę ciekawy, fajnie zrealizowany i szalenie zabawny.
Wszystkie zdjęcia z kolekcji można znaleźć tutaj, ja natomiast chciałem zaprezentować kilka z najbardziej urzekających projektów.
Enjoy!

(W kolejności: "Hopscotch", "Credit Cut in Imperal Communication", "Camouflage #3", "Can you read this, Luke Skywalker?", "Cymbal Cleaning Squad", Simpson’s Tribute, oraz moje ulubione: "The Glue Side of the Force" , Vader’s Babby Care Lesson)
Muszę przyznać, że wielorakość sposobów w jaki ludzie inspirują się dziełami Lucasa jest naprawdę powalająca. :)
PS. Na Filmstocku można oglądać teledysk do StarWarsowej wersji "Empire State of Mind" duetu Jay-Z/Alicia Keys. (To tak w temacie dzieł inspirowanych, umieszczam).
Tym razem tyle. May the Force be with you! :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Something, Something, Something Dark Side #2

09 kwi

(czyli "StarWarsowych" uwag ciąg dalszy).

Ostatnio natrafiłem na taką informację i pomyślałem, że się nią podzielę.
Kolejne oficjalne dzieło w świecie "Gwiezdnych Wojen"? Ukazujące "zwyczajne" galaktyczne życie? Lucas naprawdę nie próżnuje i ciągle wynajduje nowe sposoby, aby jego saga ciągle była obecna w teraźniejszym obiegu popkultury. W zasadzie można się tylko cieszyć, gdyż obrazy z tej serii są naprawdę znakomite. Mam nadzieję, że nowy projekt też okaże się dziełem na wysokim poziomie.
Poza tym odkryłem ostatnio kolejne dzieła inspirowane Gwiezdną Sagą i tak bardzo mi się one spodobały, że aż postanowiłem umieścić tutaj kilka zdjęć je przedstawiających.
Chodzi o projekt "Stormtroopers 365" prowadzony na Flickrze przez Stefano, a przedstawiający Szturmowców w sytuacjach z "życia codziennego". Projekt jest naprawdę ciekawy, fajnie zrealizowany i szalenie zabawny.
Wszystkie zdjęcia z kolekcji można znaleźć tutaj, ja natomiast chciałem zaprezentować kilka z najbardziej urzekających projektów.
Enjoy!

(W kolejności: "Hopscotch", "Credit Cut in Imperal Communication", "Camouflage #3", "Can you read this, Luke Skywalker?", "Cymbal Cleaning Squad", Simpson’s Tribute, oraz moje ulubione: "The Glue Side of the Force" , Vader’s Babby Care Lesson)
Muszę przyznać, że wielorakość sposobów w jaki ludzie inspirują się dziełami Lucasa jest naprawdę powalająca. :)
PS. Na Filmstocku można oglądać teledysk do StarWarsowej wersji "Empire State of Mind" duetu Jay-Z/Alicia Keys. (To tak w temacie dzieł inspirowanych, umieszczam).
Tym razem tyle. May the Force be with you! :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Looking for love in Alderan places.

07 mar



"Fanboys" opowiada o grupie fanów "Gwiezdnych Wojen", którzy postanawiają włamać się na ranczo George’a Lucasa, aby przedpremierowo zobaczyć "Epizod I".

Film chwilami jest bardzo zabawny, humorystycznie ukazuje walkę pomiędzy fanami "Gwiezdnych Wojen" i "Star Treka", parodiuje motywy i poszczególne momenty z oryginalnej trylogii, posiada niezliczoną ilość inside-joke’ów związanych z sagą Lucasa, a także ma niezłą obsadę, zwłaszcza tę epizodyczną. Nie pojawia się wprawdzie sam George L., ale możemy tutaj oglądać Carrie Fischer, czy innych aktorów znanych z Gwiezndej Sagi, w tym Billy Dee Williamsa (Lando Calrissian z Epizodów IV i V), czy Ray’a Parka (Darth Maul z Epizodu I). Swój epizod ma także William Shatner, czyli oryginalny kapitan Kirk ze "Star Treka".

Cytat z tytułu notki jest jednym z wielu przykładów inside-joke’ów, które pojawiają się w filmie. Być może nie jest to najśmieszniejszy dowcip tej komedii, jednak to właśnie on kołatał mi się w pamięci, kiedy zastanawiałem się jaki tytuł nadać temu tekstowi. Po prostu doskonale oddaje styl humoru, panujący w "Fanboys" i razem ze sceną w zsypie (identycznym jak ten z "Nowej Nadziei"), podobał mi się chyba najbardziej.
Ostatecznie odrzuciłem drugi cytat, określający tematykę filmu: "We invade the (Skywalker) ranch or die trying", w zasadzie z powodu tego, co opisałem poniżej.

(Następny paragraf jest full-on spoiler! You’ve been warned).
Mam natomiast problem z wątkiem Linusa. Głównie dlatego, że przez cały film myślałem, że to, że jest on śmiertelnie chory, jest jedynie kłamstwem, które podali koledzy, aby pogodzić byłych najlepszych przyjaciół. Po prostu kwestie dotyczące choroby chłopaka są wypowiedzianie z taką nonszalancją, z jaką wypowiadane są tu wszystkie inne kwestie. Nic nie wskazuje na to, że dotyczą rzeczywistego dramatu i sytuacji zagrożenia życia. Zresztą przez cały film ten wątek jest w zasadzie poboczny i mało się o nim mówi. Dlatego niezmiernie dziwi, a także pozostawia niesmak, kiedy pod koniec filmu okazuje się, że Linus umarł. Bo to też jest ukazane w zupełnie beznamiętny sposób. Nie ma w tym ani krztyny dramatu. A trochę by go wypadało, skoro jedna z głównych postaci umiera!! 
Właśnie przez ten brak dramatyzmu, po seansie pozostałem z poczuciem niesmaku. I tak sobie wtedy pomyślałem – co by szkodziło twórcom po prostu NIE dodawać tego wątku? Czy nie byłoby wystarczającą motywacją połączenie skłóconych przyjaciół i spełnienie marzeń z dzieciństwa, żeby wyruszyć w podróż, którą bohaterowie odbywają w filmie?! Wtedy nie byłoby źle poprowadzonego wątku choroby, nie byłoby też poczucia niesmaku, a sam film pozostałby czystą komedią. A tak pozostaje komedią, w której bohater na koniec ginie! Śmieszne, haha! :(
(Spoiler-off)

To w zasadzie mój główny zarzut wobec "Fanboys’ów". Jak się jednak później dowiedziałem (dzięki Wikipedii oraz jej linkom), sposób poprowadzenia wątku w ostatecznej wersji filmu, wyniknął z nieprofesjonalnej strategii przeprowadzonej przez dystrybutora filmu, (związanej ze zmianą reżysera, dokrętkami, przemontowywaniem gotowego materiału, itd). Nie chcę wchodzić w większe szczegóły, o wszystkim można poczytać na podlinkowanych na Wikipedii stronach.

Mam wrażenie, że gdyby nie to nieumiejętne poprowadzenie wątku, film byłby naprawdę dobry i zapamiętałbym go na dłużej. Natomiast w wersji, w której go widziałem, jest jedynie niezły, da się na nim trochę pośmiać, po czym nadchodzi beznadziejne rozwiązanie jednego z wątków i poziom filmu diametralnie spada. Zostaje na tym niskim poziomie, po czym… następuje koniec! A przez to czuję, że ten obraz dość szybko zniknie z mojej pamięci. :(

Ogólnie rzecz biorąc film zapowiadał się obiecująco, jednak w ostatecznej wersji, w której został wypuszczony, niestety zawodzi. Ma wprawdzie swoje całkiem zabawne momenty, jednak jako całość nie wypada najlepiej. A szkoda, bo przecież: mogło być tak pięknie!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Movies

 

Something, Something, Something Dark Side.

06 mar

(czyli notka dotycząca innych dzieł kultury inspirowanych sagą Lucasa).

Pomiędzy starą, a nową trylogią, miałem chwilę przerwy, a nadal będąc na "StarWars-owym" głodzie musiałem znaleźć sobie odpowiedni substytut, związany w jakiś sposób z sagą.
Wybór padł na Family Guy’a i jego specjalne odcinki parodiujące dzieło Lucasa. Mimo, że samego serialu nie oglądam, to muszę przyznać, że zarówno "Blue Harvest", jak i "Something, Something, Something Dark Side" niezmiernie mi się podobały i bardzo dobrze się na nich bawiłem.
Trzeba przyznać Sethowi MacFarlane’owi (twórcy "Family Guy’a"), że zna się na Gwiezdnych Wojnach. Większość scen odwzorowuje bowiem w dokładny sposób kadry z oryginalnej sagi, a nawet pojawiają się dokładne cytaty, słowo w słowo. Oczywiście momentów dodanych, karykaturalnych i humorystycznych też jest bez liku, ale zaskoczony byłem tym, że cytuje się tutaj w tak dokładny sposób oryginalne dzieło i oryginalne dialogi.
Wybawiłem się znakomicie i już nie mogę się doczekać części trzeciej, której tytuł to najprawdopodobniej "We Have a Bad Feeling About This".

Pomiędzy poszczególnymi częściami skusiłem się też na obraz "Fanboys", opowiadający o fanach Gwiezdnej Sagi. O moich wrażeniach po seansie już w następnej notce.

Wpadłem jeszcze na dwa pomysły zapełnienia sobie czasu pomiędzy kolejnymi częściami sagi. Ostatecznie jednak z nich nie skorzystałem, wybierając oryginalne Epizody, które udało mi się już wtedy zdobyć. Co mi jednak szkodzi napisać, że tymi pomysłami były:

-> "Space Balls" – parodia Gwiezdnej Sagi, w reżyserii Mela Brooksa. Dawno temu kiedyś ją widziałem i z tego co pamiętam całkiem mi się podobała. Trudno mi powiedzieć czy teraz miałbym podobne odczucia. Nie miałem jednak jakiejś dużej ochoty oglądać ponownie tej parodii, gdyż wystarczyły mi specjalne epizody "Family Guya".
-> "Clone Wars". W zasadzie wszystkie trzy jego odsłony. Serial Genndy’ego Tartakovskiego (twórcy "Laboratorium Dextera") animowany tradycyjną metodą, nowy serial robiony komputerowo oraz film będący wstępem do tej nowej odsłony serialu. Wszystkie trzy wersje opowiadają o wydarzeniach pomiędzy Epizodem II, a Epizodem III, czyli okresie znanym jako Wojny Klonów. Należą też do oficjalnego kanonu opowieści, gdyż są "pobłogosławione" przez samego Lucasa.
Wersję Tartakovskiego kiedyś oglądałem i bardzo mi się podobała, gdyż pełno w niej wartkiej akcji. Nowe wersje jakoś nieszczególnie mnie ciągnęły, zwłaszcza, że słyszałem dość nieprzychylne opinie na ich temat.

Kolejną rzeczą, którą robiłem na GwiezdnoWojennym-głodzie, było poszukiwanie filmowej używki, w postaci DVD ze wszystkimi częściami sagi. W ramach tych poszukiwań byłem w Empiku, Trafficu, Saturnie, wypożyczalni DVD i wszedłem na stronę Merlin.pl. Nigdzie jednak nie odnalazłem "Gwiezdnych Wojen". Nigdzie też nie byli mi w stanie powiedzieć kiedy będą ponownie dostępne na rynku. W poszczególnych miejscach można było wprawdzie dostać pojedyncze części, ale i tak nie dało się z nich złożyć całości serii. I niezmiernie mnie to dziwi. Przecież nie jest tak, że nie ma popytu na dzieła Lucasa. A może wszyscy już posiadają Gwiezdną Sagę w swojej kolekcji, więc nie ma dla kogo produkować kolejnych edycji?! Generalnie rzecz biorąc – byłem strasznie zawiedziony tym, że nie można ich nigdzie odnaleźć. Na szczęście od czego jest Internet oraz Allegro?

Na zakończenie chciałem jeszcze podać kilka linków do stron związanych z sagą. I tak – strona Wikipedii, która zawiera bardzo dużo ciekawych informacji, strona oficjalna (chaotyczna i obecnie poświęcona głównie "Clone Wars", jednak również zawierająca wiele informacji), krótkie recenzje Billie Doux, (jako przykład jednego z głosów, które powiedziały już wszystko o "Gwiezdnych Wojnach"), a także link do strony Adidasa, który wypuścił kolekcję ubrań inspirowanych dziełem Lucasa, jak również strona artystki Mari Kasurinen, która stworzyła specyficzną kolekcję figurek inspirowanych różnymi kultowym filmami, w tym "Gwiezdnymi Wojnami".

 
Tym samym kończę moje "Star-Warsowe" rozmyślenia. Bardzo miło było wrócić do tych wspaniałych filmowych wspomnień i poznać też nowe dzieła związane z sagą. Trochę zatem szkoda, że to już koniec. Na szczęście koniec niepermanentny, a trwający do następnego razu, kiedy sięgnę po Gwiezdną Sagę. ;)

Niech Moc będzie z Wami!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Welcome (on the path) to the Dark Side.

04 mar

Nowa trylogia "Gwiezdnych Wojen" jest nieco inna od oryginalnej, co wcale nie oznacza, że jest od niej dużo gorsza.

Po pierwsze – fakt, że Lucas postanowił odczekać więcej czasu, aby technologia dogoniła jego wizję artystyczną, był całkiem sprytny. W Epizodach I-III efekty są bowiem bardzo dopracowane i zrobione doskonale. Oczywiście w oryginalnej trylogii też się do nich przykładano, jednak technologia nie umożliwiała doprecyzowania ich w taki sposób, jak jest to zrobione w nowej trylogii.


Po drugie – nowe części są na pewno dużo bardziej szczegółowe niż części "IV-VI". To znaczy Lucas bardzo dużo uwagi poświęcił tutaj różnorodnym szczegółom, a także zasadom rządzącym światem Jedi.

Po trzecie – dobór aktorów jest naprawdę dobry. Wszyscy odnajdują się tutaj doskonale.
Szczególnie przypadł mi do gustu Ewan McGregor jako Obi-Wan Kenobi. W swojej roli jest bardzo przekonujący i dobrze wypada. Do reszty obsady, wśród której są Natalie Portman, Samuel L. Jackson, Liam Neeson, Christopher Lee czy Ian McDiarmid, także trudno się przyczepić.
Również Hayden Christensen w zasadzie nie jest taki zły, jak o nim mówiono. To znaczy rzeczywiście były momenty, w których mógłby grać lepiej i bardziej uwypuklać pewne emocje, jednak w ogólnym rozrachunku sprawdził się w swojej roli i stał się nosicielem dramatu swojego bohatera, tworząc z niego ciekawą postać.

Po czwarte – w przypadku nowej trylogii jeszcze trudniej niż w przypadku starej, mówić o wszystkich filmach na raz. O ile w częściach "IV-VI" poziom był względnie porównywalny, o tyle tutaj poszczególne części dużo bardziej różnią się od siebie.


Epizod I rzeczywiście jest momentami nad wyraz dziecinny, jednak czemu się dziwić, skoro główny bohater sam jest dopiero małym chłopcem. Być może, gdyby Anakin w "Mrocznym Widmie" był nieco starszy, sam film też byłby nieco bardziej dojrzały? Na szczęście nie jest jednak tak, że "Epizod I" jest zupełnie niestrawny i nie da się go oglądać. On też ma kilka swoich dobrych momentów.

Epizod II natomiast w zasadzie jest całkiem niezły. Za pierwszym razem niezmiernie irytował mnie w nim jego rozbudowany wątek miłosny i związane z nim sielankowe sceny na łące. Teraz natomiast wiem, że był on częścią większej historii, miał swój cel i w zasadzie był potrzebny. Do tego w "Ataku Klonów" mamy naprawdę dużo sekwencji akcji, a ta ukazana jest w bardzo przystępny i ciekawy sposób. Także jest na co popatrzeć i co z emocjami śledzić.
Na dodatek już tutaj pojawiają się pierwsze przebłyski orbitowania Anakina ku Ciemnej Stronie. Plusem jest także pojawienie się Łowcy Głów – Bobby Fetta, który był ulubieńcem wielu fanów, a tutaj ma nieco większą rolę do odegrania, oraz armii Szturmowców/Klonów.

Epizod III
Po tym jak pierwszy raz widziałem "Zemstę Sithów", film jedynie średnio mi się podobał. Teraz jednak, kiedy dużo bardziej wkręciłem się w "Gwiezdne Wojny", jestem nim wręcz zachwycony! Nie dość, że jest to najlepsza część nowej trylogii, to na dodatek jest to idealne zwieńczenie całej serii, można wręcz rzec – perła w jej koronie.
To, co mnie tutaj najbardziej urzekło, to atmosfera. Ta jest bowiem gęsta i ciężka. Czuje się duży ładunek emocjonalny, a film trzyma w napięciu. W zasadzie jest to jedyna część sagi o tak dużym ładunku emocji. Ogromna w tym zasługa tego, że znamy już części "IV-VI", wiemy, co wydarzy się potem. Ta wiedza dodaje tego bagażu emocjonalnego i sprawia, że to, co widzimy na ekranie jest naprawdę dramatyczne. Doskonale uwypuklony jest tragizm Anakina/Vadera, a także ścieżka niezrozumienia, odrzucenia, kłamstw, spisków, strachu i zawodu, jaki sprawiają inni swoimi czynami, które przywiodły Anakina do Ciemnej Strony. Widać tu też miłość(!), marzenia o potędze i chęć panowania nad przyszłością i przeciwnościami losu. 
Lucas zrobił kawał dobrej roboty, ponieważ ta część jego opowieści zdecydowanie mocno oddziaływuje na widza. 

"Epizod III" utrzymany jest w zupełnie innym klimacie od pozostałych filmów. Dlatego się wyróżnia. Dlatego też uważam, że jest doskonałym zwieńczeniem sagi. Elementem najbardziej emocjonalnym, najbardziej tragicznym ze wszystkich części. Jest to zatem innego rodzaju doświadczenie, jednak doskonale uzupełniające się z tym, co już poznaliśmy i pokochaliśmy wcześniej. 

Niezmiernie podobało mi się też, że Lucas pamiętał o umieszczeniu pewnych ważnych dla ciągłości historii elementów. To, że mówi się, żeby robotom (C-3PO i R2D2) usunąć pamięć, czy to, że Mistrz Obi-Wana, Qui Gonn Jinn poznał tajniki nieśmiertelności, którymi może podzielić się ze swoim uczniem, wyjaśniają to, czego świadkami byliśmy w kolejnych epizodach. Do tego wszystkiego w tej części pojawia się nawet Chewbaca, a my możemy wreszcie zobaczyć jego rodzinną planetę Kashyyk. Możemy także nieco bliżej przyjrzeć się Alderanowi, czyli rodzinnej planecie księżniczki Lei, zanim ta zostanie zupełnie zniszczona w "Nowej Nadziei".
Wszystko to sprawia, że obie trylogie łączą się w piękną całość. 

Dlatego też tym razem, kiedy bardziej nasiąknąłem światem tej Lucasowej opowieści, "Epizod III" oglądało mi się doskonale! Jestem też niezmiernie zadowolony, że wreszcie zdecydowałem się powtórzyć moją "GwiezdnoWojenną" przygodę i wejść w jej świat mocniej niż dotychczas. Przysporzyło mi to bowiem jeszcze większych emocji i sprawiło, że bawiłem się wyśmienicie.

Na sam koniec moich "Star Warsowych" rozważań, chciałem jeszcze przytoczyć trzy teaserowe plakaty nowej trylogii, gdyż są one po prostu piękne w swojej prostocie, oraz uwypuklają zazębianie się obu części Gwiezdnej Opowieści.

I to w zasadzie już tyle, co chciałem napisać! Niech Moc będzie z Wami!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Movies

 

Welcome to the Dark Side.

25 lut

O "Gwiezdnych Wojnach" powiedziano i napisano już w zasadzie wszystko. Wszyscy wiemy jaki wpływ dzieło Lucasa miało i nadal ma na popkulturę, jakie szaleństwo towarzyszyło premierze nowych części sagi i że powstała ogromna ilość opowieści, filmów i produktów, związanych z tymi trzema oryginalnymi filmami.

Dlatego też nie chcę pisać długo. Miałem po prostu ochotę tak kronikarsko zanotować sobie, że wreszcie zabrałem się za ponowne obejrzenie Gwiezdnej Sagi, i że teraz, kiedy już to zrobiłem, muszę przyznać, że było to bardzo miłe przeżycie, i że bawiłem się po prostu znakomicie. Szczególnie na "Epizodzie Piątym", czyli "Imperium Kontratakuje". Te dwie godziny filmu zleciały mi jak lotem błyskawicy, czy raczej jak lotem w prędkości nadgwiezdnej, pozostawiając mnie w dużym niedosycie, kiedy na ekranie pojawiły się napisy końcowe. Seans kolejnej części również był przyjemny, ale to chyba "Imperium" góruje, jeśli idzie o ilość pozytywnych wrażeń w trakcie oglądania.
Mimo trzydziestu-trzech lat, jakie minęły od premiery pierwszej (a właściwie "czwartej") części Gwiezdnych Wojen, filmy o przygodach gwiezdnych wojowników, nadal doskonale się ogląda i przysparzają wielu wspaniałych wrażeń.

Po seansie zastanawiałem się czemu właściwie Mark Hamill (Luke), ani Carrie Fischer (Leia) nie zrobili jakichś oszałamiających karier filmowych. Wprawdzie oboje występowali w innych filmach od tamtego czasu, jednak żaden z nich nie przyniósł im większego rozgłosu. A karierowy krok milowy mieli przecież za sobą.
(Ostatnio dowiedziałem się, że być może było to spowodowane tym, że Mark Hamill popadł w nałóg alkoholowy, a Carrie Fischer miała wtedy ciężką sytuację rodzinną. No cóż – to rzeczywiście trochę wyjaśnia).
Tylko Harrison Ford stał się gwiazdą i aktorem pierwszej kategorii, jednym z tych, którzy rozpoznawani są gdziekolwiek się nie pojawią. I rzeczywiście jest to duża zasługa "Gwiezdnych Wojen" (oraz wypuszczonego w mniej wiecej tym samym czasie "Indiany Jonesa" oczywiście).

Ostatnio krążą plotki o tym, że Lucas planuje wypuścić "Gwiezdne Wojny" w wersji 3D. Zobaczymy, co z tych planów wyjdzie, ale wszystko wskazuje na to, że projekt dojdzie do skutku, a ludzie po raz kolejny będą walić drzwiami i oknami, żeby zobaczyć swoją ulubioną historię, w nieco innej oprawie wizualnej.
W zasadzie wcale im się nie dziwię. Będąc po obejrzeniu starej trylogii, nadal czuję "Star-Warsowy" niedosyt i już planuję seans nowych części. Wprawdzie te są już inne niż oryginalne, ale mają też swoje dobre momenty i pamiętam, że na epizodach I-III, także dobrze się bawiłem. Czas to powtórzyć! :)

To na razie tyle, co chciałem napisać w temacie "Gwiezdnych Wojen". Nie pozostaje mi zatem już nic innego jak powiedzieć:
Niech Moc będzie z Wami! :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Movies

 
 

  • RSS